News
Diox dziękuje Eldo i apeluje do słuchaczy
„Pierwszy po mojej matce, który sprawił, że moje ambicje były większe, niż skończyć pod budką z piwem albo w więzieniu”.
W ostatnich latach Eldo przyzwyczajał nas do tego, że jego droga muzyczna powoli się kończy. Mimo to, wczorajsze ogłoszenie przez niego odejścia na muzyczną emeryturę było dla słuchaczy sporym zaskoczeniem. Tym bardziej, że początkowo raper planował wydać jeszcze jedną płytę. – Można powiedzieć, że jestem już na emeryturze. Nie było potrzeby nawet nagrywania ostatniej płyty – powiedział członek Grammatika.
Eldokę pożegnali m.in. nasi czytelnicy. – Jakie to przykre i obrazujące upadek społeczeństwa, że Eldo kończy karierę, bo nie ma popytu, a takie Żabsony Whity, Lile Youngi (…) wrzucą klip i w 1 dzień mają 500 000 wyświetleń. Hip Hop is dead. Niech już jakiś meteoryt p****e w tę ziemie i skończy te błazenadę – napisał w mocnych słowach jeden z naszych użytkowników, którego komentarz zdobył najwięcej ocen.
Emocjonalny komentarz Dioxa
Warszawskiego rapera pożegnał emocjonalnym wpisem również Diox. Niewielu wie, ale raper odpowiadał za niektóre okładki płyt Eldoki, a w pewnym momencie stał się nawet częścią koncertowego bandu rapera. – Moi mili. Napisać mógłbym o tym człowieku prawdopodobnie setki stron, ale każda z tych stron byłaby jednocześnie tak samo pełna jak pusta, bo słowa nie są w stanie oddać tego jak wielkim raperem i jak znaczącą postacią dla tej sceny w pewnym momencie stał się Eldo. Eldo żyje – nie umarł, wiec patetyczny ton zostawmy na kiedyś, bo może jeszcze wróci w swoim dobrym poetyckim stylu, który przepełniony był często tym, co każdy nosił w sercu, co każdy chciał powiedzieć, ale nie potrafił tego wyrazić. Tyle dusz, które uratował Eldo przed zagładą, zejściem na złą drogę – tego nie da się policzyć. Ile sumień, które pozwolił oczyścić przez kilkanaście lat swojej artystycznej pracy wie tylko Bóg. Tyle wiary ile dał ludziom – nawet wtedy, kiedy scena i odbiorcy gnoili go za odważne – czasem krytyczne, ale zawsze szczere wypowiedzi – tego nie da się policzyć. Setki tysięcy ludzi zgromadzonych na koncertach całej Polski i świata, a pośród tego wszystkiego gdzieś ja – człowiek, który z fana jego rapu, stał się kompanem w jego „trasie” od 2005 roku, zwiedzając z nim dosłownie tysiące miejsc, grając koncerty (niejednokrotnie charytatywne w jego wykonaniu niosące pomoc potrzebującym), pomagając przy klipach, organizacji często wielu rzeczy, produkując dla niego okładki do płyt „27”, „Nie pytaj o nią”, „Zapiski 1000 i 1 nocy” oraz Grammatik „Podróże” oraz mając okazję współtworzyć nagrania na moje czy też jego płyty, ale co najważniejsze ucząc się przy nim tego „rapowego rzemiosła”, występując na deskach wielu scen, na których miałem okazję uczestniczyć, poznając ludzi i miejsca – chciałem serdecznie podziękować temu człowiekowi za bycie dla mnie w dziecięcych latach inspiracją do zostania raperem i zbudowania poczucia wartości innej, niż „pieniądz” i chęci pomagania innym. Wiem, że prawdopodobnie jest pierwszy po mojej matce, który sprawił, że moje ambicje były większe, niż skończyć pod budką z piwem albo w więzieniu. Bardzo serdecznie dziękuje Ci Leszku – Eldo, za poświęcenie, zniesiony trud, lekcje i możliwości które dałeś mi, oraz moim kolegom z HIFI Bandy – jeszcze zanim byliśmy znani i mieliśmy wydawcę – bo jako pierwszy „znany raper” na „dużej scenie” w nas uwierzyłeś. Jeszcze raz Leszku, dziękuje Ci za stworzenie w jakiś sposób Dioxa dobrym raperem, ale głównie dobrym człowiekiem. Oby każda droga, którą będziesz szedł była dla Ciebie prosta, a każda kropla potu i łza wylana za muzykę przyniosła Tobie i Twojej rodzinie bezpieczeństwo i chleb. Dzięki „ziomski”! – napisał Diox.
Diox apeluje do fanów i antyfanów
Warszawski raper zaapelował również do swoich słuchaczy, a nawet przeciwników, aby godnie pożegnać Eldokę i podziękować mu za tyle lat na scenie. – Jeśli macie wolne 30 zł – zamówicie dzisiaj w hołdzie dla całej twórczości Eldo i zespołu Grammatik choćby jedną płytę z jego dorobku (każda z nich jest warta tych pieniędzy). Jeśli nigdy nie kupiliście jego płyty, a kiedykolwiek jego muzyka, jakiś utwór (być może w kradzionym mp3) coś dla was znaczyły – może dzisiaj jest ten dzień, aby na koniec jego kariery spłacić mu ten dług! Na pewno będzie to dla niego miłe, kiedy takim drobnym gestem wesprzemy go na ostatniej prostej do nowego – innego niż muzyczne, życia. Życzę sobie i wam, aby ta wiadomość obiegła całą Polskę. Szacunek i wielkie dzięki Leszku jeszcze raz, za milion kilometrów w podróży i niezliczoną ilość rozmów – napisał raper.
Pożegnalny koncert?
Plany Dioxa idą jeszcze dalej. Chciałby on zorganizować wyjątkowy koncert, na którym inni raperzy będą interpretować utwory Eldoki. – By poczuł się jak fan, który usłyszy te teksty z innej strony barierek, niż stał zawsze, a zysk z tego koncertu zostanie w rękach Eldo. Wszystkich raperów chętnych do współpracy zapraszam do kontaktu ze mną – ale oczywiście również zgłoszę się po was osobiście panowie – ogłosił Diox. Każdy kto chciałby wesprzeć tę inicjatywę raper zaprasza do kontaktu na dioxhifi@gmail.com.
Poniżej przypominamy wspólny numer Dioxa i Eldoki „Noc, rap, samochód”.
News
Peja mocno o Karolu Nawrockim. „Takich ludzi nam trzeba”
„Czy ja się cieszę, że prezydent umie dać w ryj? Też”.
Peja zdradził kulisy spotkania z Karolem Nawrockim, wyjaśnił, dlaczego do niego napisał i powiedział wprost, co sądzi o obecnym prezydencie.
Peja sam napisał do Nawrockiego
Rychu w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim wrócił do spotkania z Karolem Nawrockim. Jak wyjaśnił, cała historia zaczęła się od jego zainteresowania działaniami Izraela i współpracą Polski z tym państwem.
W pewnym momencie uznał, że publikowanie kolejnych wpisów w social mediach już mu nie wystarcza. Postanowił więc zwrócić się bezpośrednio do prezydenta.
– To była ta faza, kiedy ja wszedłem mocno w komentarz na temat działań Izraela (…). Stwierdziłem, że pisanie na Facebooku to jest już za mało. Gdzieś zainspirował mnie do tego chłopak, który w Tczewie wystąpił do miejscowych władz o unieważnienie współpracy między izraelskim miastem a Tczewem. (…) Ja wpadłem na pomysł, żeby też napisać do prezydenta, kiedy dowiedziałem się o zakupie przez pana Kosiniaka-Kamysza radarów od Izraela – powiedział.
Peja zebrał informacje dotyczące współpracy z izraelskimi firmami i poprosił o możliwość osobistego spotkania.
– Po prostu zebrałem pakiet informacji o tym, jakie firmy współpracują z izraelskimi (…), poprosiłem o rozmowę. Nie napisałem, że żądam zerwania współpracy militarnej i gospodarczej, ale że jestem zaniepokojony tym, co widzę, i jako obywatel składam takie wnioski i oczywiście chętnie porozmawiam o tym na spotkaniu, jeżeli prezydent umożliwi mi to – opowiadał.
„Nie ubieraj marynarki, bo będziemy wyglądać jak goryle z bramki”
Odpowiedź przyszła z Kancelarii Prezydenta. Peja dostał telefon i ostatecznie doszło do spotkania. Raper nie pojawił się tam sam – zabrał ze sobą Gandziora, swojego hypemana.
– Mówię: „Nie ubieraj marynarki, bo będziemy wyglądać jak goryle z bramki i będą nas hejtować”. Będzie tak, jak chcą widzieć prezydenta. Niech sobie mówią, co chcą. On jest świetnym gościem. Rozmawialiśmy na bardzo różne tematy – ujawnił.
Mimo dobrej atmosfery Peja i Nawrocki nie przeszli na „ty”. Ich rozmowa pozostała formalna.
Kontakt nie zakończył się jednak na jednym spotkaniu. Raper zdradził, że później otrzymywał kolejne zaproszenia na wydarzenia z udziałem prezydenta.
– Byłem zapraszany na parę imprez, na Święto Wojska Polskiego. Z wielu powodów często nie mogę – w maju też byłem zaproszony – ale spotkaliśmy się na obchodach Czerwca 56 teraz pod Poznaniem – skwitował.
Peja o Nawrockim: „Takich ludzi nam trzeba”
Jeszcze mocniej zrobiło się, kiedy rozmowa zeszła na ocenę samego Nawrockiego. Peja nie ukrywa, że odpowiada mu wizerunek prezydenta jako człowieka dbającego o kondycję fizyczną i swobodnie odnajdującego się w kontaktach z wojskiem.
– Jestem trochę taktykiem, trochę żołnierzem ulicy. Mamy prezydenta, bojowego gościa, który odwiedza jednostki wojskowe, który potrafi ryknąć „czołem żołnierze!” – mówił Peja.
Raper zestawił go przy tym z premierem Wielkiej Brytanii.
– Potrafi zrobić pompki na jednej ręce, nie tak jak, nie wiem, premier Wielkiej Brytanii, który obaliłby się, próbując uderzyć w worek bokserski. Takich ludzi nam trzeba. To są ludzie, którzy pokazują, że trzeba reprezentować ten kraj również z pozycji takiego dbania o siebie, o o fizyczność, o formę, o to, że jeżeli przyjdzie moment kryzysowy, to że możemy na niego również liczyć, a nie, że będzie na uchodźstwie prezydentem.
Peja o przeszłości Nawrockiego
Rymanowski zapytał również rapera o medialne doniesienia dotyczące przeszłości Nawrockiego i o to, czy jego zdaniem obecny prezydent godnie sprawuje swój urząd.
Peja odpowiedział zdecydowanie.
– Absolutnie reprezentuje z powagą urząd prezydenta RP i z dumą i jest ważny dla wielu Polaków w tym kraju i kiedy mówi, że chce być prezydentem wszystkich Polaków, ja mu wierzę. Tu nie chodzi o żadne osobiste sympatie, bo miałem go okazję poznać i obcować z nim przez dwie godziny. Nie dajmy się zmanipulować narracji płynącej ze strony władzy. Chodzi o przeszłość, jaka została opisana przez media. Tak jak mówię, nie znam Karola Nawrockiego na tyle, żeby mieć jakiekolwiek zdanie na temat jego przeszłości, ale jeżeli został kandydatem na prezydenta, to w naturalny sposób był wielokrotnie prześwietlany przez służby, najważniejsze służby wywiadowcze i nie tylko w tym kraju. I musiał przejść pozytywną weryfikację, żeby móc w uczciwy sposób kandydować na urząd prezydenta – wskazał raper.
„Czy ja się cieszę, że prezydent umie dać w ryj? Też”
Peja przywołał również własne doświadczenia z kontrolą przed spotkaniem z głową państwa.
– Ja musiałem przejść weryfikację SOPU, żeby w ogóle mnie dopuszczono do prezydenta. Więc jeśli weryfikacja służb wielokrotna jest czymś, co nie świadczy o dobrej przeszłości, takiej, której nie można, nie warto nawet podawać w wątpliwość. Jakie byśmy mieli służby w tym kraju, jeżeli by się okazało, że to, co mamy rzeczywiście to jest totalnie pod każdym względem państwo z kartonu i te służby działałyby na zasadzie: „Ja go znam, to jest mój kolega, chodziliśmy razem na mecze to pozwolimy mu być prezydentem. Nie, to tak nie działa – ocenił.
Na koniec Rychu wyjaśnił też, co przemawiało do niego w Nawrockim jako kandydacie.
– Rozumiem, że wiele osób w tym kraju ubolewa, że nie jest przedstawicielem elit, które już się przyzwyczaiły do przekazywania sobie pałeczki (…) Czy ja się cieszę, że prezydent umie dać w ryj? Też, ale nie dlatego na niego zagłosowałem. Myślę, że on jest wiarygodny. On nie jest odklejony. On wie jak wygląda życie. Nie boi się wychodzić do ludzi i nawet realnie, gdyby go zapytać, ile kosztuje kostka masła, to też pewnie odpowie – podkreślił.
News
Peja o Tede po 17 latach beefu: „Nie ma pogodzenia. Jest zawieszenie broni”
„My musimy od siebie odpocząć”.
Peja zdradził kulisy pierwszej rozmowy z Tede od 17 lat i jasno zaznaczył: między nimi nie ma zgody ani przyjaźni, jest tylko zawieszenie broni.
Beef Tedego i Peji wybuchł w 2009 roku i przez kolejne lata był jednym z najgłośniejszych konfliktów w historii polskiego rapu. Wszystko zmieniło się 26 września 2026 roku podczas streama Łatwoganga, kiedy Tede zadzwonił do Rycha.
Była to ich pierwsza bezpośrednia rozmowa od 17 lat. Raperzy ustalili wtedy zawieszenie broni i zadeklarowali, że nie zamierzają dalej ciągnąć konfliktu.
Teraz Peja wrócił do tamtej sytuacji w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim. I okazuje się, że telefon od Tedego kosztował go znacznie więcej emocjonalnie, niż mogło się wydawać po samym streamie.
Peja: „To było postawienie mnie pod ścianą”
Poznański raper przyznał, że cała sytuacja nie była dla niego zwykłym pojednawczym gestem. Czuł, że ze względu na charakter akcji nie miał zbyt wielkiego pola manewru.
– To było wymuszone kontekstem. Tede przyszedł, a ja miałem do wyboru: posłać go na drzewo, nie odebrać telefonu lub zgodzić się ze względu na tę zbiórkę. To było postawienie mnie pod ścianą i wymagało podjęcia trudnej decyzji, zwłaszcza że Tede jeszcze chwilę przed tą akcją wypowiadał się o mnie w sposób predysponujący go do zostania moim ziomalem. Wprost mówił, że mnie nienawidzi, że jestem złym człowiekiem. Takie rzeczy się pamięta. Dostałem najtrudniejsze zadanie. Robert Lewandowski robił six-seven i nie musiał się godzić na wizji przy 20 mln Polaków ze swoim byłym managerem Czarkiem Kucharskim. Ciekawe, czy tam zabrakło jaj, żeby poprosić Lewego „słuchaj, pogodzimy cię”. Ciekawe, co by Lewy zrobił.
