Sprawdź nas też tutaj

Felieton

KOMENTARZ KAABANA: „Przekrój” o polskim hip hopie

Opublikowany

 

alt

Trudno zanegować rozwijającą się niemal z dnia na dzień nową falę mody na polski rap. Kiedy wydaje się, że kolejna granica nie zostanie przekroczona, albo przynajmniej to całe zamieszanie przynajmniej wyhamuje, następnego dnia okazuje się, że nic bardziej mylnego. Myślałem, że występ Pokahontaz u Wojewódzkiego wynikał bezpośrednio z chęci zagarnięcia fejmu zbitego na tym filmie, jednak zaraz potem w programie tym mogliśmy oglądać Pezeta. Afera zatacza coraz większe kręgi, ponieważ temat rapu postanowił wziąć na warsztat (i przy okazji okładkę) tygodnik „Przekrój”.

Początkowo sądziłem, że znowu jakiś dziennikarzyna za 2zł pod wpływem 5cio krotnego obejrzenia „Jesteś bogiem” oraz przesłuchania dyskografii Magika postanowił podzielić się z całym światem swoim odkryciem, jednak okazuje się, że nie. Autorem tekstu „Wyjście z bloków” jest znany (i ceniony) w środowisku Andrzej Cała. Przymknąłem oko na tytuł oraz nabijanie lewackiej kabzy i z nieskrywanym zaciekawieniem rozpocząłem lekturę tekstu.

Może jestem nienormalny, ale po takim autorze oczekiwałem tekstu, który pokrywa się z faktami 1:1 z dokładnością co do 0,00000000000000000001. Tradycyjnie już moje oczekiwania minęły się z rzeczywistością, chociaż nie w takim stopniu jak to ma zazwyczaj miejsce. Zgrzyt następuje już na samym początku, gdzie Andrzej opisuje popularność rapu na wszystkich płaszczyznach. Zacytujmy kawałek:

 

„Wskaźniki sprzedaży albumów sceptyków nie przekonają. W końcu płyty rozchodzą się u nas w minimalnych nakładach, więc takie zestawienia nie muszą być miarodajnym wyznacznikiem. By doświadczyć większej skali, odwiedźmy więc YouTube i sprawdźmy, czyje klipy ogląda się najczęściej. Jak się okazuje, królują tu discopolowcy z zespołu Weekend oraz Rihanna. Ale już kawałek „Chcę ci dać” donGURALesko zajmuje siódmą pozycję, „Nie lubimy robić” Donatana jest dziewiąty, „Chmura” Pezeta to miejsce 11., a Peja z kawałkiem „A ja jestem pomidorem” zamyka czołową „15″.”

 

Absurdalnym jest powoływanie się na wskaźnik YT przy jednoczesnym umniejszaniu miarodajności OLiS-u. To, że jakiś utwór ma dużo wyświetleń na YT równie dobrze może świadczyć o postępującej roli tego medium jako swoistego odtwarzacza muzyki, zastępującego mp3 z dysku twardego. Możemy to pominąć, ponieważ jest to kwestia dyskusyjna, bardziej bekowe jest natomiast powoływanie się na wysoką lokatę „A ja jestem pomidorem”. Wszyscy (wierzę, że pan Andrzej również) dobrze wiedzą, że popularność tego utworu jest efektem beki przez niego wywołanej, a nie poziomu czy też zapotrzebowania na kawałki, w których pomidor jest podmiotem lirycznym. Tym sposobem ludzie spoza środowiska wpiszą sobie w wyszukiwarkę ten tytuł, posłuchają i utwierdzą się w przekonaniu, że brak rapu w mediach jest dobry, a ten typ z artykułu to jakiś jebnięty. Skoro i tak w pierwszej 15 znajdowały się 3 inne utwory, to po co było przetaczać tego nieszczęsnego pomidora?

Dalej wkurwiają nieścisłości odnośnie marek odzieżowych. Przeciętny czytelnik tygodnika opinii po przeczytaniu „Ten Typ Mes od 2006 r. jest twarzą firmy Alkopoligamia.” wywnioskuje od razu, że marka Alkopoligamia istniała sobie na rynku, zaś w 2006 do promocji postanowili zatrudnić Mesa. Jak było wszyscy dobrze wiemy, poza tym dla ścisłości Alkopoligamia w 2006 była stroną internetową wypuszczającą co jakiś czas bardzo mocno limitowane serie koszulek, zaś firmą (której twarzą mógł zostać Mes) stała się dopiero w 2009, przy okazji poszukiwania wydawcy „Zamachu na przeciętność”.

 

To jednak nic w porównaniu z beką, którą dostarcza fragment:

„Z natury oszczędny i odrobinę nieufny młody człowiek musi być przekonany, że zawsze dostanie do ręki coś, co przetrwa dłużej niż podobny artykuł z sieciówki. Gdy raz się sparzy, raczej już nie wróci.”

 

Wszelkie próby wcielenia się przez kogoś dorosłego w postać przeciętnego nastolatka kończą się fiaskiem, tak też skończyły się i tutaj. Skąd ten autor wziął obraz nastolatka „odrobinę nieufnego” i do tego „oszczędnego”. Wygląda na to, że autor pomylił przymiotnik „oszczędny” z „biedny”, co nie świadczy o nim najlepiej.

Im dalej tym tylko gorzej – gdzieś w środku artykułu Bisz oraz Zeus zostali określeni mianem twórców, którzy trafiają do… hipsterów. Tak, nie przewidziało wam się. Oczywiście bez cienia uzasadnienia, po prostu zwykłe „jeb, oni są dla hipsterów”.

alt

Nie mieści mi się w głowie, jak osoba, która przecież „siedzi” w tej kulturze może pisać takie bzdury. Pewnie ma 2-3 znajomych z tej grupy społecznej (którą gardzę na równi z lewakami), którzy jarają się Zeusem i Biszem, w związku z czym postanowił zamieścić to w artykule.

Następny na warsztat wzięty zostaje wzięty wątek treści polityczno – społecznych. Pojawia się nawet wypowiedź Najgorszego Recenzenta Polskiego Rapu, która jest tak absurdalna, że po prostu muszę ją przetoczyć:

 

„Nie brakuje też raperów zaangażowanych politycznie i społecznie. – Polski hip-hop w 2012 r. jest bardziej zaangażowany w życie polityczne, niż był kiedykolwiek wcześniej. Scena zawsze była zachowawcza, ale takiego przechyłu konserwatywno-nacjonalistycznego nie było nigdy. Raperzy żerują na panującej wśród młodzieży modzie na ostentacyjny patriotyzm, dorzucając swoje populistyczne trzy grosze. A nawet więcej”

 

Chętnie dowiem się, gdzie jest widoczny ten „konserwatywno-nacjonalistyczny” przechył, bo ja go jakoś kurwa nie widzę, a słucham dosłownie wszystkiego. Parę jednostek OD ZAWSZE przemyca pojedyncze treści nawet nie o charakterze konserwatywnym, a zwyczajnie zdroworozsądkowym, Flint nazywa to „przechyłem”, żenada.

Na potwierdzenie tej tezy redaktor Andrzej powołuje się na nagranie „Leming” oraz poparcie twórców dla Marszu Niepodległości, by w następnym akapicie uczciwie przyznać, że u wymienionych raperów taka tematyka nie jest nowością. Przyznam, że czytałem ten fragment parę razy i w dalszym ciągu nie umiem uchwycić sensu pisania, że coś może być dowodem, żeby zaraz potem to obalać.

 

Tymczasem festiwal durnych cytatów trwa w najlepsze. Tym razem mają za zadanie uwiarygodnić rzekomą wagę filmu „Jesteś bogiem”. Z tej okazji kretyna robi z siebie Abradab:

 

„Magik na pewno jest osobą, którą warto przybliżyć ludziom, zwłaszcza młodszemu pokoleniu. Tak sobie myśleliśmy ostatnio z chłopakami – kiedyś nawet nikt by się nie spodziewał, że komuś będzie się chciało pisać o tym scenariusze”

 

Zrozumiałbym taką wypowiedź, gdyby Dab sam grał w tym filmie. Tymczasem jego wątek jest tam praktycznie pominięty, wiec nie ma potrzeby promowania ścierwa. Odrzucając tę opcję już wiemy, że współzałożyciel Kalibra jest po prostu idiotą, który uważa, że warto przybliżać ludziom postać nieodpowiedzialnego ćpuna, który skoczył z okna mając małe dziecko, w dodatku w tym filmie pokazaną jako tego, który „chciał dobrze, ale nie wyszło”, więc należy mu współczuć.

Chyba nie muszę dodawać, że na kondycję polskiego rapu film ten nie wpłynął nawet w 1%, ponieważ 99% widzów PRZYNAJMNIEJ kojarzyła Paktofonikę i postać samego Magika, przypływ nowych słuchaczy (o ile został odnotowany) jest raczej znikomy.

 

W rolę imbecyla wciela się również postać, której nigdy bym o to nie podejrzewał, czyli Mes. We fragmencie poświęconym „hiphopolo” dzieli się z nami następującą opinią:

„Ale to artyści tacy jak Łona, Sokół czy Te-tris wciąż grają koncerty i sprzedają płyty, to im na ulicy ludzie przybijają piątki. Przetrwali jeden zalew syfu, przetrwają kolejne.”

 

Niby tutaj wszystko się zgadza, ale pięknie wychodzi jakie pojęcie mają polscy raperzy o polskim rapie. W erze hiphopolo Te-Tris był anonimowym undergroundowcem, autorem jednej kiepsko zarapowanej płyty, znanym głównie z WBW. Stawianie go w jednym szeregu z Łoną i Sokołem odnośnie tego, że „grał koncerty wtedy i gra teraz” to grube nieporozumienie.

alt

Na sam koniec denerwuje maksymalnie stronniczy fragment o potencjalnej możliwości ewolucji raperów do roli celebrytów. W tym miejscu autor przy pomocy paru wypowiedzi Sokoła podkreśla to, jak bardzo takie kreacje raperom nie odpowiadają, w związku z czym na pewno w nie nie wejdą. Jakie trzeba mieć klapki na oczach, żeby coś takiego pisać?

Czyżby redaktor Andrzej zapomniał o tym, że Mezo przed rozpoczęciem kariery celebryty był normalnym raperem, którego nikt by nie posądzał o takie posunięcie? Co najmniej dziwne jest też pomięcie chociażby Tedego, który od fleszy nie stroni. Celowe wprowadzanie ludzi w błąd, czy niewiedza?

 

Najlepsze zaczyna się oczywiście na koniec, gdzie Calak z sobie tylko znanych powodów zamieszcza„5 utworów, które zmieniły polski hip-hop”autorstwa niejakiego Jakuba Żulczyka. Nie mam pojęcia kim jest ten człowiek, ale tym artykule razem z Flintem będzie rywalizował o miano mojego ulubionego dziennikarza muzycznego.

Nie wiadomo, jakimi kryteriami kierował się ten dziennikarzyna, ale efekt końcowy jest niesamowicie komiczny. Bo jak nazwać brak w zestawieniu jakiegokolwiek utworu ze „Skandalu” bądź „Nastukafszy”? Zamiast tego mamy „Pamiętaj o melanżu”, „Głuchą noc”, „Ukryty w mieście krzyk” (wtf?!?!), „Nienawiść” oraz „W aucie”. Z drugim oraz piątym wyborem mogę się zgodzić, utwory te faktycznie zmieniły polski hip hop. „Pamiętaj o melanżu” jest niezłe, ale jak pisałem wyżej – coś z pierwszej Molesty lub WFD jest NIEZBĘDNE. Utwory Pezeta oraz HG zostały dokooptowane chyba w drodze losowania, bo nie widzę żadnych, podkreślam żadnych logicznych przesłanek na ich umieszczenie. Do tego ten debil pomylił tytuł jednego z numerów, bo przecież track ten nazywa się „Nienawiść”, a nie „Nienawiść do policji”.

 

Po tej grubej kompromitacji czas na jeszcze większą, czyli „5 najlepszych płyt polskiego hip-hopu”. Tutaj z otwartym hejtingiem jest nieco trudniej, ponieważ autor zostawił sobie furtkę ewakuacyjną podając ranking pięciu „najlepszych”, a nie „najważniejszych” płyt, co jednak nie przeszkadza w zrównaniu go z ziemią.

Podobnie jak poprzedni, tak i ten wybór jest po prostu absurdalny, obok siebie stoją „Skandal” oraz… solowa płyta Winiego. Tak, Winiego. Całość dopełniają albumy Małolata, Sokoła oraz JWP. Gdzie tu jest jakikolwiek klucz?

„Skandal” – bezdyskusyjny klasyk, zostawmy w spokoju. „Witam was w rzeczywistości” to bardzo dobra płyta, ale czy od razu najlepsza w historii? Bardziej pasowałaby tutaj dowolna płyta Pezeta, jednak jak widać dla pana Żulczyka obecność tracku, który „zmienił polski hip hop” to niewystarczająca rekomendacja do tego, aby umieścić taki album w swoim zestawieniu. Małolat również nagrał bardzo dobrą płytę, może nie w 5, ale w top 15 spokojnie bym ją sklasyfikował. W uzasadnieniu do wyboru „Wroga publicznego #1” czytamy, że jest to ekipa „w której poziom rapowania jest rozłożony u wszystkich jej członków mniej więcej po równo”. No to chyba kurwa słuchał innego składu, bo jak wiadomo Ero>Kosi>Doni=Foster. Wisienką na torcie jest płyta „Bóg jest miłością”, której uzasadnienie po prostu trzeba przetoczyć:

 

„Trudno pisać o Winim. Trudno napisać coś sensownego o płycie, na której znajduje się 11-minutowy utwór „Nienawidzę raperów”, w którym występuje połowa raperów z Polski. Trudno pisać o płycie, na której dubstep łączy się z ogniskową gitarą, punk rock z autotune’owym wyciem, na której muzyka Matheo i strumień świadomości Winiego zlewają się w jedną wielką joyce’owską magmę. Jedno jest pewne – Wini jest osobowością przez wielkie O, a takich jaj i takiej pomysłowości nie miał w polskim hip-hopie przed nim nikt.”

 

Czyli dobre wino jest dobre bo jest dobre i tanie i takie historie. 80 wyrazów, 432 znaki i ZERO, PIERDOLONE ZERO KONKRETÓW. Bo konkretem nie jest napisanie co się z czym łączy oraz to, że Wini „jest osobowością przez wielkie O”. Co za cep, nie mam pytań. Wybór oczywiście do zmiany i to natychmiastowej, ale niektórzy chyba mają takie parcie na szkło, że muszą łapać się brzytew.

 

Mam nadzieję, że chociaż jedna zagubiona duszyczka, która po przeczytaniu artykułu w „Przekroju” będzie poszukiwała w Internecie informacji na temat polskiego rapu trafi na ten artykuł i dowie się, czemu jest on mocno wątpliwej jakości. Z drugiej strony może należy cieszyć się, że nie jest to bzdura na poziome „tu for sewen”? Nie zapominajmy także, że mamy do czynienia z lewackim tygodnikiem opinii, w którym artykuły bez kłamstw nie istnieją. Być może i ten musiał dostosować się do linii redakcyjnej, a że Cała zrobił to dość niskim kosztem, przekręcając raczej drobniejsze kwestie, postanowiono dodać te durne rankingi idioty z „Wprostu”. Tak czy inaczej zjawisko pt. „boom na polski rap” rozwija się coraz szybciej i aż się boję w którą stronę to wszystko wędruje. Pewnie za miesiąc tematem dnia w „Superaku” będzie relacja z zakończenia pobytu Chady w więzieniu.

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: