Sprawdź nas też tutaj

News

Peja rzucił alkohol 10 lat temu. „Chciano nas spisać na straty”

Raper obchodzi wyjątkową rocznicę.

Opublikowany

 

peja raper
fot. IG/pejaslumsattack

Tradycyjnie, jak co roku Peja podzielił się swoimi przemyśleniami na temat uzależnienia od alkoholu. Dzisiejsza rocznica jest wyjątkowa, bo raper nie pije już od 10 lat.

Poniżej pełna wypowiedź Rycha na ten temat:

„Szczerze to nie wiem jak zacząć. Może zacznę od refleksji na temat trzeźwienia. Od dłuższego czasu utrwalam słowa zasłyszane od przyjaciół, że trzeźwienie zaczyna się w 6-7 roku abstynencji. Nie piszę o tym bez powodu. W końcu pierwszy publiczny wpis o mojej drodze ku trzeźwości popełniłem obchodząc 6 rocznicę. Przypadek? Na pewno byłem tym nieco zaskoczony. Na pewno kupiłem te słowa jako pewnik, że idzie lepsze. Że zmiany jakie zachodzą są zauważalne nie tylko w oczach ludzi, z którymi dzielę się swoim doświadczeniem. Sam te zmiany zaczynam powoli dostrzegać. Mimo popełnianych błędów, całej gamy wad, prób sprawowania kontroli (nadal!) nad rzeczami na, które nie mam wpływu ale również świadomości własnych braków staram się być szczęśliwy. Bo jak wiemy szczęśliwym się bywa a nie jest cały czas. Tego akurat nie rozumiałem gdy piłem. Rozpaczliwie szukałem szczęścia w zmianie nastroju, który z założenia miał się poprawić na lepsze. I wiecie co? Z tym byciem szczęśliwym całkiem nieźle mi idzie. Czasem się zastanawiam czy gdybym wcześniej ustalił właściwą hierarchię priorytetów uniknąłbym pewnych błędów, złych decyzji, nieszczęść i fatalnej kondycji w sferze mentalnej? Otóż nie. Z jednej prostej przyczyny. W czasie gdy piłem nie mogło być o tym mowy. To picie było naczelnym priorytetem. Ubrane w ładne słowa staczanie się pod płaszczykiem niewinnej zabawy i dalekosiężne plany, z których wytwarzała się nerwówka gdy po jako takim ogarnięciu się próbowałem wdrożyć plan ratunkowy by uniknąć kolejnych porażek w życiu zarówno osobistym jak i zawodowym.

