Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Płyty, które się nie ukazały, a powinny | CZ.2

Opublikowany

 

Piąty, niemal nieodłączny element hip hopu? No cóż, obsuwa dobiera się do wielu muzycznych przedsięwzięć, a w rapie zjawisko to otrzymało niemal kultową rangę.

Oczywiście większość zapowiadanych albumów, których tworzenie i zbieranie do kupy – delikatnie mówiąc – zajęło nieco więcej czasu niż pierwotnie zakładano doczekało swojej premiery, jednak niestety (lub stety) część projektów nie została sfinalizowana, a okazuje się, że czas nie był łaskawy dla wielu ciekawych albumów. Sprawdźcie więc drugą część naszego zestawienia.

 

Bengazi.

Przez pewien czas nie było wiadomo czym w ogóle jest ten "projekt Bengazi", który zapowiedział Gural. Jego nowa solówka? Wspólny album z innym raperem? Może jakaś sztywna kolaboracja na linii raper – producent? Okazało się jednak, że moda polegająca na wypluwaniu na rynek muzycznych składanek udzieliła się także szefowi Szpadyzor Records, a więc skrzyknął on swoich podopiecznych, zamknął w studio i przedstawił cały zarys projektu. Panowie od początku niespecjalnie narzucali sobie konkretne terminy, ale jak informował DGE, cały materiał w pewnym momencie miał być rzekomo na ukończeniu. W sieci zaczęły pojawiać się pierwsze single, które jednak zbyt wielkiego szumu nie wzbudziły, ale powiedzmy sobie szczerze – sam Gural i tak by tego projektu nie wyciągnął na wyżyny, a słuchanie albumu zasypanego zwrotkami Qlopa, Rafiego czy Shelleriniego do najprzyjemniejszych form rozrywki zdecydowanie nie należy.

Szanse na ukazanie się: Terminów nikt sobie nie narzucił, ale tak naprawdę kogo ten album obchodzi…?

 

Numer Raz – "Foreva" / "Numer, Kiedy Płyta?"

Czy Numera można uznawać jeszcze za aktywnego rapera? Ba, już sam fakt dopisywania określenia "aktywny" wzbudza ku temu spore podejrzenia. Obecnie 1/2 Warszafskiego Deszczu zaangażowane jest w dziennikarstwo muzyczne, prowadząc m.in. swoją radiową audycję i na razie nie zanosi się na to, by miałby to wszystko zostawić i wrócić na scenę z legalnym albumem. A od ostatniego minęło już przecież 7 lat! Co prawda po drodze wychodziły jakieś mixtape'y, ale umówmy się – do najbardziej płodnych raperów trudno Numera zaliczyć. Pierwsze zapowiedzi albumu pochodzą z okolic 2013 roku, kiedy to do sieci trafiło zdjęcie rapera, przedstawiającego swój ambitny plan działania dający do zrozumienia, że album warszawiaka jest raczej kwestią kilku miesięcy i zatytułowany wówczas krążek "Foreva" trafi do sklepów we wrześniu. Ostatecznie gówno z tego wyszło. W międzyczasie u rapera pojawiły się pewne problemy rodzinne, o czym informował chociażby Tede i zdradzał, że jego kolega owszem coś tam pisze i nagrywa, jednak efekty tej pracy nie są zbyt obiecujące, bowiem niemal wszystkie nagrane kawałki są utrzymane w straszliwie dołującym klimacie. W ubiegłym roku (także na samym początku) Numer zrobił po raz kolejny podejście do nagrania długogrającego albumu zapraszając do współpracy producentów, by Ci przesyłali mu zarówno klasyczne produkcje, jak i te określane jako "niuskulowe". Pod koniec roku, oprócz ogłoszenia tytułu i poszukiwania inspiracji na okładkę krążka, raper zarzekł się, że jeżeli do końca roku nie zbierze się w sobie na tyle, by doprowadzić do końca projekt "Numer, Kiedy Płyta?", to kończy karierę. 2016 rozpoczął się bez solówki Numera na sklepowych półkach.