Peja nie ukrywa, że przez lata słyszał ze strony Tedego wiele rzeczy, które mocno zapadły mu w pamięć.
„Moralnie też oceniałem go nisko”
Rychu przyznał, że cała sytuacja była dla niego również testem charakteru i tego, jak radzi sobie z emocjami.
– Kosztowało mnie to bardzo dużo wewnętrznej równowagi i decyzji. To też był sprawdzian mojego trzeźwienia. Bo to nie chodzi o to, że ktoś wyciąga do mnie rękę. Przychodzi kolo, którego naprawdę nie lubię. Nie ma tu mowy o nienawiści, w tych uczuciach do niego jestem generalnie wyzerowany. On dla mnie nie istniał i żadna z jego wypowiedzi przy każdym singlu, płycie, w Kanale Zero – gdzie tego nie sprawdzałem, ale wiedziałem jaką robotę robi – nauczyłem się z tym żyć. To była wielka próba charakteru, że nie wychodziłem do tej samej rzeki. Zamknąłem to na „Czarnym Wrześniu” i nie reagowałem na różne rzeczy. Wysłuchiwałem dużo niedobrych rzeczy i moralnie też oceniałem go nisko. Potrafił też mnie wkurwić niejednokrotnie, ale zrobiłem z tym porządek. Nie możesz być uzależniony od czyjejś opinii. To był mój poligon. To nie tylko opinia internetowego anonima. To również opinia Jacka Granieckiego, który lubował się w tym skubaniu i szczypaniu.
Peja jasno: „Nie ma pogodzenia”
Jeżeli ktoś po streamie uznał, że Peja i Tede zostali kumplami, Rychu szybko studzi takie interpretacje.
– Powiem wprost. Nie ma pogodzenia, jest zawieszenie broni, o które on wystąpił (…) Może sam Tede się teraz dowie, na czym sytuacja się opiera, ale też sam zadeklarował, że my nie musimy się przyjaźnić. I mi jest nadal do niego dalej niż bliżej.
Raper podkreślił też, że zdecydował się odebrać telefon przede wszystkim ze względu na charakter całej akcji.
– Wyszedłem z tej sytuacji z twarzą, bo nie wypiąłem się na akcję. Odbyło się to moim kosztem, ale wziąłem to na klatę. Powiedziałem parę rzeczy i nie próbowałem się targować pod warunkiem, że mnie przeprosi albo wpłaci bańkę na dzieci. Warto było to zrobić, żeby zobaczyć wzruszenie i dumę mojej żony. Nie widziałem, że dla niej to jest tak emocjonalne i tak ważne. Zdałem sobie sprawę, że ludzie obok też potrafią odczuwać i cierpieć z różnego powodu.
„Córka krzyczy: Tato, on dzwoni”
Peja zdradził także, jak wyglądały ostatnie minuty przed telefonem. Nie było żadnego przygotowanego scenariusza ani ustalania tego, co powinien powiedzieć.
– Ja powiedziałem w tej rozmowie z Łatwogangiem, że tą broń dawno temu zawiesiłem. On grywał koncerty w Poznaniu, nikt go nie ganiał, nikt nic nie nagrywał i nawet nie odpowiadałem na te jego przytyki. Jest to naprawdę trudne zrobić coś takiego po tylu latach i to na wizji. Nawet nie miałem czasu ustalić jakiejkolwiek taktyki. Mieliśmy 3 minuty. Córka krzyczy „Tato, on dzwoni”, a ja mówię: „Jest 2 minuty po, zbiórka powinna być zamknięta”. A on dzwoni. I zrobiłem tak, jak zrobiłem. Ludzie nie daliby mi spokoju. Akcja była 10 dni, a ja byłem oznaczamy od pierwszego dnia. Jak gdzieś wyjeżdżałem, to wyłączyłem oznaczenia, bo wszędzie latało „Łatwogang, Tede, odbierz, zarapuj, przytul się”.
Peja o Tede: „Widocznie też tego potrzebował”
Mimo wszystkich gorzkich słów Rychu przyznaje, że po rozmowie dało się zauważyć, że również z Tedego zeszło sporo ciężaru.
– Widocznie Tede też tego potrzebował. Powiedział później wieczorem, że się cieszy widać, że też z niego zeszło. Jak będziemy grać koncert, na pewno nie będę na niego krzywo patrzył i na pewno go nie opluję.
Na koniec Bogdan Rymanowski zapytał Peję wprost, czy przy kolejnym spotkaniu poda Tedemu rękę. – Pomidor – odparł. – Zostawmy coś na potem – zakończył.
News
Nas i burmistrz Nowego Jorku mają plan. Chcą odzyskać hip-hop
„Hip-hop pokazuje dokładnie, jak wygląda twoje miasto”.
Nas i burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani przekonują, że samo miano kolebki hip-hopu już nie wystarczy – miasto musi stworzyć warunki dla kolejnego pokolenia artystów.
Nowy Jork na zawsze pozostanie miejscem narodzin hip-hopu, ale Nas i Zohran Mamdani patrzą znacznie dalej niż na historię kultury. W nowym krótkim dokumencie spotkali się w pobliżu Queensbridge Houses i porozmawiali o tym, co zrobić, żeby miasto ponownie znalazło się w centrum rapowej mapy.
– Nie możemy zadowolić się tym, że Nowy Jork jest po prostu miejscem narodzin hip-hopu. Chcemy, żeby nadal był jego domem – powiedział burmistrz w rozmowie z „Billboardem”.
Mamdani zwrócił uwagę na rosnące koszty życia. Jego zdaniem miasto nie może dopuścić do sytuacji, w której „sztuka stanie się dobrem luksusowym”. Historia i legendarne miejscówki to jedno, ale kultura nie będzie żyła wyłącznie wspomnieniami.
Nas: „Hip-hop odsłania prawdę”
Nas spojrzał na sprawę z perspektywy człowieka, który wychował się w Queensbridge i obserwował Nowy Jork z poziomu ulicy. Według rapera właśnie na tym od początku polegała siła hip-hopu.
– Hip-hop odsłania prawdę. Hip-hop pokazuje dokładnie, jak wygląda twoje miasto, jak brzmi i jakie jest w odczuciu – powiedział.
Raper przypomniał, że ta muzyka była głosem ludzi, których codzienność często pozostawała poza zainteresowaniem reszty społeczeństwa. Rap pokazywał światu realia nowojorskich dzielnic, a jednocześnie pozwalał mieszkańcom głośno domagać się zmian.
Nowy Jork nie może żyć tylko legendą
Sedno rozmowy Nasa i Mamdaniego sprowadza się do przyszłości. Nowy Jork może stawiać kolejne pomniki hip-hopowi, organizować wystawy i przypominać, że wszystko zaczęło się właśnie tutaj. To jednak za mało, jeśli młodzi twórcy nie będą mieli warunków, żeby zostać w mieście i rozwijać swoją muzykę.
Z takim podejściem łączy się również otwarta w tym miesiącu Bronx School of Hip Hop, gdzie elementy kultury hip-hopowej zostały włączone do programu nauczania. Mamdani odwiedził szkołę, a jej uczniowie pojawiają się w dokumencie jako symbol generacji, która ma pisać kolejny rozdział tej historii.
Na ciężką próbę zostali wystawieni wszyscy fani Kaktusa. Stało się to za sprawca głośnego filmu kapitana w stanie spoczynku, Leszka Michalika. Weteran Legii Cudzoziemskiej twierdzi, że biografia pisarza, który koleguje się z wieloma raperami, została zmyślona.
Ofiara pomówień czy własnej mitomanii? Wokół autora „Najemnika śmierci” zebrały się poważne oskarżenia, godzące w jego wiarygodność. Wszystko za sprawą filmu zamieszczonego na kanale „Stowarzyszenia byłych żołnierzy i przyjaciół Legii Cudzoziemskiej w Polsce”, który w całości poświęcono postaciom Kaktusa i Jacka Murańskiego.
Autor nagrania, kapitan Leszek Michalik, przekazał, iż wymienione wyżej osoby nigdy nie należały do tej formacji i ich wspomnienia ze służby najemniczej są jedynie wytworami wyobraźni. – Oburzające jest w tym to, że ani jeden, ani drugi, nie służyli, ani nie kandydowali do francuskiej Legii Cudzoziemskiej, a ich wypowiedzi i kompromitująca postawa, uderzają negatywnie w środowisko żołnierzy Legii Cudzoziemskiej i ośmiesza faktyczny stan rzeczy – przekazał weteran.
Pod postem w komentarzu można zobaczyć wypowiedź internauty, który twierdzi, że Kaktus opowiadał o służbie w Rwandzie w czasie wojny domowej, podczas odsiadywania wieloletniego wyroku. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że gdyby powyższe nagranie pojawiło się kilkanaście miesięcy wcześniej, zmieniłoby bieg historii – Donald Tusk nie powołałby się na postać Jacka Murańskiego, co przesądziło o wyniku wyborów prezydenckich.

News
Penx z Patokalipsy wraca z nową płytą. Najpierw chce, żeby fani przerobili jego zdjęcie
Jest też jedna przykra wiadomość.
Penx z Patokalipsy wraca z nowym materiałem. Raper zapowiedział album z Kudlem, a przed pierwszym singlem rozkręca konkurs dla fanów.
Penx otwiera nowy rozdział. Raper związany z Patokalipsą poinformował, że jego poprzedni fanpage został skasowany, a wielomiesięczne próby odzyskania strony nie przyniosły efektu. Zamiast dalej walczyć z platformą, zakłada nowy profil i zapowiada premierę.
– Witam na moim nowym fanpage. Poprzedni mi skasowano/zawieszono i po wielu miesiącach użerania się, dalej nie wiem dlaczego. Nie ma jednak czasu na głupoty, bo zaraz wydajemy nowy album! PENX / KUDEL – pierwszy singiel wraz z preorderem już wkrótce! – poinformował.
Na samej zapowiedzi płyty się nie skończyło. Penx postanowił wykorzystać fakt, że jego zdjęcia od dawna krążą po sieci w różnych przeróbkach. Tym razem chce zrobić z tego oficjalny konkurs.
– Przerabiacie moje zdjęcia na śmieszne obrazki od dawna i zazwyczaj jest dobra beka, więc ogłaszam konkurs na najlepszą przeróbkę w AI – wrzucajcie swoje prace w komentarze, wysyłajcie na priv, oznaczajcie w postach i na story. Najlepsze na bieżąco będziemy wrzucać tutaj, a autorowi / autorce najciekawszej lub najśmieszniejszej wyślę nową płytę! Pośmiejmy się trochę przed pierwszym singlem! – dodał.
-
News3 dni temuLiroy zaskoczył Prokopa na antenie TVN-u: „Jestem twoim kuzynem”
-
News16 godzin temuPeja o Tede po 17 latach beefu: „Nie ma pogodzenia. Jest zawieszenie broni”
-
News3 dni temuWinyl Warszafskiego Deszczu osiągnął absurdalną cenę. Tede przeciera oczy
-
News4 dni temu29 lat temu policja otworzyła ogień do Włodiego, Wilka, Pelsona i Sokoła
-
News1 dzień temuWeteran Legii Cudzoziemskiej kwestionuje biografię Kaktusa
-
News3 dni temuBastek wyjeżdża z Polski za chlebem. „Zaczynam kontrakt”
-
News1 dzień temuEldo wskazał raperów, bez których nie byłoby Eldoki. „Bardzo niedoceniany raper”
-
News4 dni temuZbiórka Karramby wystrzeliła. Raperowi pomogło już 1600 fanów