Plany były zawsze pierwszorzędne. Wykonanie jednak bardzo freestylowe. Stwórca musiał mieć niezły ubaw. Spytacie zapewne – na chuj to biczowanie się? Było minęło. Może minęło ale pamięć pozostała. Zapewne nie zdaję sobie sprawy ilu ludzi ma ze mną jakieś wspomnienia z tamtego okresu. Nie zawsze dobre. Być może słuszne. Być może krzywdzące. Dobrze pamiętam jak trudno zachować obiektywizm. Również mnie. Pisząc te słowa niewiele się zastanawiam. Trochę tak jakbym spisywał własne myśli. W końcu nie wiedziałem od czego zacząć. Chwilę mi zajęło zanim cokolwiek napisałem. Ale to dobrze. Piszę swobodnie bez zbędnej analizy i strachu przed oceną. To moja opowieść, w której postawiłem na szczerość. No bo jak inaczej? Nie zawsze taki byłem. Czasem myślałem, że jestem. Często bywałem szczery aż nadto. Czasem myślę, że jest to moja nadrzędna wada a nie zaleta. Nadal staram się odpowiadać szczerze. Nawet, jeśli miałoby mi to zaszkodzić. Mogę się zmieniać na wielu płaszczyznach. Pewnych rzeczy się nie da. Najważniejsze aby wiedzieć gdzie granica między szczerością a naiwnością. Bo jak mówi Desiderata: „…Świat pełen jest oszustwa…”. Wracając do pytania o hierarchię wartości, priorytetów – czy, jeśli zatem postawiłem na przebudowę, szczere pragnienie zaprzestania picia, rozwój duchowy, wyznawanie zasad opartych na szacunku i zaufaniu mam szansę na bycie szczęśliwym? No jasne! Czy mam szansę by uniknąć wszystkich błędów i przykrych konsekwencji wynikających z ich popełnienia? Czy uniknę dyskomfortu wynikającego z konfliktu z drugim człowiekiem, lub spowodowanym wewnętrznym napięciem (ach te wytłumaczenia!) następstw złych decyzji? Otóż nie! Nie picie w oparciu o program AA i postępowanie według przyjętych powszechnie norm nie jest w stanie mnie przed tym uchronić. Po pierwsze jestem człowiekiem a nie wyśmienicie zaprogramowaną maszyną, która w oczywisty sposób zlikwiduje każdy błąd uprzednio wcześnie rozpoznając zagrożenie. Po drugie jestem alkoholikiem. Ile czasu musi jeszcze upłynąć zanim nauczę się rozpoznawać co właściwe a co nie? Jak postępować z ludźmi? Jak okazać wyrozumienie, empatię? Jak nie angażować się w spory? Nie oceniać? Oczywiście dysponuje tym wszystkim na co dzień ale czy zawsze z tego korzystam? Mógłbym oczywiście napisać, że ludzie, których nie dotknęło uzależnienie postępują podobnie. I że każdy ma prawo do błędów, gniewu i różnych słabostek. Ale mówię o sobie – Ryszardzie alkoholiku. Nie o całym świecie. Bez wymówek i usprawiedliwień. Po trzecie również i ja od dłuższego czasu wyznaję zasadę, że wszystko jest po coś. Nie wiem czy obstawałbym przy tym w obliczu wielkiego nieszczęścia jak choroba lub śmierć najbliższych – bo choć i ten element przerobiłem lata temu nie chciałbym ponownie zostać wystawiony na próbę. Dlatego zdaję sobie sprawę, iż są ludzie, którzy nie zgodzą się z tym, że wszystko jest po coś. Jednak dla mnie to dobra metoda na godzenie się z tym, że nie mam na coś wpływu pomimo, iż na początku jest tak trudno to zaakceptować.

Utrata przyjaciela, zerwanie zaręczyn, rozwód, śmierć najbliższych, niepowodzenia zawodowe, niesprawiedliwa ocena, utrata zdrowia (mój alkoholizm) – nie myślcie, że czasem do tego nie wracam. Nie zawsze przechodzę nad tym stwierdzając – że wszystko to wydarzyło się po coś. Czasem myślę, co by się stało gdy przyjdzie o jedno coś za dużo. Czy znajdę na tyle siły, by zaakceptować zastaną rzeczywistość i uznać bezsilność wobec tej sytuacji, wobec rzeczy, które bezpośrednio uderzają w moje poczucie bezpieczeństwa? Czy będę pamiętał o mojej bezsilności wobec alkoholu, o której mówi pierwszy krok? Nie na wszystko mam odpowiedź ale napiszę, że robię wszystko aby w razie zdarzeń skrajnie kryzysowych czerpać z siły duchowej jakkolwiek dziwnie dla niektórych to zabrzmi (choć kiedy piłem nagrałem utwór „Duchowo mocny” – jednak znaczenie tych słów zinterpretowałbym dziś zupełnie inaczej), którą zyskuję przez uczestnictwo w mityngach AA. To właśnie ta siła jest dla mnie codzienną tarczą dla rzeczy, zdarzeń uczuć i ludzi, z którymi nie jest mi po drodze. Wiem również, że dzięki grupie nigdy nie zostanę sam. Powiem więcej. Nigdy w całym moim pokręconym życiu nie miałem przy sobie tylu oddanych, szczerych i wspaniałych osobowości jak na mityngowej sali. Dziękuję Wam za szczerość i odwagę z jaką stawiacie czoła rzeczywistości na trzeźwo. Dziękuję Wam za Wasze świadectwo i doświadczenie, którym dzielicie się ze mną na każdym spotkaniu. Dla wielu z nas grupa jest jak rodzina. Nikt inny nie zrozumie mnie lepiej niż drugi trzeźwiejący alkoholik. Ta rodzina chroni moje życie i dba o mnie. Wysłucha z szacunkiem, dopuści do głosu. Nie generuje konfliktów. Nie komentuje i nie ocenia. Ta rodzina to skarbnica wiedzy na temat prawdziwego życia. Cieszę się, że ta rodzina się powiększa. Cieszę się, że dzięki Wam mój własny dom jest coraz częściej bardziej uporządkowany. Że ubiegły rok był również naprawdę dobry a moje relacje z najbliższymi nie uległy pogorszeniu. Wręcz przeciwnie. I choć nadal jestem zdania, że na nic nie starcza mi czasu, że nie realizuje wszystkiego co sobie wymyśliłem, staram się być jak najlepszym mężem i tatą. Swoją pracę również tę zawodową wykonuję solidnie dając zawsze maksimum możliwości. Kiedy wychodzi moja niekonsekwencja nie zwalam winy na innych, nie tłumaczę się dyspozycją dnia. Wiem co zawalam i z czym mam problemy.