Szanse na ukazanie się: Coś tam na tych dyskach twardych uchowało, więc może za 12 lat album się pojawi. Oczywiście zakładając jego ewentualny powrót z „rapowej emerytury”.

 

HiFi Banda.

Prawdopodobnie największą, lub jedną z największych bolączek wszelakich grup i zespołów muzycznych uprawiających dowolny gatunek jest konieczność stosowania kompromisu i studzenia ambicji jednostki na rzecz dobra wspólnego. Wiele świetnym zespołom niestety nie udało się godzić na takie wyrzeczenia i poświęcić się tylko i wyłącznie takiej formie twórczości, a co za tym szło, z czasem się one rozpadały. Na polskim rapowym podwórku taki syndrom dopadł kilka znanych ekip, m.in. warszawską HiFi Bandę. Diox, Hades, DJ Kebs i Czarny po sporym sukcesie, jakim był album "23:55" planowali wypuścić kolejny wspólny krążek w 2013 roku, były już także prowadzone konkretne działania w tym kierunku, a sam Diox ze stuprocentowym przekonaniem zapowiadał, że przed jego trzecią solówką ukaże się nowy album nagrany tylko we czwórkę, najpewniej bez żadnych gościnnych występów. Raper informował też, że mają już stworzone nieco nowej muzyki przeznaczonej na ten właśnie projekt i faktycznie – do pewnego momentu wszystko szło normalnym tokiem, w jakim zwykle powstają rapowe krążki, a i ukazał się także singiel "Otwórz Oczy". Fani czekali. Kolejne dni, tygodnie i miesiące upływały, a nowych szczegółów dotyczących albumu HiFi Bandy zaczynało brakować. Ciszę przerwał w końcu Czarny, który krótkim wpisem na Facebooku ogłosił, że w najbliższym czasie nowej płyty nie ma się co spodziewać, a na początku ubiegłego roku, Hades zapytany o najbliższe plany grupy odrzekł, że jego osoby na ewentualnej płycie składu na pewno nie będzie i niekoniecznie interesuje go co szykuje reszta jego kompanów. Cóż, na tych dwóch wypowiedziach jak na razie wszystko stanęło, nieznane są także powody konfliktu w zespole, chociaż w sieci krążą pewne niepotwierdzone plotki, jakoby problemy dotyczyły piątego członka grupy, który do tej pory był gdzieś z boku, a mianowicie… hajsu.

Szanse na ukazanie się: Na razie nikłe, ale nie takie powroty do studia świat widział.

 

Waldemar Kasta.

Kiedy kilka lat temu Waldemar Kasta ogłaszał zakończenie swojej rapowej kariery chyba mimo wszystko mało kto na poważnie brał te zapowiedzi. W końcu nie on pierwszy wyrażał frustrację niską sprzedażą płyt, niekiedy wątpliwym ich docenieniem z drugiej strony twórczym wypaleniem i brakiem sensu dalszego nagrywania, a ostatecznie irytacji całą rapową otoczką i niechęci do środowiska. I faktycznie – od 2011 roku wydane zwrotki rapera można było policzyć na palcach jednej dłoni, a po mikrofon sięgał jedynie sporadycznie, gdy faktycznie coś w środku go do tego zmuszało. Przekonał go wokal Cleo i wsparł wokalistkę na jej albumie z Donatanem, ale z kolei z możliwości pojawienia się na "Równonocy" konsekwentnie rezygnował. Zabawił się także przy okazji akcji Hot16Challenge, a w międzyczasie zaangażował się dodatkowo w projekt "Nowe Pokolenie 14/44" i to z grubsza tyle. Oczywiście nie było tak, że raper wyłączył mikrofon, założył kapcie i siadł sobie przed telewizor, a odchodził od niego tylko wtedy, gdy trzeba było akurat poprowadzić galę KSW, ale cały czas realizował się muzycznie rozwijając swoją nową kapelę i nagrywając album w klimatach… akustycznego grunge'u. Cóż, jak się okazało, Wall-E nie poszedł śladami chociażby Eisa i nie skończył z rapem raz na zawsze, a zachował się jak chociażby… Jay-Z. Krótko mówiąc – ogłosił swój powrót do rapu, po wcale nie tak długiej rozłące. Niby fajnie, no bo wiadomo, że Kasta to tona charyzmy i niepodrabialny głos, a także jeden z fundamentów całej rodzimej kultury, ale od czasu jego emocjonalnego wpisu na facebooku jesienią 2014 roku o płycie ani widu ani słychu. A czy rzeczywiście się ona ukaże? Raper miał podobno nagrywać wspólne numery z Kalibrem 44, tajemniczym gościem z zagranicy i – a jakże – Guralem, a wydaniem materiału zająć się miała wytwórnia Hustla Music. Chęci Waldek także ma, środki również się pojawiły, ale jak sam twierdzi – brakuje mu odpowiednich bitów i… weny.

