Sprawdź nas też tutaj

Felieton

5 powodów, dla których musicie sprawdzić „YUSH.” Emesa Milligana

Raper w końcu zaczyna wykorzystywać swój mainstreamowy potencjał.

Emes Milligan / fot. wiktorunton

Opublikowany

 

Self-Made Man wraca. „YUSH.”? W końcu! 26 kwietnia na sklepowe półki wleciał nowy album Emesa Milligana, a my musimy podzielić się z wami dlaczego akurat na niego warto zwrócić uwagę.

Niepodważalny progres

Bo Emes Milligan jest perfekcjonistą mającym fioła na punkcie każdej ćwierćnutki. Wysoka świadomość muzyczna i potrzeba samorozwoju sprawiają, że każdy kolejny album możemy położyć co najmniej półkę wyżej. Zmieniają się style, konwencje, tematy – jednak progres jest niepodważalny i to jest synonim każdej płyty sygnowanej jego ksywką. Tym razem nie było inaczej.

Świeżość połączona z doświadczeniem

Bo Emes wybrał ze swojej dyskografii najlepsze momenty, uzupełnił je o to co dzieje się teraz w muzyce i dostaliśmy płytę łączącą świeżość, bez bezmyślnego odcinania się od wcześniejszych dokonań. Płyty takie jak już „YUSH.” zawsze mi imponują, bo są oparte o osobowość artysty, a nie na odwrót.

Wciąż chce coś udowodnić

Bo to album, w którym czuć rządzę gry. Sam autor mówi o tym, że umarł po to żeby się narodzić i w końcu rozjebać. Emes ma cały czas coś do udowodnienia, a przy takim stanie rzeczy powstają najlepsze produkcje. Highlightów na każdej płaszczyźnie jest sporo. Autor „YUSH.” niezmiennie zaskakuje pomysłami, rozwiązaniami, klimatami i jestem przekonany, że jego indywidualizm zaprocentuje – to piękny początek, nie smutny koniec.

Radiowy potencjał

Bo Emes w końcu zaczyna wykorzystywać swój mainstreamowy potencjał. „Dynvmit” goszczący w ramówce Eski może być tego najlepszym przykładem. Z tym, że takich numerów jest znacznie więcej – „Magnez”, „Waves”, czy nawet „Seiya” – każdy z nich ma inny charakter, każdy mówi o innych emocjach, a mimo to spina ich styl Milligana, który ma w zanadrzu wszystko co niezbędne do tego, aby wypłynąć na radiowych rotacjach jak paru innych kolegów z branży.

Po prostu Emes Milligan

Bo „YUSH.” to nie tylko album. To działalność na własny rachunek. Nowy początek. To wizja, która nie zamyka się tylko 11 numerach. Jeżeli ktoś pomyślał, że Emes Milligan – Emes Milligan (prod. Emes Milligan) może być pełnią muzycznego ja w kontekście tego gościa, niestety był w grubym błędzie. „YUSH.” to najwięcej Emesa w Emesie, więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

 
12 komentarzy

12
Dodaj komentarz

1500
najnowszy najstarszy oceniany
gdsgsdgsd

Jeden powód przez który nie sprawdze :

nie lubie gejrapów

Odb

Milligan sprawdza 5 esmesów l których yush musi.

Luka Dončić

Jeden powód przez który nie sprawdze :
Nie lubię whacków

Ania22

Cześć, zapoznam się z Panem na dyskretne i sekretne randki. Liczę 22 wiosen jestem po rozwodzie i nie oczekuje faceta na dluzszy zwiazek. Zachęcam do kontaktu przez ten serwis: http://czatkobiet.pl/ania22

Dymam wam matki

TLDR;

1 powód – bo emes wziął kredyt w wysokości 1000 PLN na opłacenie tego newsa
2 powód – obiecał, że jeśli album się zwróci to zapłaci za kolejne posty
3 powód – wali się w dupe z redakcją bo też jest pedałem
4 powód – przestanie żyć na garnuszku mamusi
5 powód – robi szpagat na komendzie a GR wspiera takie inicjatywy

Analny

5 powodów, dla których musicie sprawdzić „ANAL.” Emesa Anallana

Analny

5 analnych powodów, dla których musicie sprawdzić „YUSH.” Emesa Milligana

Multi = Gówno

Jebać Glamrap. Ten skurwiały portal lata świetności ma już za sobą.

Zett

Co to za gatunek?

Ja pierdolę

Ponieważ zapłacił wam za ten wpis?

Obama

No jush lece

Szczaw

Manipulujący nagłówek. Nakłania do sprawdzania wysrywów debili. Rap – od debili dla debili

Popularne