Wiem jak wiele jest do zrobienia i jaka to orka. Ode mnie zależy czy będzie przyjemna czy kojarzona z nieprzyjemnymi korepetycjami, których zresztą za małolata nigdy nie miałem. Nie mi oceniać jak spełniam się w tych wszystkich funkcjach. Cieszę się z możliwości prowadzenia mityngów i sukcesów grupy w postaci każdej rocznicy. Bo każda kolejna rocznica to święto całej grupy. Cieszę się z życia jakie prowadzę i jakie poznałem dzięki nie piciu. Cieszę się każdym dniem na trzeźwo pamiętając, że nawet najgorszy z przeżytych na trzeźwo dni jest niczym w porównaniu z tym kiedy zdecydowałbym sie wrócić do życia z alkoholem. Alkoholem, który dziś nie stanowi dla mnie problemu. Którego nie zauważam, bo przestałem się na nim koncentrować skupiając swoją uwagę na rzeczach znaczących. Pamiętam jednak o jego niszczycielskiej mocy mając przed nim respekt. Nie to żebym się bał – nie uciekam z monopolowego na widok szkła, nie wychodzę z restauracji gdzie wszyscy piją. To stan, którego nie zmienię. Na który nie mam wpływu. To ja codziennie uczę się żyć na świecie gdzie alkohol występuje wszędzie i dosłownie nagminnie. Czym byłoby nie picie i bycie nieszczęśliwym z tego powodu? Czym byłoby życie pozbawione radości, którą w sobie mam również z tego powodu iż nie piję? Jaki miałby sens rozwód z flaszką gdyby moje życie sensu było pozbawione? Jak trudne jest dla alkoholika pogodzenie się z faktem, że zrywa z alkoholem kategorycznie i nieodwołalnie? Jak trudny do przerobienia jest żal po stracie najważniejszej rzeczy w świecie alkoholika? Jak trudne jest poruszanie się w nowej, trzeźwej rzeczywistości bez podpórek, złudnego poczucia szczęścia i możliwości natychmiastowego regulowania nastroju? Jak trudno nauczyć się odmawiać nie tylko alkoholu? Jak trudno zadbać o asertywność? Poczucie własnego szczęścia? Własnej wartości? Jak trudno alkoholikowi odbudować własne niezakłamane ja? Jak trudno odbudować swoje człowieczeństwo? Jak trudno wziąć odpowiedzialność za własne życie? Za bezpieczeństwo innych? Jak trudno zauważyć więcej niż czubek własnego nosa? Jak trudno przestać tylko gadać a zacząć słuchać? Jak trudno nie przerywać dając dojść do głosu swojemu kolosalnemu ego? Jak trudno przyznać się do popełnionych błędów, świństw i łajdactw? Jak trudno uznać swą bezsilność wobec potęgi alkoholu? Jak trudno uznać swój własny alkoholizm, na który każdy z pijących sam zapracował przez wszystkie te lata? Cieszę się, że na wszystkie te pytania znajduje odpowiedzi uczęszczając na mityngi.

Wiem też jak postępować by ustrzec się wielu błędów podczas wędrówki na wyboistej drodze ku trzeźwości. Stanu, którego nigdy nie osiągnę. Żaden staż nie predysponuje mnie do takiego stwierdzenia. Staż może jedynie mnie nieco przybliżyć. Wiem, że nigdy nie wytrzeźwieję. Nie da się. A może tu nie chodzi o cel tylko o drogę? Moja grupa nazywa się Qvo Vadis. Przypadek? Dziś mogę powiedzieć, że dokładnie wiem dokąd zmierzam. Zmierzam na kolejny mityng bez górnolotnych opisów jaki to jestem wspaniały. Wielu z Was mogło mnie zakodować jako chama i mendę. Liczę, że są również tacy, którzy mają o mnie inne zdanie. Mieli mnie okazję poznać. Nie istotne czy w starym czy w jak to nazywam nowym życiu. Każdy z nich ma swój odbiór, punkt widzenia – podobnie jak ja. Jestem alkoholikiem i jeszcze przez długi czas będę mówił o sobie niekoniecznie w pochlebny sposób. Nie liczę na oklaski, na to, że ktoś mi wybaczy moje uczynki, że ktoś wystawi mi pomnik. Nie mam oczekiwań. Bardzo trudno ich nie mieć. Zwłaszcza w mojej pracy zawodowej. Kiedyś zażartowałem, że program AA pozbawi mnie pracy:) Szołbiz również ten rapowy to droga po trupach. Na mityngach uczę się jak głownie jak być przyzwoitym człowiekiem. Dlatego cieszą wieloletnie relacje z tymi, którzy od samego początku darzyli mnie prawdziwym szacunkiem. Zawsze możecie na mnie liczyć. Na pewno na początku mojej drogi nie miałem wielkich oczekiwań w związku z nie piciem i samej chęci zaprzestania. Myślę, wszystkie te rzeczy, które są po coś musiały się przydarzyć bym w końcu doznał jakiegoś przebudzenia i zaczął działać. Walka o zmianę. Pisałem Wam kiedyś o moim pierwszym roku w AA. Ale właśnie w tym pierwszym roku zaznajomiłem się z tematem. Zapicia nie były już niczym innym jak kluczem do zrozumienia, że nie ma dla mnie drogi powrotu do kontrolowanego picia, które nie wpływa na całokształt mojej egzystencji. Zapisałem się na terapię.

Poniedziałek 11 stycznia tuż obok mojej sali mityngowej. Wszystko kompleksowo w jednym miejscu:) Od Świąt Bożego Narodzenia nie piłem, bo wyszła przeginka i oczywiście moralniak. Sylwester na trzeźwo to była wtedy jakaś rzeźnia. Tym bardziej, że towarzystwo przychodziło do mnie a ja osobiście kupowałem alkohol na ten bal. To był mój pierwszy trzeźwy Sylwester od 21 lat. Odbiłem to sobie na pierwszych styczniowych koncertach. Najpierw 8 w Piotrkowie Trybunalskim i delikatna poprawka na WOŚP-ie w Gliwicach dnia następnego. Ostatni kieliszek w moim starym życiu wychylił ze mną DVJ. Rink. Wiedziałem gdzie idę w poniedziałek i naszła mnie taka myśl: „A więc tak wygląda pożegnanie z wódą…” Kurwa naprawdę tak pomyślałem. I coś w tym musiało być skoro wódki zostało sporo i poszliśmy grzecznie spać. Standardowo bolał mnie żołądek. A umysł pijaka paradoksalnie powiedział: „Rychu olej tę flachę kładź się do łóżka”. W domu czekała Paulina. Czy zaświtało poczucie odpowiedzialności? Czy to zwykła sztuczka by po powrocie wyglądać jak nowy? Chyba jednak mi zależało. Przecież w niedzielę światełko do nieba. Zdarzyło mi się w życiu wystawić kilka dziewczyn do wiatru. Jaki miałby sens powielać schemat z kolejną dziewczyną? Dziewczyną, która była przy mnie podczas mojego pierwszego roku w kratkę w AA. Naszego pierwszego roku związku. Dziewczyną, która zdążyła poznać niezrozumiałe dla niej zależności, z których pomogła mi się wyplątać. Dziewczyną, dla której chciałem się zaangażować w poważny związek nie będąc do końca poważnym, chociaż bardzo dobrze odgrywałem rolę gentlemana kompletnego. Kiedy ją poznałem mój narkotykowy epizod dobiegał właśnie końca. Kiedy zaczęliśmy się spotykać moja karta sim ze spisem wszystkich kaskaderek wylądowała w kiblu. Po 3 miesiącach związku przyszedł czas na AA. Muszę przyznać, że trafiłem na bardzo rozsądną dziewczynę. Tylko taka mogła nic nie narzucając pomóc mi wykonać pierwszy ruch. Bez presji, pretensji. Z ukrytym żalem i smutkiem za te pare incydentów z 2009. Dla mnie to kilka incydentów dla niej zwyczajne przegięcie dupy. Myślę, że bardzo się bała. Zaangażowana na tyle, że była gotowa inwestować w ten związek kolejne miesiące. W dodatku zmierzając w nieznane. Tego 10 stycznia w niedzielę wymyśliłem sobie powrót ze Śląska przez Częstochowę. Każdy nowy dzień to kolejny genialny plan jak to się mówi.

Jeśli Częstochowa to Jasna Góra. Od rana padał śnieg. Wielkie zdające się być najcięższymi na świecie płatami. Po co jechałem na Jasną Górę? Nie wiem. Czy pamiętam siebie, który był tam 5 lat wcześniej? Pamiętam. Czy pamiętam swoje zachowanie. Oczywiście, że pamiętam. Czy podzielę się tym z Wami? Ni chuja. Czy odczuwam ciarki żenady. Trochę tak. Czy opowiem o tym kiedyś na grupie? Sam nie wiem. Śnieżyca tak nas załatwiła, że dojechałem do domu po Światełku do Nieba. Trzeźwy. Jeśli pierwszy trzeźwy dzień mojego życia zaczynam od pobytu w świętym miejscu to na czym skończę? Możliwe, że nie na Powązkach – pomyślałem parafrazując Ola i Frantza. Od tego czasu minęło równo 10 lat. 3650 dni. Ile to kwartałów? 40. Ile tygodni? 520. Od dawna rytm rocznic wyznaczają również styczniowe urodziny Lili. Wtedy rocznice obchodzi też mój człowiek Mieciu. I też będzie to 10 lat bez alko. I pomyśleć, że chciano nas spisać na straty. A może sami tego chcieliśmy? W najbliższą niedzielę jest Światełko do Nieba. Mam nadzieję, że obejrzę je w towarzystwie żony i dzieci. Należy się. A jeśli moja druga rodzina z Qvo Vadisu zechce wybrać się na koncert w ramach WOŚP w Suchym Lesie to serdecznie zapraszam. Zapraszam oczywiście wszystkich chętnych!

Moją 10 rocznicę drogi ku trzeźwości wyprawiam na grupie Qvo Vadis 21 stycznia. Pogody Ducha Kochani! Rychu AA”.

 

News

Bambi rusza z preorderem „B” w urodziny Young Leosi. Przypadek?

Nowa era Bambi zaczyna się w urodziny jej byłej szefowej.

Opublikowany

 

Przez

bambi

Bambi rozpoczyna rollout nowego albumu „B” dokładnie 13 sierpnia, czyli w dniu urodzin Young Leosi, swojej byłej szefowej z Baila Ella.

13 sierpnia o godz. 12:00 wystartuje preorder nowej płyty Bambi. Album zatytułowany po prostu „B” otworzy kolejny etap w karierze Michaliny. Będzie to jej pierwszy długogrający materiał wydany własnym sumptem.

Data startu preorderu zwraca jednak uwagę z jeszcze jednego powodu. Tego samego dnia urodziny obchodzi Young Leosia, z którą Bambi przez lata była mocno związana zawodowo. Michalina należała do Baila Ella, czyli wytwórni założonej przez Leosię, a ich drogi ostatecznie się rozeszły.

Czy wybór 13 sierpnia jest zwykłym przypadkiem, czy Bambi świadomie rozpoczyna nowy rozdział właśnie w urodziny swojej byłej szefowej? Na ten moment nie ma żadnego potwierdzenia, że data premiery preorderu ma być jakąkolwiek zaczepką w stronę Young Leosi. Trudno jednak nie zauważyć tej zbieżności.

Czytaj dalej

News

NBA YoungBoy wyprowadził się z USA do Korei Południowej. „Nigdy w życiu nie wrócę”

Raper podjął radykalną decyzję.

Opublikowany

 

NBA YoungBoy

NBA YoungBoy ujawnił, że mieszka obecnie w Korei Południowej i nie zamierza na stałe wracać do Stanów Zjednoczonych.

YoungBoy zamienił USA na Koreę Południową

NBA YoungBoy zaskoczył fanów podczas rozmowy z Funny Marco w programie „Open Thoughts”. Raper zdradził, że jego aktualnym miejscem do życia nie jest już Utah ani żaden inny zakątek Stanów. Przeniósł się do Korei Południowej.

Raper nie wyjaśnił dokładnie, dlaczego wybrał właśnie ten kraj. Z jego słów wynika jednak jasno, że na ten moment nie widzi swojej przyszłości w USA.

Funny Marco zapytał go wprost, czy bierze pod uwagę powrót do Stanów. Odpowiedź YoungBoya była krótka i mocna:

– Nigdy w życiu.

Raper zaznaczył jednak, że nie wyklucza odwiedzania USA jako turysta.

Raper mieszkał na ranczu w Utah

Przeprowadzka do Azji oznacza dla YoungBoya ogromną zmianę. Wcześniej przez dłuższy czas mieszkał w Utah, gdzie miał ranczo. Teraz zdecydował się zostawić Stany za sobą i rozpocząć kolejny etap życia tysiące kilometrów od miejsca, w którym budował swoją rapową karierę.

W wywiadzie pojawił się również temat trudnych doświadczeń rapera. YoungBoy od lat porusza w swojej muzyce kwestie traumy i problemów, z którymi mierzył się poza sceną. Ostatnie lata były dla niego wyjątkowo ciężkie, w tym ze względu na pobyt w więzieniu.

Jednocześnie YoungBoy mierzy się z problemami zdrowotnymi związanymi z sercem.

Czytaj dalej

News

Szczyl wraca po kilkuletniej przerwie. „Za mną lata budowania wszystkiego poza muzyką”

Nowy singiel i album już nadchodzą.

Opublikowany

 

Przez

szczyl

Po kilkuletniej ciszy wydawniczej Szczyl wraca do gry. 14 sierpnia ukaże się singiel „Dla Ciebie”, a wraz z nim wystartuje preorder albumu „przedwczoraj, dzisiaj, pojutrze”.

Raper szykuje pierwszy od dłuższego czasu większy ruch wydawniczy i wygląda na to, że nie chodzi wyłącznie o pojedynczy numer. W piątek, 14 sierpnia, do sieci trafi „Dla Ciebie”, a tego samego dnia ruszy preorder jego nowego albumu „przedwczoraj, dzisiaj, pojutrze”.

Powrót po kilkuletniej przerwie wiąże się dla rapera ze sporymi emocjami. Szczyl przyznaje, że przez ten czas mocno zmieniło się jego życie, a sam zdążył odzwyczaić się od wystawiania swojej muzyki na ocenę słuchaczy. Jednocześnie jest pewny materiału, który przygotował.

– Dalej w łapach cały świat, choć zupełnie inny niż ten gdy wydawałem poprzednią płytę.
Nie ukrywam że targają mną ogromne emocje i zapomniałem jak to jest konfrontować to co tworzę z publiką, ale jestem pewien tego co powstało. Jestem dumny z tego co powstało.

– Za mną lata budowania wszystkiego poza muzyką, teraz mam bazę żeby móc szczęśliwie robić to co kocham z ludźmi których kocham. Tego też każdemu życzę, żeby znaleźć czas i siłę na zrobienie czegoś dla siebie.”

Pierwszą odsłoną nowego etapu będzie „Dla Ciebie”. Presave singla jest już dostępny, natomiast 14 sierpnia poznamy również szczegóły preorderu „przedwczoraj, dzisiaj, pojutrze”.

Czytaj dalej

News

Lil Peep skończyłby 30 lat. Jego rodzina organizuje koncerty w Europie, w tym w Polsce

Raper zmarł 9 lat temu.

Opublikowany

 

lil peep

Lil Peep 1 listopada skończyłby 30 lat, a jego bliscy uczczą tę rocznicę serią koncertów w Ameryce Północnej i Europie, z których cały dochód trafi na cele charytatywne.

Lil Peep skończyłby 30 lat

Od śmierci Lil Peepa minęło już prawie dziewięć lat, ale zainteresowanie jego muzyką nie znika. Estate rapera ogłosiło właśnie specjalną serię koncertów z okazji 30. urodzin artysty.

Informacja pojawiła się na oficjalnym profilu Peepa. W komunikacie, który napisała jego matka Liza Womack, wrócono do ubiegłorocznych wydarzeń w Nowym Jorku i Los Angeles.

– Rok temu w Nowym Jorku i Los Angeles wielu z was zebrało się razem, żeby świętować z nami pamięć o Gusie. Listopad jest bolesnym miesiącem i wasza obecność naprawdę wiele dla mnie znaczyła. Poruszyło mnie, jak wiele osób chciało spotkać się razem, żeby celebrować Gusa i jego muzykę.

Największe wydarzenia poświęcone Peepowi?

Tym razem skala przedsięwzięcia ma być znacznie większa. Koncerty zaplanowano w miastach w Ameryce i Europie. Wśród wymienionych lokalizacji znalazły się m.in. Boston, Brooklyn, Chicago, Londyn, Berlin, a także Polska(Progresja, Warszawa).

– Gus skończyłby 30 lat 1 listopada. Aby uczcić te wielkie urodziny, przenosimy celebrację do miast w całej Ameryce Północnej i Europie. Jeśli te koncerty się wyprzedadzą, staną się największymi biletowanymi wydarzeniami Lil Peepa w historii. To słodko-gorzkie przypomnienie o tym, jak jego muzyka nadal rośnie w siłę i dociera do nowych ludzi.

Przedsprzedaż biletów rusza 12 sierpnia, natomiast regularna sprzedaż rozpocznie się 14 sierpnia. Cały dochód ze sprzedaży ma zostać przekazany organizacji Oxfam, zajmującej się m.in. walką z ubóstwem i nierównościami.

Śmierć Lil Peepa

Lil Peep zmarł 15 listopada 2017 roku w wieku zaledwie 21 lat. Mimo tak krótkiej kariery stał się jedną z najbardziej charakterystycznych postaci swojego pokolenia, a kolejne wydarzenia organizowane przez jego bliskich pokazują, że społeczność skupiona wokół jego muzyki wciąż jest aktywna.

Czytaj dalej

News

Eldo ujawnił, jak poznał Karola Nawrockiego i skąd u prezydenta znajomość rapu

„Dzień dobry, panie raperze”.

Opublikowany

 

eldo nawrocki

Eldo zdradził kulisy pierwszego spotkania z Karolem Nawrockim i wyjaśnił, dlaczego zdecydował się wystąpić na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego.

Warszawski raper pojawił się 6 sierpnia w Pałacu Prezydenckim, gdzie wykonał „Nie pytaj o nią”. Teraz opowiedział szerzej o tym występie, swoim podejściu do rapu oraz pierwszym spotkaniu z Karolem Nawrockim, do którego doszło jeszcze zanim ten został prezydentem.

6 sierpnia ma dla Eldo osobiste znaczenie

Data występu nie była dla rapera przypadkowa. Eldo przyznał, że 6 sierpnia przypada rocznica śmierci jego mamy. Powrót myślami do początków kariery i świadomość, że po latach znalazł się ze swoją muzyką w Pałacu Prezydenckim, miały dla niego szczególne znaczenie.

– Dzisiaj jest rocznica śmierci mojej mamy, osoby, która miała olbrzymi wpływ na to, jak postrzegam rzeczywistość. Będąc młodym chłopcem, 18-19-letnim, zaczynałem pisać teksty dla rozrywki, i jestem nagle w Pałacu Prezydenckim – mówi.

Raper odniósł się również do „Nie pytaj o nią”, czyli jednego z najbardziej rozpoznawalnych numerów w swoim katalogu.

– Siłą muzyki w dużej mierze jest to, że bardzo często udaje jej się przeżywać próbę czasu, jakoś zdawać ten egzamin po wielu latach. Są takie piosenki, które są uniwersalne, które w swoim przekazanie, czy w tym jak brzmią, wytrzymują tę próbę czasu. I wydaje mi się, że „Nie pytaj o nią” też takim numerem jest – stwierdził Eldo.

„Byliśmy pierwszą generacją tej kultury w Polsce”

Eldo wrócił też do czasów, kiedy polski hip-hop dopiero budował swoją pozycję. Raper podkreślił, że jego pokolenie miało możliwość tworzenia zasad praktycznie od podstaw.

– Rap jest subkulturą młodych ludzi. Mieliśmy to szczęście, że byliśmy pierwszą generacją tej kultury w Polsce. (…) To była też taka generacja, która tę muzykę zrobiła po swojemu – dodał.

Eldo poznał Nawrockiego jeszcze przed prezydenturą

Najciekawszy fragment rozmowy dotyczył jednak pierwszego spotkania Eldo z Karolem Nawrockim. Jak się okazuje, ich drogi przecięły się znacznie wcześniej, gdy obecny prezydent kierował Instytutem Pamięci Narodowej.

– Spotkałem prezydenta Nawrockiego, zanim w ogóle był pomysł, że to będzie prezydent Nawrocki. Robiłem jedną rzecz dla Instytutu Pamięci Narodowej. Niezwykle cenię tę instytucję. Jestem dzieckiem ludzi, którzy brali udział w różnych wydarzeniach historycznych tego kraju i IPN jest dla mnie jedną z tych instytucji, która przywróciła godność pewnym środowiskom – powiedział Eldo.

Do ich pierwszej krótkiej rozmowy doszło w windzie podczas wydarzenia związanego z obchodami Powstania Warszawskiego.

– Robiłem jedną rzecz na zakończenie obchodów wybuchu Powstania Warszawskiego. Wsiadałem do windy, akurat prezes jechał w windzie, wymieliliśmy się uciskami: „dzień dobry, panie prezesie”, „dzień dobry, panie raperze” – zdradził.

Skąd Karol Nawrocki zna tak dobrze kulturę rapową?

Według Eldo fakt, że Nawrocki zna rapową kulturę, nie powinien być żadnym zaskoczeniem. Raper zwrócił uwagę na jego pochodzenie i pokolenie, które dorastało w momencie potężnego rozwoju hip-hopu w Polsce.

– Karol Nawrocki jest człowiek z dużego osiedla, dużej metropolii w Polsce. Duże osiedla w dużych metropoliach słuchały rapu. To jest naturalne. Te dwa światy musiały się gdzieś spotkać. Prędzej czy później tak się musiało stać – zaznaczył.

Rozmowę z Eldo opublikował profil „W Pałacu Prezydenckim”, pokazujący m.in. kulisy funkcjonowania Kancelarii Prezydenta.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: