Felieton
Najbardziej oryginalne postacie w historii polskiego freestyle’u |FELIETON
W naszym rodzimym wolnym stylu od lat dzieją się na przemian rzeczy bardzo pozytywne, dziwne, a także niestety i żenujące. Dziś nie będziemy mówić konkretnie o żadnych z nich, lecz wyławiając z historii polskiego freestyle’u jego najbardziej niezwykłych przedstawicieli, ukażemy wam w pełni całą, drzemiącą w nim różnorodność.
Będą to postacie zupełnie niecodzienne, zazwyczaj na wskroś śmieszne i choć niemal zawsze stojące w cieniu popisów najlepszych freestyle’owców, to w dużej mierze stanowiące o prawdziwej istocie wolnego stylu. On bowiem nie może być oparty tylko i wyłącznie na przygotowanych schematach i krwawych punchline’ach, gdyż wówczas najzwyczajniej w świecie zatraca to, co w nim absolutnie najważniejsze, czyli element spontaniczności, zaskoczenia. A żeby go wprowadzić potrzebni są właśnie oni, ludzie, których oryginalność, kreatywność, a także często i głupota absolutnie nie zna granic.
Kiedyś w celu napisania zupełnie innego artykułu miałem przyjemność spotkać się z pierwszym mistrzem WBW, Rufinem MC. Przy okazji dłuższej rozmowy przy papierosie nakreślił mi on wówczas swoją własną filozofię bycia wartościowym wolnostylowcem. A brzmiała ona mniej więcej tak:
„Freestyle’owiec nie może być schematyczny. Musi znajdywać milion różnych rozwiązań, być inny w każdym z kilkunastu wejść na bitwie. Liczy się pomysłowość, kolorowość. Oni mają biały czarny, może czasem szary, za to ja dojebie niebieskim, zielonym i fioletowym” – opowiadał mi Rufin, którego słowa mogłyby również robić za motto przewodnie scenicznych poczynań postaci, które za lada moment pokrótce Wam przedstawię.
Problem w tym, że słowa Rufina można zrozumieć na wiele różnych sposobów. Za kolor niebieski mogą robić wersy o zabawach erotycznych ze zwierzętami, za zielony ciekawostki z życia za murami więzienia, a barwą fioletową może okazać się nawet i…dobrowolne obnażanie się na bitewnej scenie.
No cóż, być może część z Was zdążyłem już dostatecznie zniechęcić do czytania tego tekstu…I trudno, tych bardziej ciekawskich wciąż zapraszam do lektury. A myślę, że wybór pierwszej z najbardziej oryginalnych postaci w historii polskiego freestyle’u jest chyba dosyć oczywisty…
Gospel.
Ta ksywka mówi dziś sama za siebie. Nie chodzi rzecz jasna o rodzaj chrześcijańskiej muzyki sakralnej, a ….o jednego ze zdecydowanie najbardziej pojebanych polskich raperów. Gdybyśmy wszystkie wersy Gospela – zarówno te ze studia, jak i z freestyle’owej sceny- chcieli brać na poważnie, bez cienia wątpliwości stwierdzilibyśmy, że nie ma w polskim hip hopie równie zdegenerowanej postaci. Jednak, jeśli przyjmiemy na jego sceniczne wybryki sporą poprawkę, jeśli za każdym razem, słuchając go, mocno przymkniemy oko i ucho, zobaczymy, że Gospela naprawdę da się lubić…
A było tak chyba od zawsze. Już w latach 2006-2008, gdy raper szalał na wolnostylowej scenie, jego wersy o aktach seksualnych z przedstawicielami obojga płci, zwierzętami i w ogóle wszystkim, co potrafi się ruszać, raczej wywoływały wśród zgromadzonej publiki, jury, a także innych freestyle’owców zupełnie pozytywne emocje, a w tym nawet i aprobatę.
I może to trochę dziwić, ale póki się tego nie zobaczy, w żadnym stopniu nie dane nam będzie tego zrozumieć. Cała ekspresja, ruch sceniczny Gospela w połączeniu z jego nawijką składa się w jedną, myślę, że naprawdę na swój sposób śmieszną i pozytywną całość.
Zresztą zobaczcie sami.
A potwierdzeniem tego, że ów pajaca, który to na co dzień robi za potulnego i profesjonalnego ogrodnika, rzeczywiście da się lubić, jest fakt, iż już po zejściu z freestyle’owej sceny radzi on sobie w polskiej rapgrze zupełnie przyzwoicie. Za jego plecami dobrze przyjęty, acz niezwykle pojebany mixtape, bardzo udany występ w Młodych Wilkach, a z kolei na jego facebooku 40 tysięcy like’ów, a pod kawałkami nawet i miliony wyświetleń.
Chyba więc w polskim hip hopie znajduje się także miejsce dla kompletnych świrów…
Bajorson.
O ile Gospela nie musiałem przedstawiać niemalże nikomu, o tyle ksywka drugiego z wybranych przeze mnie zawodników może niektórym z Was brzmieć już zupełnie obco. Jednak bez względu na to ile osób „ z zewnątrz” zdołało „kryminogennego” Bajorsona poznać, niewątpliwie już dziś jest on dla polskiego wolnego stylu jedną z absolutnie legendarnych postaci.
No bo kto prócz niego rok w rok wpadał na scenę WBW tuż po wyjściu zza krat aresztu? Oczywiście nikt i choć rzecz jasna w pobytach w więzieniu nie ma nic nadzwyczajnego ani tym bardziej przyciągającego, to już w samym Bajorsonie oraz jego sposobie bycia i zachowania na scenie jest już tego od groma.
Facet ma sylwetkę budującego formę nie tylko na kurczaku ochroniarza, ekspresję kompletnego szaleńca, a przy tym wszystkim- o dziwo- potrafi świetnie freestyle’ować. Hip hopowy publicysta, a w przeszłości wieloletni juror WBW Jakuza opowiadał mi kiedyś, że gdy pierwszy raz zobaczył na scenie Bajorsona był pewien, że ten gość jest zwyczajnie podstawiony, robi za sztucznie wykreowaną przez organizatorów ciekawostkę, która ma zabawiać zgromadzoną publikę. Jak się jednak okazało, nic bardziej mylnego…
Z wyłączeniem budowy ciała we freestyle’owcu z Błonia wszystko jest naturalne. On sam przyznaje, że zbudował sobie „kryminogenny fejm”, że bliżej niż do wydania płyty jest mu do kolejnej odsiadki, lecz mimo to potrafi bawić się na scenie w naprawdę najbardziej kreatywny i wyszukany sposób.
WBWtv w celu stworzenia materiału z najlepszymi wejściami Bajorsona musiało skleić aż trzy kilkuminutowe filmy, z czego każdy z nich jest zdecydowanie warty obejrzenia. Ostatnio mój znajomy, gość zupełnie nie zajarany freestyle’em wysłał mi jeden z nich na facebook’u z krótkim, acz bardzo dosadnym podpisem…- „typ jest, kurwa, genialny”.
Osobiście w pełni się z nim zgadzam i myślę, że jeśli już zdecydowaliście się przeczytać moje wypociny, to koniecznie musicie sprawdzić także i to video;)
Skajsdelimit.
Jeśli kojarzycie tego pana, pewnie mocno zdziwiliście się, że zdecydowałem się go umieścić w tym zestawieniu u boku takich rapowych „wykrętów” jak Gospel i Bajorson. Cóż, ci dwaj panowie są dla mnie osobiście nie do podrobienia i pod wieloma względami także nie do doścignięcia nie tylko w polskim freestyle’u, ale i całym rapie. A Skajsdelimilit? Jemu miejsce w zestawieniu najbardziej oryginalnych wolnostylowców tak czy inaczej należy się niczym psu buda.
Ten facet brał udział zarówno w pierwszych oficjalnych elimkach WBW w 2003 roku, jak i w finale tej imprezy aż dekadę później. Brzmi świetnie, tyle że jego jedyny problem jest taki, że do dziś nie zdołał poznać definicji słowa progres. No właśnie, a mimo to wejścia Skajsa wciąż bawią i są na swój sposób absolutnie niezwykłe…
Na eliminacjach WBW 2013 siedzący w jury Muflon pokładał się ze śmiechu niemal po każdym wersie swojego starszego kolegi po fachu. Być może Skajsdelimit nie jest zwolennikiem uprawiania seksu ze zwierzętami, ani nie posiada wspomnień z pobytu w więzieniu, jednak kreatywność, a czasem nawet i beznadziejność jego wejść bawiła nas przed laty zdecydowanie nie mniej niż sceniczne popisy Gospela czy Bajorsona.
Do pokazania wam mam jednak występ Skajsa, w którym o tragicznej nawijce nie może być mowy. Pierwsze wejście z tej walki to po prostu kolejny dowód na to, na jak wiele różnych sposobów można wykorzystać wolnostylową formułę rywalizacji.
Ściema ŁDZ.
Zastanawiałem się, czy na koniec nie umieścić w tym zestawieniu np. Wujka Samo Zło lub Sosena (mistrz WBW 2011), lecz stwierdziłem, że z szacunku do nich samych tego nie uczynię. Wolę poświęcić je przedstawieniu sylwetek największych freestyle’owych świrów, a uzupełnić o kogoś, kto w swoim szaleństwie, wróć…głupocie, zaszedł jeszcze znacznie dalej. Ściema ŁDZ to prawdziwi mistrz scenicznych imbecyli…
Dwa lata temu na eliminacjach WBW w Łodzi reprezentant gospodarzy jakimś cudem zdołał przebrnąć przez preeliminacje i w pierwszej bitwie imprezy zmierzył się z cenionym, łódzkim freestyle’owcem, Osetem. Ten drugi znajdował się wówczas w świetnej formie, tyle że jego przeciwnik zdecydował się w pełni uniemożliwić mu jej zaprezentowanie. A w tym celu niestety nie rzucał punchline’ami, a …zdejmował odzież.
Pomysł średni, acz trzeba przyznać, że bardzo deprymujący rywala. Na szczęście okazało się, że siedzący wówczas w jury Green i Theodor nie tylko znają się na wolnym stylu, ale i dobrym smaku. To właśnie sędziowie zdecydowali się po pewnym czasie przerwać ekshibicjonistyczne popisy Ściemy.
Jak widać nawet we freestyle’u szaleństwo i głupota ma w pewnym sensie swoje granice…
Jednak, żeby nie kończyć aż tak pesymistycznym obrazkiem dorzucę jeszcze jedną osobistą refleksję. Otóż wydaje mi się, że przedstawione przeze mnie postacie (być może z wyjątkiem ostatniego pana) są żywym dowodem na to, że bitewna formuła freestyle’owa nigdy się nie wyczerpie…
A bali się o to przecież nie tylko Amerykanie, u których od lat dominuje grindtime (walka acapella na rymowane punchline’y przygotowywane przed imprezą), ale i najznakomitsi polscy przedstawiciele wolnego stylu. Dla przykładu Trzy sześć organizował w naszym kraju pierwsze eventy w stylu grindtime’owym, a Muflon parę lat temu pisał w jednym ze swoich felietonów o tym, że wolny styl zupełnie przestał go dziś zaskakiwać, a jego formuła zdaje mu się wyczerpywać i mieć swoje nieprzekraczalne granice…
Według mnie granic tych po prostu nie ma. Proste, ile ciekawych osobowości, tyle ciekawych freestyle’i. Być może i wolny styl jest dziś mocno zdominowany przez schematy , jednak w momencie, gdy na scenę wpada ktoś szukający zupełnie nowych pomysłów, rozwiązań i kolorów freestyle znów rozkwita, a cechująca go spontaniczność może zrodzić na scenie absolutnie wszystko.
I właśnie za to – mimo wielu niewątpliwych przywar – wciąż ten freestyle na swój sposób bardzo lubię. A czasem nawet i doceniam.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News19 godzin temuTede wszedł między bloki i pokazał, czym jest rap. Bez promptera i telefonu
-
News3 dni temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News3 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News22 godziny temuPopek sprzedał swoje konto na Instagramie patoinfluencerowi
-
News2 dni temuTede składa przeprosiny w sprawie Sokoła i promptera
-
News4 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News4 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”
-
News1 dzień temuFokus i Rahim: „Dziś bardzo ważny dzień w naszej karierze”