Sprawdź nas też tutaj

Felieton

KOMENTARZ KAABANA: Zamieszanie wokół „Jesteś bogiem”

Opublikowany

 

alt

Początkowo miałem nie pisać zarówno o filmie, jak i o otaczającym go morzu żenady nawet jednego zdania, a już na pewno nie przed jego obejrzeniem, jednak życie i różne pojeby na tym świecie wciąż zaskakują. W związku z tym postanowiłem podzielić się moimi refleksjami z perspektywy ex-gimbusa, ex-fana Paktofoniki i ignoranta, który do tej pory nie wybrał się na seans o ćpunie, który rzucił się z okna bo nie miał pieniążka na prezent dla dziecka, względnie bał się służby wojskowej.

Cofnijmy się więc o parę lat, konkretnie do roku 2008, w którym to lewackie ścierwo, znane również pod nazwą „Krytyka Polityczna” wydało swoim nakładem książkę „Paktofonika. Przewodnik Krytyki Politycznej” w formie potencjalnego scenariusza do filmu.

Za takie czytadło podziękowałem na wstępie, wszędzie się wpierdoli jebana lewacka propaganda. Były to czasy, kiedy wypowiadałem się na forum fokuspace (nie szukajcie konta, już dawno permban) i zarzuty, o upolitycznienie książki spotkały się nie tyle z kontrargumentami, co… z brakiem jakiegokolwiek zrozumienia. Nikt, podkreślam nikt (ale to forum dla gimbusów, więc w sumie nic dziwnego), łącznie z żoną głównego zainteresowanego nie umiał wyjaśnić, czemu ksiązka wyszła pod egidą lewackiej bandy towarzysza Sierakowskiego.

 

Wtedy nie wierzyłem, że ten film kiedykolwiek powstanie, więc jak duże było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że prace zaczynają się/trwają/są zaawansowane. Jeszcze większy szok przeżyłem w momencie, kiedy dotarła do mnie informacja o przyśpieszeniu premiery całości. Zwiększenie tempa pracy nad czymkolwiek w polskich warunkach to w 95% przypadków syzyfowa praca, dlatego tutaj muszę przesłać propsa dla ekipy, która pracowała nad filmem.

Z perspektywy czasu cieszę się również, że ostatecznie nie przeczytałem tej ksiązki-scenariusza, ponieważ jak już wybiorę się na film (albo wycieknie do neta, he he) to będę miał więcej przyjemności z oglądania niż osoby, które wcześniej zapoznały się z scenariuszem. Ponadto całe zamieszanie mogę oceniać z perspektywy prawdziwe bezstronnego obserwatora, co po lekturze ksiązki Piusika byłoby niemożliwe.

 

Poziom hajpu, jaki powstał na tę ekranizację naprawdę przekroczył moje wszelkie wyobrażenia. Początkowo myślałem, że będzie to po prostu kolejny film, na który pójdzie garstka zainteresowanych osób, czasopisma branżowe opiszą na ostatniej stronie, a na filmwebie będzie miał średnią 9/10. Tak się jednak nie stało i z jakichś zupełnie niezrozumiałych powodów nasze lokalne gwiazdki pokroju Siwiec, Dody i innych osobistości, dla których drugim domem jest ścianka na różnych bankietach uznały, że „Jesteś Bogiem” to doskonałe miejsce do lansu i poprawienia poziomu swojego fejmu.

alt

WTF?! Film o Paktofonice dobrym miejscem do lansowania? Ok., jeden z głównych bohaterów nie żyje, więc już pozujemy na osobę, która łączy się w bólu i uznaje, że „trzeba coś z tym zrobić”, ale co poza tym? Nawet, jeżeli PFK było/jest gdziekolwiek „legendarne” (co za pierdolone nadużycie!), to są to ściśle rapowe kręgi, a nie TVN, FPFF i ta szara masa samozwańczych celebrytów znanych z tego, że są znani. Nie mam pojęcia, czy w wyniku tych wszystkich zabiegów poziom lansu skoczył w górę, bo szkoda mi czasu na śledzenie pudelka i tym podobnych portali. Jestem za to przekonany, że 90% z nich nie słyszało nawet „Jestem bogiem”, a 99% nie byłoby w stanie wymienić tytułu żadnego z albumów Paktofoniki. Reasumując: może to i lepiej, że nie znam ich opinii, bo są warte mniej, niż najtańsze buty z Carefoura.

 

Należy wspomnieć również o ocenach tzw. „krytyków”. Patos leje się hektolitrami, od słów „to polska 8. mila” przez „postać Magika ma w sobie coś z Eminema” (chyba tylko to, że obaj nie stronili od używek), aż po „Magik był z nami na planie filmu”. Ja pierdole, jak tym ludziom nie wstyd mówić takich rzeczy? Do tego jeszcze jakieś kurwa nagrody, za film oparty na konkretnej historii, jednak podkoloryzowany…

Dla odmiany postanowiłem śledzić opinie raperów, czyli tzw. środowiska i nie powiem, że nie byłem tymi wypowiedziami zdziwiony. Propsy od Sokoła, który nie zwykł wchodzić w dupę kolegom po fachu (chyba, że są to znajomi z wytwórni) to naprawdę rzadkość. W podobnym tonie wypowiadali się m.in.: Lukasyno i Kajman. Z czasem na pewno swoim zdaniem będą dzielić się kolejni raperzy, co (mam nadzieję) pozwoli zweryfikować poziom skoku na gimbotarget Paktofoniki przez w.w.

 

Na osobny akapit, a właściwie parę, zasługują Fokus i Rahim, którzy przy okazji premiery postanowili zgarnąć trochę fejmu. O ile ten drugi większość swoich ruchów utrzymywał w ramach dobrego smaku, to Fokus po raz kolejny dał świadectwo, że przede wszystkim hajs musi się zgadzać, a reszta jest nieważna. Nie jestem żadną zamkniętą, truskulową głową, ale chodzenie z Dodą pod rękę na premierze filmu jest moim zdaniem przegięciem. Jeszcze niecałe 2 lata temu dissował takie osoby, teraz nie ma problemu lansować się z nimi pod rękę. Może trochę konsekwnecji?

O sztuczną reklamę filmu wypowiedziami typu „film naprawdę chwyta za serce”, „scena samobójstwa jest bardzo ciężka”, „aktorzy mistrzowsko zagrali swoje role” nie mam zbytnich pretensji, w końcu jakoś trzeba to zareklamować wśród głupszej części społeczeństwa, która własne zdanie wyrabia sobie na podstawie tego, co powiedzą ich idole. Jednak najpierw lansują się z Dodą, idą do Powiatowego, swoją obecnością dają przyzwolenie na taką, a nie inną obsadę widowni, a potem Fokus jest wielce zdzwiony pytaniem od „ziomeczka z warszawy” o to, czemu udaje, że raperzy nie mają hajsu i panienek. Jeżeli takie pytania go wkurwiają, to mógł nie robić z tego filmu przedsięwzięcia medialnego, tylko wydarzenie dla fanów i ludzi zainteresowanych. Sam poleciał na hajs, to niech odpwiada bez zdziwienia, bo sam wybrał tę, a nie inną drogę.

 alt

Swoje trzy grosze dorzuciła również sierota po Magiku, czyli niejaki Filip Ł. Myślę, że dla większosci osób samobójstwo ojca-tchórza byłoby powodem do wstydu, jak widać kolega Filip ma trochę inne pojęcie honoru i postanowił wybić się na fejmie znanego taty. Wjechał więc na pełnej kurwie z filmem, w którym zachęca do obejrzenia „Jesteś bogiem”. Super, stadko psychofanów zostało już uaktywnione, czekamy na płytę, złoto i pierwsze miejsce na OliSie już czeka.

Jak wspomniałem wyżej – nie jestem zamknietą, truskulową głową, ale wkurwia mnie taka dwulicowość. Najpierw diss na Dodę i tracki typu „Dla mnie masz stajla”, potem nagrywki z nią. Świadoma aprobacja dla konferencji z dziennikarzami, którzy raperów traktują jak człekokształtne małpy z zoo, a potem pretensje, że ktoś nie wie o co chodzi, bo nie słuchał płyt. Nie mówię, że każdy ma być czysty jak łza, ale chyba panom już dawno hajs przysłonił oczy. A jeżeli zmienili zdanie, to mogli to ogłosić wcześniej. Tak szansę zrobienia całości „z klasą” zamieniono na „z kasą”. Jednak wszyscy wiemy, z kłótni o co słyną członkowie Pokahontaz.

 

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: