News
Jedyne takie Hip-hopowe miasteczko w Polsce, czyli relacja z Polish Hip Hop TV Festival 2017
Nieziemski line-up, klimatyczna nadwiślańska plaża, trzy sceny, czyli jak raz do roku Płock na trzy dni staje się polskim hip-hop'owym miasteczkiem.
Na plaży przy płockim amfiteatrze, sławnym wśród koneserów Kabaertu pod Wyrwigroszem szumnie ogłoszono "sold out", co oznacza, że na kilku kilometrach kwadratowych bawiło się ok. 13 000 ludzi. Już na wstępie chcę zaznaczyć, że to co organizatorzy Polish Hip Hop TV Festival mają do powiedzenia w kwestii organizacji czasu i miejsca powinno zostać natychmiast spisane i wydane w stylu Pisma Świętego, a owa lektura powinna być obowiązkowa dla rozlazłych amatorów aranżacji tego typu eventów.
#bitwa_w_płocku
Każdy amator hip-hopowej kultury powinien przynajmniej kojarzyć jaką rolę w historii tej muzyki odegrała freestylowa Bitwa w Płocku sprzed 15 lat. Kto nie wie ten w gimbazie i odsyłam do lektury. Obowiązkowo! Miałem okazję zobaczyć finał Milan-Placo organizowany na scene Red Bull'a. Myślę, że zarówno ja jak i 90% publiki stawiała na Placa, bo wizualnie wyglądało to jakby Ewan McGregor starł się ze szkolnym kujonem z pierwszej ławki. Jak bardzo wszyscy się pomyliliśmy okazało się po pierwszej rundzie. Soczyste punche, rzucanie plakietkami, przepychanki, testosteron parujący z gardeł – walka na najważszym poziomie. Graty Milan za miazgę!

#sold_out
Drugiego dnia, podczas któregoś z występów ogłoszono, że wszystkie bilety zostały wyprzedane. Była to popołudniowa pora, godzinowo – strzelam 17:30. Pomyślałem wtedy, że to nic wielkiego, fajnie, że się wyprzedał, ale ludzi i tak nie było jakoś porażająco dużo – większe i mniejsze grupki w kolejkach po frytki, zapieksy czy piwo. Jak bardzo się pomyliłem okazało o godzinie 21:00 kiedy Paluch podbił scenę i wypowiedział wojnę publice. Z czeluści nagrzanych namiotów, pobliskich food-trucków przybiegł rozgrzany żądny koncertowej masakry tłum. Wtedy ukazało się prawdziwe oblicze słów Sold Out. Ponad dziesięciotysięczny chór rapujący "Szamana" czy "OKO"? Stałem wryty w plażę i oglądałem ten show jakbym był w teatrze. To był tylko przedsmak, bo chwilę po przerwie, którą zapełnili prowadzący – Bonez (pozdro gościu!) oraz Flint, organizatorzy odpalili głowicę nuklearną.

Na scenę razem wbiła się cała SB Maffija na czele, wiadomo, z Solarem i Białasem – nigdy nie widziałem czegoś takiego w Polsce. Najmocniejszy i najbardziej scalony pierwiastek polskiej sceny, zachowywali się jak najlepsi przyjaciele, jak bracia i siostry #Zui. Jakby muzyka to był narkotyk, który dali sobie w żyłę sekundę przed wskoczeniem na Main Stage. Każdy występ był wyjątkowy, ale chciałem podkreślić wkład Białasa, który lada chwila wydaje kolejny solowy materiał i Bedoesa. Białas – bestia, iście królewskie show, prePOLON i wers "pa na to kolo", któy będział bujał polskie kluby przez cały rok – zaufajcie mi. Borys – widziałem go MegaClubie w marcu na SB Festivalu, wtedy zrobił na mnie wrażenie, ale teraz, na płockiej głównej scenie, grał przed największą publiką w swojej karierze, z "Gustawem". Potwór, kurwa. Łechtaczki fanek zadzwoniły a gardła fanów zdarte – tyle w temacie.

#red_bull_stage
Na Red Bull Stage, która w rzeczywistości została zbudowna na wielkim, firmowym busie a znajdowała się między główną sceną a namiotem miałem okazję być na freestylowym finale jak i koncercie Wac Toji oraz PlanBe. Do tej pory uważam, że Wac jedzie na jakichś twardych narkotykach albo zawodowo trenuje jakiś wyczynowy sport. Przez pół koncertu skacze, tańczy, rapuje. Wierzcie lub nie, ale taki godzinny koncert zabiera trochę zdrowia i potrzeba na taki wyczyn zużyć nieco staminy. Po Wacu, na scenie pojawił się PlanBe z nieco… flegmatycznym podejściem do publiki. Brak kontaktu, nie ten materiał, gorszy dzień – powodów dla których Plan nie porwał ludzi, którzy przyszli na jego koncert było pewnie kilka. Pod koniec postanowiłem odwiedzić trzecią ze scen przygotowanych tego wieczoru – Good Vibes kawałek za polem namiotowym.

Żabson zarapował cały koncert na publice. Kiedy przybyliśmy pod scenę, widoczny był tylko jego hypeman – ale było słychać ewidetnie głos Żaby, co było dosyć komiczne. To wyglądało jakby organizatorzy na szybko wzięli jakiegoś randomowego typa z publiki, ubrali #all_white, po czym kazali rapować w zastępstwie. Jakież było zdziwienie kiedy w końcu odnaleźliśmy Żabsona surfującego na rękach publiki. Tylko dodam, że była już druga w nocy.
#eeeeelooooo
Kiedy dogadywałem szczegóły logistyczno-ogarniaczowe z przemiłą Panią z Biura Prasowego (pozdro Gosia!), w niemal każde zdanie wplatała "eeelooo". Dla mnie – laika PHHF wydawało się to nieco nienormalne, ale co ja tam wiem o hip-hopie. Kiedy tylko przyjechaliśmy każdy krzyczał "Elo". Artyści. Publika. Pani nalewająca piwo. Losowi ludzie na mieście. Ludzie w Toi-Toiach. Ludzie pod prysznicami. Ludzie w busie i na stacji. Rano, w południe, wieczorem i o piątej rano na polu namiotowym – piękna sprawa. Nawet na opasce było nadrukowane "Elooo".
#drugi_dzień
Drugiego dnia zbudzeni temperaturą 50+ stopni celcjusza w namiotowym piekle od razu wstrzeliliśmy się w festiwalowy klasyk. Prysznic, śniadanko, piwko czy inne środki odurzające i kierunek – scena. Mainstream zaczął swoje występy od 17:00, zaczął Borixon ze swoją najnowszą płytą, Kuba Knap i Gural – na tego trzeciego zleciało się chyba pół festiwalu, żeby tylko odpalić splifa do "Sadzić, palić, zalegalizować" – atmosfera przy drugiej zwrotce była tak gęsta, że czułem się na jakimś przedrewolucyjnym wiecu – ciekawy klimacik.
Lećmy dalej – Mes z live band'em. Żeby zostać gdzieś między obiektywizmem a czystym sumieniem skwituję – ciekawostka, niektóre podkłady średnio trafione, klasyczny stand-up na linii Stasiak-Schmidt na żywo, tańczący mesowe układy Ten Typ i wspólna najebka przy stanowisku Alko. Po nim punktualnie kawałek szczecińskiej sceny ukazał w venomowskim stylu V.

Po nim na scenę wszedł Tede. Klasycznie – spóźniony. Chyba jako jedyny albo jeden z bardzo nielicznych. Ale nieważne kiedy wszedł, tylko jak. Najbardziej widowskowo, z największym doświadczeniem, z największą pewnością siebie, bez hypemana. Czuć było kto jest weteranem sceny tego wieczoru. W międzyczasie pobłogosławił Siwego z 18L (tak, tego 18L od "jak zapomnieć), bo nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale to właśnie on jest organizatorem Polish Hip Hop Fesitval. Po czym zagrał medley kawałków z poprzednich płyt i kilka premierowych. Tutaj chciałem zaznaczyć kilka słów o punktualności.
#punktualność
Kiedy dostałem do ręki oficjalny line-up pomyślałem "ta – jasne (śmiech)". Ostatni wykonawcy planowo mieliby kończyć o 2/3, czyli minimum trzeba dodać ze trzy godzinki. Nic bardziej mylnego. Wszystko co do minuty było wyliczoe. Nie było opcji, żeby ktoś zagrał kawłek dłużej albo nawet kawałek krócej. Wielki szacunek za trzymanie w ryzach timeline'u dla kierownika sceny, który kierował czasem artystów precyzyjnie niczym chirurg. Wielki organizacyjny plus.

Ale wracają do koncertów – O.S.T.R., To jest Kazika z Kultu w wesji hip-hopowe. Najlepszy kontakt z publiką, zaraz obok Tet-risa. Oboje są jak tacy wodzireje, jak papieże, jak demagodzy, Clarksoni hip-hopu. Prawdziwi mistrzowie ceremonii, którzy nie grają dla kołków, czy słupów soli tylko dla ludzi – puste spostrzeżenie, a jednak mnóstwo raperów się na tym łapie – jakby rapowali do lustra.
Po Ostrym nastał w końcu czas na chyba najdłużej wyczekiwaną parę wieczoru czyli Płomień 81. Chyba wszycy powiedzieli na osiedlu swoim ziomkom, bo każdy odważnie się stawił. Kto nie zna kawałków Pezeta i Onara – znów odsyłam do klasyki, ignoranci. W tym momencie nastąpiła totalna wymiana w pierwszych rzędach. Kilkunastolatki w bluzach Trashera czy innym Stussy zostały wypchane z frotu na rzecz siermiężnych fanów hip-hopu, którzy pamiętają jeszcze ten legendarny osiedlowy skład i pierwsze warszawskie beefy. Swoją drogą piękne czasy. Klasyka, odskocznie od headlinerów, jakby wehikuł czasu. Łezka się jednemu się w oku zakręciła – i nie mówcie, że nie, bo widziałem!
O występie Queby nie ma co się rozpisywać – największe show w Polsce. To już nie rozgrywki ligowe na poziomie Ekstraklasy, tutaj walka toczy się o Puchar Europy.
#pole_namiotowe
Pole namiotowe to podczas całego PHHF to było takie malutkie studenckie miasteczko, takie życiodajne miejsce. Każdy, włącznie z ochroną (ochroną!) oraz obsługą był dla siebie życzliwy, przez co też tak miło będę wspominał ten Festiwal. Do tego między polem namiotowym a głównymi scenami wielka foodtruckowa alejka. Portugalskie burgery, włoskie zapieksy, belgijskie frytki, meksykańskie burrito – tak, dla vege świrów też się coś znajdzie!
#technikalia
Przez pięć lat orgazniatorzy wypracowali do perfekcji kwestie nagłośnienia, świateł, obsługi i bezpieczeństwa. Ciężko się naprawdę do czegoś, tak po glamrapowemu przyjebać. Może fakt, że w tym roku jednodniowe rzeczne muszki tak ostro dały o sobie znać, na tyle, że artyści rapując zaczęli je po prostu zjadać (śmiech). Bo to co widzicie na zdjęciach to nie konfetti! A w kulurach porówywali swoje wyniki. Technicznie wszystko śmigało jak w szwajcarskim Breitlingu i to na każdej z trzech scen. Organizatorzy nie oszczędzali na żadnej kwestii – dla Was wielkie eeeeelooooooooo! To, co każdy z nas przeżył przez te trzy dni to tak naprwdę podsumowanie pozycji hip-hopu w Polsce. Zgromadzenie rekordowej frekwencji, organizacja takiego przedsięwzięcia bez mainstreamowych mediów, gazet, telewizji (nie, nie liczę Hip-Hop TV), bez celebrytów i chujowych wykonawców co by zapełnić czas antenowy jest możliwe. Obecnie nie ma w kraju innego hip-hop'owego wydarzenia, które mogłoby się z nim równać. Dzięki, że jesteście.
Zapraszamy rónież do sprawdzenia relacji wideo od Yurkosy'ego, którą znajdziecie tutaj.

fot. Sebastian Adamkiewicz (Eloooo!)
News
Rick Ross wraca z płytą „Set In Stone” – data premiery i okładka
Premiera już za kilka tygodni.
Rick Ross zapowiedział nowy album „Set In Stone”, który ukaże się 12 czerwca, a chwilę wcześniej ruszy też w trasę z okazji 20-lecia kultowego „Port Of Miami”.
Rozay wykorzystuje szum po głośnym starciu Verzuz z French Montaną. Chwilę po tym wydarzeniu obaj wrzucili numer „Smoking Pt. 2” z udziałem Maxa B. To kolejny wspólny kawałek po wydanym wcześniej „Minks In Miami”, który pojawił się jeszcze w marcu.
Fani Rick Rossa od kilku miesięcy dostawali sygnały, że coś dużego jest w drodze. Nowe single, współprace i aktywność w socialach tylko podkręcały klimat wokół kolejnego projektu Maybach Music Group. Teraz wszystko już wiemy – „Set In Stone” ma pojawić się już za kilka tygodni.
Wokół nowej płyty już ruszyły też spekulacje dotyczące potencjalnych dissów i nawiązań do konfliktów z ostatnich lat. Sporo osób dalej wraca do napiętej relacji między Rozayem a Drake’iem, która była jednym z najgłośniejszych tematów rapowej sceny w 2024 roku. Na razie nie wiadomo, czy Ross będzie chciał wracać do tego na albumie.
Poza premierą „Set In Stone” raper szykuje też specjalną trasę koncertową z okazji 20-lecia „Port Of Miami”. Nie będzie to jednak zwykły tour. Ross zapowiedział „Black-Tie Experience Orchestra Tour”, czyli koncerty z Renaissance Orchestra i Sainted Trap Choir.
Start trasy zaplanowano na 29 maja w Miami, a finał odbędzie się trzy miesiące później w Charlotte. Wszystko wskazuje na to, że klasyczne numery z debiutanckiej płyty dostaną zupełnie nowe aranżacje.
Choć głównym motywem koncertów będzie „Port Of Miami”, trudno sobie wyobrazić, żeby Rozay nie dorzucił do setlisty świeżych numerów z „Set In Stone”. Szczególnie że oba projekty będą promowane praktycznie w tym samym czasie.
News
Kanye West chciał upozorować własną śmierć? „Mówił o tym”
Akademiks wrócił do rozmów z Kanye Westem. „Był kompletnie rozbity”.
Kanye West znowu jest na językach. Tym razem za sprawą DJ Akademiksa, który podczas rozmowy z DJ-em Vladem wrócił do swoich kontaktów z Ye i ujawnił kilka mocnych historii. Jedna z nich dotyczy rzekomego pomysłu sfingowania własnej śmierci.
Akademiks pojawił się w programie VladTV i opowiedział o sytuacji, która miała wydarzyć się w studiu nagraniowym. Według niego Ye miał inspirować się internetowym prankiem streamera N3on i rzucić temat upozorowania własnego zgonu.
– Był w studiu z kilkoma osobami… Ye był obok N3ona i powiedział do niego: „Yo, właśnie to chcę zrobić. To będzie mój kolejny ruch. Chcę sfingować własną śmierć” – relacjonował Akademiks. – Wydaje mi się, że wszyscy spojrzeli wtedy na Ye w stylu: „Yo…” – dodał.
W dalszej części rozmowy Akademiks wrócił też do swojego kontrowersyjnego wywiadu z Kanye z zeszłego roku. Przyznał, że w tamtym czasie raper sprawiał wrażenie człowieka kompletnie rozbitego psychicznie i pełnego frustracji.
– Mam nadzieję, że nie zostanie całkowicie zdefiniowany przez tamten okres – powiedział. – Chcę poznać tę nową wersję jego samego, bo wtedy naprawdę miałem wrażenie, że… Nigdy nie słyszałem, żeby mówił o samobójstwie, ale wyglądał jak człowiek, który zachowywał się tak, jakby nie miał już nic, mimo że miał wszystko… Był w miejscu pełnym desperacji i ogromnego bólu… Był kompletnie roztrzęsiony. Było widać, jak bardzo cierpi. Dlatego dalej utrzymywałem z nim kontakt po tym wszystkim.
Akademiks zdradził też, że Ye wielokrotnie wyrzucał mu swoje frustracje podczas prywatnych rozmów. Twierdzi, że próbował wtedy podtrzymywać rapera na duchu i doradzać mu, żeby nie pogrążał się jeszcze bardziej.
🚨 DJ Akademiks reveals Ye (fka Kanye West) once talked about wanting to “fake his death”
— CY Chels (@SeewhyChels) May 8, 2026
says Ye brought it up after seeing a streamer fake their death online
Ak says behind the scenes Ye was deeply hurt and constantly venting to him about relationships, betrayal & personal… pic.twitter.com/lEhRSLWANY
Sam motyw sfingowania śmierci dla wielu osób brzmi abstrakcyjnie, ale patrząc na historię kariery Kanye i jego skłonność do przesadnych, wielkich wizji, taki temat nikogo specjalnie nie zaskoczył.
News
Zabójcy Foolio uznani za winnych. Matka rapera głośno świętuje
Cztery osoby skazane. Czeka je dożywocie lub kara śmierci.
Śmierć Julio Foolio wstrząsnęła rapowym światem dwa lata temu. Teraz sprawa doczekała się przełomu – czterech oskarżonych usłyszało wyroki skazujące za zabójstwo rapera, a jego matka publicznie skomentowała decyzję sądu.
W piątek, 8 maja, sąd uznał za winnych czterech mężczyzn oskarżonych o morderstwo Foolio. Raper został zastrzelony podczas obchodów swoich urodzin w Tampie. Dla jego rodziny to koniec bardzo ciężkiego etapu, o czym jasno dała znać matka artysty, Sandrikas Mays.
Kobieta wrzuciła do sieci zdjęcie jednego ze skazanych, który płakał na sali sądowej. Opublikowała też nagranie z butelkami Don Julio – nawiązującymi do pseudonimu jej syna. Według doniesień, część oskarżonych wcześniej miała wykorzystywać podobne motywy w internetowych prowokacjach.
– SPRAWIEDLIWOŚĆ DLA FOOLIO!!! Właściwy rewanż!!! WINNI ZGODNIE Z ZARZUTAMI… Wszyscy będziemy teraz razem płakać!!!! Co oni mówili??? Otwórzcie butelkę Don Julio… No to pijemy!!! – napisała.
Skazani – Isaiah Chance, Sean Gathright, Davion Murphy i Rashad Murphy – pozostają za kratami i teraz czekają na kolejny etap procesu. Zgodnie z prawem Florydy grozi im dożywocie albo kara śmierci. Już w przyszłym tygodniu rusza faza dotycząca wymiaru kary, podczas której strony przedstawią swoje rekomendacje sędziemu i ławie przysięgłych.
W sprawie pojawia się też piąta osoba. Alicia Andrews została wcześniej uznana winną zarzutu o mniejszym ciężarze gatunkowym – chodzi o nieumyślne spowodowanie śmierci. Kobieta również czeka na ogłoszenie wyroku. Śledczy twierdzą, że razem ze swoim chłopakiem miała śledzić Foolio i przekazać jego lokalizację pozostałym osobom zamieszanym w strzelaninę.
Cała sprawa od początku była jednym z najmocniej komentowanych tematów w amerykańskim rapie. W tle przewijały się dissy, internetowe zaczepki i rodzinne dramaty. Jeden ze skazanych wcześniej twierdził nawet, że utwory wymierzone w niego doprowadziły jego babcię do zawału serca.
News
Tupac i Eric B. & Rakim docenieni po latach. Grammy uhonorowało legendy rapu
„Jestem pewien, że Tupac teraz szeroko się uśmiecha”.
Legenda West Coastu i jeden z najważniejszych duetów w historii rapu dostali potężne wyróżnienie od Recording Academy. „All Eyez On Me” Tupaca oraz „Paid In Full” Erica B. & Rakima oficjalnie trafiły do Grammy Hall Of Fame.
Do Grammy Hall Of Fame trafiają wyłącznie wydawnictwa, które mają minimum 25 lat i realnie zmieniły historię muzyki. W tym roku akademia dorzuciła do tego grona dwa hip-hopowe monumenty, które do dziś są punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń raperów.
„All Eyez On Me” od 2Paca to jeden z najbardziej kultowych albumów w historii rapu. Dwupłytowy materiał z 1996 roku do dziś jest symbolem ery Death Row Records i absolutnej dominacji Paca w mainstreamie. Z kolei „Paid In Full” od Erica B. & Rakima to projekt, który wielu fanów traktuje jak fundament nowoczesnego rapowego flow i storytellingu.
Podczas ceremonii głos zabrał Eric B.
– Szacunek się zdobywa, a nie dostaje. Chcę po prostu podziękować wszystkim. Naszej ekipie, kierowcom, managementowi, każdemu. Gdyby nie wy, nie byłoby Erica B. & Rakima. Kocham was. Jeszcze raz dzięki.
Wyróżnienie w imieniu Tupaca odebrał E.D.I. Mean z Outlawz.
– Wow, dobry wieczór. W imieniu Tupaca, jego rodziny, Tupac Shakur Estate, jego przyjaciół i fanów z całego świata dziękuję Recording Academy za to niesamowite wyróżnienie. Dziękuję Grammy Hall Of Fame za ten zaszczyt. Jestem pewien, że Tupac teraz szeroko się uśmiecha i mówi: ‘Mówiłem wam, że jestem legendą.’
E.D.I. Mean podkreślił też, że Pac od zawsze wierzył w swoje miejsce w historii.
– Mówił nam to. Patrzył nam prosto w oczy i powtarzał to każdego dnia… Ale Tupac był kimś więcej niż artystą. Był poetą, rewolucyjnym duchem i jednym z najbardziej bezkompromisowych głosów swojego pokolenia. Mówił o bólu, walce, miłości i o tym, że można się podnieść niezależnie od tego, przez co przeszedłeś. Dziś oddajemy hołd jemu, ale też wszystkim, którzy dołożyli cegłę do ‘All Eyez On Me’. Nie da się tego przecenić.
Rakim reveals Michael Jackson inspired him to make music as Eric B. & Rakim’s classic album “Paid in Full” is inducted into the Grammys Hall of Fame. pic.twitter.com/6rlRWZHmSN
— The Art Of Dialogue (@ArtOfDialogue_) May 10, 2026
W tegorocznym gronie wyróżnionych znaleźli się też m.in. Alice Coltrane, Funkadelic, Janet Jackson i Nick Drake. Dla fanów rapu najważniejsze jest jednak to, że dwa absolutne klasyki hip-hopu dostały właśnie kolejne potwierdzenie swojego statusu. I raczej nikt nie ma wątpliwości, że te albumy będą katowane jeszcze przez następne dekady.
News
Chada wyszedł po mleko i wrócił po dwóch tygodniach – Hukos opowiedział, jak mieszkał z raperem
„Nie mógł wychodzić z mieszkania”.
Hukos podzielił się w Kanale Zero historią związaną ze śp. Tomaszem Chadą. Raperzy razem mieszkali przez kilka miesięcy w Opolu, do czasu, kiedy Chada nie wyszedł po mleko.
Chada nie mógł wychodzić z domu
Hukos pracował wtedy nad płytą, a wytwórnia wynajęła mu mieszkanie, żeby był dostępny na miejscu, bo jego rodzinny dom był w Białymstoku.
– Przyjechałem na dworzec, odbiera mnie Dawid Szynol, daje klucze i wtedy dopiero mi powiedział: „Tylko będziesz mieszkał z Chadą. I jest jeden warunek: on nie może wyjść z domu”. Hukos był zaskoczony i postawiony wtedy pod ścianą. – Chada dobrowolnie się na to zgodził, nie ma klucza i nie może wyjść z domu – powiedział mu człowiek z wytwórni.
Ostatecznie Hukos na to przystał, przyszedł do mieszkania i tam przywitał go Tomek. – Co ty też tutaj do mnie pod celę? No to sobie posiedzimy. Kawki, herbatki się napijesz? – przywitał go Tomek.
Raper zniknął na dwa tygodnie
Chada faktycznie przez kilka miesięcy nie opuszczał mieszkania, ale do czasu. – Miał mi się dograć do płyty i od rana już się tak kręcił: – Hukos, kurcze, bo mi mleka zabrakło do płatków. – A sklep widzieliśmy z okna. – Hukos, ja pójdę, dasz mi ten klucz? – Chcesz to idź. – Wracam za pięć minut – relacjonował Hukos.
Chada wyszedł po mleko i już się tego dnia nie pojawił.
– Zadzwonił po dwóch tygodniach, że jest na Warszawie Wschodniej i wraca do Opola. Jak gdyby nigdy nic. Wrócił po dwóch tygodniach z mlekiem.
Chada zmarł 18 marca 2018 roku w wieku 39 lat na izbie przyjęć w szpitalu psychiatrycznym w Rybniku.
-
News2 dni temuSzczotka do włosów, do której rapował Szpaku – Cancer Figters ruszyło z aukcjami
-
News3 dni temuTaco Hemingway wciąż boi się pytań, ale dał 1-minutowy wywiad
-
News17 godzin temuMata to nie Quebonafide. Wyprzedał Narodowy czy nie? (tylko u nas)
-
News4 dni temuCzy Mes nadal będzie sławił Ukrainę po ujawnieniu wybuchu epidemii HIV w Polsce?
-
News4 dni temuMolesta „16 Liter” – weterani potrafią w biznes. „100 zł za jeden kawałek”
-
News2 dni temuStudenci z Częstochowy protestują przeciwko koncertowi Fagaty. „Wstyd na całą Polskę”
-
News1 dzień temuJosef Bratan wygwizdany na Fame 31. Wygrał z Bojanem, bo miał dużo szczęścia
-
News21 godzin temuSentino złożył gratulacje kibicom Wisły, chwilę po nietypowej manifestacji na stadionie