Sprawdź nas też tutaj

Felieton

KOMENTARZ: Polski rap jak Gra o Tron…

Opublikowany

 

Upaliłem się, a co, mogę… wolne mam. Wyłączyłem Xboxa, wyłączyłem steam'a (wszystko z łóżka – poco wstawać?) i mając za sobą najtrudniejszą rzecz czyli nooo…. kurwa, gubię wątki coraz częściej. Dobra chwila.

Chwila później….

 

Ok, jestem. Mając najtrudniejszą czynność za sobą, czyli jednak wstać – nalać soku – wrócić do łóżka. Odpaliłem Youtube w celu pooglądania filmików z Kotami – nie wiem, ale koty po zjaraniu są śmieszne, serio… muszę sobie kupić – i jaranie i kota. Zwłaszcza taki kot co no, drugiego kota spycha ze schodów – linka dam na końcu to będzie można sobie zobaczyć jak ktoś nie widział – ale nie zmuszam, jak ktoś nie chce to nie.

Wracając do tematu. Po godzinie zmarnowanego czasu i spaleniu kolejnego jointa przełączyłem się na tryb "co tam słychać w polskim rapie". Obadałem nowości i tak mnie naszło, że cały ten no, polski rap, to taka swojego rodzaju gra o tron, jak zauważył palący ze mną ziomek kiedyś (znaczy kiedyś palący i kiedyś zauważył – po prostu mi się przypomniało) brak tylko tak dużej ilości cycków i jeszcze nikogo nie odjebali (a w końcu kogoś zajebią – i mamy już nawet własne typy kto będzie pierwszy), także szykować się na ujarane przemyślenia na temat polskiej rapowej sceny – podziemnej i mainstream'owej. Płyńmy.

Cała scena to swojego rodzaju gra, każdy zaczyna jako pionek – a jak myśli, że nie, bo jego rodzice mają jakiś dorobek i będzie mu łatwiej – to mają jeszcze bardziej przejebane. Ot niefart. Taki zaczynający "janusz" ma marne szanse wybić się ponad "bekowo" jeśli nie pierdolnie się w ten głupi łeb i zrezygnuje z pomysłu wrzucenia swojej drugiej nagrywki do sieci, albo wysłania je na jakieś konkurs bardziej znanego "janusza". Ja ten błąd niestety popełniłem (ehhh młodość), na całe kurwa szczęście bez klipu itp, dlatego rozeszło się po kościach – wszyscy olali, tylko kumple się nabijali – Shit Happens. Próbować jednak nie można przestawać – polecam jednak na dysk… przez minimum pół roku, albo nawet więcej, można opcjonalnie puścić zaufanemu kumplowi – ale podsyłać nie polecam – wiemy jak to po pijaku potem jest. ("Ej coś wam pokaże!").

Jeśli "janusz" nabierze już trochę pokory, zauważy, że trzeba siadać w bit, a teksty nie będą opierały się na jebaniu policji na czasownikach, zacząć może walkę na swoim podwórku – street cred zbiera się na początku lokalnie – jak doświadczenie w rpgach – wyższy level – wyższe rozpoznanie – i tak dalej i tak dalej. Mechanika taka sama jak w mainstream'ie tylko na mniejszą skalę.

No to teraz przerwa techniczna bo schodzi mi faza….

 

Wracamy, i tak. Powiedzmy, że nasz "janusz" dotarł do mainstream'u, jest znany, ma ekipę albo jest w wytwórni. "Janusza" możemy już więc olać – nie dosłownie – nie wypada, chyba. Skupmy się na mechanice. Dzieje się ostatnimi czasy dużo – wręcz można powiedzieć, że trwa wojna domowa – niestety głównie facebook'owa – again Pierdolona Era Facebooka. Co chwila lecą jakieś pstryczki w nos, w trackach też ktoś walnie od czasu do czasu jakiś celniejszy punchline (albo mniej celniejszy patrz – Aspiratio Crew).

 

Jak już jesteśmy przy Aspiratio Crew, to na warsztat weźmiemy sobie SB Maffiję, która aktualnie (można się z tym zgadzać lub nie, ja raczej się zgadzam) piastuje dość wysoką pozycje na scenie. No może poza tym jednym takim co nawet nie wiem jak się nazywa – mały taki, coś tam z hajsem była z nim afera – no offence, ale nie mogę go słuchać. Mimo początkowej niechęci do nich, docenić trzeba fakt, że chłopaki poradzili sobie śpiewająco, wybili się, i trzymają aktualnie formę życia. Głównie z 2 powodów:

Punkt A: Raper to jest no, raper – a nie pieprzony felietonista na facebooku – załatwia problemy na bitach, i jego zadanie to sprowadzić przeciwnika nisko, bardzo nisko.

Punkt 2: Pozytywne myślenie daje pozytywne wyniki – w tym wypadku to działa na zasadzie pozytywne myślenie o sobie jako o najlepszym raperze ever. (Każdy raper tak myśli, i jak się mówi, że nie mają to jest to bullshit, bo każdy tak myśli. Rzekłem.)

 

Moja przekmina jest taka – każdy ma jakiś swój genialny plan, niekoniecznie sądzę, że każde posunięcie jest planowane: – ooooooo mariuszku! A teraz tu pierdolniemy punchline, on nam odpowie, potem my to, i on wtedy to, ooooo kurwaaaaaa, jaram sie.

Plan jednak jakiś zawsze jest, może to mało odkrywcze, ale jak przez taki pryzmat patrząc na scenę można dojść do ciekawych konkluzji (jakie ładne słowo). Konkluzje chciałbym napisać ładnie ale siada mi myślenie – sorry.

Osoby traktujące rap poważnie, bez dystansu, jako coś wielkiego i w ogóle stawiającego go na równi z religią albo kij raczy wiedzieć czym jeszcze, szybko kończą "strollowane" przez nową szkołę, która pierdoli wszystko i interesuje ją tylko zrobienie największego hałasu. Takich delikwentów – (co biorą rap full poważnie) później chuj strzela z pistoletu, co społeczność internetu rozbraja jeszcze bardziej (pozdro Eldo). Dlatego chłopaki z SB (jak się nie doda Maffija, to brzmi to dziwnie, ale nie dodam, już mi się nie chcę.) radzą sobie wyśmienicie na "nowej" scenie.

 

Zdobywanie "władzy" w ten sposób jest czymś całkowicie innym, czego starsze pokolenie nie rozumie (bo oni tworzą ambitną muzykę dla ambitnego słuchacza, który pamięta czasy Kalibra – a taki chuj! bo takich słuchaczy jest coraz mniej) z drugiej strony trudno wymagać od 40-latniego faceta (mającego rodzinę, albo psa) żeby zachowywał się jak wyswagowane pokolenie nowych graczy. Innymi słowy śmierć naturalna jest nieunikniona i naturalna dla nich – tak wieszczę ja.

Dezinformacja (do dziś nie wiadomo co to było z tym Lankiem i passami do kanału SB), spiskowanie i kosy w plecy można wyjąć żywcem z gry o tron. Na przykład na przykładzie beefu z Deysem gdzie wypłynęło pełno "brudów", albo dziwnym zapewnieniom Sulina, że pokaże "brudy" na Bonsona – biedny chłopak pewnie myślał, że Bonson się przestraszy, zadzwoni z soróweczką, a tu wał, i nic nie pokazał Sulin nam – czuje jakiś "spiseg".

Tron jest jeden, co prawda nie z mikrofonów poległych raperów – a można by taki zrobić, tyle że nie z poległych, bo tych mamy mało, ale z przegranych (a tych już cała lista – kiedyś opublikuje). A "królów samozwańców" każdego dnia coraz więcej… Kto zasiada więc na aktualnym tronie? Mogę napisać, że Tomb – będzie źle, mogę napisać, że Tede – będzie źle, mogę napisać że Quebo? – będzie źle. OSTRy? Będzie źle, i że się nie znam, no może się nie znam, nie wiem.

Zasiada ten kto ma największe poparcie "ludu", a aktualnie takie + najwięcej hałasu w około siebie robi SB Maffija – taka prawda. Wiem za to, że w stanach króluje nieprzerwanie King Mathers – i nikt mi kurwa nie powie, że jest inaczej. Stany to jednak w ogóle inna bajka. Tam już dawno pojawiły się cycki przerastające liczbowo GoTa, i co chwila kogoś odstrzelą. Plaża.

 

Wracając jednak do Polski – każdy początkujący raper patrzy z błyskiem w oczach na iluzoryczny "tron" i "koronę", niestety zazwyczaj kończy bawiąc się "berłem" do własnych tracków – taka rzeczywistość. Again, sorry. Ci, którym udaje się wybić znajdują sojuszników, bo jak to napisał mistrz Sapkowski – "samemu to dobrze wychodzi tylko samogwałt".

Jest trochę chaotycznie ale czego spodziewać się można od gościa, który właśnie skończył palić trzeciego jointa z Amnezją. (I to bez tytoniu – nie żebym się chwalił – fajek po prostu nie mam.) Dobrze, że pamiętam o czym piszę.

Tak czy tak, jakbym miał porównać polską rap scenę do gry o tron – i to dość dosłownie – to tak kurwa właśnie zrobię! A co mi tam. Porównanie polskiej rap sceny do rodów w grze o tron (na podstawie serialu, bo książek to już kurwa chyba nikt w tym świecie nie czyta – a szkoda). Jedziemy:

Starks – Stoprocent, bo: Zgrani, technicznie trzymają poziom, poza poziomem trzymają też Szczecin, nie za bardzo interesują ich przepychanki reszty ekip chyba, że są w nie zamieszani.
Baratheon – Step Records, bo: Niby są dobrzy tam jakoś, niby coś tam przy tronie się kręcą, i hajs im się zgadza, ale tak naprawdę to są nijacy i za bardzo niczym się nie wyróżniają ot tak o są, dla tła.
Martell – QueQuality, bo: Pojawili się późno, i to za sprawą strasznie charyzmatycznego gościa, który namieszał i rozpierdolił parę osób, do tego mają dziwne fazy, których nie wszyscy tolerują.
Lannister – Prosto, bo: Hajs się zgadza konkretnie, silna liczba graczy których się lubi (Sokół, KęKę, etc.) I paru, których się nie trawi (np. KaeN).

Tyrell – Fandango, bo: Chcieliby uchodzić za nie wiadomo kogo, trzymać władzę nad wszystkimi – rzucając przy tym puste groźby, których nikt nie traktuje poważnie (eeee jak to było…"Eripe na oczach całej polski zje kutasa" – bitch please.)
Greyjoy – Koka Beats, bo: Kiedyś to było o nich głośno – ale głównie za sprawą lidera, mieli władzę i możliwości, a potem "pan i władca" się zestarzał, i chuj wszystko strzelił, cicho o nich jak w 4 sezonie GoTa.

Targaryen – Wielkie joł, bo: Jest ich dość mało, (a dla wielu to tylko jedna osoba tam jest) oddzielili się trochę od reszty, próbują coś tam działać, a Tede rośnie mimo wszystko w siłę, smoków nie ma, ale ma WuWunia – taki Tyrion, tylko wyższy i trochę głupszy. I Sir Micha – nawet ma Sir już dodane. Aaaa no i Tede – wielu go uwielbia ostatnio, i wielu nienawidzi i chciałoby, żeby zamknął mordę. Mi tam to lotto szczerze mówiąc. Nic nie mam do gościa i jego muzyki – taka dygresja.

Arryn – MaxFlo, bo: Tak siedzą tam u siebie, nie wychylają się za bardzo, i Buka coś ostatnio za bardzo wyje, więc tak mi się skojarzyło z tą jak jej tam jak spadała.

Tully – Alkopoligamia, bo: Wrażenie jest jakiegoś tam większego zżycia między nimi, tak o, i musiałem coś wymyślić tu, bo akurat to w Grze, to za bardzo się nimi nie przejmuje.

Bolton – SB Mafija, bo: Są pojebani, a beefami pokazują, że jak kogoś dopadną i nie na niego "uwezma" to good luck have fun. Dużo osób ich nie trawi, równie wiele uwielbia, na przykład właśnie za to. A ja dalej nie mogę wyjść z podziwu na ich progres – kiedyś jak słyszałem, że wychodzi coś od SB to bez jarania w ogóle było, potem udowodnili mi, że są dobrzy.

Frey – RPS, bo: no kurwa… nie, nie będę pisał, ale jako bonus dodam, że jak Freyowie blokowali przeprawę przez rzekę, tak Ryszard blokuje Jackowi Poznań.

Nights Watch – Asfalt Records. bo: trzymają poziom, w dupie mają innych i robią swoje, przez co ogólnie się ich szanuje i nie wtyka nosa w ich sprawy.

Mógłbym tak wymieniać dalej, ale mi się nie chce, i tak jestem wielce zdziwiony że chciało mi się coś takiego napisać, przecież to trzeba mieć najebane, ehh.. pierdole, idę oglądać koty na YT.

Oczywiście mam świadomość, że jeśli ktoś to przeczyta, to można napisać, że mnie pojebało, bo on uważa inaczej (albo nie uważa, ale i tak mnie pojebało i jestem zjebany – hejting dla hejtingu zawsze spoko) także no, nie brać do końca wszystkiego na poważnie, tekst nie miał chyba na celu nikogo obrazić (może miał ale już o tym zapomniałem – ehhhh kochana Amnezja) a jak ktoś się obraził, to znaczy, że to jego pojebało.

To ja ten, płynę gdzieś dalej, zwłaszcza że mam urlop, (taaaaak kurwa, wbrew wszelkim przesłankom mam pracę… mówiłem, że zawsze da się znaleźć miejsce gdzie będą płacić za opierdalanie się? Mówiłem.) to do następnego portu.

 

Jakby coś, i ktoś by był na tyle wariat żeby uznać że to się spoko czytało to no – na blogu więcej tekstów ujaranego pióra – statekopti.blogspot.com. Aaaa ten, no P.S. To tu wrzucam ten link z kotem co 2 spycha ze schodów… no kurwa przecież to jest zajebiste! 

__________

Tekst nadesłany przez czytelnika. *Cykl "Komentarz" jest subiektywną oceną wydarzeń ze świata Hip-Hopu. Jeżeli Ty również chcesz podjąć się jakiegoś tematu, który ma zostać opublikowany w tym cyklu, prześlij do nas gotowy tekst na adres kontakt@glamrap.pl

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: