Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Dlaczego rap jest tak popularny?

Czas na chwilę refleksji popartą statystykami.

Radosny (Dwa Sławy), fot. Kuba Jędryka /glamrap.pl

Opublikowany

 

Rap zapisuje się właśnie na kartach historii. Robi to dosłownie, bezceremonialnie wyrywając je i zapełniając wersami. Świadczą o tym chociażby liczby: ponad połowa utworów z Billboard Hot 100 Chart to właśnie kawałki hip-hopowe, a wśród 10 najczęściej słuchanych artystów w Stanach Zjednoczonych jest tylko jeden wykonawca niezwiązany z tym gatunkiem. Sytuacja wygląda podobnie w Polsce – najlepiej sprzedającym się albumem 2017 roku była Egzotyka Quebonafide, którego nowy projekt z Taco Hemingwayem dominuje właśnie polską scenę.

Streaming

Zgodnie z corocznym raportem Nielsen Music w lipcu ubiegłego roku rap i R&B po raz pierwszy w historii stały się najpopularniejszymi gatunkami muzycznymi w Stanach, wyprzedzając tym samym rock. Z technicznego punktu widzenia główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest internet, a konkretniej jego udział w dystrybucji muzyki. Rosnąca powszechność platform pokroju Spotify, Soundcloud czy YouTube sprawiła, że odtworzenia, wyświetlenia oraz sprzedaż cyfrowa przekładają się bezpośrednio na ogólne wyniki sprzedaży. Przy tworzeniu rankingów i klasyfikowaniu utworów taką zasadę przyjęło wspomniane wcześniej notowanie Billboard, a nawet polski Związek Producentów Audio-Video, zajmujący się przyznawaniem wyróżnień w postaci złotych, platynowych i diamentowych płyt w naszym kraju. Jeszcze do niedawna w Polsce przelicznik zakładał, że 2500 streamów (odsłuchań) jakiegokolwiek utworu z danego krążka jest jednoznaczne ze sprzedażą jednego albumu. Uległo to jednak pewnym modyfikacjom 1 marca 2017 roku. Wartość przychodu 20 zł  któregokolwiek z tytułów albumu przypisany z tytułu streamingu do danego utworu – jest równoznaczny ze sprzedażą 1 albumu. Mówiąc prościej, wydawca musi udowodnić, że zarobił na streamingu. 20 zł przychodu = sprzedaż 1 albumu.

Skalę tego, co dzieje się w muzyce jeszcze lepiej odda rynek amerykański oraz fakt, że 7 z 10 najczęściej odsłuchiwanych singli w tym kraju to właśnie utwory rapowe. Największy sukces odnotowali Lil Uzi Vert, Post Malone i Kendrick Lamar. Każdy z tych wykonawców ma na koncie ponad 800 mln odtworzeń swoich produkcji. Doskonale podkreślają to również przyznane niedawno nagrody Billboard Music Awards – wspomniany wcześniej Lamar otrzymał aż 5 wyróżnień, m.in. w kategorii najpopularniejszy artysta w streamingu, najlepszy raper czy najlepszy album rap. Inne gatunki wypadają przy takich liczbach blado. Znajdująca się na szczycie dominującego do tej pory rocka Metallica może pochwalić się 1,8 mln sprzedanych albumów (do których wlicza się również płatne pobranie 10 utworów i 1500 streamingów). Najpopularniejszy artysta listy Billboard, raper Drake, pobił ten wynik o ponad 3 mln krążków.

Polskie listy przebojów

Hegemonia rapu nie występuje oczywiście tylko za Oceanem. Wystarczy prześledzić listę OLiS, czyli oficjalną listę sprzedaży detalicznej polskiego ZPAV-u. W ostatnim zestawieniu 12 z 50 pozycji należało do hip-hopowego gatunku. Jest to dobry wynik, biorąc pod uwagę obecne na OLiS-ie składanki przebojów oraz zagranicznych gigantów popowych, pokroju Eda Sheerana, który utrzymuje się na liście od 61 tygodni. Warto zerknąć również na szczyt notowania – pierwsze miejsce należy do Małacha, a nieco dalej, bo na czwartej pozycji plasuje się duet Taconafide z krążkiem Soma. Nieco dalej, jednak wciąż w top 10 najlepiej sprzedających się płyt, znajduje się jeszcze dwóch raperów – Kali i KęKę. By lepiej zrozumieć, jaką drogę przeszedł rap, zaczynając od podwórek i dochodząc do mainstreamu najlepiej przyjrzeć się albumom, które w poszczególnych latach cieszyły się najlepszymi wynikami sprzedaży. Zestawienie pozwala również prześledzić w jaki sposób na przełomie ostatnich lat zmieniały się gusta muzyczne przeciętnego polskiego słuchacza.

Niemałym zaskoczeniem może okazać się fakt, iż w roku 2000, kiedy OLiS dopiero zaczął analizować ekonomię przemysłu fonograficznego,  największym sukcesem komercyjnym okazała się płyta o wdzięcznie brzmiącej nazwie A gu gu. Za krążek odpowiedzialny jest nie kto inny, jak zespół Arka Noego. Następne trzy lata to supremacja kolejnych wydawnictw Ich Troje. Później sytuacja nieco się zagęszcza i miejsce na podium wymieniają ze sobą zarówno polscy, jak i zagraniczni wykonawcy oraz sławetne “składanki”. Przełom dla rapu przynoszą dopiero lata 2016 i 2017 – pierwszy należał do O.S.T.R i Życia po śmierci, drugi do Quebonafidy i wspominanej wcześniej Egzotyki. Album reprezentanta Asfalt Records zadebiutował na 1. miejscu polskiej listy przebojów OLiS, utrzymał się na niej przez 85 tygodni, wyrównując tym samym rekord płyty Paktofoniki – Kinematografia oraz zdobył status potrójnej platyny. Z kolei konceptystyczna płyta ciechanowskiego rapera platynę osiągnęła już w przedsprzedaży, by ostatecznie sprzedać się w ponad 60 tysiącach egzemplarzy.

Liczy się muzyka

Ciężko jednoznacznie stwierdzić co zadecydowało o popularności, jaką cieszy się dziś rap. Jednym z argumentów przemawiającym za muzyką hip-hopową jest z pewnością jej eklektyczność, czyli umiejętność łączenia różnych innych gatunków i otrzymywanie w efekcie spójnej i dobrze brzmiącej całości. Klasyczne utwory oparte na fragmentach bluesowych i jazzowych, energetyczne numery zahaczające stylistyką o techno, nowoczesne kawałki wykorzystujące syntezatory – po prostu każdy znajdzie coś dla siebie. Zwłaszcza, że umożliwiające melorecytację zapętlone podkłady szybko wpadają w ucho i zapadają w pamięć. Nie są również szczególnie wymagające w produkcji, dzięki czemu wielu entuzjastów odnalazło się w roli beatmakerów. Wielu z tych, którzy lata temu zaczynali swoją przygodę z muzyką, jest dzisiaj żywymi legendami sceny hip-hopowej. Wśród nich należy wymienić chociażby Dr Dre oraz tzw. nowoszkolnych producentów, jak chociażby Metroboomina, Ronny’ego J czy Pi’erre’a Bourne’a. To oni wskazywali nowe kierunki rozwoju gatunku i przekształcali świadomość słuchaczy. Tym sposobem producenci wyszli z cienia i sami stali się gwiazdami, często większymi niż sami raperzy nagrywający się na ich podkłady.

Sytuacja w Polsce nieco się różni, co wcale nie oznacza, że brakuje nam utalentowanych beatmakerów. Wielu, jak chociażby Dj Decks czy legendarny WhiteHouse, z powodzeniem tworzą albumy producenckie, na których udzielają się najsłynniejsi przedstawiciele polskiej sceny hip-hopowej. Doskonałym przykładem jest Stara Nowa Szkoła duetu The Returners, na której możemy usłyszeć m.in. Quebonafide, ekipę JWP czy duet Dwa Sławy. Jednak poza paroma wyjątkami brakuje nam silnych osobowości, które byłyby lepiej rozpoznawalne przez przeciętnego słuchacza. Próbę zapisania się w pamięci fanów podjął Lanek przy okazji tworzenia wszystkich podkładów na album Białasa “Polon”. Czas pokaże, czy taki wysiłek przyniósł jakieś efekty.

Człowiek orkiestra

O tym, jak zmienia się rap i jak spowszedniały pewne rozwiązania, najlepiej opowie wspomniany wcześniej Ronny J. Związany z Atlantic Records producent jest kojarzony przede wszystkim z tworzenia nowoszkolnych bitów, na których udzielała się znaczna część florydzkiej nowej fali – XXXtentacion, Ski Mask The Slump God czy Lil Pump. Proste i chwytliwe melodie, dopracowane perkusje i ciężkie basy szybko stały się znakami rozpoznawczymi Ronalda. Jednak własny i wypróbowany styl oraz stabilna pozycja na muzycznym rynku skłoniły Ronny’ego do eksperymentu. Na swoim ostatnim, w teorii producenckim, albumie główny bohater zajął się nie tylko robieniem wszystkich bitów, ale podjął również rękawicę i postanowił sprawdzić się w roli rapera. Tym sposobem na 5 z 11 tracków będzie nam dane usłyszeć trapową legendę we własnej osobie. Utwory, choć przyzwoite, nie staną się z pewnością żadnym kamieniem milowym rapu. Jednak na swój sposób mogą stworzyć podwaliny pod nowe drogi dla meandrującego gatunku.

Polska scena również zna self-made manów. Przykładem może być Emes Miligan, który swój ostatni album sam w całości wyprodukował. Podobnie jest z Zesamsone. Zyskał popularność umieszczając na swoim Youtube’owym kanale samodzielnie nagrane, wyprodukowane i zmasterowane numery. Z samodzielnie wykonanymi klipami.

Teledyskowa trampolina

Inne zmiany można zaobserwować również w otoczce około muzycznej. Coraz częstszym zjawiskiem staje się bowiem uwzględnianie w Youtube’owych tytułach reżyserów teledysków, zastępujący tym samym obecnych tam do tej pory producentów. Jednym z prekursorów takiego stanu rzeczy jest amerykanin Cole Bennett, założyciel Lyrical Lemonade. Bez cienia przesady można nazwać go self-made manem, bowiem z własnego nazwiska stworzył markę, a ze swojego kanału na Youtubie trampolinę do sławy dla mniej znanych raperów. Własny i oryginalny styl teledysków, kładący szczególny nacisk na postprodukcję i animacje sprawił, że profil Bennetta obserwują miliony. Pokaźna widownia stała się biletem do popularności dla wielu początkujących artystów. Najlepszym przykładem będzie chyba Lil Pump. Obecnie 17-latek może pochwalić się chociażby utworem Gucci Gang, który ma ponad 600 mln wyświetleń na YT i kontraktem z wytwórnią Warner Bros opiewającym na blisko 8 mln dolarów. Młody raper stworzył również niedawno jeden z soundtracków do najnowszej odsłony Deadpoola.

Osoby śledzące polską scenę z pewnością same zauważyły kilku bardziej rozpoznawalnych reżyserów, jednak nie sposób doszukać się zjawiska występującego w Stanach. Obecna jest raczej sytuacja odwrotna, w której to indywidualni artyści lub rosnące w siłę wytwórnie decydują się na podniesienie poziomu i zainwestowanie w jakościowe obrazki do muzyki. Aktualnie chyba najbardziej produktywna, a na pewno najbardziej efektowna, jest ekipa HDSCVM. Jej klipy możemy obejrzeć przy produkcjach dużych wytwórni, jak QueQuality, SB Maffija, labeli ( np. X2) czy pojedynczych wykonawców ( np. Kaz Bałagane).

Znak czasów

Muzyce hip-hopowej nie można również odmówić niezaprzeczalnej roli kulturotwórczej. Wspinające się na szczyty notowań utwory pokroju God’s Plan Drake’a czy Rockstar Post Malone’a to swoiste hymny naszych czasów, przez które rap nazywa się nowym rockiem. Flirty raperów z największymi gwiazdami popu ( patrz. Eminem i Ed Sheeran) pokazują, że ci pierwsi nie muszą mieć kompleksów i potrafią przyćmić kolegów po fachu. Inni, jak Cardi B udowadniają, że nawet start w dorosłość w stroju striptizerki można przekuć w najbardziej spektakularny sukces na rynku muzycznym. W tym całym szaleństwie znajdzie się jeszcze miejsce dla Bhad Bhabie, czyli celebrytki znanej z amerykańskiego odpowiednika “Rozmów w toku”. Popularność jaką przyniósł jej telewizyjny program wykorzystała, by zapisać się na kartach historii jako najmłodsza raperka z utworem w rankingu Billboard Hot 100 – w chwili, gdy jej utwór These Heaux był notowany miała 14 lat. Rap jest po prostu odbiciem naszego świata – zmiennego jak kalejdoskopowe miraże.

 

Felieton

Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton

Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?

Opublikowany

 

oki kinny zimmer kto wygrał beef

W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.

Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy

Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.

„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.

Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

tymbark oki

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.

Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.

Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała

To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.

Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?

To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.

Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.

Czytaj dalej

Felieton

Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton

Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.

Opublikowany

 

łatwogang

Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.

Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?

Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.

Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.

Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.

Emocje i presja

Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?

Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.

Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.

Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.

Dobry chłopak, ale działa na emocjach

Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.

*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.

Czytaj dalej

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: