Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Dookoła miliard nut a my dalej słuchamy polskiego rapu |FELIETON

Opublikowany

 

W pierwszym kawałku swojego najnowszego krążka radomski raper Kękę z kalkulatorem w ręku podlicza liczbę utworów muzycznych, które mogły do tej pory powstać na świecie. Wychodzimy mu, że jest ich około miliarda. Przynajmniej część z nich to absolutne dzieła sztuki, a mniej więcej połowa to muzyka znacznie wyższych lotów niż numery tworzone przez „typa z Radomia”. A jednak coś sprawia, że na głośnikach w kółko i w kółko leci właśnie on, a także jemu podobni, niespecjalnie uzdolnieni raperzy z kraju nad Wisłą.

W ogóle strasznie mi się ten numer spodobał. I strasznie fajnie, że wyszedł właśnie spod pióra Kękę. „A ty jednak słuchasz typa z Radomia, co nie gra, ani nie śpiewa, coś tam umie rapować”– nawija były reprezentant Prosto. I trafia w absolutne sedno. Bo to nie żadna naciągana skromność, a czysta, stuprocentowa prawda. Kękę nie jest i nigdy nie będzie wielkim, wróć- świetnym, wróć- więcej niż dobrym raperem. Może i na polskie warunki daje radę, ale jeśli ktoś chciałby jego warsztat porównać chociażby do kolegów po fachu zza oceanu, to…no chyba rozumiecie.

 

Ale jest też Kękę bardzo reprezentatywny dla naszej sceny. Ot taki gość, który coś tam umie rapować, dostał wielką szansę i potrafił ją wykorzystać. Jasne, za jego sukcesem stoi też w miarę oryginalny styl nawijki, niemała charyzma i tęga głowa do pisania tekstów (wspomniany numer pod tytułem „Cud” jest tego najlepszym przykładem). Jednak w dużej mierze wejście na rapowy piedestał i bycie na szczycie listy OLIS radomski raper zawdzięcza własnemu wizerunkowi, który udało mu się przez ostatnie lata wytworzyć. Historii od pijanego listonosza do założyciela muzycznej wytwórni i jednego z najpopularniejszych polskich raperów, od zera… może nie do bohatera, lecz do gościa, który bardzo chciałby szczęśliwie spełniać się w swojej pasji i godnie przeżyć dane mu życie. Wiecie, Kękę to taki typ, który łatwo nigdy nie miał, od problemów uciekł, a teraz kocha dziecko i żonę- w sumie fajnie się z takim gościem utożsamiać…

 

I to jest kluczowe. Jasne, na sukces polskiego rapu składa się niby wiele różnych czynników. Jednym z nich jest z pewnością krążąca wszędzie dookoła beka, coś, co przyciągnęło do hip hopu internetową społeczność poszukiwaczy rozrywki najniższych lotów. Nasz rodzimy rap już chyba zawsze będzie miał swoich bonusów, tigerów czy pikejów- i w sumie ja jakoś bardzo na to nie narzekam. Po drugie okazało się, że można jego konwencję wykorzystać do robienia muzyki czysto rozrywkowej, która wartości rapowych/tekstowych/muzycznych nie ma żadnych, ale wpada w ucho, a poza tym słuchają jej ziomki z ostatniej ławki. No, ale to nie wszystko. Po pierwsze najważniejsze (i w sumie mało odkrywcze) z raperem-  jak z nikim innym- możemy się utożsamiać…

 

"Wiesz czemu teraz biorę za to siano?                                                                                                               

Bo nie myślałem jak na tym zarobić                                                                                                                     

A jak znaleźć ludzi, co czują to samo”- nawija na swojej najnowszej płycie Białas.

 

I zupełnie mija się z prawdą. Szukanie ludzi, którzy czują to samo, a raczej chcieliby czuć to samo, chcieliby być tacy jak my w tekstach, jest w polskim rapie równoznaczne z szukanie zarobku. Można to robić, będąc autentycznym, można kreować swój wizerunek na dowolny fałszywy sposób. Nikt Ci tego nie sprawdzi i nie ma to właściwie żadnego znaczenia. Grunt to znaleźć odbiorców, którzy poczują, że nasze życiowe opowieści, nasz wizerunek jest dla nich atrakcyjny. Który małolat nie chciałby w końcu wieść ulicznego życia niczym artysta kombinator Bonus RPK?  A może bardziej – który nie chciałby się z takim życiem bezpiecznie utożsamiać? Który dzieciak nie zajara się tym, że można zaczynając z niczym, jebać bananów ze strzeżonego osiedla i jak Białas wejść na szczyt, plując w twarz tym, którzy zostali na dole? Jeśli się jakiś przypadkiem wyłamie, to z pewnością odnajdzie siebie w smętach Zeusa i będzie śpiewał wraz z nim, że choć na szkolnych korytarzach był nikim, to w końcu odleci jak ptak, zdobędzie świat i w ogóle już nikt nigdy się z niego nie odważy zaśmiać.

