Felieton
KOMENTARZ KAABANA: #Raiffeisen
Niedawna afera ze słynnym już hasztagiem, która obnażyła aktualną formę Małolata każe zastanowić się nad dalszym ciągiem jego kariery. Czy młodszego z braci Kaplińskich stać na nagranie naprawdę dobrego materiału, czy raczej WPZLJŻ było swoistym złotym strzałem w jego wykonaniu?
Punktem wyjściowym do tych rozważań powinien być zapał, którego naszemu bohaterowi wyraźnie brakuje. Przypomnijmy: po wydanej przed niemal dekadą płycie z Ajronem i odsiadce, zdołał nagrać zaledwie krążek z bratem (odliczając intro i outro to jest to zaledwie 11 utworów), oraz parę featuringów. Jak na aktywnego i koncertującego co tydzień rapera jest to wynik żenujący, podobnie jak fakt, że na album, który ma ukazać się jesienią nagrane ma zaledwie 2 numery.
Zaraz zaraz, czy zdanie o koncertowaniu co tydzień aby na pewno jest prawdziwe? Oczywiście, że nie. Po sukcesie „Muzyki Rozrywkowej” Pezet postanowił pomóc bratu i woził go ze sobą na koncerty. Nie, nie z powodu braku hypemana, bo jego akurat posiadał. Nie twierdzę, że było to złe posunięcie, jednak zwykła ludzka przyzwoitość nie pozwoliłaby na „przyklejenie się” i żerowanie na fejmie brata przez 6 lat. Małolat takich skrupułów nie miał i mimo premiery „Radia Pezet” dalej rozwija swoją karierę nadwiślańskiego globtrotera. Warto zauważyć, że w wywiadzie dla programu Mixtape wyraźnie zaznaczył, iż nie jara się i nie słucha na co dzień dubstepu. Na co dzień niekoniecznie, ale wiadomo, żeby hajs się zgadzał pewne poświęcenia są wskazane.
Oczywiście wygodnictwo (nawet w wersji skrajnej) nie wyklucza możliwości bycia dobrym raperem, więc spróbujmy się nad tym zastanowić. Jeżeli chodzi o płytę z 2004 roku, to nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Małolat zamknął usta wszystkim krytykom, którzy mylili go z bratem, bądź nie dawali mu większych szans na zrobienie naprawdę dobrego materiału. Jak na tamte (a nawet i te) czasy album był ponadczasowy: niedokładne rymy, stylowe powtórzenia, wersy nierapowane od linijki. Czy komuś się to podoba, czy nie, to zabiegi przeprowadzone z pełną premedytacją dały niesamowity efekt.

Następnie okazało się, że nagranie w taki sposób całej płyty może być nieco męczące, więc zaczynając od roku 2007 Małolat sukcesywnie oddalał się od swojej charakterystycznej stylówki. Nadal nie można było go pomylić z innymi mc, nadal były to dobre, często wkurwione zwrotki, ale nie był to już ten poziom stylu, co wcześniej. Stawiam tezę, że wynikało to z braku chęci: udowodnił to, co miał do udowodnienia i mógł spokojnie spuścić z tonu.
Realizując tę taktykę doczłapał się do 2010 roku i płyty z bratem (która nota bene zapowiadana była od 2008). Ciężko nazwać ją zawodem, jednak warto odnotować dwie kwestie: po pierwsze wyraźnie słychać, kto na tej produkcji wiedze prym, po drugie Małolat postanowił pobawić się w przyśpieszenia, które Pezet szlifował już od dawna. Efekt był prosty do przewidzenia, czyli pogubienie się w paru miejscach, chociaż tragedii jako-takiej nie odnotowano. Niedługo potem zaczęła się Łysiakgate i to właśnie od tamtej pory Małolat jest obiektem drwin, na które zresztą zasłużył. Nawet nie tyle przez przepisanie wersów, co nieprzyznanie się wprost i ściemnianie jakimiś followupami.
Kolejne 3 lat upłynęły bardzo podobnie do poprzednich: Małolat jeździ z bratem na koncerty, raz do roku nagra featuring i to mniej więcej tyle. Nagle ni z tego ni z owego w sieci pojawia się singiel „Horyzont”. Nie mam pojęcia, jakie były motywacje głównego zainteresowanego do jego wypuszczenia, ale podejrzewam, że zadziałał manager, który zauważył słabnącą popularność i liche perspektywy swojego podopiecznego (jak na ogarniętego managera przystało!).
Uzyskany efekt jest odwrotny do założeń, przez co Małolat powinien realnie zacząć się martwić o swoją karierę. Nie wiem, jak można myśleć, że po 3 latach opierdalania weźmie się trapowy bit i elegancko zarapuje, ale ten schemat musiał zadziałać właśnie u młodszego Kaplińskiego. „Horyzont” to tak naprawdę tylko dobre wejście, potem to „ślepi wiodą kulawych i żaden z nich nie chce słuchać”, czyli tragedia. Całość ozdabiają hasztagi, które z hasztagami mają niewiele wspólnego. Może przypomnijmy takie linijki jak:
Pieniądze rządzą wszystkim wokół mnie #Raiffeisen
Niektórym raperem we flow objawia się brak erekcji #Viagra
Nie mam pojęcia, czy Małolat nie zna angielskiego, czy o hasztagach usłyszał gdzieś tam, ale te wymienione wyżej są delikatnie mówiąc bardzo naciągane. I tutaj pojawia się pytanie: GDZIE BYLI RODZICE, A KONKRETNIE REALIZATOR W STUDIU? Czemu nikt mu nie uświadomił, że to najgorsze możliwe do wymyślenia wersy? Jak mówi youtube, utwór był nagrywany w Otrabarwa Studio, czyli u Czarnego. To jest jeden z ostatnich ludzi, których posądziłbym o niekompetencje. Wyszło więc kolesiostwo na poziomie znanym z obecnego w partii rządzącej. Bo przecież lepiej trzymać język za zębami, niż nie daj boże odważyć się kogoś skrytykować.

Co dalej z Małolatem? Z #Raiffeisen śmieją się już nawet raperzy, więc zwalanie na „zamknięte głowy słuchaczy” nie wchodzi w rachubę. W wywiadzie, o którym wspomniałem już wcześniej raper głośno zastanawiał się nad tym, czy aby na pewno „Horyzont” wejdzie na płytę, do tego odwracał kota ogonem twierdząc, że „po prostu nagrał track i chciał się nim podzielić z ludźmi”. Pewnie ktokolwiek dałby się nabrać, gdyby wypuszczał takie utwory kiedykolwiek wcześniej, a jak dobrze wiemy, to nigdy nie miało miejsca. Wszystko rozstrzygnie się na jesieni, jednak nie nastawiałbym się zbyt optymistycznie – jeżeli Małolat faktycznie jara się swoimi „hasztagami”, to istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że płyta będzie tragedią. Może ktoś mu przemówi to rozsądku, ale w to również szczerze wątpię – jeżeli nikt nie zatrzymał „Horyzontu”, to czemu nagle miałby nagle skanować pod kątem słuchalności kolejne utwory? No chyba, że zmieni studio nagraniowe.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
-
News2 dni temuTen Typ Mes w reklamie Biedronki? „Moja Biedronka, mój recyklomat”
-
News3 dni temuBedoes i dzieciaki, Borys Szyc i Łatwogang u Maty na Narodowym – wzruszający moment
-
News3 dni temuFagata na Narodowym u boku Maty. Wystąpiła razem z Dodą
-
News4 dni temuMATA2040 – potrójna płyta Maty trafiła na Spotify, a tam numer z Fryderykiem Chopinem
-
News1 dzień temuReklama Biedronki – Ten Typ Mes zabrał głos
-
News2 dni temuFrosti bezpardonowo atakuje VNM-a, który napisał o załamaniu psychicznym
-
News2 dni temuTede i InPost znowu razem. Paczkomat jak okładka albumu „S.P.O.R.T.”
-
News4 dni temuOki i Quebonafide pocałowali się na koncercie Maty na Narodowym