News
PEJA DLA GAZETY WYBORCZEJ
W przedwczorajszym wydaniu Gazety Wyborczej został opublikowany wywiad z Peją „Jestem raperem, ale nie żyję jak raper” autorstwa Michała Danielewskiego. Niestety Wyborcza przyzwyczaiła nas do dużej niechęci, zastanawiamy się czy z tego wynikało dość radykalne i na „łapu capu” skrócenie wersji która została opublikowana na łamach tego periodyku. Rozumiemy że szpalta gazety nie jest z gumy, ale nie rozumiemy skąd taka forma „skrócenia” wywiadu.
Poniżej prezentujemy pełną wersję rozmowy.
Kim jest w roku 2011 Peja? Wciąż artystą podziemnym, czy już płynącym w głównym nurcie?
– Czuje się postacią z głównego nurtu, jeśli chodzi o hip – hop. Undergroundowymi MC’s są np: Małpa czy Słoń. Oni nie wydają nawet legalnych płyt, są kolejnym pokoleniem podziemnej sceny, która swoją drogą właściwie w tej chwili niczym się nie różni od pierwszego obiegu. Jedyna różnica to właściwie hologram ZPAV-u, czyli nalepka na okładce płyty. No dobra, ja mogę mieć trochę więcej niż oni pieniędzy na teledysk, czy na wyprodukowanie płyty, albo zorganizowanie ruchów promocyjnych. Po tych wszystkich latach, najpierw hip-hopowego podziemia, a później boomu na tę muzykę, tak się ładnie złożyło, że zarówno artyści z głównego nurtu jak i ci undergroundowi nierzadko współpracują ze sobą i tworzą solidny, potężny fundament tej sceny, zarówno w Poznaniu jak i w Polsce.
Kiedy młodym twórcom hip – hopowym było łatwiej? Dekadę temu, kiedy nagrywałeś tanie teledyski, które prawie z automatu od razu leciały w telewizjach muzycznych, czy teraz, kiedy komercyjne stacje prawie nie grają nowego, polskiego hip-hopu?
– Obie sytuacje mają swoje historie. My zaczynaliśmy w połowie lat 90. Do 2001 roku wydaliśmy cztery niezależne płyty. To były też takie czasy, że na przykład nie graliśmy w Warszawie, a warszawiacy nie grali u nas. Wtedy zaczął się boom, scena zaczęła się konsolidować, ale mieliśmy też późniejszy zalew hip-hopolo. Do tego wówczas wielu wykonawców z głównego nurtu zawiesiło, albo mocno ograniczyło działalność, choćby Kaliber 44, Wzgórze Ya Pa 3 i Molesta. My zaczęliśmy w tym momencie mocno napierać, wyszliśmy bardzo do przodu i zostaliśmy w tym miejscu aż do teraz. Kontrakt dystrybucyjny z Pomatonem EMI i film „Blokersi” dały nam drugie życie. Myślę, że teraz, po paru latach zamieszania medialnego, oddzieliło się ziarno od plew, w mediach został syf, a nam stacje radiowe i telewizyjne podziękowały za współpracę. Nie dziękując zresztą za to, że mocno pomogliśmy wypromować te media. I doszło do tego, że jak jest 10 – lecie MTV Polska, to są tam jacyś ludzie zupełnie z kapelusza, kompletnie niezwiązani z przemysłem muzycznym. Jacyś niby projektanci mody, niby prezenterzy, niby gwiazdy. Ale dziś dla mnie, faceta, który robi w głównym nurcie hip hopu, jest lepiej niż 10 lat temu. Pod każdym względem. Zyskaliśmy ogromne doświadczenie w produkcji muzycznej, video, organizowaniu imprez, promocji – to wszystko z czasem nabrało w pełni profesjonalnego szlifu.
Wcześniej uprawiałeś partyzantkę?
– W latach 90’ dużo się piło, zapominało teksty, spadało ze sceny. Jasne, miało to swój urok, to był ten underground, z którym każdy był w jakiś sposób związany. Teraz jesteśmy dużo silniejsi i bardziej poukładani. Dowód? Brak promocji w mediach, a nakłady dużo powyżej oczekiwań.
No właśnie, 40 tysięcy to ogromny sukces. A ty czasem narzekasz, że taki nakład, jak na platynową płytę, to nie jest dużo.
– No bo nie jest. Te 40 tysięcy w 40 milionowym kraju to jest ilość na granicy błędu statystycznego. My mamy aspirację, żeby sprzedawać, 150, 300 tysięcy płyt. Bo słuchaczy hip – hopu w Polsce jest pewnie z dwa miliony i trzeba tak pokierować promocją, by do nich dotrzeć. A wtedy pokażemy, że możemy sprzedać tyle płyt co Budka Suflera, tyle, że w krótszym czasie.
Naprawdę myślisz, że to realne?
– We Francji artyści hip – hopowi sprzedają po kilka milionów egzemplarzy. Proporcjonalnie w Polsce te liczby będą mniejsze, ale mogą być dużo wyższe, niż te 40 tysięcy.
Przybijasz sobie w domu na ścianie swoje złote płyty?
– Tak, bo cieszą. I motywują. Mimo obniżania limitów na złoto i platynę.
Zaczynasz ostatnio funkcjonować jak biznesmen. Masz wydawnictwo, firmę odzieżową Terrorym, dziś odbędzie się druga edycja festiwalu pod tą samą etykietą. To zaprzeczenie stereotypu Peji, kolesia z Jeżyc, który może i fajnie rymuje, ale nie do końca ogarnia całą resztę rzeczywistości.
Nie nazwałbym siebie biznesmenem. Jestem niezależnym artystą, który korzysta z własnego doświadczenia i radzi sobie w przemyśle muzycznym. Wszystko co robię jest przemyślanym działaniem. Gdyby ten koleś Peja nie ogarniał tego wszystkiego, to nie byłoby tych dziesięciu złotych i platynowych krążków. Choć zgadza się, że raz ogarniałem lepiej, a raz gorzej. Jasne, były momenty, kiedy nie zależało mi na tym, czy będę robił coś znaczącego muzycznie i poza muzycznego ogólnie. Byłem raperem, żyłem jak raper, o tym nagrałem pewną liczbę kawałków. Teraz wciąż jestem raperem, ale już raczej nie żyję jak raper (śmiech). Mam mnóstwo wolnego czasu, bo nie udzielam się „rapersko” po klubach, w sensie imprez, alkoholu, panienek. No, kurwa, skończyłem z tym już w zasadzie trzy lata temu. I te trzy lata dały mi mocnego kopa do przodu. To dwie płyty solowe, wreszcie „Reedukacja” z wiosenną trasą po kraju i jesienną po Europie, zagraniczni goście na nowy krążek i w końcu sam festiwal. Być może powinienem robić to już kilka lat wcześniej ale tak się złożyło, że ten etap przypadł mi właśnie teraz. Bardzo ciężko pracuję, często po 12 godzin dziennie, robię dużo rzeczy poza nagraniami i graniem koncertów. Mam swoje biuro, jestem odpowiedzialny za kilku artystów, których wydaję, do tego firma odzieżowa, którą tworzę z Decksem, plus menagement, eventy, kontakty z artystami zza oceanu. Spełniam swoje marzenia.
Wielu twoich przyjaciół ze Stanów Zjednoczonych usłyszymy dziś podczas Terrorym Fever 2, choćby Jeru The Damaja. Jak się zdobywa kontakty z takimi tuzami?
– Akurat historia z Jeru była dość przypadkowa. W skrócie wyglądało to tak, że koleżanka mojej ówczesnej menagerki, pisała z Jeru i przez nią zapytaliśmy, czy będzie chętny nagrać coś z nami. I stało się, nagrał zwrotkę do wspólnego utworu z Ostrym i przyjechał na nasz premierowy koncert w Warszawie. Z ONYX było podobnie. Jeru grał wtedy z nimi trasę po Chile, więc skontaktowaliśmy się z nimi i zagraliśmy wspólny koncert. A potem to już poszło spontanicznie. Nagraliśmy utwór, który zasili nasz nowy krążek „CNO 2”. To była super sprawa i spełnienie wielkiego marzenia. Oczywiście wcześniej zdarzyło nam się grać z wykonawcami ze Stanów ale pełniliśmy wtedy rolę suportów. Zawsze dobrze wspominam kontakt z artystami ze Stanów. Nie ma lepszej nauki niż oglądanie ich na żywo.
Jeszcze przed przylotem do Polski, Jeru zaproponował nam nagranie wspólnego krążka, którego deadline roboczo przewidziany jest na październik przyszłego roku. To jest kompletny przełom. W planie mamy poważną – już nie polonijną – trasę po Europie. Myślimy cały czas nad nazwą tego projektu, bo, nad czym ubolewam, klasyczni amerykańscy artyści tracą ostatnio w Polsce na znaczeniu. Często można usłyszeć komentarze w stylu: „O, patrz, kurwa, znowu jakiś murzyn przyjechał”. My byśmy w swoim czasie się pozabijali pod sceną na koncercie Run DMC, czy Ice T a teraz dzieciaki średnio się jarają prawdziwym hip hopem, chociaż przebywając na tego typu koncertach widze całkiem spore grono świadomych odbiorców. Staram się wpajać ludziom historie, korzenie, mówić, że nie można się uważać za znawcę, słuchając tylko polskiego rapu. Nie można mienić się hip-hopowcem nie znając przykładów z zagranicy, o które polscy wykonawcy się opierali, czy, jak w przypadku różnych fajfusów, nawet kserowali.
Peja – nauczyciel?
– Można tak powiedzieć.
Niedawno wróciłeś z trasy po Europie.
– W zasadzie z kilku ostatnich koncertów bo ta trasa cały czas trwa. I w sumie nawet nie była tak polonijna. Bo gdy gramy np: w Belfaście to mamy wsparcie czarnoskórych anglojęzycznych Portugalczyków, w Belgii zagraliśmy z trzema zespołami francuskojęzycznymi, w Rotterdamie mamy upalonych, czarnych rastamanów pod sceną. Staramy się to robić lekko „international”, bo sami też chcemy być „international” w jakimś stopniu (śmiech).
A jak jest z przekazem zagranicą? Bo przecież nie rozumieją twoich rymów. Sama ekspresja wystarczy?
– Tak, ekspresja i flow wystarczą. Właściciel klubu w Oslo pochwalił nas, że było u niego wiele gwiazd ze znanych osobowości. Więc dość mocno nas zatkało. Przekaz dociera. Kiedyś po koncercie w Chicago podeszła do mnie Portorykanka i powiedziała, że w ogóle, nie kuma, o czym nawijam, ale że bawiła się zajebiście. Oczywiście życzyłbym sobie, żeby nasi zagraniczni towarzysze rozumieli teksty, które „wykonujemy na żywca”. Mimo to fajnie było obserwować się bawiących Norwegów czy Anglików na polskiej rapowej bibie.
Jaki jest klucz doboru artystów występujących na Terrorym Fever 2? Grają Ci których muzykę lubisz? Będą jakieś kooperacje pomiędzy artystami czy tylko oddzielne sety?
Terrorym Fever 2 ma charakter „rodzinnego” festiwalu. Występują na nim najczęściej zaprzyjaźnione ekipy, których jest bez wątpienia bez liku. Podczas każdej z edycji staramy się dokładać nowych wykonawców ale nie brakuje też tych, z którymi połączyliśmy siły rok temu w Eskulapie. Jednak tym razem line up oferuje dwa razy więcej po pierwsze polskich wykonawców, po drugie mamy kilku zasłużonych dla sprawy MC’s z USA. Oczywiście wspieramy twórczość poszczególnych ekip, po pierwsze nagrywając z nimi coraz to nowe kawałki, po drugie promując ich również na tego typu pierwszoligowych imprezach. Siłą festiwalu i uczestników jest też zdolność do kolaboracji. Nie ma choćby jednego z wykonawców, z którym nie miałbym na koncie wspólnej nagrywki. W dodatku oni wszyscy nagrywają też wspólnie już bez mojego udziału, więc nie zdziwi mnie połączenie sił Palucha z Kubiszewem, Fabuły z PTP czy choćby Kobrą. Wszyscy artyści zagrają swoje autorskie sety. Sama atmosfera festiwalu sprawi, że możemy stać się świadkami niecodziennych wydarzeń. Z reguły wielkie finały tego typu imprez wyglądają tak, że na scenie na sam koniec występują wszyscy połączeni przyjaźnią, szacunkiem i miłością do kultury hip-hop. Atutem imprezy jest różnorodność stylowa (od Kaliego, przez RY 23, Vixena po rap O.S.T.R.a). Do tego niekwestionowani mistrzowie mikrofony zza Oceanu: Jeru the Damaja, Lil Dap z legendarnej formacji Group Home (niegdyś członkowie kultowego Gang Starr Fundation), Cali Agents i J Cab z Filadelfii. Staraliśmy się zapewnić jak najlepszą obsadę i właściwe miejsce, które przekroczy frekwencyjny pułap Eskulapu. Na koncercie z ONYX odprawiliśmy z kwitkiem blisko 200 osób i z uwagi na to celujemy w Halę Targową nr 2. Cena nie jest wygórowana zwłaszcza, że koszta jakie pochłonęła ta impreza nie przestaje nas zarówno dziwić jak i przerażać (śmiech). Ale wierzymy, że Terrorym Fever 2 przyciągnie tłumy w sobotni wieczór. Przedsprzedaż jest na bezpiecznym poziomie właściwym dla tego typu imprez. Jeśli jeszcze się nie zdecydowałeś się przyjść dodam, że oprócz występujących na scenie artystów zaprosiliśmy też grono ekip, które tego dnia będą z nami w charakterze gości VIP (m. in: ekipa DIIL Gang i Słoń). Szykujemy też gościa niespodziankę na własny autorski występ, który z racji udziału tylu ekip będzie nieco krótszy niż zwykle za to repertuar będzie dobrany bardziej precyzyjnie niż kiedykolwiek. Pozdrawiam serdecznie wszystkich fanów dobrego hip hopu i zapraszam na Terrorym Fever 2.
News
Pusha T zaskoczył fanów. Nowy album Clipse stawia ponad legendarnym klasykiem
„Nigdy więcej nie będę w stanie nagrać „Hell Hath No Fury””.
Pusha T stawia najnowszy album Clipse ponad kultowym „Hell Hath No Fury” z 2006 roku. Raper przyznaje, że nie chce już wracać do czasów, w których powstawał legendarny materiał.
Dla wielu fanów Clipse album „Hell Hath No Fury” z 2006 roku to absolutna klasyka ulicznego rapu. Pusha T ma jednak inne zdanie. Choć doskonale zdaje sobie sprawę z pozycji tego krążka w historii hip-hopu, zdecydowanie wyżej stawia „Let God Sort Em Out”, czyli comeback nagrany wspólnie z bratem Malice’em po niemal 16 latach przerwy.
Podczas rozmowy z Pharrellem Williamsem dla „Vogue” raper wyjaśnił, dlaczego najnowsze wydawnictwo jest dla niego ważniejsze od materiału, który pomógł zbudować legendę duetu.
– To instrukcja dojrzewania rapowej grupy – powiedział Pusha T o „Let God Sort Em Out”.
Według rapera nowy krążek pokazuje, że można się starzeć, zmieniać priorytety i nabierać doświadczenia, a jednocześnie nie stracić charakteru, dzięki któremu słuchacze pokochali Clipse.
„Nigdy więcej nie nagram >Hell Hath No Fury<„
W trakcie rozmowy Pharrell zażartował, że w okresie nagrywania „Hell Hath No Fury” Pusha mógł zajmować się niezbyt legalnymi interesami. Raper nie próbował przedstawiać swojej przeszłości w lepszym świetle. Przyznał, że był wtedy zupełnie innym człowiekiem, a muzykę napędzały frustracja, gniew i obsesyjna potrzeba udowodnienia swojej wartości.
– Nigdy więcej nie będę w stanie nagrać „Hell Hath No Fury” – przyznał.
Pusha nie ukrywa, że właśnie te emocje pozwoliły stworzyć jeden z najbardziej cenionych albumów w dyskografii Clipse. Problem w tym, że nie chciałby ponownie znaleźć się w sytuacji życiowej, która zmusiłaby go do pisania z podobnym nastawieniem.
Clipse wrócili po 16 latach i pokazali inną twarz
„Let God Sort Em Out” ukazał się w lipcu 2025 roku i był pierwszym wspólnym albumem braci Thornton od niemal 16 lat. Za produkcję odpowiadał Pharrell Williams, który od początku kariery duetu miał ogromny wpływ na jego brzmienie.
Nowy materiał nadal zawiera charakterystyczne dla Clipse uliczne opowieści, ale tym razem znalazło się na nim znacznie więcej osobistych tematów. Wiara, rodzina, śmierć bliskich i rozliczenia z przeszłością stały się równie istotne jak bezwzględne linijki, z których Pusha i Malice słyną od ponad dwóch dekad.
Dobrym przykładem jest „The Birds Don’t Sing”, numer poświęcony zmarłym rodzicom raperów. Tak intymnych historii na wcześniejszych wydawnictwach Clipse było zdecydowanie mniej.
News
Małaszyński na rapowym planie z Hollywódzką gwiazdą
„Historia opowiedziana w muzyce może stać się pełnowymiarowym filmem”.
W czwartek ruszył kolejny etap zdjęć do filmu „O co tu chodzi?! – Historia oparta na wersach!” w reżyserii Marcina Huzara, według scenariusza Krzysztofa „Gorzkiego” Gorzkiewicza. Na planie pojawili się m.in. Paweł Małaszyński, Joanna Moro, Joanna Liszowska oraz amerykański aktor Marc Coppola, prywatnie brat Nicolasa Cage’a.
W filmie występują również Zbigniew Wesołowski, znany jako polski „Rocky Balboa”, Kaja Radomska oraz pięściarz Adam Balski. Pierwszy zwiastun produkcji jest już dostępny w internecie. Można w nim zobaczyć m.in. Cezarego Pazurę, Zenka Martyniuka, Mirosława Zbrojewicza, Liroya, Piha, Arkadiusza Janiczka i Beatę Poźniak.
Film powstaje na podstawie dwóch części utworu „O co tu chodzi” legendarnej kaliskiej grupy hip-hopowej Elita Kaliska. Według twórców jest to pierwsza na świecie ekranizacja hip-hopowych wersów. Opowiedziane w utworach historie wydarzyły się naprawdę i dotyczą spraw kryminalnych oraz ludzkich motywacji. Fabuła obejmuje 25 lat – od lat 90. do współczesności – pokazując przemiany społeczne, rozwój technologii i zagrożenia związane z jej wykorzystaniem.
Kolejny etap zdjęć zaplanowano na początek listopada. W całym filmie ma wystąpić ponad 30 czołowych polskich aktorów oraz amerykańskie gwiazdy. Produkcję realizuje fundacja Pomaganie Jest Trendy, bez tradycyjnego budżetu filmowego, film wspierany jest przez topowe w Polsce marki jak np. Selsey, Hinsense czy 70mai barterowo, dzięki czemu producenci mają możliwość dostosowania pomieszczeń filmowych do odpowiednich przestrzeni na przełomie lat. Dochody z dystrybucji kinowej i na platformach mają zostać przeznaczone na zakup specjalistycznych karetek wyposażonych w systemy inkubacyjno-ratownicze, służących do transportu wcześniaków. Pojazdy mają następnie trafić do szpitali w całej Polsce.
– Chcemy pokazać, że historia opowiedziana w muzyce może stać się pełnowymiarowym filmem, który nie tylko przyciąga widzów, ale również pomaga ratować życie najmłodszych pacjentów. Łączymy kulturę hip-hopową, prawdziwe wydarzenia i społeczną odpowiedzialność, nadając tej produkcji wymiar wykraczający poza ekran – mówi Krzysztof „Gorzki” Gorzkiewicz, scenarzysta filmu i autor tekstów Elity Kaliskiej.
Produkcja łączy historie kryminalne z wątkami psychologicznymi, a dochody z dystrybucji mają wesprzeć transport wcześniaków między szpitalami.



News
Wielki finał WLF we Wrocławiu. Sześciu freestylowców powalczy o 2000 zł
Organizatorzy informują też o konkursach dla publiczności.
Już 24 października we Wrocławiu odbędzie się wielki finał WLF x Patriotic, w którym najlepsi zawodnicy sezonu zawalczą o kasę i nagrody rzeczowe.
Wrocławska Liga Freestyle zamyka sezon 2026. W sobotę, 24 października, w Pubie Nigdzie Nic z Nikim odbędzie się finałowa bitwa WLF x Patriotic. Na mikrofonach spotkają się zawodnicy, którzy przez ostatnie miesiące walczyli o punkty i miejsce w najważniejszym starciu sezonu.
Sześciu freestylowców ma już zapewniony udział w finale. To Fugu, Smalczyk, Siemper, Barti, Samerak i Ciepson. Cała szóstka wywalczyła awans dzięki punktom zdobytym podczas czterech wcześniejszych ustawek.
Lista uczestników nie jest jednak zamknięta. Organizatorzy przygotowali również eliminacje, dzięki którym kolejni zawodnicy będą mogli dostać się do finałowej rywalizacji. Zapisy prowadzone są na stronie wroclawskaliga.pl
Stawka jest konkretna. Do zgarnięcia będzie 2000 złotych oraz nagrody rzeczowe. O tym, kto najlepiej poradzi sobie na wolnym stylu, zdecyduje jury w składzie Milu, Pejter i Czeski. Za prowadzenie całej imprezy odpowiada Bilu.
WLF nie zapomina również o publiczności. Podczas wydarzenia zaplanowano dodatkowe konkursy dla osób, które pojawią się na miejscu.
News
Popek odpowiada Marcie, która doprowadziła do usunięcia jego klipu
„To dla mnie darmowa reklama”.
Po usunięciu „Mamo, Tato” z YouTube’a Popek wyśmiewa interwencję fanki Queen i zapowiada drugą część viralowego numeru.
Fanka Queen doprowadziła do usunięcia klipu Popka
Wczoraj informowaliśmy, że utwór Popka „Mamo, Tato”, inspirowany legendarnym „Bohemian Rhapsody” zespołu Queen, zniknął z YouTube’a. Za całą akcją stoi Marta, polska fanka brytyjskiej grupy, która skontaktowała się z przedstawicielem zespołu i zwróciła jego uwagę na twórczość Króla Albanii.
Kobieta sama zgłosiła się do naszej redakcji, wyjaśniając, dlaczego zdecydowała się interweniować.
– Jestem fanką Queen i bardzo poruszyło mnie wykorzystanie rozpoznawalnych elementów jednego z najważniejszych utworów w historii muzyki w tak odmiennym kontekście. Postanowiłam więc napisać po angielsku do Phila Symesa, przedstawiciela Queen ds. publicity, aby zwrócić uwagę na tę sprawę – poinformowała Marta w rozmowie z GlamRap.pl.
Popek odpowiada Marcie. „Szykujcie się na sezon drugi”
Raper potraktował całą sytuację jak darmową promocję i przy okazji zapowiedział, że historia „Mamo, Tato” doczeka się kontynuacji.
Przekonuje on, że usunięcie jednego kawałka niczego mu nie zmienia. Co więcej, deklaruje, że podobnych numerów może nagrać nawet dziesięć.
– Zapraszam do biura więcej takich osób. To dla mnie darmowa reklama, a jedna piosenka to kropla w morzu kariery. Jak będę chciał to zrobię 10 takich piosenek… więc szykujcie się na sezon drugi. Uwielbiam i szanuję twórczość zespołu Queen – napisał.
Demon Arczi wbija szpilę fance Queen
Do sprawy dorzucił swoje trzy grosze również Demon Arczi. Kompan Popka postanowił publicznie „pogratulować” kobiecie doprowadzenia do usunięcia utworu.
– Gratulujemy życiowego osiągnięcia influencerce Marcie. Na pewno świat jest z Ciebie dumny – dodał Demon Arczi.
News
Były pracownik Eminema ma kurcze problem. Przyznał się, że sprzedawał niepublikowane kawałki rapera
Jeden z fanów zapłacił mężczyźnie 50 tys. dolarów za 10 numerów Slima.
Były realizator dźwięku Eminema przyznał się do naruszenia praw autorskich po wycieku niepublikowanych nagrań rapera. W grę wchodzą dziesiątki tysięcy dolarów, miliony odtworzeń i nawet pięć lat więzienia.
Sprzedawał niepublikowane kawałki Eminema za Bitcoiny
Sprawa głośnego wycieku muzyki Eminema doczekała się przełomu. 48-letni Joseph Strange, były pracownik studia należącego do rapera, przyznał się przed sądem w Detroit do przestępstwa związanego z naruszeniem praw autorskich. Mężczyźnie grozi do pięciu lat pozbawienia wolności, a wyrok ma zostać ogłoszony 27 stycznia.
Śledczy ustalili, że Strange miał dostęp do materiałów, których fani Eminema nigdy nie powinni usłyszeć. Chodzi o nieukończone numery, niewydane utwory i inne nagrania powstające na różnych etapach kariery rapera.
Według ustaleń FBI jeden z kanadyjskich fanów zapłacił Strange’owi około 50 tysięcy dolarów w Bitcoinach za ponad 10 niepublikowanych kawałków. Lista zakupionych nagrań miała dokładnie odpowiadać zawartości dysku przechowywanego w studiu Effigy.
FBI znalazło dyski, teksty i niepublikowany teledysk
Joseph Strange pracował jako realizator dźwięku w Effigy Studios w Ferndale od 2007 do 2021 roku, kiedy został zwolniony. Należał do zaledwie czterech pracowników mających dostęp do zabezpieczonych hasłami dysków z muzyką Eminema.
Na początku 2025 roku do internetu zaczęły trafiać niepublikowane nagrania rapera. Sprawą zajęło się FBI, a trop doprowadził śledczych do byłego pracownika.
Podczas przeszukania jego domu funkcjonariusze zabezpieczyli dyski twarde z niewydanymi utworami Eminema i współpracujących z nim artystów. W sejfie znaleziono również odręcznie napisane teksty oraz kopię teledysku, który nigdy nie doczekał się oficjalnej premiery.
Skala wycieku okazała się ogromna. Jak poinformował 22 października amerykański Departament Sprawiedliwości, nielegalnie udostępnione nagrania zostały odtworzone ponad 8 milionów razy na różnych platformach streamingowych. Wartość naruszenia praw autorskich oszacowano na co najmniej 750 tysięcy dolarów.
Ekipa Eminema mówi o ogromnych szkodach
Już po zatrzymaniu Strange’a w marcu 2025 roku przedstawiciel Eminema ostro skomentował całą sytuację.
– Nie sposób przecenić ogromnych szkód, jakie zaufany pracownik wyrządził artystycznemu dziedzictwu Eminema i integralności jego twórczości.
Departament Sprawiedliwości również nie zamierza traktować sprawy pobłażliwie. Zastępca prokuratora generalnego A. Tysen Duva podkreślił, że były pracownik wykorzystał zaufanie, jakim obdarzono go w studiu.
– Joseph Strange nadużył zaufania, jakim go obdarzono, aby bezprawnie kopiować i sprzedawać niepublikowaną muzykę należącą do Eminema, czerpiąc zyski z utworów, które nie zostały jeszcze dopuszczone do publicznej dystrybucji.
Według przedstawiciela resortu sprawiedliwości działania Strange’a naruszyły zarówno prawa artystyczne, jak i prawne rapera.
Adwokat Strange’a uderza w Departament Sprawiedliwości
Obrona byłego pracownika Eminema przedstawia jednak sprawę w zupełnie innym świetle. Adwokat Wade Fink w rozmowie z „Detroit Free Press” zarzucił federalnym urzędnikom wyolbrzymianie całej sytuacji.
– Skala i charakter tych działań są zupełnie inne, niż się to przedstawia.
Prawnik przekonuje, że medialny obraz sprawy nie oddaje jej rzeczywistego przebiegu. W obszernym oświadczeniu napisał:
– Joe Strange jest dobrym człowiekiem, którego dzieci bardzo ucierpiały przez całą tę sytuację. Przesadzone komentarze Departamentu Sprawiedliwości i innych osób mają niewiele wspólnego z rzeczywistymi faktami dotyczącymi tej sprawy. To znacznie bardziej skomplikowana i wielowymiarowa kwestia, niż próbuje się ją przedstawiać. Niemniej jednak mój klient wziął odpowiedzialność za to, co zrobił, odczuwa ogromne wyrzuty sumienia z powodu tego, co spotkało jego rodzinę, i podobnie jak ja głęboko wierzy, że sędziowie naszego okręgu spojrzą na tę sprawę taką, jaka jest naprawdę.
Strange przyznał się do winy, ale o jego ostatecznej karze zdecyduje sąd.
-
News20 godzin temuPopek odpowiada Marcie, która doprowadziła do usunięcia jego klipu
-
News2 dni temuPolska fanka Queen doprowadziła do usunięcia viralowego klipu Popka
-
News3 dni temuPezet reklamuje Mercedesa. Raper nawiązał współpracę z warszawskim salonem
-
News3 dni temuFrancuz Mordo lansuje się na tle płonącej barykady we Francji
-
News3 dni temuFagata żąda od Gimpera 160 tys. zł. W tle Żabson i Sentino
-
News3 dni temuFilm o Tede w kinach. „Samo poruszenie tematu pieniędzy, było wtedy niedopuszczalne”
-
News3 dni temuWojewódzki zakpił ze znajomości Kizo z Karolem Nawrockim
-
News2 dni temu„Mata chciał kupić Natalisę”. Trueman ujawnia, dlaczego raperka odmówiła