Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Płyty, które się nie ukazały, a powinny | CZ.2

Opublikowany

 

Piąty, niemal nieodłączny element hip hopu? No cóż, obsuwa dobiera się do wielu muzycznych przedsięwzięć, a w rapie zjawisko to otrzymało niemal kultową rangę.

Oczywiście większość zapowiadanych albumów, których tworzenie i zbieranie do kupy – delikatnie mówiąc – zajęło nieco więcej czasu niż pierwotnie zakładano doczekało swojej premiery, jednak niestety (lub stety) część projektów nie została sfinalizowana, a okazuje się, że czas nie był łaskawy dla wielu ciekawych albumów. Sprawdźcie więc drugą część naszego zestawienia.

 

Bengazi.

Przez pewien czas nie było wiadomo czym w ogóle jest ten "projekt Bengazi", który zapowiedział Gural. Jego nowa solówka? Wspólny album z innym raperem? Może jakaś sztywna kolaboracja na linii raper – producent? Okazało się jednak, że moda polegająca na wypluwaniu na rynek muzycznych składanek udzieliła się także szefowi Szpadyzor Records, a więc skrzyknął on swoich podopiecznych, zamknął w studio i przedstawił cały zarys projektu. Panowie od początku niespecjalnie narzucali sobie konkretne terminy, ale jak informował DGE, cały materiał w pewnym momencie miał być rzekomo na ukończeniu. W sieci zaczęły pojawiać się pierwsze single, które jednak zbyt wielkiego szumu nie wzbudziły, ale powiedzmy sobie szczerze – sam Gural i tak by tego projektu nie wyciągnął na wyżyny, a słuchanie albumu zasypanego zwrotkami Qlopa, Rafiego czy Shelleriniego do najprzyjemniejszych form rozrywki zdecydowanie nie należy.

Szanse na ukazanie się: Terminów nikt sobie nie narzucił, ale tak naprawdę kogo ten album obchodzi…?

 

Numer Raz – "Foreva" / "Numer, Kiedy Płyta?"

Czy Numera można uznawać jeszcze za aktywnego rapera? Ba, już sam fakt dopisywania określenia "aktywny" wzbudza ku temu spore podejrzenia. Obecnie 1/2 Warszafskiego Deszczu zaangażowane jest w dziennikarstwo muzyczne, prowadząc m.in. swoją radiową audycję i na razie nie zanosi się na to, by miałby to wszystko zostawić i wrócić na scenę z legalnym albumem. A od ostatniego minęło już przecież 7 lat! Co prawda po drodze wychodziły jakieś mixtape'y, ale umówmy się – do najbardziej płodnych raperów trudno Numera zaliczyć. Pierwsze zapowiedzi albumu pochodzą z okolic 2013 roku, kiedy to do sieci trafiło zdjęcie rapera, przedstawiającego swój ambitny plan działania dający do zrozumienia, że album warszawiaka jest raczej kwestią kilku miesięcy i zatytułowany wówczas krążek "Foreva" trafi do sklepów we wrześniu. Ostatecznie gówno z tego wyszło. W międzyczasie u rapera pojawiły się pewne problemy rodzinne, o czym informował chociażby Tede i zdradzał, że jego kolega owszem coś tam pisze i nagrywa, jednak efekty tej pracy nie są zbyt obiecujące, bowiem niemal wszystkie nagrane kawałki są utrzymane w straszliwie dołującym klimacie. W ubiegłym roku (także na samym początku) Numer zrobił po raz kolejny podejście do nagrania długogrającego albumu zapraszając do współpracy producentów, by Ci przesyłali mu zarówno klasyczne produkcje, jak i te określane jako "niuskulowe". Pod koniec roku, oprócz ogłoszenia tytułu i poszukiwania inspiracji na okładkę krążka, raper zarzekł się, że jeżeli do końca roku nie zbierze się w sobie na tyle, by doprowadzić do końca projekt "Numer, Kiedy Płyta?", to kończy karierę. 2016 rozpoczął się bez solówki Numera na sklepowych półkach.

Szanse na ukazanie się: Coś tam na tych dyskach twardych uchowało, więc może za 12 lat album się pojawi. Oczywiście zakładając jego ewentualny powrót z „rapowej emerytury”.

 

HiFi Banda.

Prawdopodobnie największą, lub jedną z największych bolączek wszelakich grup i zespołów muzycznych uprawiających dowolny gatunek jest konieczność stosowania kompromisu i studzenia ambicji jednostki na rzecz dobra wspólnego. Wiele świetnym zespołom niestety nie udało się godzić na takie wyrzeczenia i poświęcić się tylko i wyłącznie takiej formie twórczości, a co za tym szło, z czasem się one rozpadały. Na polskim rapowym podwórku taki syndrom dopadł kilka znanych ekip, m.in. warszawską HiFi Bandę. Diox, Hades, DJ Kebs i Czarny po sporym sukcesie, jakim był album "23:55" planowali wypuścić kolejny wspólny krążek w 2013 roku, były już także prowadzone konkretne działania w tym kierunku, a sam Diox ze stuprocentowym przekonaniem zapowiadał, że przed jego trzecią solówką ukaże się nowy album nagrany tylko we czwórkę, najpewniej bez żadnych gościnnych występów. Raper informował też, że mają już stworzone nieco nowej muzyki przeznaczonej na ten właśnie projekt i faktycznie – do pewnego momentu wszystko szło normalnym tokiem, w jakim zwykle powstają rapowe krążki, a i ukazał się także singiel "Otwórz Oczy". Fani czekali. Kolejne dni, tygodnie i miesiące upływały, a nowych szczegółów dotyczących albumu HiFi Bandy zaczynało brakować. Ciszę przerwał w końcu Czarny, który krótkim wpisem na Facebooku ogłosił, że w najbliższym czasie nowej płyty nie ma się co spodziewać, a na początku ubiegłego roku, Hades zapytany o najbliższe plany grupy odrzekł, że jego osoby na ewentualnej płycie składu na pewno nie będzie i niekoniecznie interesuje go co szykuje reszta jego kompanów. Cóż, na tych dwóch wypowiedziach jak na razie wszystko stanęło, nieznane są także powody konfliktu w zespole, chociaż w sieci krążą pewne niepotwierdzone plotki, jakoby problemy dotyczyły piątego członka grupy, który do tej pory był gdzieś z boku, a mianowicie… hajsu.

Szanse na ukazanie się: Na razie nikłe, ale nie takie powroty do studia świat widział.

 

Waldemar Kasta.

Kiedy kilka lat temu Waldemar Kasta ogłaszał zakończenie swojej rapowej kariery chyba mimo wszystko mało kto na poważnie brał te zapowiedzi. W końcu nie on pierwszy wyrażał frustrację niską sprzedażą płyt, niekiedy wątpliwym ich docenieniem z drugiej strony twórczym wypaleniem i brakiem sensu dalszego nagrywania, a ostatecznie irytacji całą rapową otoczką i niechęci do środowiska. I faktycznie – od 2011 roku wydane zwrotki rapera można było policzyć na palcach jednej dłoni, a po mikrofon sięgał jedynie sporadycznie, gdy faktycznie coś w środku go do tego zmuszało. Przekonał go wokal Cleo i wsparł wokalistkę na jej albumie z Donatanem, ale z kolei z możliwości pojawienia się na "Równonocy" konsekwentnie rezygnował. Zabawił się także przy okazji akcji Hot16Challenge, a w międzyczasie zaangażował się dodatkowo w projekt "Nowe Pokolenie 14/44" i to z grubsza tyle. Oczywiście nie było tak, że raper wyłączył mikrofon, założył kapcie i siadł sobie przed telewizor, a odchodził od niego tylko wtedy, gdy trzeba było akurat poprowadzić galę KSW, ale cały czas realizował się muzycznie rozwijając swoją nową kapelę i nagrywając album w klimatach… akustycznego grunge'u. Cóż, jak się okazało, Wall-E nie poszedł śladami chociażby Eisa i nie skończył z rapem raz na zawsze, a zachował się jak chociażby… Jay-Z. Krótko mówiąc – ogłosił swój powrót do rapu, po wcale nie tak długiej rozłące. Niby fajnie, no bo wiadomo, że Kasta to tona charyzmy i niepodrabialny głos, a także jeden z fundamentów całej rodzimej kultury, ale od czasu jego emocjonalnego wpisu na facebooku jesienią 2014 roku o płycie ani widu ani słychu. A czy rzeczywiście się ona ukaże? Raper miał podobno nagrywać wspólne numery z Kalibrem 44, tajemniczym gościem z zagranicy i – a jakże – Guralem, a wydaniem materiału zająć się miała wytwórnia Hustla Music. Chęci Waldek także ma, środki również się pojawiły, ale jak sam twierdzi – brakuje mu odpowiednich bitów i… weny.

Szanse na ukazanie się: Nieprędko.

 

Tehnikolor (Laikike1 x Bisz x Elhuana).

Pierwsza oficjalne info o tym projekcie wypłynęło od Laika pod koniec… 2012 roku i mimo, że Panowie nie mieli nagranego ani jednego utworu na album, to słuchacze i tak okrzyknęli to z miejsca klasykiem. Czytanie tego nadużywanego określenia wzbudza już raczej kpiący uśmiech na twarzy, a gdy Ci bardziej oderwani od rzeczywistości słuchacze potrafią jeszcze w punktach wymieniać co musi zostać spełnione, by będący w wyobrażeniach słuchaczy klasyk stał się faktem to odczucia z czytania tego ocierają się o zwyczajne zażenowanie. No dobra, w przypadku tego albumu nawet i ja wymiękłem. Ani Bisz ani Laik nie należą do moich ulubionych raperów, jednak potencjał jaki tkwi w tej kolaboracji jest – jak na polskie warunki – bardzo duży. Dwóch świetnych tekściarzy dla których rymowanie dla samego rymowania jest zwyczajną stratą czasu i mimo ewidentnych podobieństw (kolejne dna w tekstach zatrzymałyby się pewnie na podobnej liczbie), to także sporo ich dzieli. Bisz jako spokojny, bezkonfliktowy, nie do końca komfortowo czujący się w mediach koleżka, a z drugiej strony bezczelny Laik, krytykujący regularnie większość kolegów po fachu, mający prawdopodobnie taką samą liczbę hejterów co fanów. Zaraz, wróć. Nie "fanów", a może bardziej "wyznawców", w końcu sam raper określenie "fan" wykreślił ze swojego słownika. No dobrze, ale wróćmy do naszego Tehnikoloru. Cóż to miałby być za projekt? Panowie nie planowali nawijać o dupie Maryni, kimkolwiek by ta Marynia nie była, postanowili się wspiąć na jakieś większe wyżyny i założyli, że będzie to album ściśle koncepcyjny. Koncept także nie jest zbyt prosty, a Ci, którzy propsowali VNM-a za ciekawą ideę "Klaud N9jn" powinni posłuchać co wymyślili Bisz z Laikiem: "Bisz na tej płycie ma być Bogiem i mistrzem narracji. Ja natomiast będę zwykłym człowiekiem, który budzi się do życia bez uczuć i potrzeb. Nie potrzebujesz mieć np: ciepło w domu, nie potrzebujesz seksu, niczego. I ja to muszę rozkminić." Ciekawe? Pewnie, że ciekawe. Oczywiście napisanie czegoś takiego wymaga maksymalnej weny i skupienia i nie powstaje podczas luźnej wizyty w studio przy browarku i blancie z bojowym okrzykiem na ustach: "dobra kurwa, nagrywamy płytę". Sam Bisz w momencie swojego twórczego zastoju, którego zresztą przesadnie nie ukrywał, twierdził, że nie zamierza się w tekstach w żaden sposób powtarzać. No więc co w końcu stanie się z albumem? Raperzy pytani co jakiś czas zapewniają, że pomysł bynajmniej nie upadł, nadal chcą wspólny album nagrać, bity Elhuany czekają, więc może po premierze solówki Wilka Chodnikowego w końcu się zbiorą we trójkę i Tehnikolor zostanie stworzony.

Szanse na ukazanie się: Panowie zapewniają, że powstanie. Nie wiadomo czy za rok, dwa, pięć czy dziesięć ale powstanie. Więc pozostaje po prostu im wierzyć.

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: