Sprawdź nas też tutaj

Felieton

ROZKMINA: „Freszmeni”, czyli rzut oka na podziemie (cz.1)

Opublikowany

 

XXL to jeden z największych i najbardziej opiniotwórczych magazynów poświęconych tematyce hip hopu na świecie. Wydaje już od 1997 roku, goszcząc na okładkach takie postaci, jak Eminem czy Dr. Dre. Od 2008 roku pismo, w ramach akcji Freshman Class, corocznie typuje dziesiątkę młodych i mniej znanych (przynajmniej z założenia) raperów, którym wróży rychłe podbicie serc słuchaczy, i umieszcza ich na okładce. Z uwagi na popularność XXL, owe zestawienia dają naprawdę spore efekty. Na przestrzeni tych 6 lat wśród nominowanych znaleźli się tacy raperzy, jak Kid Cudi, Wiz Khalifa, Kendrick Lamar, MGK czy Macklemore (który sam rapował o tym, że marzył o znalezieniu się na okładce, i dopiął swego).

Polską odpowiedzią na tę akcję miały być Młode Wilki z ramienia Popkillera, które doczekały się edycji w 2011 i 2012 roku. Projekt budził trochę wątpliwości, wielu zarzucało, że portal jest zbyt mało znany, by promować niejednokrotnie znanych już raperów, i to głównie on odniesie korzyść z przedwsięzięcia. Krytykowano też obsadę obu edycji, tu na usprawiedliwienie warto dodać, że niektóre typy XXL Freshmen też są uznawane za chybione.

Inicjatywa wypaliła połowicznie: na minus zaliczam, poza częścią obsady, nagranie zwrotek na odpierdol, dotyczy to zarówno wspólnego possecuta, jak i całych numerów składających się na cd pod banderą Młodych Wilków. Na plus wypromowanie, przynajmniej częściowe, niektórych raperów. Patronat dość popularnego portalu, possecuty wyprodukowane przez Ostrego, wrzuty wielu raperów na facebooka – wszystko to składało się na odbicie pewnych echem w środowisku. Wspólny numer z 1 edycji, Na Front, uzyskał blisko 300 tysięcy wyświetleń, Prosto Z Frontu kilkadziesiąt tysięcy więcej, do tego wprowadzono nagrywanie klipów do oddzielnych utworów wilków. Raperzy, którzy wzięli udział w projekcie i osiągnęli pewien sukces, to m.in. Bisz, Buka, Bonson czy Medium. Oczywiście nie można ich traktować jako produktów akcji, nie mniej dołożyła ona swoje cegiełki.

 

W moim tekście przywiąże większą wagę do słowa klucz, czyli Freshmen. Nie chcę tu mówić o raperach, którzy są już dość fejmowi (Eripe), nagrali podziemne klasyki (Junes) czy ich dalsza kariera jest niepewna (Ciech). Nie zamierzam też powielać raperów, którzy brali udział w młodych wilkach.  Tym razem pominę też tych, którzy wydali legale (Dwa Sławy) bądź załapali się do fejmowych wytwórni i ich widmo wisi nad nimi (Kuba Knapp). Oto rzut oka na mniej lub bardziej głębokie podziemie.

 

ENSON
Gorzowski raper i freestylowiec. To właśnie tej drugiej działalności zawdzięcza dotarcie do  pewnej publiczności. Zaczął od wygrania Wielkiej Bitwy Szczecińskiej w 2006, potem przyszły wysokie lokaty na takich imprezach jak Wielka Bitwa Warszawska czy Wojna o Śląsk. Według niektórych, to on powinien wygrać finał tej pierwszej imprezy, gdzie zmierzył się z Flintem. Do historii polskiego freestylu przeszły jego dwa legendarne pojedynki z Trzy-Sześciem, w ramach Bitwy o Mokotów i WBW. To w tej drugiej walce padł słynny pancz „masz 20 lat a wyglądasz jak mała dziewczynka, u ciebie Masturbacja to pedofilia”. Parę lat temu zakończył karierę freestylowca, pozostawiając po sobie opinię mocarnego panczlajnera ze specyficzną manierą i przeciętnym flow, który nie wykorzystał do końca swego potencjału, nie wygrywając żadnej z najważniejszych imprez.

Nawiązując do bitew, warto wspomnieć o dwóch beefach. Pierwszy miał miejsce między nim a ekipą 3FRap. Gorzowski raper nagrał wpierw przyzwoitą Pokutę, a następnie odpowiedział na diss będący stekiem wyzwisk i gróźb za pomocą Prawda się nigdy nie starzeje , którym znokautował siedmiu (!) raperów. Mimo słabej jakości utworu i kiepskiego wokalu, wersy typu „Idę pod łukiem triumfalnym, ciebie triumf omija łukiem” czy „Chciałeś ruchać moją rapgrę panczem? Ja twoją rucham teraz, bo jej uda kurwa nie znają się nawet na siema” zrobiły niezłe wrażenie na nielicznym wówczas słuchaczach śledzących beef. Kolejnym przeciwnikiem Eno był Tomb, który, mimo wyższego poziomu niż 3FRap, także uległ. Enson na zaczepki (spowodowane tym, że odmówił wspólnej nagrywki) wpierw odpowiedział w gościnnej zwrotce w utworze Offline, wypluwając pancz za panczem, a następnie nagrywając według niektórych najlepszy diss w polskim rapie, którego tytuł „Nie nagram dla ciebie featu” jest parafrazą starego utworu w konwencji bragga pdt. „Nie nagram na ciebie dissu”. Utwór ten zdawał się potwierdzać tezę o byciu najlepszym polskim panczlajnerem, a „Twój rap jest jak bierki – cienki i bardzo mało z niego wyciągniesz nikogo nie ruszając” został mianowany jedną z najlepszych rapowych rozkmin.


Studyjna kariera Ensona obfituje w kilka epek nawijanych na wolno, parę zapomnianych,  jak Serce ep czy trochę bardziej znane Litery Jutra, a także w jedyny jak na razie w miarę rozpoznawalny materiał, czyli 8 kroków dalej, na którym udzielił się Laikike1. Jest to, jak mówi sam raper,  zbiór mniej lub bardziej starych kawałków. Choć bity (poza do tego w Świat jest wielki) stoją na raczej niskim poziomie, a flow i dykcja pozostawiają sporo do życzenia, poziom liryczny w dużej mierze nagradza te niedoskonałości. Świetne bragga, ciekawe koncepty i sporo mocnych wersów, zarówno bitewnych, jak i życiowych, choćby:

 

„Wrogowie to abonament za posiadanie talentu”
„Twoje pomocne dłonie zamykają mi się na gardle, znam je tak, że mógłbym nawijać ich linie papilarne”
„Weterani, niby grają od tak dawna, że ich matki straciły cnotę przy ich kawałkach”

 

Właśnie błyskotliwośc stanowi główną siłę rapera. Dobry wers atakuje dobry wers , nachodząc na poprzedni dobry wers. Ze świecą szukać podobnego tekściarza w polskim rapie, który tkałby równie złożone sieci gier słownych, nawiązań i porównań. Warto wrócić do kwestii głosu i dykcji. Można wywnioskować, że Enson urodził się z dość poważną wadą wymowy, potwierdza to stary track A.J., gdzie nie wymawia on połowy głosek. Dzięki pracy nad sobą, na tym materiale nie jest już tak źle jak było, a późniejsze ćwiczenia emisji głosu, lekcje śpiewu, a nawet operacja strun głosowych pozwoliły uzyskać ponadprzeciętne możliwości w tym zakresie. Od brzydkiego kaczątka do łabędzia.
Obecnie raper pracuje nad nową płytą, która pierwotnie miała ukazać się już 2 lata temu, nie wiadomo jednak, jak często zmieniała się jej koncepcja i ile tekstów poszło do kosza. Na razie trzeba się zadowolić licznymi featuringami. Poniżej kompilacja występów gościnnych z 2012 roku, z której można się dowiedzieć, jakie postępy poczynił raper.

 

PJENTAK
Rozpoczynał karierę startując w bitwach freestylowych, jednak nie odnosił tam większych sukcesów. Pewien fejm, niestety, negatywny, wyrobił mu dopiero beef z B.R.O.  Po tym, jak raper z kolorowym plecakiem nagrał swój track z (przynajmniej w założeniu) maszynowym wyrzucaniem z siebie wersów, Pjentak zdissował go na bicie z Remember The Name, gdzie nagrywając na raz dorównał Bro w kwesti fast rappingu. Tamten odpowiedział na diss, po czym Pjentak nagrał Masz i pomyśl, czym moim zdaniem ewidentnie wygrał beef. Wers z Millerem domknął wieko. W opinii fanów Bro, których jest zdecydowanie więcej, wygrał jednak kolory chłopiec, i w ten sposób Pjentak ma negatywną opinie u części rapowego elektoratu.


Lepszą promocję niż beef robią mu nagrywki. Pierwszym materiałem, który trafił do neta i odbił się jakimś echem, był w W kurwe brudny mixtape, nagrany jeszcze pod ksywką Pjentack razem z wówczas nieco bardziej znanym Plejerem, który swoją drogą również freestylował. Materiał był całkiem przyjemny, chłopaki mieli między sobą świetną chemię na majkach, nawijając na niezłych bitach szczere i proste, ale nie prostackie teksty. Jeszcze lepsze opinie zebrał Rap outlet mixtape, a którym raper jeszcze bardziej rozwinął stylówkę i  flow, dalej dając te same, autentyczne i zajawkowe teksty z licznymi follow-upami. W 2011 ukazała się epka z Jacą, niestety epka, bo przez problemy z dyskiem stracono część materiału. To co pozostało, to świetne bity Jacy i ten sam, niezły, uliczny rap. Pjentak nagrał też dwa albumy w składzie z Rinem, Siejkiem i Zbylem, jeden z nich to epka z 2011, druga to lp z 2012. W obu przypadkach mamy to samo – dość przyjemne, ale w istocie przeciętne bity, jeszcze słabsi koledzy i dobry Pjentak.

To, co charakteryzuje jego rap, to specyficzna maniera i sposób akcentowania wersów oraz dość dynamiczne, ściśnieniowane flow. Dysponuje pewną charyzmą, autentycznością, tak, że wierzę w jego historie, gdy opowiada o swoich przeżyciach. Stawia raczej na proste rymy, bez jakiegoś przerostu formy nad treścią, choć zdarzają się przyzwoite wielokrotne. Całkiem niedawno Pjentak przeszedł lekką przemianę i postawił na niuskul, niejako odcinając się od dotychczasowej twórczości. Pracuje nad nowoczesną płytą w amerykańskim stylu, godzinami ćwiczy flow i dykcję, stosuje zabiegi takie jak przyspieszenia i hashtagi. Na owoce tej metamorfozy jeszcze poczekamy, tymczasem poniżej reprezentatywny dla jego twórczości utwór.

 

WICIU
Podobnie jak powyżsi raperzy, zaczynał od freestylu, co szło mu całkiem nieźle. W swoim CV mógłby mógłby zapisać m.in. 2 miejsce w Bitwie o Fort, 2 miejsce w eliminacjach do WBW 2009 czy wygranie Bitwy o Bitwę w Warszawie. Jego dyskografia jest póki co dość uboga. Zadebiutował 8 minut rapu, czyli czterema krótkimi utworami, w którym zaprezentował wszelakie gry słowne i bragga. Materiał został niezbyt przychylnie przyjęty, hejtowali go nawet ludzie, którzy potem jarali się kolejnym materiałem, czyli Dwoma Biegunami. Jest to inna płyta, nagrana bardziej na poważnie, choć teksty zostały napisane w mniej więcej 2 tygodnie, a bity dobrane lekko na odpierdol. Traktuje ona o życiu Witona, o jego przeżyciach, doświadczeniach, piciu z ziomkami. Można by rzec, standardowy, podziemny rap, z którym można się utożsamić. Z czasu 8 minut zostały tylko pewna skłonność do gier słownych i ogólnie błyskotliwych linijek, których nie brak na albumie, jest też kilka follow-upów.

 

„Kolejny dzień jak Tupolew zleciał”
„Są na bakier z techniką jak kurwa amisze”
„Każda chce pereł i masę innego chujstwa my jak mamy perły to obok łomzy i żubra”

 

Mimo niedostatków we flow i lekko przymulonego głosu, album jest propsowany do dzisiaj.  Witon ujął słuchaczy nie tylko rapem, ale też swoim podejściem do życia. Na każdym teledysku czy filmiku, na którym jara się lajkami na fejsbuku emanuje pozytywną energią i uśmiechem od ucha do ucha. Nie zmienia tego nawet fakt, że rzucił w fana krzesłem.
Od czasu swojej ostatniej płyty, Wiciu nagrał wiele featów, wziął udział m.in. w Wizji lokalnej Warszawa, skąd pochodzi jego słynne, parafrazowane wielokrotnie „Jak mój człowiek Plejer”. Wydał też trochę luźnych utworów, w tym Nie poddawaj się na elektronicznym bicie, gdzie ujął sztampowy temat w całkiem ciekawe wersy, jak choćby:

 

„Nie gadam, że jestem alkoholikiem,
choć weekend w weekend walę liter w liter typie
bardziej niż hajsu szkoda mi czasu, choć za ten szmal rozkręciłbym niezły biznes
rozkręciłem tylko nerwy ze stali,
stawy – kurwa mać, jestem rozmontowany”

Pare miesięcy temu wydał też utwór, w którym zmierzył się z obecnymi trendami w polskim rapie, czyli hashtagami i przyspieszeniami na niuskulowym bicie, pdt. Nikt w Polsce jak. Obecnie pracuje nad kolejną płytą, nie wiadomo, czy klasyczną, czy utrzymaną właśnie w takiej konwencji jak poniższy track.

 

Felieton

Trueman robi biznes na Fagacie. To już Sentino ma więcej przyzwoitości – felieton

Tak się monetyzuje upadek Fagaty.

Opublikowany

 

trueman fagata

Fagata znalazła się na dnie dna, a może nawet jeszcze puka od spodu, ale Trueman najwyraźniej uznał, że nawet na takim pożarze można jeszcze coś ugotować.

Historia wspólnej EP-ki Fagaty i Sentino zrobiła się absurdalna na kilku poziomach. Sentino, który według pojawiającej się wersji wydarzeń miał zostać namówiony przez management Maty na nagranie materiału z influencerką, ostatecznie się z projektu wycofał. Gdy tylko dowiedział się, w jakiej chorej sytuacji się znalazł. Zaczął się od niej publicznie odcinać i określać ją nawet mianem „patoinfluencerki”.

Projekt jednak nie umarł. Trafił do Truemana.

Trueman zobaczył kryzys. I liczby

I tu zaczyna się właściwa część tej gównianej historii. Trueman doskonale zdaje sobie sprawę, w jakiej sytuacji znajduje się obecnie Fagata. Sam przyznał w jednej z relacji, że doskonale wie o aktualnej „sytuacji pijarowej”. Nie mamy więc do czynienia z człowiekiem, który przespał ostatnie tygodnie i przypadkiem obudził się z gotową EP-ką w rękach. Kupił ją, bo jest pewien, że na niej zarobi.

Obecnie wspólnie z Fagatą promuje materiał nagrany z Sentino. Są rolki, jest wspólne ciśnięcie z promocją i oczywiście są liczby. Kiedy jeden z numerów zaczął łapać zasięgi na TikToku, Trueman pochwalił się: „Wampirzyca viraluje”.

Tylko że właśnie w takich sytuacjach najlepiej widać, gdzie kończą się wszystkie piękne opowieści o „wartościach”, „społeczności” i „budowaniu czegoś większego”, a zaczyna zwykłe zarabianie na kurestwie.

Fagata potrzebuje koła ratunkowego

Dla Fagaty ta współpraca jest wyjątkowo cenna. Po ostatnich aferach jej wizerunek jest w jeszcze ciemniejszej dupie niż był kiedykolwiek, więc każdy większy projekt muzyczny może być dla niej próbą wyjścia z okrężnicy i przeniesienia uwagi z kontrowersji z powrotem na muzykę. Bo tylko to jej zostało – zarabianie na streamingu. Marki już nie wejdą we współpracę z takim „gorącym kartoflem”, koncerty też na ten moment nie wchodzą w grę, ale patrząc na nasze społeczeństwo, nie jest to wykluczone w przyszłości.

I właśnie tutaj pojawia się Trueman ze swoim całym scamerskim zapleczem, promocją i materiałem z Sentino odkupionym za judaszowe srebrniki.

Może więc zostać jednym z ludzi, którzy pomogą jej wrócić do większego obiegu. Nie dlatego, że nagle wszyscy zapomnieli, co wydarzyło się wcześniej, tylko dlatego, że głupiutkie TikTokerki mają pamięć złotej rybki, kiedy na ekranie pojawia się kolejny viral.

TikTok nie ma sumienia. Algorytm nie pyta, czy ktoś jest właśnie w największym kryzysie swojej kariery. Widzi odsłony, komentarze i watch time. A biznesmeni pokroju Truemana doskonale wiedzą, jak to wykorzystać.

Sentino nagle wygląda przy tym jak człowiek z zasadami

Najbardziej groteskowe w całej sytuacji jest jednak coś innego. Sentino zaczyna tutaj wyglądać jak ten bardziej przyzwoity.

Tak, Sebastian Enrique Alvarez Pałucki.

Człowiek, którego relacje biznesowe i konflikty przez lata mogłyby spokojnie dostać własny sitcom pokroju „Świata Według Kiepskich”, ale w najbardziej rynsztokowym wydaniu – uznał w pewnym momencie, że z Fagatą nie chce być dalej kojarzony. Odciął się od projektu i zaczął mówić o niej w kompletnie innym tonie.

Można oczywiście zapytać, ile w tym było zasad, a ile zwyczajnej kalkulacji wizerunkowej. I byłoby to bardzo dobre pytanie.

Tyle że Trueman nawet nie próbuje udawać, że problemu nie widzi. Wie, jaka jest „sytuacja pijarowa”, ale jednocześnie patrzy na TikToka i cieszy się, że „Wampirzyca viraluje”.

To jest wręcz podręcznikowe podejście: byle licznik się kręcił.

Fagata tonie, Trueman odpala kalkulator

I chyba właśnie dlatego cała historia tak dobrze pasuje do Truemana i projektu BNP, wokół którego od dawna nie brakuje kontrowersji i różnego rodzaju zarzutów.

Można godzinami opowiadać o biznesie, przedsiębiorczości, zasięgach i skuteczności. Można pokazywać wykresy, wyniki i milionowe odsłony. Tylko czasami warto zadać sobie banalnie proste pytanie: czy jest jakaś granica, przy której pieniądze i wyświetlenia przestają być najważniejsze?

Bo jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to przynajmniej nazwijmy rzeczy po imieniu. Monetyzowanie dna i zarabianie na moralnym bagnie nie jest fajne.

Czytaj dalej

Felieton

Prezydent Mata 2040 poległ przy pierwszym kryzysie z Fagatą – felieton

Wciąż kalkuluje, że Fagata będzie w stanie wrócić? Zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.

Opublikowany

 

mata fagata

Prezydent 2040? Na razie problemem okazuje się wydanie prostego oświadczenia dotyczącego własnej wytwórni.

Fagata jest obecnie jedną z najbardziej toksycznych marketingowo postaci polskiego internetu. Współpraca z nią zamiast zasięgów może przynieść przede wszystkim lawinę komentarzy i konieczność tłumaczenia się przed własnymi odbiorcami. Tymczasem raper, który zrobił bardzo dużo, żeby legitymizować ją na scenie muzycznej, konsekwentnie milczy.

Tym człowiekiem jest Mata. I właśnie to milczenie zaczyna być coraz bardziej wymowne.

Mata pomógł zrobić z Fagaty raperkę

Nie mówimy przecież o raperze, który zrobił z Fagatą jeden numer, przybił piątkę za kulisami i poszedł dalej. Mata otworzył przed nią drzwi do mainstreamu muzycznego świata. Wziął ją do wytwórni, promował i dał przestrzeń podczas największego koncertu w swojej dotychczasowej karierze – na Stadionie Narodowym.

To była potężna pieczątka.

Można było śmiać się z muzycznej kariery Fagaty, można było traktować ją jak internetową ciekawostkę, ale kiedy jeden z największych polskich raperów swojego pokolenia bierze taką osobę pod skrzydła, sytuacja się zmienia.

Mata pomógł Fagacie dostać coś znacznie cenniejszego niż wyświetlenia – wiarygodność w środowisku i u młodych słuchaczy, którzy jak gąbka chłonął to, co powie ich idol.

Dzisiaj trudno udawać więc, że temat Fagaty nie dotyczy Młodego Matczaka.

Wszyscy uciekają. U Maty cisza

Skala internetowego cancelu Fagaty jest gigantyczna. Marki i osoby kojarzone z nią momentalnie dostają rykoszetem. Natalisa usunęła wspólne zdjęcia z c*pką spod Konina i według medialnych doniesień odcięła się od tej relacji. Sentino ogłosił wspólną EP-kę z Fagatą, a kilka godzin później zapowiedź zniknęła z jego sociali po wpływem krytyki.

Fagata stała się wizerunkowo niewygodna. I właśnie dlatego cisza Maty tak mocno rzuca się w oczy.

Bo gdzie jest teraz człowiek, który jeszcze niedawno chciał łamać „każde tabu”? Gdzie jest kandydat na prezydenta 2040, który kreuje się na głos swojego pokolenia i lubi komentować rzeczywistość po swojemu? Przecież tutaj nie potrzeba orędzia do narodu transmitowanego przez wszystkie telewizje.

Wystarczy kilka zdań:

„Fagata nie jest już częścią mojej wytwórni”.

Albo odwrotnie:

„Fagata pozostaje w mojej wytwórni i nadal będziemy razem pracować”.

Tyle.

Przyszły prezydent wykłada się… na Fagacie

I tutaj robi się naprawdę zabawnie.

Mata od lat buduje wokół siebie postać większą niż zwykły raper. Były polityczne deklaracje, była wizja kandydowania na prezydenta w 2040 roku, były społeczne manifesty i wizerunek gościa, który chce coś zmieniać albo nawet wywracać stolik.

Tylko że łatwo wywracać stolik, kiedy samemu wybiera się moment.

Odcięcie się od Fagaty oznaczałoby przyznanie, że projekt, w który Mata osobiście inwestował swój wizerunek, okazał się problemem. Pozostawienie jej w wytwórni oznaczałoby z kolei konieczność wzięcia na klatę krytyki, która prawdopodobnie spadłaby również na niego.

Najwygodniejsza pozostaje więc trzecia opcja. Cisza.

Tylko że od kogoś, kto chce być traktowany jak głos pokolenia, można wymagać trochę więcej niż przeczekiwania burzy.

Kandydat na prezydenta sprawdza kierunek wiatru?

Co ciekawe, Mata kilka dni temu sam wrzucił komunikat, który łatwo można połączyć z obecną sytuacją.

– Pomału przerzedzają się szeregi mojej wytwórni – niektórzy artyści są gotowi by iść własną drogą, a inni zabłądzili i nie chcą iść tą którą wyznaczam. Pora wrócić do korzeni – napisał.

Brzmi tajemniczo, a nawet poważnie. Tylko co z tego właściwie wynika? Młody Matczak w ten sposób wybadał grunt, rzucił enigmatyczne zdanie i zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.

Sprytne PR-owo.

I tu dochodzimy do najważniejszego pytania. Na co czeka wytwórnia Maty? Aż sytuacja trochę przycichnie? Aż okaże się, czy Fagata jest w stanie odbudować swój wizerunek i ponownie generować liczby bez gigantycznej fali krytyki? Bo z zewnątrz zaczyna to wyglądać właśnie jak kalkulacja.

Jeżeli Fagata jest dla wytwórni skończonym projektem, można powiedzieć to dzisiaj. Jeżeli nadal jest jej artystką i Mata chce ją wspierać, również można powiedzieć to dzisiaj Panie Michale.

Czytaj dalej

Felieton

Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton

Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?

Opublikowany

 

oki kinny zimmer kto wygrał beef

W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.

Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy

Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.

„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.

Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

tymbark oki

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.

Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.

Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała

To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.

Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?

To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.

Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.

Czytaj dalej

Felieton

Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton

Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.

Opublikowany

 

łatwogang

Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.

Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?

Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.

Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.

Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.

Emocje i presja

Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?

Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.

Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.

Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.

Dobry chłopak, ale działa na emocjach

Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.

*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.

Czytaj dalej

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: