Sprawdź nas też tutaj

Felieton

ROZKMINA: „Freszmeni”, czyli rzut oka na podziemie (cz.1)

Opublikowany

 

XXL to jeden z największych i najbardziej opiniotwórczych magazynów poświęconych tematyce hip hopu na świecie. Wydaje już od 1997 roku, goszcząc na okładkach takie postaci, jak Eminem czy Dr. Dre. Od 2008 roku pismo, w ramach akcji Freshman Class, corocznie typuje dziesiątkę młodych i mniej znanych (przynajmniej z założenia) raperów, którym wróży rychłe podbicie serc słuchaczy, i umieszcza ich na okładce. Z uwagi na popularność XXL, owe zestawienia dają naprawdę spore efekty. Na przestrzeni tych 6 lat wśród nominowanych znaleźli się tacy raperzy, jak Kid Cudi, Wiz Khalifa, Kendrick Lamar, MGK czy Macklemore (który sam rapował o tym, że marzył o znalezieniu się na okładce, i dopiął swego).

Polską odpowiedzią na tę akcję miały być Młode Wilki z ramienia Popkillera, które doczekały się edycji w 2011 i 2012 roku. Projekt budził trochę wątpliwości, wielu zarzucało, że portal jest zbyt mało znany, by promować niejednokrotnie znanych już raperów, i to głównie on odniesie korzyść z przedwsięzięcia. Krytykowano też obsadę obu edycji, tu na usprawiedliwienie warto dodać, że niektóre typy XXL Freshmen też są uznawane za chybione.

Inicjatywa wypaliła połowicznie: na minus zaliczam, poza częścią obsady, nagranie zwrotek na odpierdol, dotyczy to zarówno wspólnego possecuta, jak i całych numerów składających się na cd pod banderą Młodych Wilków. Na plus wypromowanie, przynajmniej częściowe, niektórych raperów. Patronat dość popularnego portalu, possecuty wyprodukowane przez Ostrego, wrzuty wielu raperów na facebooka – wszystko to składało się na odbicie pewnych echem w środowisku. Wspólny numer z 1 edycji, Na Front, uzyskał blisko 300 tysięcy wyświetleń, Prosto Z Frontu kilkadziesiąt tysięcy więcej, do tego wprowadzono nagrywanie klipów do oddzielnych utworów wilków. Raperzy, którzy wzięli udział w projekcie i osiągnęli pewien sukces, to m.in. Bisz, Buka, Bonson czy Medium. Oczywiście nie można ich traktować jako produktów akcji, nie mniej dołożyła ona swoje cegiełki.

 

W moim tekście przywiąże większą wagę do słowa klucz, czyli Freshmen. Nie chcę tu mówić o raperach, którzy są już dość fejmowi (Eripe), nagrali podziemne klasyki (Junes) czy ich dalsza kariera jest niepewna (Ciech). Nie zamierzam też powielać raperów, którzy brali udział w młodych wilkach.  Tym razem pominę też tych, którzy wydali legale (Dwa Sławy) bądź załapali się do fejmowych wytwórni i ich widmo wisi nad nimi (Kuba Knapp). Oto rzut oka na mniej lub bardziej głębokie podziemie.

 

ENSON
Gorzowski raper i freestylowiec. To właśnie tej drugiej działalności zawdzięcza dotarcie do  pewnej publiczności. Zaczął od wygrania Wielkiej Bitwy Szczecińskiej w 2006, potem przyszły wysokie lokaty na takich imprezach jak Wielka Bitwa Warszawska czy Wojna o Śląsk. Według niektórych, to on powinien wygrać finał tej pierwszej imprezy, gdzie zmierzył się z Flintem. Do historii polskiego freestylu przeszły jego dwa legendarne pojedynki z Trzy-Sześciem, w ramach Bitwy o Mokotów i WBW. To w tej drugiej walce padł słynny pancz „masz 20 lat a wyglądasz jak mała dziewczynka, u ciebie Masturbacja to pedofilia”. Parę lat temu zakończył karierę freestylowca, pozostawiając po sobie opinię mocarnego panczlajnera ze specyficzną manierą i przeciętnym flow, który nie wykorzystał do końca swego potencjału, nie wygrywając żadnej z najważniejszych imprez.

Nawiązując do bitew, warto wspomnieć o dwóch beefach. Pierwszy miał miejsce między nim a ekipą 3FRap. Gorzowski raper nagrał wpierw przyzwoitą Pokutę, a następnie odpowiedział na diss będący stekiem wyzwisk i gróźb za pomocą Prawda się nigdy nie starzeje , którym znokautował siedmiu (!) raperów. Mimo słabej jakości utworu i kiepskiego wokalu, wersy typu „Idę pod łukiem triumfalnym, ciebie triumf omija łukiem” czy „Chciałeś ruchać moją rapgrę panczem? Ja twoją rucham teraz, bo jej uda kurwa nie znają się nawet na siema” zrobiły niezłe wrażenie na nielicznym wówczas słuchaczach śledzących beef. Kolejnym przeciwnikiem Eno był Tomb, który, mimo wyższego poziomu niż 3FRap, także uległ. Enson na zaczepki (spowodowane tym, że odmówił wspólnej nagrywki) wpierw odpowiedział w gościnnej zwrotce w utworze Offline, wypluwając pancz za panczem, a następnie nagrywając według niektórych najlepszy diss w polskim rapie, którego tytuł „Nie nagram dla ciebie featu” jest parafrazą starego utworu w konwencji bragga pdt. „Nie nagram na ciebie dissu”. Utwór ten zdawał się potwierdzać tezę o byciu najlepszym polskim panczlajnerem, a „Twój rap jest jak bierki – cienki i bardzo mało z niego wyciągniesz nikogo nie ruszając” został mianowany jedną z najlepszych rapowych rozkmin.


Studyjna kariera Ensona obfituje w kilka epek nawijanych na wolno, parę zapomnianych,  jak Serce ep czy trochę bardziej znane Litery Jutra, a także w jedyny jak na razie w miarę rozpoznawalny materiał, czyli 8 kroków dalej, na którym udzielił się Laikike1. Jest to, jak mówi sam raper,  zbiór mniej lub bardziej starych kawałków. Choć bity (poza do tego w Świat jest wielki) stoją na raczej niskim poziomie, a flow i dykcja pozostawiają sporo do życzenia, poziom liryczny w dużej mierze nagradza te niedoskonałości. Świetne bragga, ciekawe koncepty i sporo mocnych wersów, zarówno bitewnych, jak i życiowych, choćby:

 

„Wrogowie to abonament za posiadanie talentu”
„Twoje pomocne dłonie zamykają mi się na gardle, znam je tak, że mógłbym nawijać ich linie papilarne”
„Weterani, niby grają od tak dawna, że ich matki straciły cnotę przy ich kawałkach”

 

Właśnie błyskotliwośc stanowi główną siłę rapera. Dobry wers atakuje dobry wers , nachodząc na poprzedni dobry wers. Ze świecą szukać podobnego tekściarza w polskim rapie, który tkałby równie złożone sieci gier słownych, nawiązań i porównań. Warto wrócić do kwestii głosu i dykcji. Można wywnioskować, że Enson urodził się z dość poważną wadą wymowy, potwierdza to stary track A.J., gdzie nie wymawia on połowy głosek. Dzięki pracy nad sobą, na tym materiale nie jest już tak źle jak było, a późniejsze ćwiczenia emisji głosu, lekcje śpiewu, a nawet operacja strun głosowych pozwoliły uzyskać ponadprzeciętne możliwości w tym zakresie. Od brzydkiego kaczątka do łabędzia.
Obecnie raper pracuje nad nową płytą, która pierwotnie miała ukazać się już 2 lata temu, nie wiadomo jednak, jak często zmieniała się jej koncepcja i ile tekstów poszło do kosza. Na razie trzeba się zadowolić licznymi featuringami. Poniżej kompilacja występów gościnnych z 2012 roku, z której można się dowiedzieć, jakie postępy poczynił raper.

 

PJENTAK
Rozpoczynał karierę startując w bitwach freestylowych, jednak nie odnosił tam większych sukcesów. Pewien fejm, niestety, negatywny, wyrobił mu dopiero beef z B.R.O.  Po tym, jak raper z kolorowym plecakiem nagrał swój track z (przynajmniej w założeniu) maszynowym wyrzucaniem z siebie wersów, Pjentak zdissował go na bicie z Remember The Name, gdzie nagrywając na raz dorównał Bro w kwesti fast rappingu. Tamten odpowiedział na diss, po czym Pjentak nagrał Masz i pomyśl, czym moim zdaniem ewidentnie wygrał beef. Wers z Millerem domknął wieko. W opinii fanów Bro, których jest zdecydowanie więcej, wygrał jednak kolory chłopiec, i w ten sposób Pjentak ma negatywną opinie u części rapowego elektoratu.


Lepszą promocję niż beef robią mu nagrywki. Pierwszym materiałem, który trafił do neta i odbił się jakimś echem, był w W kurwe brudny mixtape, nagrany jeszcze pod ksywką Pjentack razem z wówczas nieco bardziej znanym Plejerem, który swoją drogą również freestylował. Materiał był całkiem przyjemny, chłopaki mieli między sobą świetną chemię na majkach, nawijając na niezłych bitach szczere i proste, ale nie prostackie teksty. Jeszcze lepsze opinie zebrał Rap outlet mixtape, a którym raper jeszcze bardziej rozwinął stylówkę i  flow, dalej dając te same, autentyczne i zajawkowe teksty z licznymi follow-upami. W 2011 ukazała się epka z Jacą, niestety epka, bo przez problemy z dyskiem stracono część materiału. To co pozostało, to świetne bity Jacy i ten sam, niezły, uliczny rap. Pjentak nagrał też dwa albumy w składzie z Rinem, Siejkiem i Zbylem, jeden z nich to epka z 2011, druga to lp z 2012. W obu przypadkach mamy to samo – dość przyjemne, ale w istocie przeciętne bity, jeszcze słabsi koledzy i dobry Pjentak.

To, co charakteryzuje jego rap, to specyficzna maniera i sposób akcentowania wersów oraz dość dynamiczne, ściśnieniowane flow. Dysponuje pewną charyzmą, autentycznością, tak, że wierzę w jego historie, gdy opowiada o swoich przeżyciach. Stawia raczej na proste rymy, bez jakiegoś przerostu formy nad treścią, choć zdarzają się przyzwoite wielokrotne. Całkiem niedawno Pjentak przeszedł lekką przemianę i postawił na niuskul, niejako odcinając się od dotychczasowej twórczości. Pracuje nad nowoczesną płytą w amerykańskim stylu, godzinami ćwiczy flow i dykcję, stosuje zabiegi takie jak przyspieszenia i hashtagi. Na owoce tej metamorfozy jeszcze poczekamy, tymczasem poniżej reprezentatywny dla jego twórczości utwór.

 

WICIU
Podobnie jak powyżsi raperzy, zaczynał od freestylu, co szło mu całkiem nieźle. W swoim CV mógłby mógłby zapisać m.in. 2 miejsce w Bitwie o Fort, 2 miejsce w eliminacjach do WBW 2009 czy wygranie Bitwy o Bitwę w Warszawie. Jego dyskografia jest póki co dość uboga. Zadebiutował 8 minut rapu, czyli czterema krótkimi utworami, w którym zaprezentował wszelakie gry słowne i bragga. Materiał został niezbyt przychylnie przyjęty, hejtowali go nawet ludzie, którzy potem jarali się kolejnym materiałem, czyli Dwoma Biegunami. Jest to inna płyta, nagrana bardziej na poważnie, choć teksty zostały napisane w mniej więcej 2 tygodnie, a bity dobrane lekko na odpierdol. Traktuje ona o życiu Witona, o jego przeżyciach, doświadczeniach, piciu z ziomkami. Można by rzec, standardowy, podziemny rap, z którym można się utożsamić. Z czasu 8 minut zostały tylko pewna skłonność do gier słownych i ogólnie błyskotliwych linijek, których nie brak na albumie, jest też kilka follow-upów.

 

„Kolejny dzień jak Tupolew zleciał”
„Są na bakier z techniką jak kurwa amisze”
„Każda chce pereł i masę innego chujstwa my jak mamy perły to obok łomzy i żubra”

 

Mimo niedostatków we flow i lekko przymulonego głosu, album jest propsowany do dzisiaj.  Witon ujął słuchaczy nie tylko rapem, ale też swoim podejściem do życia. Na każdym teledysku czy filmiku, na którym jara się lajkami na fejsbuku emanuje pozytywną energią i uśmiechem od ucha do ucha. Nie zmienia tego nawet fakt, że rzucił w fana krzesłem.
Od czasu swojej ostatniej płyty, Wiciu nagrał wiele featów, wziął udział m.in. w Wizji lokalnej Warszawa, skąd pochodzi jego słynne, parafrazowane wielokrotnie „Jak mój człowiek Plejer”. Wydał też trochę luźnych utworów, w tym Nie poddawaj się na elektronicznym bicie, gdzie ujął sztampowy temat w całkiem ciekawe wersy, jak choćby:

 

„Nie gadam, że jestem alkoholikiem,
choć weekend w weekend walę liter w liter typie
bardziej niż hajsu szkoda mi czasu, choć za ten szmal rozkręciłbym niezły biznes
rozkręciłem tylko nerwy ze stali,
stawy – kurwa mać, jestem rozmontowany”

Pare miesięcy temu wydał też utwór, w którym zmierzył się z obecnymi trendami w polskim rapie, czyli hashtagami i przyspieszeniami na niuskulowym bicie, pdt. Nikt w Polsce jak. Obecnie pracuje nad kolejną płytą, nie wiadomo, czy klasyczną, czy utrzymaną właśnie w takiej konwencji jak poniższy track.

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: