Felieton
Jak starzeją się polscy raperzy #1 |FELIETON
Na stare lata z naszymi rodzimymi MC’s dzieją się najróżniejsze rzeczy. Liroy zostaje posłem, Peja wyprowadza córkę na spacer, Ostry nie pali trawy, Łona szlugów, a Pezet popada w depresję. Krótko mówiąc, nudno nie jest.
Oczywiście, nie zamierzam rozwodzić się na sejmowymi sukcesami posła Marca, rodzicielskimi obowiązkami Ryśka ani stanem psychicznym Pezeta. Bardziej interesuje mnie to, jak zmienia się muzyka, teksty a co za tym idzie i osobowości wciąż aktywnych pionierów polskiego rapu. W końcu jesteśmy tuż po premierze płyty Łony, a od wydania krążka przez Ostrego dzielą nas ledwie dwa miesiące z hakiem.
Ten drugi to prawdziwa legenda i chyba najważniejsza postać łódzkiej sceny hip hopowej. O jego dyskografii nie ma co się zbytnio rozwodzić. O.S.T.R wydał już 13 legalnych albumów – trzy z nich pokryły się złotem, a ostatnie cztery platyną. Przez lata narzekano, że jego muzyka zupełnie się nie zmienia, że na kolejnych – skądinąd bardzo solidnych płytach – nie dostajemy od artysty niemal nic nowego. Muzyczny kunszt płyt Łodzianina nigdy nie podlegał wątpliwości, lecz nieraz pojawiały się głosy w stylu „ileż kurwa można nawijać jeszcze o tym samym?”.
Jednak zdaje mi się, że „Podróż zwana życiem”, czyli przedostatniego krążek Ostrego nieco odkleił od jego twórczości monotematyczną łatkę. Według samego artysty był to wówczas najbardziej osobisty ze wszystkich jego albumów. Autor podsumowuje w nim swoją dotychczasową twórczość, opowiada o trudach spełniania roli głowy rodziny, zastanawia się nad trwałością miłości jego ukochanej i już z dużo większym dystansem kreśli obraz otaczającej go patologii. Na tym krążku jawi nam się nieporównywalnie bardziej dojrzały Ostry niż przed laty- dorosły facet, który dostrzega otaczającą go szarość, ale i dobrze się w niej odnajduje, widzi, że nawet w jej centrum można prowadzić godne i spokojne życie. Słuchając tego albumu możemy być pod wrażeniem, jak wychowany na blokowiskach Bałut, nienawidzący systemu, prosty gość ma poukładane w głowie – może nam się wręcz zdawać, że swoją mądrością i roztropnością wygrał on życie, wyrywając się z „patologii przedmieść”.
Niestety już niedługo po ukazaniu się tego krążka określenie „wygrywanie życia” przybrało dla Ostrego zupełnie innego znaczenie. Na koncercie w Bielsku "wybucha” mu płuco, jest zmuszony przejść dwie ciężkie operację, a lekarze nie chcą wyrokować, czy uda mu się je przeżyć. Udało się. Po ich pozytywnym przebiegu artysta musi zmienić swoje życiowe nawyki, odciąć się od uzależnień, a jego szanse na dalsze spełnianie muzycznej pasji wydają się wręcz iluzoryczne. Jednak z pomocą ogromu szczęścia i dzięki własnej sile woli Ostry wraca na scenę i to ze zdwojoną siłą i energią. Wraca, by opowiedzieć nam o swojej chorobie, walce o powrót do zdrowia i otrzymanym od Boga „Życiu po śmierci”.
Ten facet już wcześniej przeszedł bardzo długą drogę – na własnej skórze odczuł, czym jest polska brudna rzeczywistość, wyrwał się z niej, założył szczęśliwą rodziną i mógł wreszcie w pełni poświęcić się jej pielęgnowaniu. A teraz nagle otarł się śmierć. Jego dojrzałość może nas wręcz przytłaczać, a opis walki o pozostanie przy życiu, powodować coś znacznie więcej niż tylko uczucie gęsiej skórki. O.S.T.R na swym najnowszym albumie rozlicza się z całą swoją przeszłością, mówi, że palenie zabrało mu najpiękniejsze lata życia, a w połączeniu ze szlugami, imprezami i całym niezdrowym trybem życia niemalże go zabiło. Dziś mądrzejszy o te doświadczenia artysta nie tylko twardo wyznacza swoje priorytety, którymi są rodzina, bliscy i muzyka, ale i zupełnie odcina się od otaczającej go szarości i patologii. Ostry nie zważa już na to jak mało kolorowy jest świat za oknem, lecz dostrzega piękno i miłość, które sam otrzymał od nigo otrzymał ii zdaje się, że chce zrobić wszystko, by to właśnie one przepełniały jego „życie po śmierci”.
Zupełnie inaczej niż Łodzianin starzeje się czy może raczej dojrzewa inny pionier polskiego hip hopu, czyli Łona. Znany z nawiązań do poezji śpiewanej, pełnych ironii tekstów oraz tworzenia najróżniejszych i najbardziej pomysłowych narracji raper już dawno nie jest naiwnym, myślącym odrobinę idealistycznie młodzieńcem, którego poznaliśmy na krążku „Koniec żartów”. Dziś zdaje mi się być odrobinę wkurwionym czy nawet pod wieloma względami zawiedzionym facetem po trzydziestce.
I nie jest to chyba spowodowane jedynie rzuceniem szlugów. Może i to kawa bez papierosa gasi mu otaczający go koloryt, ale to nie ona sprawia, że co raz ciężej dogadać mu się z ludźmi, że co raz bardziej denerwują go ich przypadłości i powszechne zachowania mas. Dziś Łona nie przekonuje kasjerki w sklepie, że świetnie się znają, że ich brak kontaktu jest efektem nakreślenia sztucznych granic, lecz dostrzega, iż z jego pokoleniem nie idzie mu się w żaden sposób porozumieć, a próba nawiązania jakiegokolwiek dialogu jest zwyczajnie bezsensowna. Raper odczuwa, iż ma zupełnie inne problemy, dostrzega odmienne wartości niż osoby, o których wierze decyduje obejrzany w telewizji serial, a o istocie życia nowy tatuaż czy wypasiony telefon. I niestety co raz częściej dochodzi do wniosku, że już nic z tym nie zrobi – „co ja ci wtedy powiem? nic ci nie powiem”.
Lekki "wkurw” Łony możemy dostrzec nawet w kawałku o zaniku sztuki czytelnictwa i fakcie, że dziś nijak nie idzie mu się choć na chwilę zatrzymać i w spokoju sięgnąć po książkę bądź prasę. Jednak czarę goryczy przelewają według niego zachowania mas. Znany z lewicowych poglądów raper nie potrafi pojąć, czemu znajdujący się jeśli chodzi o status i dobrobyt w wagonie pierwszej klasy ludzie nie reagują na „wycie” z mniej ekskluzywnych przedziałów, że czekają aż ono i ucichnie, a zajęci są jedynie swoimi błahymi a często wręcz idiotycznymi problemami. Łona dostrzega także, iż okazując patriotyzm, przywiązanie do polskości i jej kultury, każdy z nas się przekrzykuje a w słyszanych wołaniach od groma jest niepotrzebnego patosu. A przecież powinny być to „sprawy wewnętrzne”, grające nam przede wszystkim w duszy. Jakże pięknie byłoby zobaczyć Polaków, którzy zamiast drzeć się w niebo głosy, w myślach nucą patriotyczne pieśni. Nawiasem mówiąc – pięknie nie jest.
Jak widzicie ostatnie płyty Ostrego i Łony pokazują, że przynajmniej „rapowo" starzeją się oni w zgoła odmienny sposób. Oczywiście, gdyby Łodzianin miał wciąż nawijać o otaczającej go rzeczywistości, a nie szczęściu jakie dało zwycięstwo z chorobą, pewnie jego wnioski nie różniłyby się tak bardzo od tych wysuwanych przez rapera ze Szczecina. Niemniej jednak są to dwaj zupełnie inni ludzie, dwie zgoła odmienny osobowości, które mogłoby się wydawać, że łączy jedynie fakt, iż obaj są hip hopowcami.
Na szczęście zarówno O.S.T.R, jak i Łona mimo coraz bardziej sędziwego wieku wciąż stanowią o sile polskiej sceny i nadają jej prawdziwego kolorytu. Nawet i bez trawy czy szlugów, z zupełnie innym niż za czasów młodości podejściem do życia dalej są oni prawdziwymi tuzami polskiego rapu. W czasach, gdy wśród młodych forma zaczyna górować nad treścią, a pragnienie zdobycia „lajków" nad chęcią napisania sensownego tekstu, ich przepełniona życiowymi refleksjami czy społecznymi doświadczeniami twórczość ma nieocenioną wartość.
Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News3 dni temuSzczotka do włosów, do której rapował Szpaku – Cancer Figters ruszyło z aukcjami
-
News2 dni temuMata to nie Quebonafide. Wyprzedał Narodowy czy nie? (tylko u nas)
-
News2 dni temuSentino złożył gratulacje kibicom Wisły, chwilę po nietypowej manifestacji na stadionie
-
News3 dni temuStudenci z Częstochowy protestują przeciwko koncertowi Fagaty. „Wstyd na całą Polskę”
-
News3 dni temuJosef Bratan wygwizdany na Fame 31. Wygrał z Bojanem, bo miał dużo szczęścia
-
News2 dni temuJosef Bratan przegrał finałową walkę o BMW M5 warte ponad pół miliona zł
-
News3 dni temuKoziołek jak Popek – wygrał z Murańskim, ale jedną ręką
-
News4 dni temuJosef Bratan pobił się z Taazym