Szanse na ukazanie się: Nieprędko.

 

Tehnikolor (Laikike1 x Bisz x Elhuana).

Pierwsza oficjalne info o tym projekcie wypłynęło od Laika pod koniec… 2012 roku i mimo, że Panowie nie mieli nagranego ani jednego utworu na album, to słuchacze i tak okrzyknęli to z miejsca klasykiem. Czytanie tego nadużywanego określenia wzbudza już raczej kpiący uśmiech na twarzy, a gdy Ci bardziej oderwani od rzeczywistości słuchacze potrafią jeszcze w punktach wymieniać co musi zostać spełnione, by będący w wyobrażeniach słuchaczy klasyk stał się faktem to odczucia z czytania tego ocierają się o zwyczajne zażenowanie. No dobra, w przypadku tego albumu nawet i ja wymiękłem. Ani Bisz ani Laik nie należą do moich ulubionych raperów, jednak potencjał jaki tkwi w tej kolaboracji jest – jak na polskie warunki – bardzo duży. Dwóch świetnych tekściarzy dla których rymowanie dla samego rymowania jest zwyczajną stratą czasu i mimo ewidentnych podobieństw (kolejne dna w tekstach zatrzymałyby się pewnie na podobnej liczbie), to także sporo ich dzieli. Bisz jako spokojny, bezkonfliktowy, nie do końca komfortowo czujący się w mediach koleżka, a z drugiej strony bezczelny Laik, krytykujący regularnie większość kolegów po fachu, mający prawdopodobnie taką samą liczbę hejterów co fanów. Zaraz, wróć. Nie "fanów", a może bardziej "wyznawców", w końcu sam raper określenie "fan" wykreślił ze swojego słownika. No dobrze, ale wróćmy do naszego Tehnikoloru. Cóż to miałby być za projekt? Panowie nie planowali nawijać o dupie Maryni, kimkolwiek by ta Marynia nie była, postanowili się wspiąć na jakieś większe wyżyny i założyli, że będzie to album ściśle koncepcyjny. Koncept także nie jest zbyt prosty, a Ci, którzy propsowali VNM-a za ciekawą ideę "Klaud N9jn" powinni posłuchać co wymyślili Bisz z Laikiem: "Bisz na tej płycie ma być Bogiem i mistrzem narracji. Ja natomiast będę zwykłym człowiekiem, który budzi się do życia bez uczuć i potrzeb. Nie potrzebujesz mieć np: ciepło w domu, nie potrzebujesz seksu, niczego. I ja to muszę rozkminić." Ciekawe? Pewnie, że ciekawe. Oczywiście napisanie czegoś takiego wymaga maksymalnej weny i skupienia i nie powstaje podczas luźnej wizyty w studio przy browarku i blancie z bojowym okrzykiem na ustach: "dobra kurwa, nagrywamy płytę". Sam Bisz w momencie swojego twórczego zastoju, którego zresztą przesadnie nie ukrywał, twierdził, że nie zamierza się w tekstach w żaden sposób powtarzać. No więc co w końcu stanie się z albumem? Raperzy pytani co jakiś czas zapewniają, że pomysł bynajmniej nie upadł, nadal chcą wspólny album nagrać, bity Elhuany czekają, więc może po premierze solówki Wilka Chodnikowego w końcu się zbiorą we trójkę i Tehnikolor zostanie stworzony.

Szanse na ukazanie się: Panowie zapewniają, że powstanie. Nie wiadomo czy za rok, dwa, pięć czy dziesięć ale powstanie. Więc pozostaje po prostu im wierzyć.

 

Felieton

Trueman robi biznes na Fagacie. To już Sentino ma więcej przyzwoitości – felieton

Tak się monetyzuje upadek Fagaty.

Opublikowany

 

trueman fagata

Fagata znalazła się na dnie dna, a może nawet jeszcze puka od spodu, ale Trueman najwyraźniej uznał, że nawet na takim pożarze można jeszcze coś ugotować.

Historia wspólnej EP-ki Fagaty i Sentino zrobiła się absurdalna na kilku poziomach. Sentino, który według pojawiającej się wersji wydarzeń miał zostać namówiony przez management Maty na nagranie materiału z influencerką, ostatecznie się z projektu wycofał. Gdy tylko dowiedział się, w jakiej chorej sytuacji się znalazł. Zaczął się od niej publicznie odcinać i określać ją nawet mianem „patoinfluencerki”.

Projekt jednak nie umarł. Trafił do Truemana.

Trueman zobaczył kryzys. I liczby

I tu zaczyna się właściwa część tej gównianej historii. Trueman doskonale zdaje sobie sprawę, w jakiej sytuacji znajduje się obecnie Fagata. Sam przyznał w jednej z relacji, że doskonale wie o aktualnej „sytuacji pijarowej”. Nie mamy więc do czynienia z człowiekiem, który przespał ostatnie tygodnie i przypadkiem obudził się z gotową EP-ką w rękach. Kupił ją, bo jest pewien, że na niej zarobi.

Obecnie wspólnie z Fagatą promuje materiał nagrany z Sentino. Są rolki, jest wspólne ciśnięcie z promocją i oczywiście są liczby. Kiedy jeden z numerów zaczął łapać zasięgi na TikToku, Trueman pochwalił się: „Wampirzyca viraluje”.

Tylko że właśnie w takich sytuacjach najlepiej widać, gdzie kończą się wszystkie piękne opowieści o „wartościach”, „społeczności” i „budowaniu czegoś większego”, a zaczyna zwykłe zarabianie na kurestwie.

Fagata potrzebuje koła ratunkowego

Dla Fagaty ta współpraca jest wyjątkowo cenna. Po ostatnich aferach jej wizerunek jest w jeszcze ciemniejszej dupie niż był kiedykolwiek, więc każdy większy projekt muzyczny może być dla niej próbą wyjścia z okrężnicy i przeniesienia uwagi z kontrowersji z powrotem na muzykę. Bo tylko to jej zostało – zarabianie na streamingu. Marki już nie wejdą we współpracę z takim „gorącym kartoflem”, koncerty też na ten moment nie wchodzą w grę, ale patrząc na nasze społeczeństwo, nie jest to wykluczone w przyszłości.

I właśnie tutaj pojawia się Trueman ze swoim całym scamerskim zapleczem, promocją i materiałem z Sentino odkupionym za judaszowe srebrniki.

Może więc zostać jednym z ludzi, którzy pomogą jej wrócić do większego obiegu. Nie dlatego, że nagle wszyscy zapomnieli, co wydarzyło się wcześniej, tylko dlatego, że głupiutkie TikTokerki mają pamięć złotej rybki, kiedy na ekranie pojawia się kolejny viral.

TikTok nie ma sumienia. Algorytm nie pyta, czy ktoś jest właśnie w największym kryzysie swojej kariery. Widzi odsłony, komentarze i watch time. A biznesmeni pokroju Truemana doskonale wiedzą, jak to wykorzystać.

Sentino nagle wygląda przy tym jak człowiek z zasadami

Najbardziej groteskowe w całej sytuacji jest jednak coś innego. Sentino zaczyna tutaj wyglądać jak ten bardziej przyzwoity.

Tak, Sebastian Enrique Alvarez Pałucki.

Człowiek, którego relacje biznesowe i konflikty przez lata mogłyby spokojnie dostać własny sitcom pokroju „Świata Według Kiepskich”, ale w najbardziej rynsztokowym wydaniu – uznał w pewnym momencie, że z Fagatą nie chce być dalej kojarzony. Odciął się od projektu i zaczął mówić o niej w kompletnie innym tonie.

Można oczywiście zapytać, ile w tym było zasad, a ile zwyczajnej kalkulacji wizerunkowej. I byłoby to bardzo dobre pytanie.

Tyle że Trueman nawet nie próbuje udawać, że problemu nie widzi. Wie, jaka jest „sytuacja pijarowa”, ale jednocześnie patrzy na TikToka i cieszy się, że „Wampirzyca viraluje”.

To jest wręcz podręcznikowe podejście: byle licznik się kręcił.

Fagata tonie, Trueman odpala kalkulator

I chyba właśnie dlatego cała historia tak dobrze pasuje do Truemana i projektu BNP, wokół którego od dawna nie brakuje kontrowersji i różnego rodzaju zarzutów.

Można godzinami opowiadać o biznesie, przedsiębiorczości, zasięgach i skuteczności. Można pokazywać wykresy, wyniki i milionowe odsłony. Tylko czasami warto zadać sobie banalnie proste pytanie: czy jest jakaś granica, przy której pieniądze i wyświetlenia przestają być najważniejsze?

Bo jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to przynajmniej nazwijmy rzeczy po imieniu. Monetyzowanie dna i zarabianie na moralnym bagnie nie jest fajne.

Czytaj dalej

Felieton

Prezydent Mata 2040 poległ przy pierwszym kryzysie z Fagatą – felieton

Wciąż kalkuluje, że Fagata będzie w stanie wrócić? Zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.

Opublikowany

 

mata fagata

Prezydent 2040? Na razie problemem okazuje się wydanie prostego oświadczenia dotyczącego własnej wytwórni.

Fagata jest obecnie jedną z najbardziej toksycznych marketingowo postaci polskiego internetu. Współpraca z nią zamiast zasięgów może przynieść przede wszystkim lawinę komentarzy i konieczność tłumaczenia się przed własnymi odbiorcami. Tymczasem raper, który zrobił bardzo dużo, żeby legitymizować ją na scenie muzycznej, konsekwentnie milczy.

Tym człowiekiem jest Mata. I właśnie to milczenie zaczyna być coraz bardziej wymowne.

Mata pomógł zrobić z Fagaty raperkę

Nie mówimy przecież o raperze, który zrobił z Fagatą jeden numer, przybił piątkę za kulisami i poszedł dalej. Mata otworzył przed nią drzwi do mainstreamu muzycznego świata. Wziął ją do wytwórni, promował i dał przestrzeń podczas największego koncertu w swojej dotychczasowej karierze – na Stadionie Narodowym.

To była potężna pieczątka.

Można było śmiać się z muzycznej kariery Fagaty, można było traktować ją jak internetową ciekawostkę, ale kiedy jeden z największych polskich raperów swojego pokolenia bierze taką osobę pod skrzydła, sytuacja się zmienia.

Mata pomógł Fagacie dostać coś znacznie cenniejszego niż wyświetlenia – wiarygodność w środowisku i u młodych słuchaczy, którzy jak gąbka chłonął to, co powie ich idol.

Dzisiaj trudno udawać więc, że temat Fagaty nie dotyczy Młodego Matczaka.

Wszyscy uciekają. U Maty cisza

Skala internetowego cancelu Fagaty jest gigantyczna. Marki i osoby kojarzone z nią momentalnie dostają rykoszetem. Natalisa usunęła wspólne zdjęcia z c*pką spod Konina i według medialnych doniesień odcięła się od tej relacji. Sentino ogłosił wspólną EP-kę z Fagatą, a kilka godzin później zapowiedź zniknęła z jego sociali po wpływem krytyki.

Fagata stała się wizerunkowo niewygodna. I właśnie dlatego cisza Maty tak mocno rzuca się w oczy.

Bo gdzie jest teraz człowiek, który jeszcze niedawno chciał łamać „każde tabu”? Gdzie jest kandydat na prezydenta 2040, który kreuje się na głos swojego pokolenia i lubi komentować rzeczywistość po swojemu? Przecież tutaj nie potrzeba orędzia do narodu transmitowanego przez wszystkie telewizje.

Wystarczy kilka zdań:

„Fagata nie jest już częścią mojej wytwórni”.

Albo odwrotnie:

„Fagata pozostaje w mojej wytwórni i nadal będziemy razem pracować”.

Tyle.

Przyszły prezydent wykłada się… na Fagacie

I tutaj robi się naprawdę zabawnie.

Mata od lat buduje wokół siebie postać większą niż zwykły raper. Były polityczne deklaracje, była wizja kandydowania na prezydenta w 2040 roku, były społeczne manifesty i wizerunek gościa, który chce coś zmieniać albo nawet wywracać stolik.

Tylko że łatwo wywracać stolik, kiedy samemu wybiera się moment.

Odcięcie się od Fagaty oznaczałoby przyznanie, że projekt, w który Mata osobiście inwestował swój wizerunek, okazał się problemem. Pozostawienie jej w wytwórni oznaczałoby z kolei konieczność wzięcia na klatę krytyki, która prawdopodobnie spadłaby również na niego.

Najwygodniejsza pozostaje więc trzecia opcja. Cisza.

Tylko że od kogoś, kto chce być traktowany jak głos pokolenia, można wymagać trochę więcej niż przeczekiwania burzy.

Kandydat na prezydenta sprawdza kierunek wiatru?

Co ciekawe, Mata kilka dni temu sam wrzucił komunikat, który łatwo można połączyć z obecną sytuacją.

– Pomału przerzedzają się szeregi mojej wytwórni – niektórzy artyści są gotowi by iść własną drogą, a inni zabłądzili i nie chcą iść tą którą wyznaczam. Pora wrócić do korzeni – napisał.

Brzmi tajemniczo, a nawet poważnie. Tylko co z tego właściwie wynika? Młody Matczak w ten sposób wybadał grunt, rzucił enigmatyczne zdanie i zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.

Sprytne PR-owo.

I tu dochodzimy do najważniejszego pytania. Na co czeka wytwórnia Maty? Aż sytuacja trochę przycichnie? Aż okaże się, czy Fagata jest w stanie odbudować swój wizerunek i ponownie generować liczby bez gigantycznej fali krytyki? Bo z zewnątrz zaczyna to wyglądać właśnie jak kalkulacja.

Jeżeli Fagata jest dla wytwórni skończonym projektem, można powiedzieć to dzisiaj. Jeżeli nadal jest jej artystką i Mata chce ją wspierać, również można powiedzieć to dzisiaj Panie Michale.

Czytaj dalej

Felieton

Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton

Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?

Opublikowany

 

oki kinny zimmer kto wygrał beef

W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.

Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy

Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.

„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.

Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

tymbark oki

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.

Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.

Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała

To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.

Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?

To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.

Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.

Czytaj dalej

Felieton

Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton

Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.

Opublikowany

 

łatwogang

Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.

Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?

Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.

Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.

Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.

Emocje i presja

Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?

Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.

Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.

Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.

Dobry chłopak, ale działa na emocjach

Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.

*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.

Czytaj dalej

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: