Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Czeluść 3: na koncercie Mobbyn fani podnosili wycieraczki z napisem „Dzień dobry”

Relacja z trzydniowego melanżu.

fot. Kuba Kołoczek

Opublikowany

 

Trzeci rok z rzędu, a my dalej się zastanawiamy kiedy Czeluść festiwal przestanie nas zaskakiwać. Tym razem organizatorzy postawili na 3 dniowy melanż, czytaj Triduum Pijalne, bo przecież takiej imprezy nikt nie może przeżyć na trzeźwo.

Ktoś, nie będący w temacie mógłby nazwać czwartek, który był dniem otwarcia festiwalu – Męką Pańską, bo jak tu się dobrze bawić mając w perspektywie pracujący piątek. Nic bardziej mylnego, atmosfera od początku była kultowa. Już po 3 godzinach imprezy można było spotkać Czeluścian, którzy wyglądali jak po 3 dniowym melanżu. W opozycji do nich wiecznie młodzi dorośli, którzy dziarsko na barze zamawiali colę czy bezalkoholowe piwa. Od czasu do czasu słychać było okrzyki: ‘Panie Cukierniku czemuś mnie oszukał’. Prawdziwy klimat Czeluści panował w mrocznym ZetPeTe, które gościło fanów bawiących się coraz lepiej z każdą, kolejną godziną. Dwie sceny, główna i barowa, czyli sprawdzony patent z poprzednich lat był strzałem w dziesiątkę. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie – fani głębokiego basu czy dabb’u, transcendentnie przenikali się i nie ważne czy akurat set grał AstrØWilk x NINE SEVEN czy Kaz Bałagane (pierwszego dnia zgromadził największą publiczność na swoim występie). Klub pękał w szwach, a nasze zdziwienie spotęgował fakt, gdy opuszczaliśmy tłoczne ZetPeTe, że na zewnątrz, na strefie leżaków, w najlepsze chillowała grupa osób, którą śmiało można porównać ilościowo do ludności małego miasteczka. Frekwencyjnie ogromny sukces, a dopiero kończył się pierwszy dzień… a raczej dopiero zaczynał. Dusza Czeluścian jest nieprzewidywalna, nie jedni którzy wracali do domów w okolicach pierwszej w nocy robili sobie godzinną sieste i gromko powracali na teren festiwalu, żeby chwilę po ostatnim secie udać się w podroż do pracy #true_story. Uwierzcie, że impreza bez talerza wcale nie jest taka zwyczajna.

fot. Kuba Kołoczek

Drugi dzień to 48 godzina bez snu, a zarazem najmocniejszy line up festiwalu. Nam udało się dotrzeć dopiero na koncert Kabe, którego vibe był nieoceniony. Ludzie w akompaniamencie bengerów bawili się znakomicie. Tej energii, gdyby się chciało można byłoby dotknąć, a przecież ledwo wystartowaliśmy. Zaraz potem Żabson z kolejnym doładowaniem, gdzie przecież cały czas swój koncert na scenie barowej grał Koza. W Klubie robiło się coraz gęściej, bo zbliżaliśmy się punktu kulminacyjnego, bezprecedensowego i nieprawdopodobnego wydarzenie, czyli występu Mobbyn. Frekwencyjnie chyba największa bomba festiwalu. Im bliżej występu grupy tym robiło się ciekawiej. Na scenie zaczęto instalować rurę teleskopową, a w rękach fanów zamiast banerów z napisem ‘Belmondo kocham cię’ mogliśmy uświadczyć wycieraczki z napisem: ‘Dzień dobry’. Nieprawdopodobne. Ten koncert przejdzie do historii, bo mimo problemów z panem akustykiem ludzie bawili się znakomicie. DJ grający z chłopakami robił mega robotę, przez co wywieziony Belmondo, trzymający mikrofon niczym dezodorant tak jak robiliśmy to za młodu przed lustrem, nie był problemem w trakcie grania tej sztuki. Atmosfera od dymu była gęsta, nawet w czasie kiedy nasza ulubienica wijąca się na rurze nie robiła sobie nic z tego, że jej narzędzie pracy straciło pion. Dziarsko zapakowała rurę pod pachę i jeszcze chwilę bawiła się z chłopakami na scenie. Dziwko to Czeluście, a nie Sao Paulo. Fani do końca liczyli, że organizatorzy szykują coś nieprawdopodobnego, bo dawno nie było miejsca, w którym na jednej scenie grałby Bałagane i Belmondo, a przecież Ka-Meal będący DJ’em Jacka grał chwile przed Mobbynami i wszystko mogło się zdarzyć. Niestety jak widać muzyczne drogi chłopaków rozeszły się na dobre.

fot. Kuba Kołoczek

Melanż trwał w najlepsze, dwa dni ostrej zabawy, a na sobotni deser mogliśmy doświadczyć zmartwychwstania w postaci Ruskiego Popu. Z tego miejsca pozdrawiamy Klaudię, która po piątkowej imprezie zamówiła Ubera do domu i obudziła się pod swoimi drzwiami we Wrocławiu. Nie patrząc na nieprawdopodobnie kosmiczny rachunek zapłaciła go i wróciła bawić się na finale imprezy. Bezcennych chwil nie kupisz, ale za powrotny bus na Czeluść zapłacisz kartą Master Card.

Ostatni dzień imprezy był paradoksalnie najmniej rapowy, no ale kiedy na scenie goszczą rezydenci Energy 2000, na deskach którego regularnie gra Malik Montana, to widać jak blisko naszej kulturze blisko do Vixapolu. Co tu dużo mówić, wszechogarniająca ‘sieka’ były totalną rzezią, każda dobra morda mogła dać upust swoim zdolnością tanecznym. Ci najbardziej nafazowani byli kulturalnie wypraszani przez ochronę do ogarnięcia się na strefie leżakowej, żeby za chwilę wrócić ze zdwojoną siłą. Tak czy inaczej te kilka zdań nie jest w stanie opisać klimatu, jaki towarzyszył nam przed wszystkie dni festiwalu. Co dzieje się na Czeluściach, zostaje w Czeluściach. Nam zostaje podziękować organizatorom za dopracowanie tego eventu w każdym, nawet najdrobniejszym szczególe no i pozdrawiamy wszystkich naszych ludzi, z którymi udało nam się zbić piątkę. Do zobaczenia na 4 edycji.

fot. Kuba Kołoczek
fot. Kuba Kołoczek
 
20 komentarzy

20
Dodaj komentarz

1500
najnowszy najstarszy oceniany
MOSIEK KACZYŃSKI

„Ostatni dzień imprezy był paradoksalnie najmniej rapowy, no ale kiedy na scenie goszczą rezydenci Energy 2000, na deskach którego regularnie gra Malik Montana, to widać jak blisko naszej kulturze blisko do Vixapolu”
ZNAKOMITE ZAORANIE TERAŹNIEJSZEJ MUZYKI HIP-HOP. MALIK MONTANA, ENERGY 2000, DISCOPOLO

Odb

Cweluść 3: na koncercie Mobbyn fani podnosili podpaski z napisem „Dobry Anal”

YOUNG $B
MateuszBorek

Nie czytałem ale fajne cycuszki.

BeImondo Informator

Tylko bialych rekawiczek brakuje i gwizdkow

ProfesoorNauk

Zapakowałby kutaska między te bimbałki.

VictorinoOladipo

ProfesorChuja naturalnie ode mnie dostaje minusa. Twoje posty są głupsze niż kaz bałagane.

ProfesoorNauk

luczjano skurwysynie, jeszcze Cię dupsko piecze? Ty na glamrapie mądrości szukasz? Debil..

Socjopata

Co to, do kurwy nędzy, ma być?

buba wypierdziuch

>energy 2000
>sralik posrana
>vixapol i to przez v

xDDDD
a ta karyna bananuwa od ubera to kwintesencja guwnazerii końca drugiej dekady XXI wieku

meksykano

Na ostatnim zdjęciu to kurwa major w gaciach?

Wasz ziom Ten

impreza dla bananowych dzieci, którzy chcą by c geng geng geng…

Kazek

kto zaplacil za tak lizdupna recenzje tego syfu ?

hejson

Widzieliście gospela na #cypher3 od popkillera?
popkiller.pl to w zasadzie dobra strona polecam serdecznie

Doc

Jarosław Janusz brakowało mi twojego pierdolenia ty kurwo bez polotu

Chada zyje

Przeciez ta soooczka sie az prosi o odpalanie mojej rakiety i miedzyplanetarna podróż

Marcin

A co to kurwa promo majtek? Czy brak pomysłu na odzież?

jak Lost Boyz muzyka wznosi nas na wyżyny

a jak się trafią jakieś blanciny to wiesz co robimy?
Kręcimy i jedziemy, wy wiecie i my wiemy, do bitu rymy dajemy.

Abraham Chujewicz

Mobbyn podroba Hewry i to marna

krysztalowyksiaz

rozjebana jestes chyba jak dupa twojej starego

Popularne