Sprawdź nas też tutaj

Felieton

ROZKMINA: Hiphopowe Halloween

Opublikowany

 

Haloween to okazja do zapoznania się z rapem cięższym, fantazyjnym, puszczenia wodzy wyobraźni pod wpływem muzyki, a najodpowiedniejszą z nich na taki okres czasu jest zapewne horrorcore. Słoń i Mikser na wydanym niedawno albumie ”Demonologia 2” zamieścili kilka ciekawych storytellingów, wartych przeanalizowania oraz zagłębienia się w potencjalne, liczne inspiracje, którymi mógł kierować się raper pisząc je.

”Suro” opowiada historię prostytutki, która po umówieniu się z jednym z klientów o dziwacznych upodobaniach traci świadomość, a po odzyskaniu jej pamięta zaledwie proste motywy wizualne z przebiegu zdarzeń, takie jak białe światło, strzykawkę oraz skalpel. Po tym czasie czuła się źle, i pomieszkując w swoim burdelu opiekował się nią jej alfons, karmiąc ją suto. Podczas jednego z badań dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży, i wpada w panikę, usprawiedliwiając się przed sutenerem, ze zawsze dbała o zabezpieczenie podczas kontaktów z klientami, po czym proponuje aborcję, jednak ku jej zaskoczeniu i radości, alfons obliguje się do związania się z nią i otoczenia jej opieką. Ciąża trwała trzy miesiące, podczas których prostytutka żyła w izolacji od reszty swoich koleżanek po fachu, i była karmiona tajemniczymi preparatami farmakologicznymi. Kiedy rozpoczął się poród, wezwano do niego lekarza będącego jej wcześniejszym, feralnym klientem, oraz przyodzianą w stare szaty starą lekarkę, recytującą zapisane na wiekowym manuskrypcie modlitwy. Przebieg porodu jest straszliwie bolesny i makabryczny, a na świat przychodzi dziecko które Słoń opisuje następująco: ”Po noworodku spływały krople ektoplazmy/Język jakby ogon szczura zwisał z jego paszczy/Zamiast kończyn miał macki, zamiast dłoni szczypce/Jakby ucho z sierścią wyrastało nad jego policzkiem”. Z wyrywających się w ekscytacji lekarzom i alfonsowi słów wynika, że dziecko jest ich mesjaszem, a oni sami należą do jakiegoś demonicznego ugrupowania religijnego i potrzebowali dziewczyny tylko do celu urodzenia go. Piosenka kończy się śmiercią matki, która odchodząc słyszy krzyk demonicznego noworodka.

Historia jest mocno inspirowana filmem grozy w reżyserii Romana Polańskiego pt. ”Dziecko Rosemary”, opowiadającego o świeżo upieczonej mężatce przeprowadzającej się ze swym życiowym partnerem do złowieszczej kamiennicy na Manhattanie. Małżeństwo zaprzyjaźnia się z miejsca z sąsiadami, co zbiega się w czasie z zajściem w ciążę przez bohaterkę historii, która wcześniej długo, bezskutecznie starała się o poczęcie. Niestety, podupada ona na zdrowiu fizycznym, i psychicznym, co daje początek kuracji tajemniczymi koktajlami przyrządzanymi przez dobrą znajomą ginekologa, pod którego opieką medyczną pozostaje. Z biegiem czasu ciężarna dostrzega coraz więcej faktów przemawiających za tym, że znajduje się w okultystycznej sekcie, której członkowie niezdrowo zainteresowani są jej nienarodzonym jeszcze dzieckiem. W dalszej części filmu okazuje się, że kobieta urodzić ma samego antychrysta. Dziecko przychodzi na świat, a jego widok wywołuje przerażenie matki, jednak reżyser przekornie nie decyduje się na pokazanie go widzom, pozostawiając pole do popisu dla wyobraźni. Rok po premierze filmu, w nocy z 8 na 9 sierpnia 1969 roku, żona Romana Polańskiego – będąca w 9 miesiącu ciąży – zostaje zamordowana wraz z trójką swoich znajomych przez członków seksty Charlesa Mansona, co kładzie się cieniem na całym życiu reżysera oraz owiewa sam film złą, ponurą aurą.

 

”Ania” jest jednym z najbardziej popularnych utworów z całej płyty, przede wszystkim za sprawą niezwykłego, utrzymanego w sennej stylistyce podkładu muzycznego zawierającego nostalgiczne, kobiece chórki. Piosenka opowiada o mężczyźnie dotkniętym pedofilią – patologiczną dewiacją seksualną przejawiającą się ukierunkowaniem popędu seksualnego wobec dzieci. Nie do końca wiadomo, jakie są czynniki wywołujące tę przypadłość, ale seksuolodzy typują m. in. kompleksy, wycofanie społeczne, tęsknotę za wyidealizowanym dzieciństwem, nadopiekuńczość matki. Osoby dotknięte tym zboczeniem z reguły łatwo nawiązują kontakt z dzieckiem, bowiem identyfikują się z nim psychicznie. Bohater opowieści przemierzając miasto autem napotyka stojąca samotnie, bezdomną dziewczynkę, która postanawia zwabić do domu, i zgwałcić. Z początku wszystko idzie po jego myśli – dziecko pozornie naiwnie daje się złapać w pułapkę, ale kiedy przybywają do mieszkania, przeistacza się w potwora a potem torturuje i morduje zboczeńca.

 

Fabuła piosenki wydaje się być mocno inspirowana psychologicznym dreszczowcem pt. ”Hard Candy” (”Pułapka”) opowiadającym historię czternastolatki Hayley, która na czacie poznaje trzydziestokilkuletniego Jeffa. Rozmowa szybko zamienia się w flirt, na wskutek którego bohaterzy opowieści spotykają się w mieszkaniu potencjalnego pedofila. Widz, przekonany z góry o tym, kto w takim układzie stanie się ofiarą, a kto oprawcą, poczuje się zaskoczony przebiegiem zdarzeń – dziewczynka skrępuje mężczyznę, a potem będzie torturować go psychicznie i fizycznie, zmuszając go do przyznania się do sprawstwa zniknięcia jednej z miejscowych nastolatek. Co ciekawe, reżyser do samego końca filmu prowadzi umiejętną grę z widzem, nie dając mu całkowitej pewności co do tego, że Feff faktycznie jest zboczeńcem.Fabuły obu opowieści – filmu oraz piosenki – są do siebie bliźniaczo podobne, tyle, ze w piosence występuje motyw fantastyczny, bowiem dziewczynka z nieporadnego dziecka przeistacza się w żądnego krwi, mściwego potwora. W obu przypadkach następuje odwrócenie ról – potencjalna ofiara staje się oprawcą, i znęca się nad mężczyzną karząc go za zbrodnie popełnione w przeszłości. Podczas gdy w pewnej scenie filmu mężczyzna pyta dziewczynkę: ”Kim ty, do cholery jesteś?!”, ta odpowiada mu: ”Jestem każdą małą dziewczynką, którą kiedykolwiek oglądałeś, dotykałeś, zraniłeś, wykorzystałeś, zabiłeś.”. Bardzo zbliżona odpowiedź pada z ust bohaterki ”Ani”: ”Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą/Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie Arioch” (Arioch to nieczysty duch zemsty, pojawiający się w książce ”Raj Utracony” Johna Miltona). W obu też przypadkach oprawca znęca się nad ofiarą długo i boleśnie, doprowadzając do jego śmierci. W mojej opinii dehumanizacja głosu demona w ”Ani” nie wyszła utworowi na dobre, brzmi żałośnie i psuje stonowany nastrój; również samo wprowadzenie elementu paranormalnego niweczy sugestywność numeru. Bez wątpienia na uwagę zasługuje jednak sama jej oprawa muzyczna, oraz morał płynący z przedstawionej w nim historii: ”W tej dobranocce morał jest prosty/Moje drogie dzieci, nigdy nie ufajcie obcym/Dziewczynki i chłopcy pogaście już światła/Słuchajcie tego co mówią do was ojciec i matka!”.

 

Zaprezentowana w piosence ”Zagłada część 1 – Wirus T” relacja naocznego świadka apokalipsy, obserwatora społeczeństwa zdezorganizowanego przez epidemię wirusa zamieniającego ludzi w żywe trupy, niezwykle pobudza wyobraźnię ze względu na dramatyczny podkład muzyczny oraz zarapowany przejmującym tonem głosu Słonia tekst obfitujący w sugestywne, makabryczne opisy masakry i zamieszania. ”Kurwa nie wytrzymam powietrze cuchnie śmiercią/Widziałem raz kobietę jak karmiła dziecko piersią/Jej chore ciało się trzęsło dzieciak był chudy jak tyczka/Gdy nagle spadł na ziemie nadal trzymając się cycka” – nawija, dodając: ”Stara baba z naprzeciwka pod drzwiami coś krzyczy/Widziała jak przez przewodnik ciągnął rękę na smyczy”. Dalej ciągnie opis rozpaczy ludności, szukającej ratunku w modlitwie, napomykając w chłodnej kalkulacji o zupełnym bezsensie takiego postępowania: ”Ludzie wariują w kościołach płaczą tłumy wiernych/Nie kumają że w skupisku znacznie więcej jest bakterii”. Utwór kończy się radiowym, przerywanym przekazem którego autor nawołuje słuchaczy do eliminowania potworów poprzez strzał w twarz.

 

Słoń w tytule piosenki umieszczając słowo ”Wirus T” nawiązał do serii kultowych gier komputerowych (przełożonych z czasem na wielki ekran) ”Resident Evil”, wychodzących na początku swej świetności m. in. na konsolę PSX. Celem gracza było wydostanie się z miasta, którego mieszkańcy zdziesiątkowani zostali przez żywe trupy, przywołane do życia na wskutek rozprzestrzeniającej się rzeczonej choroby. Tekst utworu z całą pewnością zainspirowany jest rozlicznymi, kultowymi filmami grozy o tematyce zombi, na które modę zapoczątkował amerykański reżyser George Romero. W 1986 roku zrealizował horror ”Noc Żywych Trupów”, którego akcja toczy się w domu otoczonym przez hordy nieumarłych, gdzie schroniła się siódemka ludzi walczących o przetrwanie. Film, ze względu na niesztampowość akcji oraz sugestywność wykonania spotkał się z niezwykle entuzjastycznym przyjęciem, i natchnął innych reżyserów do wyprodukowania całej masy obrazów z żywymi trupami w roli głównej, coraz bardziej spektakularnych i krwawych.

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale postać zombie wywodzi się z Haitańskiego kultu Voo-Doo, którego kapłani nazywani bokorami, potrafią uczynić z człowieka – co najczęściej odbywa się z powodu osobistych porachunków – podlegającą wszelkim ich sugestiom bezwolną istotę za pomocą przyrządzonej przez siebie, nazywanej coup poudre papki utworzonej z trujących roślin, oraz ryby fugu, zawierającej paraliżująca neurotoksynę, tetradotoksynę. Taka mieszanka wprowadza człowieka w stan pozornej śmierci, umożliwiając pochowanie go zgodnie z prawem. Szaman potajemnie przybywa na miejsce pochówku po kilku godzinach od pogrzebu, i wykopuje człowieka, dokonując rytuału czarnej magii, po czym karmi go tzw. ogórkiem żywego trupa – mieszanką bielunia nuetralizującego działanie tetradotoksyny, ale działającego halucynogennie i upośledzająco, kartofla, syropu z trzciny cukrowej oraz kilku innych składników. Osoba zatruta miksturą staje się zupełnie zniewolona, i zwykle staje się ofiarą przymusowej, niewolniczej pracy, a w momencie całkowitej utraty wydolności, zostaje porzucana na pastwę losu w leśnym gąszczu.

 

”Zagłada Część 2 – ZH” stanowi kolejny utwór dotyczący zombi-apokalipsy. Tekst piosenki jest agresywnym poradnikiem przetrwania w świecie zdominowanym przez żywe trupy. Słoń zaleca zabarykadowanie się w mieszkaniu i rozbudzenie swojej kreatywności w celu znalezienia jak najlepszego oręża do walki z potworami: ”W tych mrocznych czasach musisz walczyć morda/I nie ważne czy masz broń palną czy kij do golfa/Mikser to mój kompan i przy pomocy młotka/Zmieniał łby żywych trupów w brązowy koktajl/Zabij drzwi i okna twój dom to twoja twierdza/W tych warunkach bronią są nawet giry od krzesła”. W piosence znalazło się również dość niezwykłe , mocno pejoratywne odniesienie do osoby Grzegorza skawińskiego, wokalisty grupy kombi: ”Czaisz wokalistę Kombi?, widziałem go dziś rano/W sumie nie wiem czy to on ale jęczał tak samo”. Opisy masakr zapewne zainspirowane zostały grami komputerowymi z serii ”Dead Rising”, w których aby przetrwać, użyć trzeba zarówno typowej broni, jak i przedmiotów mających w życiu codziennym zupełnie inne zastosowanie. Jednym z najbardziej zapadających w pamięć sposobów na zabicie jak największej ilości żywych trupów we wspomnianej grze jest jazda na motorze z włączoną piłą łańcuchową. Słoń rapuje: ”Odpalam motor na słuchawkach leci Scarface/Bujam karkiem, trzymam oburącz husqvarnę”.

 

Ciężko powiedzieć, czy inspirowanie się Słonia przy pisaniu wspomnianych utworów było posunięciem dobrym, czy złym. Z jednej strony fani filmów grozy będą świetnie się bawić znajdując nawiązania do klasyków gatunku, z drugiej można zarzucić mu brak własnej inwencji twórczej. Niezależnie od tego wszystkiego warto dać się ponieść zawartym na ”Demonologii 2” opowieściom. W Halloween strach się przecież nie bać.

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: