Felieton
ROZKMINA: „Freszmeni”, czyli rzut oka na podziemie (cz.1)
XXL to jeden z największych i najbardziej opiniotwórczych magazynów poświęconych tematyce hip hopu na świecie. Wydaje już od 1997 roku, goszcząc na okładkach takie postaci, jak Eminem czy Dr. Dre. Od 2008 roku pismo, w ramach akcji Freshman Class, corocznie typuje dziesiątkę młodych i mniej znanych (przynajmniej z założenia) raperów, którym wróży rychłe podbicie serc słuchaczy, i umieszcza ich na okładce. Z uwagi na popularność XXL, owe zestawienia dają naprawdę spore efekty. Na przestrzeni tych 6 lat wśród nominowanych znaleźli się tacy raperzy, jak Kid Cudi, Wiz Khalifa, Kendrick Lamar, MGK czy Macklemore (który sam rapował o tym, że marzył o znalezieniu się na okładce, i dopiął swego).
Polską odpowiedzią na tę akcję miały być Młode Wilki z ramienia Popkillera, które doczekały się edycji w 2011 i 2012 roku. Projekt budził trochę wątpliwości, wielu zarzucało, że portal jest zbyt mało znany, by promować niejednokrotnie znanych już raperów, i to głównie on odniesie korzyść z przedwsięzięcia. Krytykowano też obsadę obu edycji, tu na usprawiedliwienie warto dodać, że niektóre typy XXL Freshmen też są uznawane za chybione.
Inicjatywa wypaliła połowicznie: na minus zaliczam, poza częścią obsady, nagranie zwrotek na odpierdol, dotyczy to zarówno wspólnego possecuta, jak i całych numerów składających się na cd pod banderą Młodych Wilków. Na plus wypromowanie, przynajmniej częściowe, niektórych raperów. Patronat dość popularnego portalu, possecuty wyprodukowane przez Ostrego, wrzuty wielu raperów na facebooka – wszystko to składało się na odbicie pewnych echem w środowisku. Wspólny numer z 1 edycji, Na Front, uzyskał blisko 300 tysięcy wyświetleń, Prosto Z Frontu kilkadziesiąt tysięcy więcej, do tego wprowadzono nagrywanie klipów do oddzielnych utworów wilków. Raperzy, którzy wzięli udział w projekcie i osiągnęli pewien sukces, to m.in. Bisz, Buka, Bonson czy Medium. Oczywiście nie można ich traktować jako produktów akcji, nie mniej dołożyła ona swoje cegiełki.
W moim tekście przywiąże większą wagę do słowa klucz, czyli Freshmen. Nie chcę tu mówić o raperach, którzy są już dość fejmowi (Eripe), nagrali podziemne klasyki (Junes) czy ich dalsza kariera jest niepewna (Ciech). Nie zamierzam też powielać raperów, którzy brali udział w młodych wilkach. Tym razem pominę też tych, którzy wydali legale (Dwa Sławy) bądź załapali się do fejmowych wytwórni i ich widmo wisi nad nimi (Kuba Knapp). Oto rzut oka na mniej lub bardziej głębokie podziemie.
ENSON
Gorzowski raper i freestylowiec. To właśnie tej drugiej działalności zawdzięcza dotarcie do pewnej publiczności. Zaczął od wygrania Wielkiej Bitwy Szczecińskiej w 2006, potem przyszły wysokie lokaty na takich imprezach jak Wielka Bitwa Warszawska czy Wojna o Śląsk. Według niektórych, to on powinien wygrać finał tej pierwszej imprezy, gdzie zmierzył się z Flintem. Do historii polskiego freestylu przeszły jego dwa legendarne pojedynki z Trzy-Sześciem, w ramach Bitwy o Mokotów i WBW. To w tej drugiej walce padł słynny pancz „masz 20 lat a wyglądasz jak mała dziewczynka, u ciebie Masturbacja to pedofilia”. Parę lat temu zakończył karierę freestylowca, pozostawiając po sobie opinię mocarnego panczlajnera ze specyficzną manierą i przeciętnym flow, który nie wykorzystał do końca swego potencjału, nie wygrywając żadnej z najważniejszych imprez.
