Felieton
FETTY WAP – BIG BANG THEORY, POWRÓT MEEK MILL’A I TYGA SPRZEDAJĄCY MNIEJ OD KAENA
Fetty Wap lata po wszystkich radiostacjach. Meek Mill wykręca jedną z najwyższych sprzedaży w tym roku, a Tyga sprzedaje mniej od KaeNa i wbija na melanż do Sopotu.
Komercyjny sukces Trap Queen to nie subiektywny wymysł, a rzeczywistość. Liczby mówią same za siebie: drugie miejsce na Billboard Hot 100, ok. 2 mln sprzedanych kopii (podwójna platyna), notowanie na listach w 14 innych krajach (Kanada, Dania i Belgia jako TOP10) i ponad 150 mln wyświetleń.
Świat oszalał na punkcie kawałka Fetty’ego (a.k.a. cyklopa) i póki co Hype nie maleje, a laski zamiast obiad wolą gotować crack. Pytanie brzmi – co jest takiego oryginalnego w tym numerze?
Gdy pierwszy raz go odsłuchałem, był już mega hitem, szczerze się zdziwiłem. Ani tu polotu na miarę Black and Yellow, bit jak masę innych Rich Homie Quanów, a tu taki Meksyk. W dodatku typ brzmi… no bez szału, let’s face it, było już paru takich. To mi mniej więcej przeszło przez głowę. Porównanie do hitu Wiz’a nie bez przyczyny – sukces, przynajmniej w stanach oba kawałki odniosły podobny. Posłuchałem innych tracków i zacząłem się w ten cały wyjący styl nawijania wkręcać, po czym okazało się, że Fetty jest jednak jedyny w swoim rodzaju. Tak oto "Trap Queen” stał się najbardziej pożądanym imprezowm bangerem. Ok., ale mimo wszystko, to się nie nadaje na aż taki hit single… A może jednak?
Podstawowe pytanie brzmi: Dlaczego kawałek jest takim hitem? Odpowiedź jest prosta. Wsłuchajcie się w treść tego numeru. Nic szczególnego? Ok., to wsłuchajcie się drugi raz. Jak Fetty nazywa tam kobiety? „She’s my trap QUEEN..”, „And I get high with my BABY, I’ll be In the kitchen cookin pies with my BABY”.
Oczywiście „Hoe” też się trafi, ale nie tak często jak u innych. I dlatego płci pięknej łatwiej jest identyfikować się z tym numerem. A jak się podoba paniom i dobrze się do tego bawią, to spodoba się panom. Kawałek nie dewaluuje pozycji kobiet, a raczej ją gloryfikuje, co w tej kulturze nie jest często spotykane, a określenie „bitch” zamiast „girl” weszło tak bardzo w krew, że raperki same się tak nazywają. Więc tym prostym zabiegiem stylistycznym (choć jak mniemam niezamierzonym) Fetty zrobił różnicę, która zadecydowała o tym, że teraz lata po top 10 Overseas, a mógł równie dobrze skończyć w okolicach 100 miejsca w stanach, bo sporo tam tego typu muzyki.
Co dalej? Fetty ma się dobrze, pytanie co teraz. Ilu takich widzieliśmy, którzy zwijali się po jednym singlu? Trynidad James niech posłuży za archetyp tego typu osobnika. Teraz w takim obliczu stoi m.in. T-Wayne, autor genialnego freestyle’u „Nasty” (9. na ogólnym billboardzie i echo poza tym numerem). Fetty również mógłby tak skończyć ale… chyba się tak nie stanie. Ma duży Hype, regularnie pokazuje się w TV, a jego drugi singiel „679” zadebiutował na 34. miejscu, notując numer jeden wśród nowych utworów w zestawieniu. W drugim tygodniu wspiął się na 19 pozycję, czyli wyrównał wynik takich hitów jak np. „My Nigga” autorstwa YG. Każdy kawałek w TOP40 w stanach to numer znany w całym kraju. Poza tym nowy singiel notuje się także Kanadzie. Wygląda na to, że Fetty przygotowuje się do pierwszego albumu studyjnego i ma duże szanse, by wejść w grę na dobre. Osobiście mu tego życzę, bo ostatnio nie schodzi u mnie z odsłuchów i życzę mu powodzenia. Trzeba jednak pamiętać, że hitowe single nie zawsze mają przełożenie na hitową sprzedaż (idealny case to Sage the Gemini i jego pierwsza płyta). Jakie będą dalsze losy cyklopa? Najbliższe miesiące pokażą, wiele zależy też od włodarzy labelu „300”, z którym Fetty ma kontrakt.
Meek Mill – z Thug Story w Love Story.
Spójrzmy prawdzie w oczy – raper z MMG nie był najpopularniejszą postacią w ostatnich dwóch latach. Jego pierwszy album ze świetną sprzedażą, ale bez singli zapewnił mu rozgłos na parę miesięcy w 2012, do tego należy dołożyć mixtape-arceydzieło Dreamchasers 2, który poprzedzał płytę. Potem nadeszła era zwrotki K Dota z Control, albumów J cole’a, Big Sean’a czy młodych zawodników z labelu „300”. A o Meek’u jakoś nie było głośno, może z wyjątkiem kilkumiesięcznego aresztu. Jego własny label (You’re signed to one nigga, that signed to another nigga, that signed to three niggas now that’s a Bad luck #KingPush) stracił kilku raperów, a sam zainteresowany nie puszczał singli, które trzymałyby go w ogólnym airplayu. Dodatkowo słaba sprzedaż kumpli z MMG (Wale 90k w pierwszym tyg, Ross >80 k albumu „Hood Billionaire”) spowodowała, że zacząłem zastanawiać się, w którą stronę zmierza label grubego oficera z Miami. Aż nagle stał się cud.
Cud ma jakieś 160 cm wzrostu, implanty na całym ciele i jedną z najmocniejszych person w całym show biznesie. Jedni się do niej ślinią, inni twierdzą, że jest paskudna. Jedni ją kochają, inni nienawidzą, ale nikt nie przechodzi obojętnie. Nicki Minaj! Meek Mill złowił złotą rybkę, przynętą był pokaźny pierścionek zaręczynowy. Meek i Nicki stali się parą, a raper z Filadelfii wrócił na okładki kolorowych magazynów.
Tak oto Meek wyszedł z paki, pojeździł z Nicki po stanach jako artysta wspomagający trasę (i tu się chyba cała ich przygoda zaczęła tak na serio) i znowu był na topie. Chapeu Bas dla managementu za trasę z Nicki, która pozwoliła mu wrócić do show bizu i zrobić rozgłos wokół siebie. Potem przyszedł czas na album. Meek był z powrotem w grze. Obyło się bez kosztownej, kilkumiesięcznej promocji – mixtape’ów z listą gości i producentów wartych w sumie więcej niż niejeden label czy klipów za grube setki tysięcy dolców u Directora X czy Hype’a Williamsa. Zimą jeden promo singiel z Big Sean’em i ASAP Ferg’iem. Na wiosnę poszło info o dacie nowego albumu. Potem okładka na Instagramie. W maju drugi promo singiel (nie znalazł się na albumie, ale za to już jest grany w krakowskich klubach #PotwierdzoneInfo). Cała promocja nie była szeroko zakrojona (zresztą powoli odchodzi się od promowania albumów na rok przed premierą. Case: #StayTrippy od pierwszego singla do wydania ponad 11 miesięcy, sprzedaż 64k w pierwszym tyg). Tak było i tutaj. Efekt?
https://www.youtube.com/watch?v=NtXSsVNcLUE
Jedynka na Billboard 200 z 216 000 sprzedanych egzemplarzy (fizyki + digitsy) w pierwszym tygodniu. Więcej niż ostatnie albumy Wale i Rozaya razem. Impreza w siedzibie MMG będzie trwała jeszcze parę tygodni, zwłaszcza że w drugim tygodniu poszło kolejne 97k i dzięki temu „Dreams Worth More Than Money” utrzymało pierwszą pozycję na liście najpopularniejszych albumów w stanach.
Profesjonalną ocenę płyty pozostawiam krytykom muzycznym, nie o tym tutaj. Po krótce – jest się czym jarać, parę numerów przewijam, ale ogólne wrażenie jest dobre, choć to nie to, co w przypadku Dreamchasers 2. Radiówka z Krzyśkiem Brązowym i narzeczoną jak najbardziej spoko, największy sukces singlowy Meek’a póki co (32. na billboardzie po dwóch tygodniach). Producenci dali radę z jednym minusem – beat do numer „classic” wyprodukował Danja – od tego gościa należy oczekiwać dużo więcej niż to co tu pokazał. Nie wiem czemu nie dodano tu kawałków z promo singli, bo obydwa były świetne. Niemniej producenko naprawdę jest dobrze, a album pokazał, że można przeżyć bez beatu od DJ Mustarda czy Mike Will’a.
Meek Mill wrócił do gry na dobre i chyba prędko jej nie opuści. Oby na kolejny album nie trzeba było czekać trzech lat.
Tyga – Gold Album, który… nigdy nie będzie złoty.
Co najwyżej aluminiowy. Tyga po kilku odważnych ruchach (odejściu od YMCMB, założeniu swojego labelu oraz wydaniu płyty z Krzyśkiem Brązowym w RCA) zaliczył… flop. Ale nie flop jak Nelly z ostatnim albumem (15k w pierwszym tyg). Nawet nie taki jak Troy Ave i jego 3,700 w pierwszym tyg. Tygrys sprzedał… 2,2k!
Naprawdę? Gość wraz ze swoim ex labelem wydaje single z tej płyty od 2 lat (2013 „słynny” feat z Bieberem, next 2014 hookah, 40 mill, make it work i w 2015 dwa kawałki z płyty, które wyszły jakoś w maju), jest masę przesunięć premiery, w międzyczasie Tyga ratuje się dobrym albumem z Chrisem Brownem, po to, by cztery miesiące później wydać surprise release album? Nie tak to się robi, bracia i siostry. Nie wydajesz solowego albumu-niespodzianki po tym, jak cztery miesiące temu latałeś po radiach i klubach ze swoim AYO czy Bitches & Marijuana z płyty z innym wykonawcą. Ludzie już się osłuchali z tamtym albumem, już im się lekko przejada, i to nie jest czas na to, żebyś wydawał swoje solo, bo póki co słuchacze Tygi mają go lekko dość! Na chwilę muszą od Tygrysa odpocząć, więc poczekaj do świąt, wtedy sprzedaż zawsze idzie w górę, Ty ogarniesz albo hajs na promo albo Deal z jakimś dużym wydawnictwem i rób takie rzeczy, ale nie w obecnej sytuacji! Duży flop, serio nie chciałbym być w jego skórze. Trochę wstyd patrzeć na zestawienie dorobku i obok dwóch poprzednich naszpikowanych bangierami płyt zobaczyć „to coś”. Co do singli to nie ma nawet o czym dyskutować. Pleazer wyłączyłem po 30 sekundach, Hollywood niggaz po minucie. Nie da się słuchać. Reszty póki co nie sprawdziłem, ale po „singlach” obawiam się o jakość tego albumu.
Jak tygrys opłaci teraz swoje białe Royce Rolls’y, aventadory i kocią karmę? O to należy zapytać samego zainteresowanego.
Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News4 dni temuTede podał dalej film o Mesie „Najbardziej odklejony raper w Polsce”
-
News3 dni temuLil Narcyz – 23-letni polski comedy-raper i yotuber nie żyje
-
News4 dni temuHanior popełnia błąd językowy, który obszernie zdefiniował Sokół
-
News3 dni temuDawid Obserwator zgłosił skutecznie fanpage innego rapera, który robił o nim memy
-
News3 dni temuWażka G zwrócił się do posła PiSu, który został usunięty z partii
-
News3 dni temuYoung Leosia zdała prawo jazdy i została nagrana przez fankę podczas egzaminu
-
News2 dni temuKoszulki z hołdem dla Pono, a zysk dla jego córki. Czy przesadzili z ceną?
-
News3 dni temuEldo prowadzi wycieczki śladem gangsterów po Warszawie i zdradza mało znany fakt o Jacku Cyganie