News
NOWY SARIUS W TYM ROKU. DATA PREMIERY, TRACKLISTA I OKŁADKA
Mamy tytuł, okładkę, tracklistę, gości, a nawet datę premiery – w Asfalt Shopie ruszył preorder…
Tytuł płyty to „I żyli krótko i szczęśliwie” i jak widać pozaprojektowanej przez Szejka okładce – inspirowany jest tak zwanym „Klubem 27”, czyli artystami amerykańskimi zmarłymi przedwcześnie z powodów tragicznych.
Na szczęście Sarius żyje i ma się dobrze, a całą (czwartą) płytę wyprodukował mu duet producencki Voskovy. Gościnnie pojawiają się VNM, W.E.N.A. i Bisz. Album trafi do Was 18 listopada tego roku.

Oto co o swojej czwartej płycie mówi sam Sarius:
“To jak iść przez Apallachy w klapkach w poszukiwaniu czegoś, o czym nie wiesz jak wygląda. To jak przebyć milion kilometrów kuli ziemskiej z każdej strony i spróbować setek tysięcy rodzajów win podczas tysięcy rodzajów imprez od Peru po Mongolie, po to żeby zostać abstynentem. To jak medytować i umrzeć z głodu. To jak kupić za ostatnie pieniądze alkohol żeby ugasić nim szczątki własnej egzystencji, wypić go za najgorszych wrogów, wrócić do sklepu, wziąć jeszcze coś na zeszyt i stwierdzić, że jednak warto żyć. To jak tłumaczyć szamanowi ludu Baka w sercu dżungli, że od ogromnego kawału mięsa i Prastarej Matki większą wartość ma kawałek obrobionego papieru umownie nazywany „pieniądzem”. To jak móc zrobić wszystko i nie robić nic. Jak poświęcić życie na podziwianie świata i stwierdzić, że nie było warto. Jak zamknąć się tak po prostu w studiu nagraniowym na 7 miesięcy z dwoma innymi osobami, stracić kontakt z większością pieniędzy i rzeczywistością, olać znajomych, umierać i rodzić się na nowo co dwa tygodnie, cierpieć odwodnionym po nieprzespanych nocach, krzyczeć, milczeć a potem wyjść ze studia i nazwać to wszystko „dobrą robotą i spoko zabawą”. To jak spełnić marzenia, zdobyć wszystko przed 30’stką i umrzeć w wieku 27 lat. To troche jak ja, troche jak ty. Mam nadzieję, że wyraziłem się precyzyjnie, bo płyta, o której czytasz jest czymś pomiędzy pierwszym a ostatnim zdaniem tego tekstu.”
Tracklista:
1. Baskir
2. Mariusz to Sarius
3. Lodu Pan feat. VNM, Bisz
4. Bezsen-s
5. Tynk
6. Księżyc i Wilk
7. Ivanushka
8. Hossa
9. 200 ton
10. Udział wzięli
11. Danse Macabre
12. „Uśmiechnij się” skit
13. Wóda sok
14. Wyjście feat. W.E.N.A.
News
Sentino nazywa Fagatę „patoinfluencerką” i ujawnia, komu sprzedał prawa do płyty z nią
„Mordo, ja mam taką obstawę, że już z samolotu mnie straż graniczna odbiera”.
Sentino sprzedał prawa do wspólnej EP-ki z Fagatą swojemu managerowi, a chwilę później wjechał w raperkę, nazywając ją „patoinfluencerką”.
U Sentino karuzela kręci się dalej. Jeszcze niedawno nagrywał z Fagatą wspólną EP-kę, później ujawnił kulisy powstania projektu, a teraz sprzedał do niego prawa i zaczął cisnąć po swojej niedawnej współpracowniczce.
Sebastian ma obecnie na pieńku nie tylko z Gimperem. Iskrzy znów również na linii Sentino Trueman. Przy okazji tego konfliktu wyszło na jaw, że to właśnie szef BNP przejął prawa do materiału nagranego z Fagatą.
– Oddałem mu te prawa do EP-ki z Fagatą – ujawnił Sebastian na streamie.
Na tym jednak się nie skończyło. Chwilę później Sentino uderzył już bezpośrednio w Fagatę, mimo że jeszcze niedawno razem nagrywali i dosłownie przez chwilę promowali wspólny materiał.
– Ja tobie teraz sprzedałem prawa do tej Fagaty. Teraz to sobie możesz wydać i tak dalej, ale nie będziesz jakiejś patoinfluencerki na moich barach robił myśląc, że ja nie będę przyjeżdżał do Polski, bo ja się przemuję jakimś hejtem. Mordo, ja mam taką obstawę, że już z samolotu mnie straż graniczna odbiera – mówił do Truemana Sentino.
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że zaledwie kilka dni temu Sentino przedstawiał własną wersję kulis powstania projektu z Fagatą. Według rapera to management Maty miał naciskać na niego, żeby nagrał z nią EP-kę. Teraz prawa do materiału są już w innych rękach, a Sebastian publicznie odcina się od Fagaty i określa ją mianem „patoinfluencerki”.
News
Oskar z PRO8L3M’u nie udźwignął presji występu przed dużą publicznością
„Nie da się tego słuchać”.
Czy występy na estradzie przed kilkudziesięcioma tysiącami widzów paraliżują polskich wykonawców? Ledwo co ucichły kontrowersje związane z trasą Dawida Podsiadło, a teraz gorące dyskusje wywołały możliwości wokalne Oskara na koncercie Jimka.
Oskar z PRO8L3M’u dość poważnie potraktował projekt Jimka, który zgromadził 50-cio tysięczną widownię. W przeciwieństwie do dresowej stylówki Sokoła, Oskar inspirował się trumpowskim sznytem i elegancki strój uzupełniała czapeczka z daszkiem. Problem w tym, że w sieci pojawiło się bardzo dużo komentarzy, które nie pozostawiają na nim suchej nitki.

Oskar wybrał do wykonania utwór „Flary”, gdzie znajdują się niełatwe dla osoby nieumiejącej śpiewać momenty. I to właśnie wyjące wykonanie wspomnianych fragmentów wywołało lawinę krytyki. Lider PRO8L3M’u ewidentnie porwał się z motyką na słońce i ambicje artystyczne przerosły jego możliwości. A może sparaliżowała go presja występu na żywo? Bo aż trudno uwierzyć, że nikt nie doradził mu zmiany numeru podczas prób, jeśli tak wyglądało jego standardowe wykonanie kilka dni przed imprezą.
News
Tone Capone nie żyje. Jego bit zna cały hip-hopowy świat
Jego bit zna cały hip-hopowy świat.
Twórca kultowego „I Got 5 On It” miał 59 lat
Tone Capone, producent odpowiedzialny za kultowe „I Got 5 On It” Luniz i numery takich legend jak Scarface, Mac Dre czy E-40, zmarł w wieku 59 lat.
Tone Capone nie żyje. Jeden z producentów, którzy pomogli zdefiniować brzmienie rapu z Bay Area, zmarł w sobotę w wieku 59 lat. Informację o jego śmierci przekazali w niedzielę bliscy artysty. Przyczyna śmierci nie została na razie ujawniona.
Od 2021 roku producent mieszkał w okolicach Las Vegas.
„I Got 5 On It” przyniosło mu światową rozpoznawalność
Największym pomnikiem, jaki Tone Capone pozostawił po sobie w hip-hopie, jest oczywiście „I Got 5 On It” Luniz. Numer ukazał się w 1995 roku i błyskawicznie stał się hitem w Bay Area, a później wbił się do Top 10 Billboard Hot 100.
Historia kawałka zaczęła się dwa lata wcześniej. Capone ponownie złapał kontakt z Mike’em Marshallem, którego znał jeszcze z Berkeley High School. Gdy w domu producenta pojawili się członkowie Luniz ze swoimi pomysłami, jednym ze szkiców było właśnie „I Got 5 On It”.
Marshall stworzył melodię refrenu, a Capone zbudował bit w oparciu o „Why You Treat Me So Bad” Club Nouveau.
Popularność numeru jeszcze bardziej nakręcił remix z udziałem Dru Downa, Spice 1, E-40, Shocka G i Richiego Richa. Ponad dwie dekady później kawałek dostał kolejne życie. W 2019 roku Jordan Peele wykorzystał mroczniejszą wersję charakterystycznego motywu w horrorze „Us”.
Scarface, Tupac, E-40 i Mac Dre
Tone Capone zdecydowanie nie był producentem jednego hitu. Jego katalog jest mocno osadzony w historii rapu z Zachodniego Wybrzeża.
Wyprodukował m.in. „Keep It on the Real” 3xKrazy, „Fire” i „Not My Job” Mac Dre, „It’s Goin’ Down” Celly Cela, „Sticky Green” Devina the Dude’a oraz „Ring It” E-40.
Lista artystów, z którymi pracował, jest jeszcze dłuższa. Znajdują się na niej The Jacka, Dru Down, The Click, Conscious Daughters, Mac Mall, Messy Marv, Andre Nickatina, Spice 1 czy San Quinn.
Jego muzyka wyszła też daleko poza Bay Area. Dzięki współpracy z Seagramem, związanym z Rap-A-Lot Records, Capone poznał Mike’a Deana. Ten zaprosił go później na sesje Scarface’a.
Efektem była platynowa płyta „The Untouchable” z 1997 roku. Capone odpowiadał za produkcję kilku nagrań, w tym „Mary Jane” oraz wielkiego hitu „Smile”, w którym znalazła się jedna z ostatnich zarejestrowanych zwrotek 2Paca.
Scarface doceniał jego warsztat na tyle, że w autobiografii „Diary of a Madman” umieścił Tone’a Capone’a wśród najlepszych producentów w historii, obok Dr. Dre, Pharrella i Timbalanda.
Jay-Z chce, żeby nowe pokolenie przestało kopiować sprawdzone patenty i zaczęło mocniej eksperymentować z tym, czym może być hip-hop.
Jay-Z: hip-hop potrzebuje eksperymentów
Od lat wraca ten sam zarzut: rap zaczyna brzmieć zbyt podobnie. Te same patenty produkcyjne, podobne flow i artyści próbujący wskoczyć w brzmienie, które akurat dobrze klika na streamingach. Jay-Z uważa, że młodzi powinni pójść w przeciwną stronę.
Podczas premiery serialu HBO „JAŸ-Z in 8” Jigga został zapytany, czego oczekuje od przyszłości hip-hopu. Jego odpowiedź sprowadzała się do jednego: eksperymentowania.
Raper przypomniał, że kultura od początku rosła właśnie dzięki różnicom. Nowy Jork miał własne brzmienie, Los Angeles swoje, a później Południe zaczęło budować sceny, które początkowo nie zawsze spotykały się ze zrozumieniem branży. Z czasem część tych dźwięków całkowicie zmieniła rap.
Według Jaya artyści powinni więc szukać własnego głosu zamiast sprawdzać, co jest aktualnie popularne i próbować nagrać swoją wersję tego samego numeru.
Eksperymentowanie jest ryzykowne
Problem w tym, że rapowi słuchacze często domagają się świeżości, ale kiedy dostają coś naprawdę odbiegającego od normy, reakcje potrafią być brutalne. Historia hip-hopu zna jednak mnóstwo przypadków, gdy wyśmiewane początkowo brzmienie kilka lat później stawało się standardem.
Dobrym przykładem współczesnego sporu o granice eksperymentowania jest Fenix Flexin i numer „Rubberz”. Syntezatorowy kawałek mocno odbiegał od muzyki, z którą wcześniej kojarzono rapera, a dodatkowo pojawiły się pytania o wykorzystanie sztucznej inteligencji.
Fenix przyznał ostatecznie, że przy tworzeniu użyto technologii AI, zaznaczając jednocześnie, że nie odpowiadała ona za nagranie jego wokalu. Jego podejście było proste: nowe technologie mogą być kolejnym narzędziem w rękach artysty.
Jay-Z nie mówił jednak o AI, dlatego jego słów nie należy traktować jako poparcia dla wykorzystywania sztucznej inteligencji w muzyce. Przypadek „Rubberz” pokazuje natomiast, jak szybko eksperyment może podzielić odbiorców.
News
Żart Eminema po 22 latach stał się rzeczywistością. D12 nagrali „My Salsa”
D12 wskrzesiło jeden z najbardziej kultowych żartów Eminema.
Ponad dwie dekady po tym, jak Eminem dla beki zapowiedział „My Salsa”, numer naprawdę powstał. Kuniva i Swifty McVay wyciągnęli jeden z najbardziej pamiętnych żartów z czasów D12 i zamienili go w pełnoprawny kawałek.
Fani starego D12 doskonale wiedzą, o co chodzi z „My Salsa”. Wszystko zaczęło się w 2004 roku przy okazji hitowego „My Band” z albumu „D12 World”. Pod koniec numeru Eminem wciela się w przerysowanego latynoskiego wokalistę i reklamuje „My Salsa” jako swój kolejny singiel.
Kawałek oczywiście nigdy wtedy nie powstał. „My Salsa” funkcjonowało przez lata jako żart i jeden z tych smaczków, które kojarzy praktycznie każdy, kto mocniej siedział w twórczości D12 z początku lat 2000.
W 2026 roku sytuacja niespodziewanie się zmieniła. „My Salsa” trafiło na projekt „D12 Forever (Vol. 1)”, a za utworem stoją Kuniva i Swifty McVay. Panowie nie próbują udawać, że nagle wyciągnęli z szuflady zapomniany klasyk sprzed ponad dwóch dekad. Całość od początku do końca utrzymana jest w komediowym klimacie – zarówno sam numer, jak i towarzyszący mu klip.
„D12 Forever (Vol. 1)” ukazało się 19 czerwca 2026 roku. To pierwszy album sygnowany nazwą D12 od czasu wydanego w 2004 roku „D12 World”.
-
News2 dni temuBonus RPK ujawnił, ile wydał na adwokatów. „Tak naprawdę żaden mi nie pomógł”
-
News4 dni temuMaster P pomógł Michaelowi Jacksonowi wydostać się z Nowego Jorku po 11 września
-
News3 dni temuKaz Bałagane odpowiedział czy żałuje współpracy z Belmondo
-
News11 godzin temuOskar z PRO8L3M’u nie udźwignął presji występu przed dużą publicznością
-
News3 dni temuMalik Montana ujawnia, co łączy go dziś z Sentino
-
News23 godziny temuŻart Eminema po 22 latach stał się rzeczywistością. D12 nagrali „My Salsa”
-
News12 godzin temuTone Capone nie żyje. Jego bit zna cały hip-hopowy świat
-
News3 dni temuŻabson: „Dwa lata temu ludzie mówili, że się skończyłem”