Rap zapisuje się właśnie na kartach historii. Robi to dosłownie, bezceremonialnie wyrywając je i zapełniając wersami. Świadczą o tym chociażby liczby: ponad połowa utworów z Billboard Hot 100 Chart to właśnie kawałki hip-hopowe, a wśród 10 najczęściej słuchanych artystów w Stanach Zjednoczonych jest tylko jeden wykonawca niezwiązany z tym gatunkiem. Sytuacja wygląda podobnie w Polsce – najlepiej sprzedającym się albumem 2017 roku była Egzotyka Quebonafide, którego nowy projekt z Taco Hemingwayem dominuje właśnie polską scenę.
Streaming
Zgodnie z corocznym raportem Nielsen Music w lipcu ubiegłego roku rap i R&B po raz pierwszy w historii stały się najpopularniejszymi gatunkami muzycznymi w Stanach, wyprzedzając tym samym rock. Z technicznego punktu widzenia główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest internet, a konkretniej jego udział w dystrybucji muzyki. Rosnąca powszechność platform pokroju Spotify, Soundcloud czy YouTube sprawiła, że odtworzenia, wyświetlenia oraz sprzedaż cyfrowa przekładają się bezpośrednio na ogólne wyniki sprzedaży. Przy tworzeniu rankingów i klasyfikowaniu utworów taką zasadę przyjęło wspomniane wcześniej notowanie Billboard, a nawet polski Związek Producentów Audio-Video, zajmujący się przyznawaniem wyróżnień w postaci złotych, platynowych i diamentowych płyt w naszym kraju. Jeszcze do niedawna w Polsce przelicznik zakładał, że 2500 streamów (odsłuchań) jakiegokolwiek utworu z danego krążka jest jednoznaczne ze sprzedażą jednego albumu. Uległo to jednak pewnym modyfikacjom 1 marca 2017 roku. Wartość przychodu 20 zł któregokolwiek z tytułów albumu przypisany z tytułu streamingu do danego utworu – jest równoznaczny ze sprzedażą 1 albumu. Mówiąc prościej, wydawca musi udowodnić, że zarobił na streamingu. 20 zł przychodu = sprzedaż 1 albumu.
Skalę tego, co dzieje się w muzyce jeszcze lepiej odda rynek amerykański oraz fakt, że 7 z 10 najczęściej odsłuchiwanych singli w tym kraju to właśnie utwory rapowe. Największy sukces odnotowali Lil Uzi Vert, Post Malone i Kendrick Lamar. Każdy z tych wykonawców ma na koncie ponad 800 mln odtworzeń swoich produkcji. Doskonale podkreślają to również przyznane niedawno nagrody Billboard Music Awards – wspomniany wcześniej Lamar otrzymał aż 5 wyróżnień, m.in. w kategorii najpopularniejszy artysta w streamingu, najlepszy raper czy najlepszy album rap. Inne gatunki wypadają przy takich liczbach blado. Znajdująca się na szczycie dominującego do tej pory rocka Metallica może pochwalić się 1,8 mln sprzedanych albumów (do których wlicza się również płatne pobranie 10 utworów i 1500 streamingów). Najpopularniejszy artysta listy Billboard, raper Drake, pobił ten wynik o ponad 3 mln krążków.
Polskie listy przebojów
Hegemonia rapu nie występuje oczywiście tylko za Oceanem. Wystarczy prześledzić listę OLiS, czyli oficjalną listę sprzedaży detalicznej polskiego ZPAV-u. W ostatnim zestawieniu 12 z 50 pozycji należało do hip-hopowego gatunku. Jest to dobry wynik, biorąc pod uwagę obecne na OLiS-ie składanki przebojów oraz zagranicznych gigantów popowych, pokroju Eda Sheerana, który utrzymuje się na liście od 61 tygodni. Warto zerknąć również na szczyt notowania – pierwsze miejsce należy do Małacha, a nieco dalej, bo na czwartej pozycji plasuje się duet Taconafide z krążkiem Soma. Nieco dalej, jednak wciąż w top 10 najlepiej sprzedających się płyt, znajduje się jeszcze dwóch raperów – Kali i KęKę. By lepiej zrozumieć, jaką drogę przeszedł rap, zaczynając od podwórek i dochodząc do mainstreamu najlepiej przyjrzeć się albumom, które w poszczególnych latach cieszyły się najlepszymi wynikami sprzedaży. Zestawienie pozwala również prześledzić w jaki sposób na przełomie ostatnich lat zmieniały się gusta muzyczne przeciętnego polskiego słuchacza.
Niemałym zaskoczeniem może okazać się fakt, iż w roku 2000, kiedy OLiS dopiero zaczął analizować ekonomię przemysłu fonograficznego, największym sukcesem komercyjnym okazała się płyta o wdzięcznie brzmiącej nazwie A gu gu. Za krążek odpowiedzialny jest nie kto inny, jak zespół Arka Noego. Następne trzy lata to supremacja kolejnych wydawnictw Ich Troje. Później sytuacja nieco się zagęszcza i miejsce na podium wymieniają ze sobą zarówno polscy, jak i zagraniczni wykonawcy oraz sławetne “składanki”. Przełom dla rapu przynoszą dopiero lata 2016 i 2017 – pierwszy należał do O.S.T.R i Życia po śmierci, drugi do Quebonafidy i wspominanej wcześniej Egzotyki. Album reprezentanta Asfalt Records zadebiutował na 1. miejscu polskiej listy przebojów OLiS, utrzymał się na niej przez 85 tygodni, wyrównując tym samym rekord płyty Paktofoniki – Kinematografia oraz zdobył status potrójnej platyny. Z kolei konceptystyczna płyta ciechanowskiego rapera platynę osiągnęła już w przedsprzedaży, by ostatecznie sprzedać się w ponad 60 tysiącach egzemplarzy.
Liczy się muzyka
Ciężko jednoznacznie stwierdzić co zadecydowało o popularności, jaką cieszy się dziś rap. Jednym z argumentów przemawiającym za muzyką hip-hopową jest z pewnością jej eklektyczność, czyli umiejętność łączenia różnych innych gatunków i otrzymywanie w efekcie spójnej i dobrze brzmiącej całości. Klasyczne utwory oparte na fragmentach bluesowych i jazzowych, energetyczne numery zahaczające stylistyką o techno, nowoczesne kawałki wykorzystujące syntezatory – po prostu każdy znajdzie coś dla siebie. Zwłaszcza, że umożliwiające melorecytację zapętlone podkłady szybko wpadają w ucho i zapadają w pamięć. Nie są również szczególnie wymagające w produkcji, dzięki czemu wielu entuzjastów odnalazło się w roli beatmakerów. Wielu z tych, którzy lata temu zaczynali swoją przygodę z muzyką, jest dzisiaj żywymi legendami sceny hip-hopowej. Wśród nich należy wymienić chociażby Dr Dre oraz tzw. nowoszkolnych producentów, jak chociażby Metroboomina, Ronny’ego J czy Pi’erre’a Bourne’a. To oni wskazywali nowe kierunki rozwoju gatunku i przekształcali świadomość słuchaczy. Tym sposobem producenci wyszli z cienia i sami stali się gwiazdami, często większymi niż sami raperzy nagrywający się na ich podkłady.
Sytuacja w Polsce nieco się różni, co wcale nie oznacza, że brakuje nam utalentowanych beatmakerów. Wielu, jak chociażby Dj Decks czy legendarny WhiteHouse, z powodzeniem tworzą albumy producenckie, na których udzielają się najsłynniejsi przedstawiciele polskiej sceny hip-hopowej. Doskonałym przykładem jest Stara Nowa Szkoła duetu The Returners, na której możemy usłyszeć m.in. Quebonafide, ekipę JWP czy duet Dwa Sławy. Jednak poza paroma wyjątkami brakuje nam silnych osobowości, które byłyby lepiej rozpoznawalne przez przeciętnego słuchacza. Próbę zapisania się w pamięci fanów podjął Lanek przy okazji tworzenia wszystkich podkładów na album Białasa “Polon”. Czas pokaże, czy taki wysiłek przyniósł jakieś efekty.
Człowiek orkiestra
O tym, jak zmienia się rap i jak spowszedniały pewne rozwiązania, najlepiej opowie wspomniany wcześniej Ronny J. Związany z Atlantic Records producent jest kojarzony przede wszystkim z tworzenia nowoszkolnych bitów, na których udzielała się znaczna część florydzkiej nowej fali – XXXtentacion, Ski Mask The Slump God czy Lil Pump. Proste i chwytliwe melodie, dopracowane perkusje i ciężkie basy szybko stały się znakami rozpoznawczymi Ronalda. Jednak własny i wypróbowany styl oraz stabilna pozycja na muzycznym rynku skłoniły Ronny’ego do eksperymentu. Na swoim ostatnim, w teorii producenckim, albumie główny bohater zajął się nie tylko robieniem wszystkich bitów, ale podjął również rękawicę i postanowił sprawdzić się w roli rapera. Tym sposobem na 5 z 11 tracków będzie nam dane usłyszeć trapową legendę we własnej osobie. Utwory, choć przyzwoite, nie staną się z pewnością żadnym kamieniem milowym rapu. Jednak na swój sposób mogą stworzyć podwaliny pod nowe drogi dla meandrującego gatunku.
Polska scena również zna self-made manów. Przykładem może być Emes Miligan, który swój ostatni album sam w całości wyprodukował. Podobnie jest z Zesamsone. Zyskał popularność umieszczając na swoim Youtube’owym kanale samodzielnie nagrane, wyprodukowane i zmasterowane numery. Z samodzielnie wykonanymi klipami.
Teledyskowa trampolina
Inne zmiany można zaobserwować również w otoczce około muzycznej. Coraz częstszym zjawiskiem staje się bowiem uwzględnianie w Youtube’owych tytułach reżyserów teledysków, zastępujący tym samym obecnych tam do tej pory producentów. Jednym z prekursorów takiego stanu rzeczy jest amerykanin Cole Bennett, założyciel Lyrical Lemonade. Bez cienia przesady można nazwać go self-made manem, bowiem z własnego nazwiska stworzył markę, a ze swojego kanału na Youtubie trampolinę do sławy dla mniej znanych raperów. Własny i oryginalny styl teledysków, kładący szczególny nacisk na postprodukcję i animacje sprawił, że profil Bennetta obserwują miliony. Pokaźna widownia stała się biletem do popularności dla wielu początkujących artystów. Najlepszym przykładem będzie chyba Lil Pump. Obecnie 17-latek może pochwalić się chociażby utworem Gucci Gang, który ma ponad 600 mln wyświetleń na YT i kontraktem z wytwórnią Warner Bros opiewającym na blisko 8 mln dolarów. Młody raper stworzył również niedawno jeden z soundtracków do najnowszej odsłony Deadpoola.
Osoby śledzące polską scenę z pewnością same zauważyły kilku bardziej rozpoznawalnych reżyserów, jednak nie sposób doszukać się zjawiska występującego w Stanach. Obecna jest raczej sytuacja odwrotna, w której to indywidualni artyści lub rosnące w siłę wytwórnie decydują się na podniesienie poziomu i zainwestowanie w jakościowe obrazki do muzyki. Aktualnie chyba najbardziej produktywna, a na pewno najbardziej efektowna, jest ekipa HDSCVM. Jej klipy możemy obejrzeć przy produkcjach dużych wytwórni, jak QueQuality, SB Maffija, labeli ( np. X2) czy pojedynczych wykonawców ( np. Kaz Bałagane).
Znak czasów
Muzyce hip-hopowej nie można również odmówić niezaprzeczalnej roli kulturotwórczej. Wspinające się na szczyty notowań utwory pokroju God’s Plan Drake’a czy Rockstar Post Malone’a to swoiste hymny naszych czasów, przez które rap nazywa się nowym rockiem. Flirty raperów z największymi gwiazdami popu ( patrz. Eminem i Ed Sheeran) pokazują, że ci pierwsi nie muszą mieć kompleksów i potrafią przyćmić kolegów po fachu. Inni, jak Cardi B udowadniają, że nawet start w dorosłość w stroju striptizerki można przekuć w najbardziej spektakularny sukces na rynku muzycznym. W tym całym szaleństwie znajdzie się jeszcze miejsce dla Bhad Bhabie, czyli celebrytki znanej z amerykańskiego odpowiednika “Rozmów w toku”. Popularność jaką przyniósł jej telewizyjny program wykorzystała, by zapisać się na kartach historii jako najmłodsza raperka z utworem w rankingu Billboard Hot 100 – w chwili, gdy jej utwór These Heaux był notowany miała 14 lat. Rap jest po prostu odbiciem naszego świata – zmiennego jak kalejdoskopowe miraże.
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
Felieton
Schwesta Ewa i Loredana – jedna z najbardziej wyczekiwanych kolaboracji od lat! – felieton
Polsko-niemiecko-albański mix, który może podbić rynek naszych zachodnich sąsiadów.
Fani komentują nieustannie sociale, upominając się o wyczekiwaną kolaborację dwóch kluczowych artystek w Niemczech. Kilka miesięcy temu pojawiły się filmiki jak Loredana czekała na Schwesta Ewę, przetrzymywaną dłużej przez celników na lotnisku. Wtedy pojawiły się pierwsze plotki na temat ich współpracy.
Takiego koktajlu nikt się jednak nie spodziewał. Można powiedzieć, że to muzyczne kamikadze przyprawiające o skoki ciśnienia. Jak mówi mój znajomy z Albanii: „Nie ma nic niebezpieczniejszego niż polsko-albański mix”. I chyba coś w tym jest.
Schwesta Ewa od dłuższego nie wypuściła żadnego nowego projektu i mocno ucichła w social mediach, zwłaszcza po tragicznej śmierci Xatar’a. Dużo osób oczekiwało od niej publicznego statementu, jednak ona przeżywała żałobę prywatnie.
Naturalnie, każdy z nas miał ochotę na nowe projekty jednej z najbardziej kontrowersyjnych raperek w Niemczech. W połowie października ukazała się świetna, nowa płyta rapera SSIO, wypromowana z resztą z wielkim sarkazmem, komizmem, rozmachem oraz zabawnymi i politycznymi reels, które viralowo latały w socialach. Niemiecki rynek nie widział jeszcze czegoś takiego, współtwórcą wizuali był jeden z najbardziej utalentowanych video makerów Mac Duke, który jest w połowie Polakiem. Raper zaprosił naszą rodaczkę m.in. na „Bitte keine Anzeige machen”, gdzie Ewa nawija do bardzo chilloutowego beatu:
Prześlizgam się przez system sprawiedliwości w szpilkach Versace
Wyślij laskę – Sandy do inspektora
Nancy do sędziego, gdzie uprawia seks na pieska
Albo duplikat Rolexa jako
akt wdzięczności za utracone dokumenty.
Fakt, że Ewa nie przebiera w słowach czyni ją jedną z najbardziej autentycznych postaci na niemieckiej scenie muzycznej. Do tematu bycia real odniosła się ostatnio Albanka, która w “Privileg” mocno krytykowała inne raperki i ich wizerunek, zarzucając im poniekąd kopiowanie jej osoby oraz wiele sztuczności. Loredana ma od wielu lat status gwiazdy, wybijając się typowymi chartowymi hitami. Już na początku kariery zyskała szybko popularność i uznanie. Niemcy potrzebowali nowej ikony damskiego rapu, kogoś kto nie tylko dobrze wygląda, ale potrafi faktycznie nawijać.
Jej burzliwy związek z raperem Mozzim, turbulentne sytuację życiowe, przeobraziły Albankę w artystkę, która odcięła się od starego brzmienia. King Lori mówi wprost, że ma dosyć robienia muzyki typowo pod label. Jej ostatni projekt jest osobisty, dlatego tak dobry. Prawda jest taka, że mimo komercyjnych początków Loredana jako jedna z nielicznych, autentycznie odzwierciedla wizerunek i definicję Hip-Hopu. Co ciekawe, nie pokazuje się w głębokich dekoltach czy kusych sukienkach, nie twerkuje na klipach, co jest w obecnych czasach dość unikalne.
Dwie silne kobiety – połączenie albańskiego i polskiego temperamentu to jedna z najbardziej ekscytujących kolaboracji od lat na niemieckim rynku muzycznym! Loredana i Schwesta Ewa w „Ihr möchtegern”.
-
News22 godziny temuRobert Lewandowski: „Namówcie Quebonafide, żeby wrócił”
-
News3 dni temuSzpaku zagra koncert na streamie Łatwogang, ale stawia warunek – 3 mln zł
-
News3 dni temuBambi nie ogoliła się na łyso, ale Łatwogang poczęstował ją ostrymi sosami
-
News2 dni temuBedoes 2115 z rekordową wpłatą 700 tys. zł na streamie Łatwoganga
-
News1 dzień temuWeterani sceny wyprzedali Atlas Arenę. Jak było na „50 Przełomowych Utworów w Historii Polskiego Hip-Hopu”?
-
News2 dni temuKoniec beefu – Oki i Kinny Zimmer się pogodzą
-
News4 dni temuPeja skanduje z fanami przeciwko premierowi Izraela. „Jesteśmy oburzeni”
-
News1 dzień temuRyszard Bogucki podziękował Karrambie. „Trochę mnie za serducho chwyciło”