 

Ot, taki prosty klucz do sukcesu. A za razem jest to też przyczyna, dla której spośród miliona nut, wybieramy właśnie te rapowe- i to- o zgrozo- rodem z Polski. Dużo przyjemniej i „fajniej” jest nam utożsamiać się z nawijającym o miłości Kękę niż z prawiącymi na ten temat w kółko i w kółko te same frazesy gwiazdami popu. Bo przecież Kę „naprawdę” to czuje, a one tylko „coś tam se od rzeczy pierdolą, co im manager napisze". Dużo wiarygodniej i atrakcyjniej prezentuje się mówiący o osiąganiu sukcesu w życiu i pokonywaniu trudności Białas niż przykładowo Szymon Wydra. W końcu na szczyt dochodzimy nie tylko po to, by śpiewać o tym „ciepłe piosenki”, ale i żeby móc jebać i gardzić tymi, którzy w nas nie wierzyli, tymi, którzy na starcie mieli łatwiej i dostawali na urodziny drogie prezenty. No dobra, ale czemu do cholery taki Włodi jest dla nas atrakcyjniejszy od Nasa, a Kaen od Eminema? Proste, przynajmniej rozumiemy „o czym do nas śpiewają”…

 

Nie jest to więc żaden „Cud”, że ponad 30 tysięcy Polaków zakupiło płytę Kękę, o Eminemie, wiedząc tyle że grał w Ósmej Mili, o Kaczmarskim, że dużo pił i umarł, a o Chopinie, że całkiem nieźle pogrywał swego czasu na pianinie. Dla mnie to jest bardziej fenomen- z pewnych względów wytłumaczalny, a z innych wciąż trudny do zrozumienia. A przecież dotyczy on w dużym stopniu także i mnie.

Polskim rapem- nie ze względu na kwestie, które nadmieniłem powyżej- rzeczywiście mogli się jarać chyba tylko ci, którzy na własne oczy i uszy doświadczali początków jego rozwoju. Ja jako młody gówniarz mogę sobie tylko wyobrazić, jak wielką rzeczą było przejmowanie na grunt polski amerykańskiej kultury, muzyki i stylu życia. Wówczas tworzyło się coś świeżego, wielkiego- każdy nowy kawałek, płyta, organizowany koncert był czymś wyjątkowym. Super sprawa. A dziś?

 

Dziś czas mocno zweryfikował możliwości polskiej rap sceny. Nie jest już ona ani świeża, ani wielka ani wyjątkowa. Jest taką bardzo niedoskonałą kalką tego, co mamy za Oceanem- w miejscu, gdzie zaledwie jedna dzielnica potrafiła zrodzić kilkadziesiąt rapowych legend. U nas raperów, których można by prawdziwie określić mianem „zajebisty” dałoby się policzyć na palcach maksymalnie dwóch rąk. Stale wyprzedzający grę Mes jest tylko jeden, posiadający zdolności nie tylko rapowe, ale i muzyczne O.S.T.R nie ma sobie równych, a mam często wrażenie, że jeśli chodzi o spostrzegawczość i refleksyjność w tekstach do Łony nikt nigdy nie będzie miał w ogóle podjazdu. Oprócz tego mamy właśnie Kękę, Białasów, Paluchów, Zeusów i Małolatów- gości, którzy są przecież niezłymi raperami, ale wyjątkowość słuchania ich muzyki polega według mnie niemal tylko i wyłącznie na tym, że każdy z nich stworzył swój atrakcyjny wizerunek, że ze wszystkimi możemy lub chcielibyśmy się na swój sposób utożsamiać.

 

Mało? Nie dla odbiorców rapu…

Niech lecą sobie dookoła miliardy innych utworów, niech tysiące z nich mają po stokroć wyższą wartość od polskiego hip hopu- my ich i tak nie słyszymy. Do niczego nam one nie są potrzebne ani w niczym nam nie przeszkadzają. Za chuja nie zrozumiemy, czemu w utworze Chopina melodia układa się tak a nie inaczej, za to bez trudu pojmiemy, czemu Kękę przestał pić, Ostry jarać a Te- tris się wywyższać. W dodatku w żaden sposób nie jest nam do tego konieczna wybitna muzyka ani nawet nienaganny warsztat. To wcale nie musi być specjalnie… „dobre”, ma być atrakcyjne.

„Cudem” byłoby natomiast, gdyby przeciętni słuchacze polskiego rapu równie często co po tracki „typa z Radomia” zaczęli sięgać po twórczość jego kolegów po fachu ze Stanów. A Chorały Gregoriańskie? Bach? Liszt? To przecież jakaś czysta abstrakcja. Cudem byłoby, gdyby przytoczeni ludzie w ogóle wiedzieli, kim i czym są wspominane przez Kękę utwory i artyści.

 

Ot taka krótka refleksja. Wracam do nadrabiania zaległości z rodzimej sceny.

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: