Felieton
Płyty, które się nie ukazały, a powinny | CZ.2
Piąty, niemal nieodłączny element hip hopu? No cóż, obsuwa dobiera się do wielu muzycznych przedsięwzięć, a w rapie zjawisko to otrzymało niemal kultową rangę.
Oczywiście większość zapowiadanych albumów, których tworzenie i zbieranie do kupy – delikatnie mówiąc – zajęło nieco więcej czasu niż pierwotnie zakładano doczekało swojej premiery, jednak niestety (lub stety) część projektów nie została sfinalizowana, a okazuje się, że czas nie był łaskawy dla wielu ciekawych albumów. Sprawdźcie więc drugą część naszego zestawienia.
Bengazi.
Przez pewien czas nie było wiadomo czym w ogóle jest ten "projekt Bengazi", który zapowiedział Gural. Jego nowa solówka? Wspólny album z innym raperem? Może jakaś sztywna kolaboracja na linii raper – producent? Okazało się jednak, że moda polegająca na wypluwaniu na rynek muzycznych składanek udzieliła się także szefowi Szpadyzor Records, a więc skrzyknął on swoich podopiecznych, zamknął w studio i przedstawił cały zarys projektu. Panowie od początku niespecjalnie narzucali sobie konkretne terminy, ale jak informował DGE, cały materiał w pewnym momencie miał być rzekomo na ukończeniu. W sieci zaczęły pojawiać się pierwsze single, które jednak zbyt wielkiego szumu nie wzbudziły, ale powiedzmy sobie szczerze – sam Gural i tak by tego projektu nie wyciągnął na wyżyny, a słuchanie albumu zasypanego zwrotkami Qlopa, Rafiego czy Shelleriniego do najprzyjemniejszych form rozrywki zdecydowanie nie należy.
Szanse na ukazanie się: Terminów nikt sobie nie narzucił, ale tak naprawdę kogo ten album obchodzi…?
Numer Raz – "Foreva" / "Numer, Kiedy Płyta?"
Czy Numera można uznawać jeszcze za aktywnego rapera? Ba, już sam fakt dopisywania określenia "aktywny" wzbudza ku temu spore podejrzenia. Obecnie 1/2 Warszafskiego Deszczu zaangażowane jest w dziennikarstwo muzyczne, prowadząc m.in. swoją radiową audycję i na razie nie zanosi się na to, by miałby to wszystko zostawić i wrócić na scenę z legalnym albumem. A od ostatniego minęło już przecież 7 lat! Co prawda po drodze wychodziły jakieś mixtape'y, ale umówmy się – do najbardziej płodnych raperów trudno Numera zaliczyć. Pierwsze zapowiedzi albumu pochodzą z okolic 2013 roku, kiedy to do sieci trafiło zdjęcie rapera, przedstawiającego swój ambitny plan działania dający do zrozumienia, że album warszawiaka jest raczej kwestią kilku miesięcy i zatytułowany wówczas krążek "Foreva" trafi do sklepów we wrześniu. Ostatecznie gówno z tego wyszło. W międzyczasie u rapera pojawiły się pewne problemy rodzinne, o czym informował chociażby Tede i zdradzał, że jego kolega owszem coś tam pisze i nagrywa, jednak efekty tej pracy nie są zbyt obiecujące, bowiem niemal wszystkie nagrane kawałki są utrzymane w straszliwie dołującym klimacie. W ubiegłym roku (także na samym początku) Numer zrobił po raz kolejny podejście do nagrania długogrającego albumu zapraszając do współpracy producentów, by Ci przesyłali mu zarówno klasyczne produkcje, jak i te określane jako "niuskulowe". Pod koniec roku, oprócz ogłoszenia tytułu i poszukiwania inspiracji na okładkę krążka, raper zarzekł się, że jeżeli do końca roku nie zbierze się w sobie na tyle, by doprowadzić do końca projekt "Numer, Kiedy Płyta?", to kończy karierę. 2016 rozpoczął się bez solówki Numera na sklepowych półkach.
Szanse na ukazanie się: Coś tam na tych dyskach twardych uchowało, więc może za 12 lat album się pojawi. Oczywiście zakładając jego ewentualny powrót z „rapowej emerytury”.
HiFi Banda.
Prawdopodobnie największą, lub jedną z największych bolączek wszelakich grup i zespołów muzycznych uprawiających dowolny gatunek jest konieczność stosowania kompromisu i studzenia ambicji jednostki na rzecz dobra wspólnego. Wiele świetnym zespołom niestety nie udało się godzić na takie wyrzeczenia i poświęcić się tylko i wyłącznie takiej formie twórczości, a co za tym szło, z czasem się one rozpadały. Na polskim rapowym podwórku taki syndrom dopadł kilka znanych ekip, m.in. warszawską HiFi Bandę. Diox, Hades, DJ Kebs i Czarny po sporym sukcesie, jakim był album "23:55" planowali wypuścić kolejny wspólny krążek w 2013 roku, były już także prowadzone konkretne działania w tym kierunku, a sam Diox ze stuprocentowym przekonaniem zapowiadał, że przed jego trzecią solówką ukaże się nowy album nagrany tylko we czwórkę, najpewniej bez żadnych gościnnych występów. Raper informował też, że mają już stworzone nieco nowej muzyki przeznaczonej na ten właśnie projekt i faktycznie – do pewnego momentu wszystko szło normalnym tokiem, w jakim zwykle powstają rapowe krążki, a i ukazał się także singiel "Otwórz Oczy". Fani czekali. Kolejne dni, tygodnie i miesiące upływały, a nowych szczegółów dotyczących albumu HiFi Bandy zaczynało brakować. Ciszę przerwał w końcu Czarny, który krótkim wpisem na Facebooku ogłosił, że w najbliższym czasie nowej płyty nie ma się co spodziewać, a na początku ubiegłego roku, Hades zapytany o najbliższe plany grupy odrzekł, że jego osoby na ewentualnej płycie składu na pewno nie będzie i niekoniecznie interesuje go co szykuje reszta jego kompanów. Cóż, na tych dwóch wypowiedziach jak na razie wszystko stanęło, nieznane są także powody konfliktu w zespole, chociaż w sieci krążą pewne niepotwierdzone plotki, jakoby problemy dotyczyły piątego członka grupy, który do tej pory był gdzieś z boku, a mianowicie… hajsu.
Szanse na ukazanie się: Na razie nikłe, ale nie takie powroty do studia świat widział.
Waldemar Kasta.
Kiedy kilka lat temu Waldemar Kasta ogłaszał zakończenie swojej rapowej kariery chyba mimo wszystko mało kto na poważnie brał te zapowiedzi. W końcu nie on pierwszy wyrażał frustrację niską sprzedażą płyt, niekiedy wątpliwym ich docenieniem z drugiej strony twórczym wypaleniem i brakiem sensu dalszego nagrywania, a ostatecznie irytacji całą rapową otoczką i niechęci do środowiska. I faktycznie – od 2011 roku wydane zwrotki rapera można było policzyć na palcach jednej dłoni, a po mikrofon sięgał jedynie sporadycznie, gdy faktycznie coś w środku go do tego zmuszało. Przekonał go wokal Cleo i wsparł wokalistkę na jej albumie z Donatanem, ale z kolei z możliwości pojawienia się na "Równonocy" konsekwentnie rezygnował. Zabawił się także przy okazji akcji Hot16Challenge, a w międzyczasie zaangażował się dodatkowo w projekt "Nowe Pokolenie 14/44" i to z grubsza tyle. Oczywiście nie było tak, że raper wyłączył mikrofon, założył kapcie i siadł sobie przed telewizor, a odchodził od niego tylko wtedy, gdy trzeba było akurat poprowadzić galę KSW, ale cały czas realizował się muzycznie rozwijając swoją nową kapelę i nagrywając album w klimatach… akustycznego grunge'u. Cóż, jak się okazało, Wall-E nie poszedł śladami chociażby Eisa i nie skończył z rapem raz na zawsze, a zachował się jak chociażby… Jay-Z. Krótko mówiąc – ogłosił swój powrót do rapu, po wcale nie tak długiej rozłące. Niby fajnie, no bo wiadomo, że Kasta to tona charyzmy i niepodrabialny głos, a także jeden z fundamentów całej rodzimej kultury, ale od czasu jego emocjonalnego wpisu na facebooku jesienią 2014 roku o płycie ani widu ani słychu. A czy rzeczywiście się ona ukaże? Raper miał podobno nagrywać wspólne numery z Kalibrem 44, tajemniczym gościem z zagranicy i – a jakże – Guralem, a wydaniem materiału zająć się miała wytwórnia Hustla Music. Chęci Waldek także ma, środki również się pojawiły, ale jak sam twierdzi – brakuje mu odpowiednich bitów i… weny.
Szanse na ukazanie się: Nieprędko.
Tehnikolor (Laikike1 x Bisz x Elhuana).
Pierwsza oficjalne info o tym projekcie wypłynęło od Laika pod koniec… 2012 roku i mimo, że Panowie nie mieli nagranego ani jednego utworu na album, to słuchacze i tak okrzyknęli to z miejsca klasykiem. Czytanie tego nadużywanego określenia wzbudza już raczej kpiący uśmiech na twarzy, a gdy Ci bardziej oderwani od rzeczywistości słuchacze potrafią jeszcze w punktach wymieniać co musi zostać spełnione, by będący w wyobrażeniach słuchaczy klasyk stał się faktem to odczucia z czytania tego ocierają się o zwyczajne zażenowanie. No dobra, w przypadku tego albumu nawet i ja wymiękłem. Ani Bisz ani Laik nie należą do moich ulubionych raperów, jednak potencjał jaki tkwi w tej kolaboracji jest – jak na polskie warunki – bardzo duży. Dwóch świetnych tekściarzy dla których rymowanie dla samego rymowania jest zwyczajną stratą czasu i mimo ewidentnych podobieństw (kolejne dna w tekstach zatrzymałyby się pewnie na podobnej liczbie), to także sporo ich dzieli. Bisz jako spokojny, bezkonfliktowy, nie do końca komfortowo czujący się w mediach koleżka, a z drugiej strony bezczelny Laik, krytykujący regularnie większość kolegów po fachu, mający prawdopodobnie taką samą liczbę hejterów co fanów. Zaraz, wróć. Nie "fanów", a może bardziej "wyznawców", w końcu sam raper określenie "fan" wykreślił ze swojego słownika. No dobrze, ale wróćmy do naszego Tehnikoloru. Cóż to miałby być za projekt? Panowie nie planowali nawijać o dupie Maryni, kimkolwiek by ta Marynia nie była, postanowili się wspiąć na jakieś większe wyżyny i założyli, że będzie to album ściśle koncepcyjny. Koncept także nie jest zbyt prosty, a Ci, którzy propsowali VNM-a za ciekawą ideę "Klaud N9jn" powinni posłuchać co wymyślili Bisz z Laikiem: "Bisz na tej płycie ma być Bogiem i mistrzem narracji. Ja natomiast będę zwykłym człowiekiem, który budzi się do życia bez uczuć i potrzeb. Nie potrzebujesz mieć np: ciepło w domu, nie potrzebujesz seksu, niczego. I ja to muszę rozkminić." Ciekawe? Pewnie, że ciekawe. Oczywiście napisanie czegoś takiego wymaga maksymalnej weny i skupienia i nie powstaje podczas luźnej wizyty w studio przy browarku i blancie z bojowym okrzykiem na ustach: "dobra kurwa, nagrywamy płytę". Sam Bisz w momencie swojego twórczego zastoju, którego zresztą przesadnie nie ukrywał, twierdził, że nie zamierza się w tekstach w żaden sposób powtarzać. No więc co w końcu stanie się z albumem? Raperzy pytani co jakiś czas zapewniają, że pomysł bynajmniej nie upadł, nadal chcą wspólny album nagrać, bity Elhuany czekają, więc może po premierze solówki Wilka Chodnikowego w końcu się zbiorą we trójkę i Tehnikolor zostanie stworzony.
Szanse na ukazanie się: Panowie zapewniają, że powstanie. Nie wiadomo czy za rok, dwa, pięć czy dziesięć ale powstanie. Więc pozostaje po prostu im wierzyć.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News14 godzin temuTede wszedł między bloki i pokazał, czym jest rap. Bez promptera i telefonu
-
News2 dni temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News3 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News17 godzin temuPopek sprzedał swoje konto na Instagramie patoinfluencerowi
-
News1 dzień temuTede składa przeprosiny w sprawie Sokoła i promptera
-
News3 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News4 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”
-
News4 dni temuMalik Montana pochwalił się 3 swoich dzieci. „Chcę przynajmniej siódemkę”