News
Peja rzucił alkohol 10 lat temu. „Chciano nas spisać na straty”
Raper obchodzi wyjątkową rocznicę.
Tradycyjnie, jak co roku Peja podzielił się swoimi przemyśleniami na temat uzależnienia od alkoholu. Dzisiejsza rocznica jest wyjątkowa, bo raper nie pije już od 10 lat.
Poniżej pełna wypowiedź Rycha na ten temat:
„Szczerze to nie wiem jak zacząć. Może zacznę od refleksji na temat trzeźwienia. Od dłuższego czasu utrwalam słowa zasłyszane od przyjaciół, że trzeźwienie zaczyna się w 6-7 roku abstynencji. Nie piszę o tym bez powodu. W końcu pierwszy publiczny wpis o mojej drodze ku trzeźwości popełniłem obchodząc 6 rocznicę. Przypadek? Na pewno byłem tym nieco zaskoczony. Na pewno kupiłem te słowa jako pewnik, że idzie lepsze. Że zmiany jakie zachodzą są zauważalne nie tylko w oczach ludzi, z którymi dzielę się swoim doświadczeniem. Sam te zmiany zaczynam powoli dostrzegać. Mimo popełnianych błędów, całej gamy wad, prób sprawowania kontroli (nadal!) nad rzeczami na, które nie mam wpływu ale również świadomości własnych braków staram się być szczęśliwy. Bo jak wiemy szczęśliwym się bywa a nie jest cały czas. Tego akurat nie rozumiałem gdy piłem. Rozpaczliwie szukałem szczęścia w zmianie nastroju, który z założenia miał się poprawić na lepsze. I wiecie co? Z tym byciem szczęśliwym całkiem nieźle mi idzie. Czasem się zastanawiam czy gdybym wcześniej ustalił właściwą hierarchię priorytetów uniknąłbym pewnych błędów, złych decyzji, nieszczęść i fatalnej kondycji w sferze mentalnej? Otóż nie. Z jednej prostej przyczyny. W czasie gdy piłem nie mogło być o tym mowy. To picie było naczelnym priorytetem. Ubrane w ładne słowa staczanie się pod płaszczykiem niewinnej zabawy i dalekosiężne plany, z których wytwarzała się nerwówka gdy po jako takim ogarnięciu się próbowałem wdrożyć plan ratunkowy by uniknąć kolejnych porażek w życiu zarówno osobistym jak i zawodowym.
Plany były zawsze pierwszorzędne. Wykonanie jednak bardzo freestylowe. Stwórca musiał mieć niezły ubaw. Spytacie zapewne – na chuj to biczowanie się? Było minęło. Może minęło ale pamięć pozostała. Zapewne nie zdaję sobie sprawy ilu ludzi ma ze mną jakieś wspomnienia z tamtego okresu. Nie zawsze dobre. Być może słuszne. Być może krzywdzące. Dobrze pamiętam jak trudno zachować obiektywizm. Również mnie. Pisząc te słowa niewiele się zastanawiam. Trochę tak jakbym spisywał własne myśli. W końcu nie wiedziałem od czego zacząć. Chwilę mi zajęło zanim cokolwiek napisałem. Ale to dobrze. Piszę swobodnie bez zbędnej analizy i strachu przed oceną. To moja opowieść, w której postawiłem na szczerość. No bo jak inaczej? Nie zawsze taki byłem. Czasem myślałem, że jestem. Często bywałem szczery aż nadto. Czasem myślę, że jest to moja nadrzędna wada a nie zaleta. Nadal staram się odpowiadać szczerze. Nawet, jeśli miałoby mi to zaszkodzić. Mogę się zmieniać na wielu płaszczyznach. Pewnych rzeczy się nie da. Najważniejsze aby wiedzieć gdzie granica między szczerością a naiwnością. Bo jak mówi Desiderata: „…Świat pełen jest oszustwa…”. Wracając do pytania o hierarchię wartości, priorytetów – czy, jeśli zatem postawiłem na przebudowę, szczere pragnienie zaprzestania picia, rozwój duchowy, wyznawanie zasad opartych na szacunku i zaufaniu mam szansę na bycie szczęśliwym? No jasne! Czy mam szansę by uniknąć wszystkich błędów i przykrych konsekwencji wynikających z ich popełnienia? Czy uniknę dyskomfortu wynikającego z konfliktu z drugim człowiekiem, lub spowodowanym wewnętrznym napięciem (ach te wytłumaczenia!) następstw złych decyzji? Otóż nie! Nie picie w oparciu o program AA i postępowanie według przyjętych powszechnie norm nie jest w stanie mnie przed tym uchronić. Po pierwsze jestem człowiekiem a nie wyśmienicie zaprogramowaną maszyną, która w oczywisty sposób zlikwiduje każdy błąd uprzednio wcześnie rozpoznając zagrożenie. Po drugie jestem alkoholikiem. Ile czasu musi jeszcze upłynąć zanim nauczę się rozpoznawać co właściwe a co nie? Jak postępować z ludźmi? Jak okazać wyrozumienie, empatię? Jak nie angażować się w spory? Nie oceniać? Oczywiście dysponuje tym wszystkim na co dzień ale czy zawsze z tego korzystam? Mógłbym oczywiście napisać, że ludzie, których nie dotknęło uzależnienie postępują podobnie. I że każdy ma prawo do błędów, gniewu i różnych słabostek. Ale mówię o sobie – Ryszardzie alkoholiku. Nie o całym świecie. Bez wymówek i usprawiedliwień. Po trzecie również i ja od dłuższego czasu wyznaję zasadę, że wszystko jest po coś. Nie wiem czy obstawałbym przy tym w obliczu wielkiego nieszczęścia jak choroba lub śmierć najbliższych – bo choć i ten element przerobiłem lata temu nie chciałbym ponownie zostać wystawiony na próbę. Dlatego zdaję sobie sprawę, iż są ludzie, którzy nie zgodzą się z tym, że wszystko jest po coś. Jednak dla mnie to dobra metoda na godzenie się z tym, że nie mam na coś wpływu pomimo, iż na początku jest tak trudno to zaakceptować.
Utrata przyjaciela, zerwanie zaręczyn, rozwód, śmierć najbliższych, niepowodzenia zawodowe, niesprawiedliwa ocena, utrata zdrowia (mój alkoholizm) – nie myślcie, że czasem do tego nie wracam. Nie zawsze przechodzę nad tym stwierdzając – że wszystko to wydarzyło się po coś. Czasem myślę, co by się stało gdy przyjdzie o jedno coś za dużo. Czy znajdę na tyle siły, by zaakceptować zastaną rzeczywistość i uznać bezsilność wobec tej sytuacji, wobec rzeczy, które bezpośrednio uderzają w moje poczucie bezpieczeństwa? Czy będę pamiętał o mojej bezsilności wobec alkoholu, o której mówi pierwszy krok? Nie na wszystko mam odpowiedź ale napiszę, że robię wszystko aby w razie zdarzeń skrajnie kryzysowych czerpać z siły duchowej jakkolwiek dziwnie dla niektórych to zabrzmi (choć kiedy piłem nagrałem utwór „Duchowo mocny” – jednak znaczenie tych słów zinterpretowałbym dziś zupełnie inaczej), którą zyskuję przez uczestnictwo w mityngach AA. To właśnie ta siła jest dla mnie codzienną tarczą dla rzeczy, zdarzeń uczuć i ludzi, z którymi nie jest mi po drodze. Wiem również, że dzięki grupie nigdy nie zostanę sam. Powiem więcej. Nigdy w całym moim pokręconym życiu nie miałem przy sobie tylu oddanych, szczerych i wspaniałych osobowości jak na mityngowej sali. Dziękuję Wam za szczerość i odwagę z jaką stawiacie czoła rzeczywistości na trzeźwo. Dziękuję Wam za Wasze świadectwo i doświadczenie, którym dzielicie się ze mną na każdym spotkaniu. Dla wielu z nas grupa jest jak rodzina. Nikt inny nie zrozumie mnie lepiej niż drugi trzeźwiejący alkoholik. Ta rodzina chroni moje życie i dba o mnie. Wysłucha z szacunkiem, dopuści do głosu. Nie generuje konfliktów. Nie komentuje i nie ocenia. Ta rodzina to skarbnica wiedzy na temat prawdziwego życia. Cieszę się, że ta rodzina się powiększa. Cieszę się, że dzięki Wam mój własny dom jest coraz częściej bardziej uporządkowany. Że ubiegły rok był również naprawdę dobry a moje relacje z najbliższymi nie uległy pogorszeniu. Wręcz przeciwnie. I choć nadal jestem zdania, że na nic nie starcza mi czasu, że nie realizuje wszystkiego co sobie wymyśliłem, staram się być jak najlepszym mężem i tatą. Swoją pracę również tę zawodową wykonuję solidnie dając zawsze maksimum możliwości. Kiedy wychodzi moja niekonsekwencja nie zwalam winy na innych, nie tłumaczę się dyspozycją dnia. Wiem co zawalam i z czym mam problemy.
Wiem jak wiele jest do zrobienia i jaka to orka. Ode mnie zależy czy będzie przyjemna czy kojarzona z nieprzyjemnymi korepetycjami, których zresztą za małolata nigdy nie miałem. Nie mi oceniać jak spełniam się w tych wszystkich funkcjach. Cieszę się z możliwości prowadzenia mityngów i sukcesów grupy w postaci każdej rocznicy. Bo każda kolejna rocznica to święto całej grupy. Cieszę się z życia jakie prowadzę i jakie poznałem dzięki nie piciu. Cieszę się każdym dniem na trzeźwo pamiętając, że nawet najgorszy z przeżytych na trzeźwo dni jest niczym w porównaniu z tym kiedy zdecydowałbym sie wrócić do życia z alkoholem. Alkoholem, który dziś nie stanowi dla mnie problemu. Którego nie zauważam, bo przestałem się na nim koncentrować skupiając swoją uwagę na rzeczach znaczących. Pamiętam jednak o jego niszczycielskiej mocy mając przed nim respekt. Nie to żebym się bał – nie uciekam z monopolowego na widok szkła, nie wychodzę z restauracji gdzie wszyscy piją. To stan, którego nie zmienię. Na który nie mam wpływu. To ja codziennie uczę się żyć na świecie gdzie alkohol występuje wszędzie i dosłownie nagminnie. Czym byłoby nie picie i bycie nieszczęśliwym z tego powodu? Czym byłoby życie pozbawione radości, którą w sobie mam również z tego powodu iż nie piję? Jaki miałby sens rozwód z flaszką gdyby moje życie sensu było pozbawione? Jak trudne jest dla alkoholika pogodzenie się z faktem, że zrywa z alkoholem kategorycznie i nieodwołalnie? Jak trudny do przerobienia jest żal po stracie najważniejszej rzeczy w świecie alkoholika? Jak trudne jest poruszanie się w nowej, trzeźwej rzeczywistości bez podpórek, złudnego poczucia szczęścia i możliwości natychmiastowego regulowania nastroju? Jak trudno nauczyć się odmawiać nie tylko alkoholu? Jak trudno zadbać o asertywność? Poczucie własnego szczęścia? Własnej wartości? Jak trudno alkoholikowi odbudować własne niezakłamane ja? Jak trudno odbudować swoje człowieczeństwo? Jak trudno wziąć odpowiedzialność za własne życie? Za bezpieczeństwo innych? Jak trudno zauważyć więcej niż czubek własnego nosa? Jak trudno przestać tylko gadać a zacząć słuchać? Jak trudno nie przerywać dając dojść do głosu swojemu kolosalnemu ego? Jak trudno przyznać się do popełnionych błędów, świństw i łajdactw? Jak trudno uznać swą bezsilność wobec potęgi alkoholu? Jak trudno uznać swój własny alkoholizm, na który każdy z pijących sam zapracował przez wszystkie te lata? Cieszę się, że na wszystkie te pytania znajduje odpowiedzi uczęszczając na mityngi.
Wiem też jak postępować by ustrzec się wielu błędów podczas wędrówki na wyboistej drodze ku trzeźwości. Stanu, którego nigdy nie osiągnę. Żaden staż nie predysponuje mnie do takiego stwierdzenia. Staż może jedynie mnie nieco przybliżyć. Wiem, że nigdy nie wytrzeźwieję. Nie da się. A może tu nie chodzi o cel tylko o drogę? Moja grupa nazywa się Qvo Vadis. Przypadek? Dziś mogę powiedzieć, że dokładnie wiem dokąd zmierzam. Zmierzam na kolejny mityng bez górnolotnych opisów jaki to jestem wspaniały. Wielu z Was mogło mnie zakodować jako chama i mendę. Liczę, że są również tacy, którzy mają o mnie inne zdanie. Mieli mnie okazję poznać. Nie istotne czy w starym czy w jak to nazywam nowym życiu. Każdy z nich ma swój odbiór, punkt widzenia – podobnie jak ja. Jestem alkoholikiem i jeszcze przez długi czas będę mówił o sobie niekoniecznie w pochlebny sposób. Nie liczę na oklaski, na to, że ktoś mi wybaczy moje uczynki, że ktoś wystawi mi pomnik. Nie mam oczekiwań. Bardzo trudno ich nie mieć. Zwłaszcza w mojej pracy zawodowej. Kiedyś zażartowałem, że program AA pozbawi mnie pracy:) Szołbiz również ten rapowy to droga po trupach. Na mityngach uczę się jak głownie jak być przyzwoitym człowiekiem. Dlatego cieszą wieloletnie relacje z tymi, którzy od samego początku darzyli mnie prawdziwym szacunkiem. Zawsze możecie na mnie liczyć. Na pewno na początku mojej drogi nie miałem wielkich oczekiwań w związku z nie piciem i samej chęci zaprzestania. Myślę, wszystkie te rzeczy, które są po coś musiały się przydarzyć bym w końcu doznał jakiegoś przebudzenia i zaczął działać. Walka o zmianę. Pisałem Wam kiedyś o moim pierwszym roku w AA. Ale właśnie w tym pierwszym roku zaznajomiłem się z tematem. Zapicia nie były już niczym innym jak kluczem do zrozumienia, że nie ma dla mnie drogi powrotu do kontrolowanego picia, które nie wpływa na całokształt mojej egzystencji. Zapisałem się na terapię.
Poniedziałek 11 stycznia tuż obok mojej sali mityngowej. Wszystko kompleksowo w jednym miejscu:) Od Świąt Bożego Narodzenia nie piłem, bo wyszła przeginka i oczywiście moralniak. Sylwester na trzeźwo to była wtedy jakaś rzeźnia. Tym bardziej, że towarzystwo przychodziło do mnie a ja osobiście kupowałem alkohol na ten bal. To był mój pierwszy trzeźwy Sylwester od 21 lat. Odbiłem to sobie na pierwszych styczniowych koncertach. Najpierw 8 w Piotrkowie Trybunalskim i delikatna poprawka na WOŚP-ie w Gliwicach dnia następnego. Ostatni kieliszek w moim starym życiu wychylił ze mną DVJ. Rink. Wiedziałem gdzie idę w poniedziałek i naszła mnie taka myśl: „A więc tak wygląda pożegnanie z wódą…” Kurwa naprawdę tak pomyślałem. I coś w tym musiało być skoro wódki zostało sporo i poszliśmy grzecznie spać. Standardowo bolał mnie żołądek. A umysł pijaka paradoksalnie powiedział: „Rychu olej tę flachę kładź się do łóżka”. W domu czekała Paulina. Czy zaświtało poczucie odpowiedzialności? Czy to zwykła sztuczka by po powrocie wyglądać jak nowy? Chyba jednak mi zależało. Przecież w niedzielę światełko do nieba. Zdarzyło mi się w życiu wystawić kilka dziewczyn do wiatru. Jaki miałby sens powielać schemat z kolejną dziewczyną? Dziewczyną, która była przy mnie podczas mojego pierwszego roku w kratkę w AA. Naszego pierwszego roku związku. Dziewczyną, która zdążyła poznać niezrozumiałe dla niej zależności, z których pomogła mi się wyplątać. Dziewczyną, dla której chciałem się zaangażować w poważny związek nie będąc do końca poważnym, chociaż bardzo dobrze odgrywałem rolę gentlemana kompletnego. Kiedy ją poznałem mój narkotykowy epizod dobiegał właśnie końca. Kiedy zaczęliśmy się spotykać moja karta sim ze spisem wszystkich kaskaderek wylądowała w kiblu. Po 3 miesiącach związku przyszedł czas na AA. Muszę przyznać, że trafiłem na bardzo rozsądną dziewczynę. Tylko taka mogła nic nie narzucając pomóc mi wykonać pierwszy ruch. Bez presji, pretensji. Z ukrytym żalem i smutkiem za te pare incydentów z 2009. Dla mnie to kilka incydentów dla niej zwyczajne przegięcie dupy. Myślę, że bardzo się bała. Zaangażowana na tyle, że była gotowa inwestować w ten związek kolejne miesiące. W dodatku zmierzając w nieznane. Tego 10 stycznia w niedzielę wymyśliłem sobie powrót ze Śląska przez Częstochowę. Każdy nowy dzień to kolejny genialny plan jak to się mówi.
Jeśli Częstochowa to Jasna Góra. Od rana padał śnieg. Wielkie zdające się być najcięższymi na świecie płatami. Po co jechałem na Jasną Górę? Nie wiem. Czy pamiętam siebie, który był tam 5 lat wcześniej? Pamiętam. Czy pamiętam swoje zachowanie. Oczywiście, że pamiętam. Czy podzielę się tym z Wami? Ni chuja. Czy odczuwam ciarki żenady. Trochę tak. Czy opowiem o tym kiedyś na grupie? Sam nie wiem. Śnieżyca tak nas załatwiła, że dojechałem do domu po Światełku do Nieba. Trzeźwy. Jeśli pierwszy trzeźwy dzień mojego życia zaczynam od pobytu w świętym miejscu to na czym skończę? Możliwe, że nie na Powązkach – pomyślałem parafrazując Ola i Frantza. Od tego czasu minęło równo 10 lat. 3650 dni. Ile to kwartałów? 40. Ile tygodni? 520. Od dawna rytm rocznic wyznaczają również styczniowe urodziny Lili. Wtedy rocznice obchodzi też mój człowiek Mieciu. I też będzie to 10 lat bez alko. I pomyśleć, że chciano nas spisać na straty. A może sami tego chcieliśmy? W najbliższą niedzielę jest Światełko do Nieba. Mam nadzieję, że obejrzę je w towarzystwie żony i dzieci. Należy się. A jeśli moja druga rodzina z Qvo Vadisu zechce wybrać się na koncert w ramach WOŚP w Suchym Lesie to serdecznie zapraszam. Zapraszam oczywiście wszystkich chętnych!
Moją 10 rocznicę drogi ku trzeźwości wyprawiam na grupie Qvo Vadis 21 stycznia. Pogody Ducha Kochani! Rychu AA”.
News
Fani Vkiego zaczęli skandować „Rusina!”. Raper był kompletnie zdezorientowany
Vkie przez moment nie wiedział, co się dzieje.
Vkie dostał od publiki niespodziewany „prezent”. Podczas jego koncertu tłum nagle zaczął skandować ksywkę Rusiny.
Relacje Vkiego i Rusiny mają za sobą sporo zakrętów. Na początku kariery raperzy mocno ze sobą współpracowali, ale z czasem ich drogi się rozeszły, a między nimi pojawił się konflikt. Ich otoczenie również podzieliło się wtedy na dwa obozy.
W piątek podczas koncertu Vkiego w Energy 2000 w Katowicach wydarzyła się jednak nietypowa sytuacja. W pewnym momencie część publiki zaczęła głośno skandować:
– Rusina! Rusina!
Vkie wyraźnie nie spodziewał się takiej reakcji. Raper przez chwilę wyglądał na mocno zdezorientowanego i próbował zrozumieć, co właściwie dzieje się pod sceną. Nie zdecydował się jednak odpowiadać na skandowanie ani komentować Rusiny. Chwilę później poprosił publikę jedynie o „zrobienie hałasu” i koncert poleciał dalej.
Według relacji uczestników, którzy mieli rozmawiać z Vkiem, raper miał przekazać, że nie ma obecnie do Rusiny żadnych pretensji, a ich relacja jest neutralna.
News
Skolim świętuje 30. urodziny wielkim festynem, na który wejdą też dzieci
Specjalne miasteczko urodzinowe i liczni goście.
Skolim nie zamierza świętować trzydziestki przy torcie w domu – szykuje wielki festyn z koncertami, grillem i własnym miasteczkiem urodzinowym.
Skolim kończy 30 lat i z tej okazji szykuje imprezę z grubą obsadą. Za organizację wydarzenia odpowiada jego wieloletni współpracownik i przyjaciel Luxon, a całość odbędzie się w Siemiatyczach dzień przed właściwymi urodzinami artysty.
Standardowa wejściówka kosztuje 50 zł, natomiast za kolekcjonerską wersję trzeba zapłacić 70 zł. Jest też dobra wiadomość dla rodzin z dzieciakami – najmłodsi do 120 cm wzrostu wejdą na teren amfiteatru całkowicie za darmo.
Impreza ruszy już o godz. 15:00. Wtedy otworzy się specjalne miasteczko urodzinowe, w którym pojawią się atrakcje dla dzieci i dorosłych, strefa grillowa oraz degustacja autorskich produktów sygnowanych przez Skolima.
O godz. 18:00 zacznie się główna część koncertowa i tutaj lista gości jest naprawdę długa. Na scenę wejdą Zenek Martyniuk, Cleo, Crack House, Prymaki, Zorka, Raider, Dance 2 Disco oraz grupa taneczna Jo Art Show.
Gwiazdą wieczoru będzie oczywiście sam jubilat. Skolim zagra swoje największe hity i zamieni własne 30. urodziny w otwarty dla fanów festyn. Zamiast zamkniętej imprezy dla znajomych wybrał scenę, tłum pod nią i kilkugodzinne świętowanie.
News
Fagata na płycie z Sentino znów dissuje Mateusza Nataliego z Popkillera
Influencerka nie odpuszcza naczelnemu Popkillera.
Fagata nie odpuszcza Popkillerowi i Mateuszowi Nataliemu. Ponad rok po pierwszej spinie znów jedzie po redaktorze naczelnym – tym razem na płycie nagranej z Sentino.
Konflikt Fagaty z Popkillerem ciągnie się już już dłuższy czas. W marcu ubiegłego roku influencerka nie znalazła się wśród nominowanych do Popkillerów i postanowiła zapytać redakcję o powód w swoim stylu.
– Komu trzeba ob**ąć, żeby dostać nominację? Bo ewidentnie trzeba dobrze d***y dać, skoro są nominowane laski, które nie rapują.
Mateusz Natali odpowiedział wtedy na zaczepkę, tłumacząc zasady, którymi redakcja kieruje się przy nominowaniu influencerów nagrywających rap.
– My nie zamykamy przed nikim drzwi, ale też nie nominujemy każdego, kto coś nagrał. W przypadku influencerów uznajemy pewien próg wejścia, w którym widzimy, że ktoś poszedł w to na serio, nagrał odpowiednio dużo autorskiej muzyki i został w jakimś stopniu zaakceptowany przez rapową scenę i środowisko. Do tej pory (o ile dobrze pamiętam) ze wszystkich twórców internetowych nagrywających rapowane utwory w nominacjach znaleźli się jedynie Multi i Merghani, którzy staż muzyczny mają dość konkretny (no i Eryk Moczko, który rapował, zanim został influencerem). Możliwe, że za rok lista się wydłuży, zobaczymy.
Fagata już raz zdissowała CEO Popkillera
Na wymianie zdań się nie skończyło. Fagata przeniosła konflikt do muzyki i zaatakowała redaktora naczelnego Popkillera w numerze „Mama mówiła”.
Minął ponad rok, ale najwyraźniej temat nadal siedzi jej w głowie. Na wspólnym projekcie z Sentino „Trick or Threat” influencerka ponownie wyciągnęła nazwisko Nataliego.
„J*bać Popkillera”
W numerze „Pomylone” Fagata atakuje całą inicjatywę Popkillerów, a chwilę później bezpośrednio wymienia z nazwiska Mateusza Nataliego.
„J*bać Popkillera, meneli w różnych t-shirtach. Chcę nagrodę Grammy, nie jakieś gówno ze stali – Mateusz Natali”
Na odpowiedź Emateia raczej nie ma jednak co liczyć. Jego stosunek do Fagaty jest znany, więc trudno spodziewać się, żeby nagle zdecydował się wejść z nią w jakąkolwiek przepychankę.
Ferg zrezygnował z członu „A$AP” w ksywie, czym zranił Rocky’ego, ale teraz jasno tłumaczy, że musiał odciąć się od życia składu i zacząć budować własną markę.
Ferg i A$AP Rocky przez lata byli najmocniejszymi nazwiskami związanymi z A$AP Mob. Dzisiaj każdy idzie jednak własną drogą, a usunięcie przez Ferga „A$AP” z pseudonimu stało się symbolem tego, jak bardzo poszedł w swoją stronę.
Ferg odpowiada Rocky’emu
Ferg pojawił się w serii „In Motion” Complex Bets, gdzie Ashley Nicole Moss zapytała go o słowa Rocky’ego. Ten wcześniej przyznał, że zabolała go decyzja kolegi o zmianie ksywy.
Ferg nie zamierza jednak cofać swojej decyzji.
– Myślę, że dla niego to osobista sprawa. Możesz czuć to, co chcesz czuć. Ale koniec końców muszę podążać za swoją prawdą i tym, co sam czuję. Nie ma nic złego w rozwoju. Mam A$AP wytatuowane na sobie. Zawsze byłem D Fergiem, dorastając zawsze byłem Fergiem. Kiedy zacząłem działać z Mobem, wtedy zostałem A$AP Fergiem. Teraz po prostu wracam do tego, kim jestem.
Ferg responds to Rocky being "bothered" by him dropping A$AP from his name and moving away from the mob:
"that's a personal thing for him. you can feel how you want to feel (…) we're not mobbin' anymore, we're grown." https://t.co/VNF5jTZLkY@Complex pic.twitter.com/mvP3zJKdl0— Ashley Nicole Moss (@AshNicoleMoss) September 25, 2026
„Nie jesteśmy już Mob. Jesteśmy dorośli”
Raper zwrócił uwagę na prostą rzecz: czasy wspólnego latania wszędzie jako A$AP Mob minęły. Rocky ma rodzinę i rozwija swoją karierę, a Ferg chce zrobić dokładnie to samo, tylko na własnych zasadach.
– Masz dzieci, robisz swoje. Ja tutaj robię swoje. Nie latamy już razem jako Mob. Jesteśmy dorośli. Więc pozwólcie mi pokazać ludziom, czym jest Ferg. Pozwólcie mi pokazać, czym jest marka Ferg. Zbudowaliśmy tutaj wieże. A kiedy znowu się spotkamy i ludzie zobaczą nas razem, powiedzą: „O cholera, zobaczcie, co Ferg zbudował tutaj. Zobaczcie, co Rocky zbudował tam. On przejmuje świat filmu, ja zajmuję się fitnessem i całą resztą.
Ferg przyznał, że gdyby cały czas poruszał się razem z Rockym, mógłby przegapić własne szanse.
– Wyobraź sobie, że wszędzie poruszam się z nimi, jeżdżę na trasy Rocky’ego… I przez to nie jestem nawet w stanie trafić na swoje błogosławieństwa, bo podążam za czyimś marzeniem. Muszę iść i robić rzeczy w stylu Ferga. Ludzie muszą wiedzieć, kim jestem, zanim opuszczę tę Ziemię.
A$AP Rocky był zraniony, ale relacja nie jest skreślona
Rocky już wcześniej mówił o zmianie ksywy Ferga i przyznawał, że była ona dla niego bolesna. Jednocześnie dawał do zrozumienia, że ich relacja nie musi kończyć się konfliktem.
Obaj artyści spotykali się również po tym, jak A$AP Mob przestał funkcjonować w swojej dawnej formule. Historia Ferga i Rocky’ego wygląda więc bardziej jak rozjazd dwóch dorosłych gości, którzy chcą budować własne imperia, niż definitywne spalenie mostów.
News
50 Cent spotkał się z Tonym Buzbee – prawnikiem kobiety oskarżającej Jay-Z o gwałt
Prawnik zachwycony Fiftym: „Bardzo dobry człowiek”.
50 Cent spotkał się z Tonym Buzbee krótko po tym, jak była klientka prawnika wycofała swoje oskarżenia o napaść seksualną wobec Jaya-Z.
Jedno zdjęcie wystarczyło, żeby fani zaczęli zastanawiać się, co dzieje się za kulisami sceny. Tony Buzbee opublikował fotografię z 50 Centem, któremu od lat daleko do przyjacielskich relacji z Jayem-Z.
Do spotkania doszło podczas wydarzenia Houston Children’s Charity. Na zdjęciu oprócz rapera i prawnika pojawiła się również żona Buzbee, Frances.
Prawnik nie szczędził 50 Centowi komplementów.
– Dobrze było zobaczyć @50cent na wydarzeniu Houston Children’s Charity. Frances i ja naprawdę świetnie spędziliśmy z nim czas. Przedsiębiorca, muzyk i filantrop. Bardzo dobry człowiek! – napisał.
Samo zdjęcie nie świadczy oczywiście o żadnej współpracy między nimi. Timing sprawił jednak, że fotka błyskawicznie zwróciła uwagę fanów śledzących konflikt prawny wokół Jaya-Z.
Good to see @50cent at the Houston Children’s Charity event. Frances and I really hanging with him. Entrepreneur, musician, and philanthropist. A very good man!! pic.twitter.com/PwuTQkVYFN
— Tony Buzbee (@TonyBuzbee2) September 25, 2026
Oskarżenia wobec Jaya-Z zostały wycofane
Spotkanie odbyło się w szczególnym momencie. Była klientka Buzbee złożyła w sądzie federalnym dokument, w którym stwierdziła, że jej wcześniejsze zarzuty wobec Jaya-Z były nieprawdziwe.
Kobieta ma obecnie nowych prawników. Jej obecny pełnomocnik utrzymuje, że padła ona ofiarą napaści seksualnej, ale nie ze strony Jaya-Z.
Sprawa przez wiele miesięcy ciągnęła za sobą poważne konsekwencje wizerunkowe i kolejne batalie prawne. Jay-Z prowadził postępowanie przeciwko Buzbee. Pozew złożony w Kalifornii został oddalony, ale według doniesień prawna walka może mieć dalszy ciąg w Nowym Jorku.
50 Cent wcześniej uderzał w Buzbee
Całość jest tym ciekawsza, że 50 Cent wcześniej nie ograniczał się wyłącznie do trollowania Jaya-Z w związku z tą sprawą.
Raper komentował ją wielokrotnie w sieci, a jego wpisy z czasem przeszły od typowego dla niego trollingu do krytyki zarówno oskarżycielki, jak i Tony’ego Buzbee. Dlatego wspólne zdjęcie z prawnikiem może wyglądać zaskakująco.
Nie wiadomo jednak, czy spotkanie miało jakiekolwiek znaczenie poza wydarzeniem charytatywnym. Ani 50 Cent, ani Buzbee nie poinformowali o żadnej współpracy związanej ze sprawą Jaya-Z.
-
News2 dni temuDramat Karramby. 53-letni weteran rapu z Krakowa nie potrafi samodzielnie się poruszać
-
Felieton3 dni temuTrueman robi biznes na Fagacie. To już Sentino ma więcej przyzwoitości – felieton
-
News2 dni temuKarramba zmienił cel maksymalny zbiórki. Błyskawiczne tempo pomocy
-
News2 dni temuTrueman wypuścił EP-kę Fagaty & Sentino. „Zostały zainwestowane duże środki”
-
News4 dni temuEldo wzruszył się u Rymanowskiego. Opowiedział też o Karolu Nawrockim
-
News20 godzin temuOtsochodzi zarapował, że „walił gruchę pod Annę Muchę”. Nietypowa reakcja aktorki
-
News2 dni temuJan-Rapowanie zagra w barwach Wisły Kraków. Raper wyjdzie na murawę
-
News3 dni temuWspólnik Bonusa RPK zabrał głos po horrorze w Jarosławiu