Nawiązując do bitew, warto wspomnieć o dwóch beefach. Pierwszy miał miejsce między nim a ekipą 3FRap. Gorzowski raper nagrał wpierw przyzwoitą Pokutę, a następnie odpowiedział na diss będący stekiem wyzwisk i gróźb za pomocą Prawda się nigdy nie starzeje , którym znokautował siedmiu (!) raperów. Mimo słabej jakości utworu i kiepskiego wokalu, wersy typu „Idę pod łukiem triumfalnym, ciebie triumf omija łukiem” czy „Chciałeś ruchać moją rapgrę panczem? Ja twoją rucham teraz, bo jej uda kurwa nie znają się nawet na siema” zrobiły niezłe wrażenie na nielicznym wówczas słuchaczach śledzących beef. Kolejnym przeciwnikiem Eno był Tomb, który, mimo wyższego poziomu niż 3FRap, także uległ. Enson na zaczepki (spowodowane tym, że odmówił wspólnej nagrywki) wpierw odpowiedział w gościnnej zwrotce w utworze Offline, wypluwając pancz za panczem, a następnie nagrywając według niektórych najlepszy diss w polskim rapie, którego tytuł „Nie nagram dla ciebie featu” jest parafrazą starego utworu w konwencji bragga pdt. „Nie nagram na ciebie dissu”. Utwór ten zdawał się potwierdzać tezę o byciu najlepszym polskim panczlajnerem, a „Twój rap jest jak bierki – cienki i bardzo mało z niego wyciągniesz nikogo nie ruszając” został mianowany jedną z najlepszych rapowych rozkmin.

Studyjna kariera Ensona obfituje w kilka epek nawijanych na wolno, parę zapomnianych, jak Serce ep czy trochę bardziej znane Litery Jutra, a także w jedyny jak na razie w miarę rozpoznawalny materiał, czyli 8 kroków dalej, na którym udzielił się Laikike1. Jest to, jak mówi sam raper, zbiór mniej lub bardziej starych kawałków. Choć bity (poza do tego w Świat jest wielki) stoją na raczej niskim poziomie, a flow i dykcja pozostawiają sporo do życzenia, poziom liryczny w dużej mierze nagradza te niedoskonałości. Świetne bragga, ciekawe koncepty i sporo mocnych wersów, zarówno bitewnych, jak i życiowych, choćby:
„Wrogowie to abonament za posiadanie talentu”
„Twoje pomocne dłonie zamykają mi się na gardle, znam je tak, że mógłbym nawijać ich linie papilarne”
„Weterani, niby grają od tak dawna, że ich matki straciły cnotę przy ich kawałkach”
Właśnie błyskotliwośc stanowi główną siłę rapera. Dobry wers atakuje dobry wers , nachodząc na poprzedni dobry wers. Ze świecą szukać podobnego tekściarza w polskim rapie, który tkałby równie złożone sieci gier słownych, nawiązań i porównań. Warto wrócić do kwestii głosu i dykcji. Można wywnioskować, że Enson urodził się z dość poważną wadą wymowy, potwierdza to stary track A.J., gdzie nie wymawia on połowy głosek. Dzięki pracy nad sobą, na tym materiale nie jest już tak źle jak było, a późniejsze ćwiczenia emisji głosu, lekcje śpiewu, a nawet operacja strun głosowych pozwoliły uzyskać ponadprzeciętne możliwości w tym zakresie. Od brzydkiego kaczątka do łabędzia.
Obecnie raper pracuje nad nową płytą, która pierwotnie miała ukazać się już 2 lata temu, nie wiadomo jednak, jak często zmieniała się jej koncepcja i ile tekstów poszło do kosza. Na razie trzeba się zadowolić licznymi featuringami. Poniżej kompilacja występów gościnnych z 2012 roku, z której można się dowiedzieć, jakie postępy poczynił raper.
PJENTAK
Rozpoczynał karierę startując w bitwach freestylowych, jednak nie odnosił tam większych sukcesów. Pewien fejm, niestety, negatywny, wyrobił mu dopiero beef z B.R.O. Po tym, jak raper z kolorowym plecakiem nagrał swój track z (przynajmniej w założeniu) maszynowym wyrzucaniem z siebie wersów, Pjentak zdissował go na bicie z Remember The Name, gdzie nagrywając na raz dorównał Bro w kwesti fast rappingu. Tamten odpowiedział na diss, po czym Pjentak nagrał Masz i pomyśl, czym moim zdaniem ewidentnie wygrał beef. Wers z Millerem domknął wieko. W opinii fanów Bro, których jest zdecydowanie więcej, wygrał jednak kolory chłopiec, i w ten sposób Pjentak ma negatywną opinie u części rapowego elektoratu.

Lepszą promocję niż beef robią mu nagrywki. Pierwszym materiałem, który trafił do neta i odbił się jakimś echem, był w W kurwe brudny mixtape, nagrany jeszcze pod ksywką Pjentack razem z wówczas nieco bardziej znanym Plejerem, który swoją drogą również freestylował. Materiał był całkiem przyjemny, chłopaki mieli między sobą świetną chemię na majkach, nawijając na niezłych bitach szczere i proste, ale nie prostackie teksty. Jeszcze lepsze opinie zebrał Rap outlet mixtape, a którym raper jeszcze bardziej rozwinął stylówkę i flow, dalej dając te same, autentyczne i zajawkowe teksty z licznymi follow-upami. W 2011 ukazała się epka z Jacą, niestety epka, bo przez problemy z dyskiem stracono część materiału. To co pozostało, to świetne bity Jacy i ten sam, niezły, uliczny rap. Pjentak nagrał też dwa albumy w składzie z Rinem, Siejkiem i Zbylem, jeden z nich to epka z 2011, druga to lp z 2012. W obu przypadkach mamy to samo – dość przyjemne, ale w istocie przeciętne bity, jeszcze słabsi koledzy i dobry Pjentak.
To, co charakteryzuje jego rap, to specyficzna maniera i sposób akcentowania wersów oraz dość dynamiczne, ściśnieniowane flow. Dysponuje pewną charyzmą, autentycznością, tak, że wierzę w jego historie, gdy opowiada o swoich przeżyciach. Stawia raczej na proste rymy, bez jakiegoś przerostu formy nad treścią, choć zdarzają się przyzwoite wielokrotne. Całkiem niedawno Pjentak przeszedł lekką przemianę i postawił na niuskul, niejako odcinając się od dotychczasowej twórczości. Pracuje nad nowoczesną płytą w amerykańskim stylu, godzinami ćwiczy flow i dykcję, stosuje zabiegi takie jak przyspieszenia i hashtagi. Na owoce tej metamorfozy jeszcze poczekamy, tymczasem poniżej reprezentatywny dla jego twórczości utwór.
WICIU
Podobnie jak powyżsi raperzy, zaczynał od freestylu, co szło mu całkiem nieźle. W swoim CV mógłby mógłby zapisać m.in. 2 miejsce w Bitwie o Fort, 2 miejsce w eliminacjach do WBW 2009 czy wygranie Bitwy o Bitwę w Warszawie. Jego dyskografia jest póki co dość uboga. Zadebiutował 8 minut rapu, czyli czterema krótkimi utworami, w którym zaprezentował wszelakie gry słowne i bragga. Materiał został niezbyt przychylnie przyjęty, hejtowali go nawet ludzie, którzy potem jarali się kolejnym materiałem, czyli Dwoma Biegunami. Jest to inna płyta, nagrana bardziej na poważnie, choć teksty zostały napisane w mniej więcej 2 tygodnie, a bity dobrane lekko na odpierdol. Traktuje ona o życiu Witona, o jego przeżyciach, doświadczeniach, piciu z ziomkami. Można by rzec, standardowy, podziemny rap, z którym można się utożsamić. Z czasu 8 minut zostały tylko pewna skłonność do gier słownych i ogólnie błyskotliwych linijek, których nie brak na albumie, jest też kilka follow-upów.
„Kolejny dzień jak Tupolew zleciał”
„Są na bakier z techniką jak kurwa amisze”
„Każda chce pereł i masę innego chujstwa my jak mamy perły to obok łomzy i żubra”

Mimo niedostatków we flow i lekko przymulonego głosu, album jest propsowany do dzisiaj. Witon ujął słuchaczy nie tylko rapem, ale też swoim podejściem do życia. Na każdym teledysku czy filmiku, na którym jara się lajkami na fejsbuku emanuje pozytywną energią i uśmiechem od ucha do ucha. Nie zmienia tego nawet fakt, że rzucił w fana krzesłem.
Od czasu swojej ostatniej płyty, Wiciu nagrał wiele featów, wziął udział m.in. w Wizji lokalnej Warszawa, skąd pochodzi jego słynne, parafrazowane wielokrotnie „Jak mój człowiek Plejer”. Wydał też trochę luźnych utworów, w tym Nie poddawaj się na elektronicznym bicie, gdzie ujął sztampowy temat w całkiem ciekawe wersy, jak choćby:
„Nie gadam, że jestem alkoholikiem,
choć weekend w weekend walę liter w liter typie
bardziej niż hajsu szkoda mi czasu, choć za ten szmal rozkręciłbym niezły biznes
rozkręciłem tylko nerwy ze stali,
stawy – kurwa mać, jestem rozmontowany”
Pare miesięcy temu wydał też utwór, w którym zmierzył się z obecnymi trendami w polskim rapie, czyli hashtagami i przyspieszeniami na niuskulowym bicie, pdt. Nikt w Polsce jak. Obecnie pracuje nad kolejną płytą, nie wiadomo, czy klasyczną, czy utrzymaną właśnie w takiej konwencji jak poniższy track.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News3 dni temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News3 dni temuPolak, który trafił na europejskie listy
-
News2 dni temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News16 godzin temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News1 dzień temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News5 godzin temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
teledysk3 dni temuNowy Polak jara jak Snoop Dogg
-
News2 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”