Sprawdź nas też tutaj

Wywiad

ARO: „KONFLIKT Z TRZECIM WYMIAREM BYŁ SZTUCZNIE NAKRĘCONY”

Opublikowany

 

Rozmawiamy na kilka tygodni przed premierą Twojego kolejnego albumu – możesz w prosty sposób powiedzieć, co muzyka ma takiego, że nadal chce Ci się nagrywać?

Aro: To uzależnienie. Od zawsze, dosłownie od zawsze w moim domu była muzyka – to za sprawą mojego ojca, który przez całe życie miał w rękach gitarę i grał w różnych zespołach. Za dzieciaka, często bywałem na próbach jego zespołu, byłem świadkiem nagrań. W pewnym momencie mając dostęp do jakiegoś sprzętu muzycznego, sam postanowiłem coś stworzyć, a że już wówczas jarałem się rapem, wybór był oczywisty. Największym motorem napędowym są jednak słuchacze i ludzie, którym moja muzyka się podoba. Wielokrotnie powtarzałem, że to moja motywacja do ciągłej pracy w studio, tym bardziej że dla mnie grono słuchaczy może być wąskie, ale świadome. A patrząc jeszcze z innej strony, to nie umiem żyć bez rapu, bez nagrywania, bez procesów tworzenia, pisania, wielu godzin dłubania w miksie i masteringu kawałków. 

 

Wydajesz się sam, wypuszczasz muzykę w formie tzw. nielegali, skąd czerpiesz do tego energię i motywację?

Aro: Po części odpowiedziałem Ci w poprzednim pytaniu, ale jeżeli chodzi Ci o to czy to się „opłaca”, bo robię to za darmo – to tak, nigdy nie miałem ciśnienia na zarabianie na tym. W kawałku „Inaczej” z nowej płyty o tym nawijam, że „grałem za zwroty i dla czystej pasji”. To jest szczere, naprawdę nie muszę na tym zarabiać – robię to, bo to kocham.

 

Powiedziałeś mi, że nadchodzący krążek będzie ostry, co przez to rozumiesz?

Aro: To, że nie będzie owijania w bawełnę i pierdolenia „dookoła” , żeby zachować tzw. poprawność polityczną. Raperzy w naszym kraju często cenzurują sami siebie, mając na względzie sprzedaż płyt, bo wiedzą, że ich muzyka może się nie spodobać w wytwórni, w radiu, rodzicom których dzieciak tego słucha. Raperzy boją się wyrażać swoje zdanie i często walą farmazony, żeby nie zostać zdyskwalifikowanym przez odbiorców. A ja odwrotnie, jak komuś się nie podoba, że mówię prawdę i to co myślę – niech nie słucha, wolę być charakterny i mieć tysiąc słuchaczy, niż wygładzony pod publiczkę i mieć pod sceną armię fanów-chorągiewek.

 

Lecimy dalej z tematem. Gdybyś miał zestawić nadchodzące LP z „Nie na sprzedaż” – co łączy, a co różni oba wydawnictwa?

Aro: Łączy na pewno tematyka, ja się uplasowałem w pewnym schemacie – ponownie mówię o kurewstwie, o zakłamaniu, o tym że nasz rząd nami steruje i robi nas w chuja, o utraconych wartościach w społeczeństwie. Przedstawiam swój pogląd na te tematy, od lat niezmienny i bardzo kontrowersyjny dla wielu osób. Różnić te wydawnictwa będzie okres w którym powstawały teksty, dwa lata między płytami to bardzo dużo – scena przerobiła już ze trzy modne odmiany rapu ze Stanów (śmiech), a ja wciąż z uporem maniaka trwam przy swoim – przy przekazie. Te płyty tematycznie nie będą się różnić, muzycznie podobnie – sample, ciut elektroniki, trochę żywego grania.

 

Promujesz wydawnictwo własnymi siłami, przy wsparciu Glamrap.pl – nikt więcej nie był zainteresowany pomocą?

Aro: Jest kilka innych portali, które również wrzucają newsy o mojej muzyce, raz na ruski rok jakiś wywiad ktoś przeprowadzi. To nie jest tak, że nikt nie chciał pomóc, to bardziej kwestia tego, że tak jak powiedziałeś – promuje to własnymi siłami, a co za tym idzie, nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego, czym powinien zająć się manager. Nie jestem specem od muzycznego marketingu, tracę nad tym bardzo wiele, ale po prostu nie mam na to czasu.

 

Dlaczego nie spróbujesz ponownie nawiązać współpracy z jakąś wytwórnią?

Aro: Może trochę z braku wiary w siebie, a może z braku czasu na latanie od drzwi do drzwi wytwórni, co w dobie internetu może brzmi trochę śmiesznie, ale wysyłać maili do Pani Bożenki, która parzy kawę na recepcji i wedle uznania segreguje takie maile od artystów trochę mnie zniechęca. Jest jednak ambitny plan, aby rozesłać nową płytę po wytwórniach i zobaczyć co to będzie, więc head hunterzy – czekać na listonosza!

 

W takim razie, jeśli nie stoją za Tobą liczby, nie masz też ludzi, którzy by Cię wspierali, chociażby poprzez wrzucanie Twoich materiałów – gdzie tu logika, by inwestować własne pieniądze w coś, co się nie sprzedaje?

Aro: Zarabiam chodząc do pracy, na etat. Muzykę robię z pasji, dla satysfakcji, z uzależnienia. Zainwestowałem sporo pieniędzy w tworzenie muzyki, cały sprzęt który kupiłem przez lata, te wszystkie poszukiwania właściwych mikrofonów, odsłuchów, kart muzycznych, mikserów, itp. To są naprawdę spore sumy, a to wszystko wciąż „amatorski” home recording. 

Do tego produkcja klipów, okładek, infografik – wszystko we własnym zakresie i za pieniądze ciężko zarobione na etacie. Dla wielu osób, takie podejście pozbawione jest logiki, ale dla mnie to jest właśnie pasja…której brakuje wielu, wielu artystom.

 

Ustaliliśmy już, że muzyka to Twoje hobby, możesz na nią sobie pozwolić, ponieważ?

Aro: Ponieważ na co dzień pracuje na etat, tak jak wspomniałem. Utrzymuje się z ciężkiej pracy, okupiłem to wszystko co mam problemami z kręgosłupem, praktycznie brakiem prywatnego życia przez ostatnich kilka lat, wszystko po to, żeby mieć na hobby jakim jest muzyka właśnie i starty w amatorskich rajdach samochodowych.

 

Zdajesz sobie sprawę, że tak jak w przypadku StahuStaha z Rzeszowa, wielu ludzi, kojarzy Cię z jednego numeru?

Aro: „Ken i Barbi” klasyka, nie? (śmiech). Zdaje sobie z tego sprawę, chociaż jeszcze do niedawna ludzie mylili wykonawców tego „szlagieru” (śmiech). Na YT podpisywali to jako WWO czy 52Dębiec, ostatnio jakoś dotarło do szerszego grona, że to moje nagranie. Jeżeli mówisz, o „artystach jednego nagrania”, to trochę ubolewam nad tym, że kojarzony jestem głównie z tym numerem – chciałbym aby część, z tych kilku milionów które usłyszało „Ken i Barbi” trafiło na płyty „Mieszkamy obok”, „Nie na sprzedaż” czy nowy album. Myślę, że szybko przekonaliby się do mojej muzyki i byli zaskoczeni pozytywnie.

 

Wiemy już, że masz jedną płytę wydaną legalnie, że byłeś w telewizji, więc co się takiego stało po drodze, że jesteś gdzie jesteś?

Aro: Widać nie umiałem iść po trupach do celu, szczerze. Gdybym się układał swego czasu i grał to czego ode mnie oczekiwano, zarobiłbym trochę pieniędzy, na półce miał ze trzy legale i z całą VIVĄ był na „Ty”. Miałem wówczas, i chyba nadal mam, inne wyobrażenie współpracy na linii artysta-wytwórnia, artysta-showbiznes. Nie chciałem być sprzedajną kurwą, wielu artystów z którymi miałem do czynienia, kiedyś dostawała spazmów na słowo „komercja”, dzisiaj okupują czołówki OLISu i pisze o nich każdy portal. Dzisiaj nagle wszyscy śpiewają w refrenach, robią ładne melodie które zagra Eska, nagrywają z popowymi gwiazdkami. Dziewięćdziesiąt procent sceny chce zarobić, nie ma nic w tym złego, tylko że zapomnieli jak kilka lat temu szczekali na tych, którzy pojawiali się w telewizji, w prasie, którym „się udało” to byli dla sceny hip hop polowcy, komercyjne szmaty. Różnica między tamtymi czasami, a dzisiejszymi jest taka, że dzisiaj to wszystko faktycznie lepiej brzmi, jest bardziej dopracowane, ale to wciąż komercja – skoro jest inaczej, to czemu tak ich boli mała sprzedaż płyty i brak obecności w mediach?

 

Odnośnie wydawnictwa, które trafiło na półki sklepowe. Jak wyglądała historia z SP Records?

Aro: Przygoda była krótka i dosyć burzliwa. Na początku wszystko wyglądało pięknie, chłopaka z małego miasta zauważył warszawski potentat muzyczny. Młody, nieobyty „na salonach” chłopak dostał szansę zaistnienia na wielkim, muzycznym rynku. Za to, szczerze dziękuje Sławkowi Pietrzakowi. Niestety dalej było już mniej różowo, dosyć duża ingerencja w brzmienie płyty, próby narzucania swoich patentów, pomysłów. Nie zapomnę dwóch zdań, które usłyszałem w SP Records – „nagraj płytę dla dzieciaków, które mają kasę, a nie dla tych które ukradną ją z półki w Empiku” i „nie pokazujcie mu teledysku, bo mu się nie spodoba i nie będzie chciał go wyemitować”. Pierwsze zdanie było sugestią, aby nagrać album który „się sprzeda”, nie uliczny rap, nie jakiś bunt młodego człowieka – trafić do bogatych dzieciaków, którzy kupią płytę, dadzą zarobić. Drugie zdanie dotyczyło teledysku „Pocztówka z wakacji”, wiedzieli chyba, że mi się nie spodoba wizerunek beztroskiego, biegającego po parku gościa. Nie spodobał, mieli rację. Klip poszedł, nie było wyjścia, zmarnowany został potencjał wielu innych, dobrych utworów z płyty „Cogonieznajom”. To pokazało, że SP Records szukało produktu na sprzedaż, nie artysty. Współpraca umarła śmiercią naturalną.

 

Powiedziałeś mi prywatnie, że na płycie, oberwie się wielu klasom społecznym – dlaczego wymierzasz razy np. w polityków?

Aro: Bo mnie krew zalewa jak widzę, co te kurwy wyprawiają z naszym krajem, jak traktują ludzi, jak wyprzedają nas zachodowi, jak kradną majątki i zmieniają prawo aby uniknąć kary. Zmieńmy temat, wystarczy że w utworach się nawkurwiam. Do tego mam jakąś awersję straszną do tych wszystkich bogatych, próżnych i zepsutych bałwanów, którzy uważają się za lepszych od innych, bo mają grubo na koncie. Wszystko będzie na płycie.

 

Co w takim razie z polskim rapem, czy Aro w 2015 jest na bieżąco z tym co się dzieje, masz jakichś faworytów?

Aro: Jestem na bieżąco, choć dosyć wyrywkowo. Cieszę się, że polska scena rap się rozwija, choć nie cieszy mnie kopiowanie wszystkiego z zachodu. Dla mnie, osobiście 2015 rok należy do Dwóch Sławów – kupili mnie poczuciem humoru, świetnym brzmieniem spod ręki Marka Dulewicza i błyskotliwością tekstów.

 

W 2015 roku nawijasz mało technicznie, ciężko posądzić Cię o uprawianie tzw. newschoolu. Jaki w ogóle jest Twój stosunek do tego nurtu i przełożenia go na polskie realia?

Aro: U mnie zawsze przekaz nad formą. To się nie zmieni. Ile można słuchać gości, którzy składają, nie wiem jak niesamowite origami ze słów, ale nie ma w tym krzty przekazu? No w pewnym momencie, to się po prostu staje nudne. Dzieciaki myślą, że jak będą pruć do mikrofonu jak UZI, przy okazji na sto razy dogrywać wersy żeby w końcu sami za sobą nadążyć, do tego wrzucą jakieś modne, syntetyczne bity z gorącymi cykaczami to już będzie rap? Do tego rajtuzy i cekinowe „adidasy”? Serio? Wolę być niemodnym MC, w baggy jeansach i składać proste rymy, niż świecić jak choinka i pierdolić to samo, w każdym kawałku, jakby to nie było zajebiste technicznie…

 

Ostatnie pytanie w związku z krążkiem jakie masz oczekiwania względem tej płyty i czy po tym albumie będą kolejne?

Aro: Mam nadzieję, że ta muzyka dotrze do tych, którzy szukają przekazu w rapie. Do świadomego słuchacza. Ja mam trzydzieści trzy lata, trochę w życiu przeżyłem, sporo tego jest w tekstach, mam nadzieję że „stara gwardia” jeszcze słucha rapu i znajdzie ten materiał. A czy będą następne? Oczywiście, trzeba robić to co się kocha, a ja kocham robić rap. Chorągiewki wieją w tą stronę, w którą powieje wiatr, MC przychodzą i odchodzą, ja jestem na scenie od 1998 roku – niech to o czymś świadczy.

 

Masz na koncie także konflikt z Trzecim Wymiarem, chcesz o tym porozmawiać?

Aro:  Dajesz…

 

W takim razie, opowiedz o genezie Waszego konfliktu.

Aro: Cały „konflikt” zaczął się dość niespodziewanie. Szczerze powiem, że nie pamiętam dokładnie jakie były przesłanki napisania mojego diss'a, to było naprawdę wiele lat temu, ale jedno jest pewne – to nie był diss na cały Trzeci Wymiar. Z Szadem nie miałem zbyt wiele do czynienia, Porka mało co znałem, a oni się zasadzili na mnie wszyscy konkretnie. Rozumiem, byli składem, stanęli naprzeciw mnie, wspólnie. Cały konflikt uważam za sztucznie nakręcony. Dziwnym trafem podłączyły się pod osoby trzecie, chuj wie czemu, ale satysfakcja, żeby dojebać Aro była wtedy chyba bardzo duża. Nawet jak się Aro w życiu raz na oczy widziało. Komedia, to była wręcz jakaś moda na hejtowanie mnie w Wałbrzychu, nagle Ci którzy wczoraj nagrywali u mnie w domu, następnego dnia byli moimi zagorzałymi wrogami. Dosłownie. A wracając do samej „odpowiedzi” chłopaków z 3W, to uważam że nagrali zajebisty numer pod względem technicznym, ale ciężko powiedzieć, że treść miała wiele wspólnego z rzeczywistością. Tam się przewinęło wiele tematów, tak absurdalnych i wymyślonych na potrzeby tego nagrania, że ja sam przez długi czas rozkminiałem „co autor miał na myśli”. Ja miałem swoje „za uszami”, ale takie rzeczy jak oskarżanie o współpracę z prokuratorem… serio?

 

Miałeś okazję z oponentami porozmawiać face 2 face?

Aro: Rozmawiałem raz z Nullo przez telefon i raz przypadkowo się spotkaliśmy. Rozmowa normalna, trochę w napiętej atmosferze, ale normalna. Wiesz, ja po tylu latach nie miałbym problemu z podaniem im ręki, dla mnie temat beefu z nimi to prehistoria. Poszło wówczas o jakieś pierdoły, nikt nikomu krzywdy nie zrobił, temat się wyczerpał już wieki temu. Z tego miejsca pozdrawiam wszystkich cymbałów, którzy ciągną (śmiech) temat tego beefu do dzisiaj , a w tamtym okresie siadali na nocnik, żeby się wysrać.

 

Ok, nie będziemy dalej brnąć w te historię. Poza muzyką prowadzisz jakąkolwiek działalność związaną z branżą muzyczną?

Aro: Organizowałem wiele lat temu trochę imprez i koncertów hip hopowych, w Wałbrzychu a później w Łodzi. Byłem rezydentem legendarnego, hip hopowego klubu BLU i świetnego klubu FLOW w Łodzi. To były świetne czasy, niestety moda na hip hop minęła, kluby się pozamykały, bo wiatr zawiał w inną stronę i wielu „klubowiczów” zamieniło baggy jeansy na legginsy.

 

Dzięki za rozmowę.

 

Wywiad

Olivka Majewska: „Nagrywamy z Waimą z Ziomaleo” – wywiad

Rozmawiamy z wokalistką, która dała się poznać m.in. dzięki „The Voice Kids”.

Opublikowany

 

Przez

olivka

Olivka Majewska to wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka, która ma na koncie udział w programie „The Voice Kids”. Niedługo ukażą się jej bardziej rapowe projekty.

Olivka zadebiutowała w 2023 roku singlem „Życzenia”, później wydała „NON STOP”, a współpraca z producentem Jakubem Laszukiem zaowocowała numerem „VIBE”. Teraz wokalistka pracująca nad swoją płytę, połączy siły w numerze z Waimą z Ziomaleo.

– Dograłam się do niego na płytę – ujawniła.

Obecnie Olivka pracuje nad debiutanckim albumem „Amour Cruel”, którego premiera zaplanowana jest na lato tego roku. To projekt pełen emocji, szczerości i artystycznej odwagi – zapowiedź nowego, wyrazistego głosu na polskiej scenie muzycznej, który zdecydowanie warto mieć na radarze.

Czytaj dalej

Wywiad

Janusz Walczuk porównuje Modelki do N.W.A.: „Nazywanie ich produktem to błąd” – wywiad

„Moją ulubioną raperką jest Young Leosia”.

Opublikowany

 

Przez

janusz walczuk wywiad

Janusz Walczuk pracuje aktualnie nad kolejną solową płytą, jego ulubioną raperką jest Young Leosia, a Modelki nie powinny być nazywane „produktem”, bo to… błąd językowy.

Raper poinformował, że jego kolejna płyta, nad którą od dłuższego czasu pracuje będzie miała tytuł „Ja, Walczuk”. – Będzie to zwieńczenie, kim jestem teraz jako 27-latek – tłumaczy.

Modelek nie powinniśmy nazywać „produktem”, bo to błąd językowym. – Takim produktem jest tak naprawdę każdy tutaj. Spotify jest jak sklep spożywczy. Przychodzisz i wybierasz sobie, na co masz ochotę i klikasz. Modelki to zespół, który został stworzony jak profesjonalny zespół. Ma bardzo dobrą strukturę – uważa Walczuk.

Janusza spytaliśmy też, jakby wytłumaczył to oldschoolowym raperom, którzy krytykują zespoły typu Modelki.

– Zespoły popowe od zawsze tak były tworzone. W okolicach lat 2000 na polskim podwórku nie inwestowano w hip-hop, powstały niezależne wytwórnie i my jako branża nie mieliśmy dostępu do możliwości takich kreacji – stworzenia zespołu. N.W.A. to co to jest? Przecież tam Ice Cube pisał wszystkim teksty i się potem wk*rwił, bo za małą działę miał. To bym odpowiedział tym oldschoolowcom.

Czytaj dalej

Wywiad

Tomb o Fagacie: „Jej się należy statuetka Raperki Roku” – wywiad

„Na Young Leosię i Bambi patrzę bardziej jak na produkt”.

Opublikowany

 

Przez

tomb

Z Tombem rozmawiamy o ghostwritingu, kooperacji raperów z influencerami, a także stawkach za pisanie tekstów innym artystom.

Tomb w pełni zgadza się z publicznością, która wybrała Żabsona jako tego, któremu statuetka Rapera Roku należy się najbardziej. – Nagrał płytę w LA ze Stefem Moro (włoski realizator dźwięku), był u Johnny’ego Danga (znany jubiler), Wiz Khalifa – wymieniał sukcesy Żaby Tomb.

Inaczej ma się sprawa Raperki Roku. – Z tego wyboru, który był to god.wifi, ale gdyby była Fagata – to dałbym statuetkę Fagacie – mówi w rozmowie z nami Tomb. Jak argumentuje ten wybór możecie obejrzeć poniżej.

Czytaj dalej

Wywiad

RX Produkcja o Buddzie: „Kochali go, jak rozdawał pieniądze, ale jak powinęła się noga – znienawidzili” – wywiad

„Jestem ciekaw, co by wyszło, gdybyśmy zrobili prawdziwy hip-hop z Matą”.

Opublikowany

 

Przez

rx produkcja wywiad budda

RX Produkcja był jedną z osób zaangażowaną w muzyczny projekt Buddy. Motoryzacyjny influencer w ostatnim czasie stracił jednak sporo odbiorców.

Z producentem, który współpracował m.in. z Tomkiem Chadą porozmawialiśmy na gali Popkillery 2026. Jeden z wątków dotoczył Buddy, jego loterii i zatrzymania, po którym spora część osób się od niego odwróciła, a liczby zaczęły spadać.

– Cała Polska go kochała, kiedy rozdawał pieniądze i samochody. Kiedy powinęła mu się noga, – ale nie, że kogoś wydymał – to wszyscy go znienawidzili. Niech sąd to rozliczy – mówi w rozmowie z nami RX.

Producent ujawnił ponadto, z którą raperką ma w planach zrobić razem płytę, dodając, że ma ochotę zrobić też „prawdziwy hip-hop z Matą”.

Czytaj dalej

Wywiad

OG Kamka o Fagacie: „Chciałam ją przeprosić, a ona mnie opluła” – wywiad

Między paniami jest poważny konflikt.

Opublikowany

 

Przez

og kamka

OG Kamka odniosła się do konfliktu z Fagatą, ich spotkania i powstania dissu na kontrowersyjną influencerkę.

W 2025 roku doszło do konfliktu. OG Kamka zaczepiła Fagatę wersami, że jest „produktem roku”. Między paniami doszło później do spotkania w cztery oczy, podczas którego infleuncerka zaatakowała młodsza koleżankę.

– Spotkałyśmy się i chciałam ją przeprosić, a ona mnie opluła – powiedziała OG Kamka w rozmowie z nami.

Ze strony młodej raperki pojawił się też później diss „Ha Tfu”, na który Fagata nie odpowiedziała.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: