Felieton
Jak starzeją się polscy raperzy #1 |FELIETON
Na stare lata z naszymi rodzimymi MC’s dzieją się najróżniejsze rzeczy. Liroy zostaje posłem, Peja wyprowadza córkę na spacer, Ostry nie pali trawy, Łona szlugów, a Pezet popada w depresję. Krótko mówiąc, nudno nie jest.
Oczywiście, nie zamierzam rozwodzić się na sejmowymi sukcesami posła Marca, rodzicielskimi obowiązkami Ryśka ani stanem psychicznym Pezeta. Bardziej interesuje mnie to, jak zmienia się muzyka, teksty a co za tym idzie i osobowości wciąż aktywnych pionierów polskiego rapu. W końcu jesteśmy tuż po premierze płyty Łony, a od wydania krążka przez Ostrego dzielą nas ledwie dwa miesiące z hakiem.
Ten drugi to prawdziwa legenda i chyba najważniejsza postać łódzkiej sceny hip hopowej. O jego dyskografii nie ma co się zbytnio rozwodzić. O.S.T.R wydał już 13 legalnych albumów – trzy z nich pokryły się złotem, a ostatnie cztery platyną. Przez lata narzekano, że jego muzyka zupełnie się nie zmienia, że na kolejnych – skądinąd bardzo solidnych płytach – nie dostajemy od artysty niemal nic nowego. Muzyczny kunszt płyt Łodzianina nigdy nie podlegał wątpliwości, lecz nieraz pojawiały się głosy w stylu „ileż kurwa można nawijać jeszcze o tym samym?”.
Jednak zdaje mi się, że „Podróż zwana życiem”, czyli przedostatniego krążek Ostrego nieco odkleił od jego twórczości monotematyczną łatkę. Według samego artysty był to wówczas najbardziej osobisty ze wszystkich jego albumów. Autor podsumowuje w nim swoją dotychczasową twórczość, opowiada o trudach spełniania roli głowy rodziny, zastanawia się nad trwałością miłości jego ukochanej i już z dużo większym dystansem kreśli obraz otaczającej go patologii. Na tym krążku jawi nam się nieporównywalnie bardziej dojrzały Ostry niż przed laty- dorosły facet, który dostrzega otaczającą go szarość, ale i dobrze się w niej odnajduje, widzi, że nawet w jej centrum można prowadzić godne i spokojne życie. Słuchając tego albumu możemy być pod wrażeniem, jak wychowany na blokowiskach Bałut, nienawidzący systemu, prosty gość ma poukładane w głowie – może nam się wręcz zdawać, że swoją mądrością i roztropnością wygrał on życie, wyrywając się z „patologii przedmieść”.
Niestety już niedługo po ukazaniu się tego krążka określenie „wygrywanie życia” przybrało dla Ostrego zupełnie innego znaczenie. Na koncercie w Bielsku "wybucha” mu płuco, jest zmuszony przejść dwie ciężkie operację, a lekarze nie chcą wyrokować, czy uda mu się je przeżyć. Udało się. Po ich pozytywnym przebiegu artysta musi zmienić swoje życiowe nawyki, odciąć się od uzależnień, a jego szanse na dalsze spełnianie muzycznej pasji wydają się wręcz iluzoryczne. Jednak z pomocą ogromu szczęścia i dzięki własnej sile woli Ostry wraca na scenę i to ze zdwojoną siłą i energią. Wraca, by opowiedzieć nam o swojej chorobie, walce o powrót do zdrowia i otrzymanym od Boga „Życiu po śmierci”.
Ten facet już wcześniej przeszedł bardzo długą drogę – na własnej skórze odczuł, czym jest polska brudna rzeczywistość, wyrwał się z niej, założył szczęśliwą rodziną i mógł wreszcie w pełni poświęcić się jej pielęgnowaniu. A teraz nagle otarł się śmierć. Jego dojrzałość może nas wręcz przytłaczać, a opis walki o pozostanie przy życiu, powodować coś znacznie więcej niż tylko uczucie gęsiej skórki. O.S.T.R na swym najnowszym albumie rozlicza się z całą swoją przeszłością, mówi, że palenie zabrało mu najpiękniejsze lata życia, a w połączeniu ze szlugami, imprezami i całym niezdrowym trybem życia niemalże go zabiło. Dziś mądrzejszy o te doświadczenia artysta nie tylko twardo wyznacza swoje priorytety, którymi są rodzina, bliscy i muzyka, ale i zupełnie odcina się od otaczającej go szarości i patologii. Ostry nie zważa już na to jak mało kolorowy jest świat za oknem, lecz dostrzega piękno i miłość, które sam otrzymał od nigo otrzymał ii zdaje się, że chce zrobić wszystko, by to właśnie one przepełniały jego „życie po śmierci”.
Zupełnie inaczej niż Łodzianin starzeje się czy może raczej dojrzewa inny pionier polskiego hip hopu, czyli Łona. Znany z nawiązań do poezji śpiewanej, pełnych ironii tekstów oraz tworzenia najróżniejszych i najbardziej pomysłowych narracji raper już dawno nie jest naiwnym, myślącym odrobinę idealistycznie młodzieńcem, którego poznaliśmy na krążku „Koniec żartów”. Dziś zdaje mi się być odrobinę wkurwionym czy nawet pod wieloma względami zawiedzionym facetem po trzydziestce.
I nie jest to chyba spowodowane jedynie rzuceniem szlugów. Może i to kawa bez papierosa gasi mu otaczający go koloryt, ale to nie ona sprawia, że co raz ciężej dogadać mu się z ludźmi, że co raz bardziej denerwują go ich przypadłości i powszechne zachowania mas. Dziś Łona nie przekonuje kasjerki w sklepie, że świetnie się znają, że ich brak kontaktu jest efektem nakreślenia sztucznych granic, lecz dostrzega, iż z jego pokoleniem nie idzie mu się w żaden sposób porozumieć, a próba nawiązania jakiegokolwiek dialogu jest zwyczajnie bezsensowna. Raper odczuwa, iż ma zupełnie inne problemy, dostrzega odmienne wartości niż osoby, o których wierze decyduje obejrzany w telewizji serial, a o istocie życia nowy tatuaż czy wypasiony telefon. I niestety co raz częściej dochodzi do wniosku, że już nic z tym nie zrobi – „co ja ci wtedy powiem? nic ci nie powiem”.
Lekki "wkurw” Łony możemy dostrzec nawet w kawałku o zaniku sztuki czytelnictwa i fakcie, że dziś nijak nie idzie mu się choć na chwilę zatrzymać i w spokoju sięgnąć po książkę bądź prasę. Jednak czarę goryczy przelewają według niego zachowania mas. Znany z lewicowych poglądów raper nie potrafi pojąć, czemu znajdujący się jeśli chodzi o status i dobrobyt w wagonie pierwszej klasy ludzie nie reagują na „wycie” z mniej ekskluzywnych przedziałów, że czekają aż ono i ucichnie, a zajęci są jedynie swoimi błahymi a często wręcz idiotycznymi problemami. Łona dostrzega także, iż okazując patriotyzm, przywiązanie do polskości i jej kultury, każdy z nas się przekrzykuje a w słyszanych wołaniach od groma jest niepotrzebnego patosu. A przecież powinny być to „sprawy wewnętrzne”, grające nam przede wszystkim w duszy. Jakże pięknie byłoby zobaczyć Polaków, którzy zamiast drzeć się w niebo głosy, w myślach nucą patriotyczne pieśni. Nawiasem mówiąc – pięknie nie jest.
Jak widzicie ostatnie płyty Ostrego i Łony pokazują, że przynajmniej „rapowo" starzeją się oni w zgoła odmienny sposób. Oczywiście, gdyby Łodzianin miał wciąż nawijać o otaczającej go rzeczywistości, a nie szczęściu jakie dało zwycięstwo z chorobą, pewnie jego wnioski nie różniłyby się tak bardzo od tych wysuwanych przez rapera ze Szczecina. Niemniej jednak są to dwaj zupełnie inni ludzie, dwie zgoła odmienny osobowości, które mogłoby się wydawać, że łączy jedynie fakt, iż obaj są hip hopowcami.
Na szczęście zarówno O.S.T.R, jak i Łona mimo coraz bardziej sędziwego wieku wciąż stanowią o sile polskiej sceny i nadają jej prawdziwego kolorytu. Nawet i bez trawy czy szlugów, z zupełnie innym niż za czasów młodości podejściem do życia dalej są oni prawdziwymi tuzami polskiego rapu. W czasach, gdy wśród młodych forma zaczyna górować nad treścią, a pragnienie zdobycia „lajków" nad chęcią napisania sensownego tekstu, ich przepełniona życiowymi refleksjami czy społecznymi doświadczeniami twórczość ma nieocenioną wartość.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News4 dni temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News3 dni temuPolak, który trafił na europejskie listy
-
News1 dzień temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News3 dni temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News2 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News2 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News2 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”
-
News2 dni temuMalik Montana pochwalił się 3 swoich dzieci. „Chcę przynajmniej siódemkę”