Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Płyty, które się nie ukazały, a powinny |CZ.3

Opublikowany

 

Piąty, niemal nieodłączny element hip hopu? No cóż, obsuwa dobiera się do wielu muzycznych przedsięwzięć, a w rapie zjawisko to otrzymało niemal kultową rangę.

Oczywiście większość zapowiadanych albumów, których tworzenie i zbieranie do kupy – delikatnie mówiąc – zajęło nieco więcej czasu niż pierwotnie zakładano doczekało swojej premiery, jednak niestety (lub stety) część projektów nie została sfinalizowana, a okazuje się, że czas nie był łaskawy dla wielu ciekawych albumów. Sprawdźcie więc trzecią część naszego zestawienia.

 

Części poprzednie: część 1 | część 2

 

Chada i Diox.

Gdy obok siebie widzę postawione ksywki Chady i Dioxa, to momentalnie budzą się wspomnienia związane z – delikatnie mówiąc – ich średnio udanym beefem z Doniem. Powiedzmy sobie szczerze, Panowie nie polegli zapewne jedynie w oczach grupy ich najbardziej zatwardziałych fanów, a każdy, kto przesłuchał wszystkie nagrane dissy nie mając z tyłu głowy żadnych uprzedzeń co do jednej i drugiej strony konfliktu, przyznali, że zlekceważony Doniu wypadł dużo lepiej niż Chada ze swoimi koleżkami i nieco raperów utemperował. Raperzy jednak, zamiast łączyć siły w beefie, to chętniej planowali połączyć je w studio w nieco innym celu, czego efektem miał być wspólny album zapowiadany niedługo po wydaniu bardzo udanego dla Chady krążku "WGW". Chociaż może ciężko to nazwać zapowiedzią, bo Tomek jedynie wspomniał, iż Panowie na ten temat dość poważnie rozmawiają i ustalają pewne szczegóły, a do studia wejdą "kiedy tylko nadejdą sprzyjające ku temu okoliczności". Te jednak nie nadeszły, raperzy skupili się na swoich, zapewne nieco ważniejszych projektach, a na majkach przecinali się przy okazji pojedynczych utworów. Później doszły do tego problemy z prawem Chady i temat już w ogóle poszedł w zapomnienie.

Szanse na ukazanie się: Przez te kilka lat od zapowiedzi pomysł wspólnego materiału rozjechał się już raczej bezpowrotnie.

 

Buszu.

Najdziwniejsza wytwórnia w kraju? Najmniej płodny label? No cóż, zastanawiać się można dlaczego w ogóle Lucky Dice Busza określane było mianem wytwórni, skoro sam jej szef jak i największy diament – którego zazdrościli prawdopodobnie wszyscy wydawcy w Polsce, z Wojtkiem Sokołem na czele – swoich solowych krążków nie zdołali wydać w ciągu kilku lat, a katalog firmy zamknął się bodajże w zaledwie jednym tytule. Do tej pory, gdy pojawia się chociażby drobna informacja na temat ewentualnej płyty Sitka, to słuchacze głośno pukają się po głowie i pytają jak to się stało, że ten koleżka nie uderzył ze swoim krążkiem w momencie, gdy wokół jego osoby szalał największy hajp, a powiedzmy sobie szczerze – przegapienie właściwego dla siebie momentu niejednemu raperowi zrujnowało karierę lub też przynajmniej dość mocno ją spowolniło. Wydaje się jednak, że wspomniany Sitek jakoś sobie ze skuteczną promocją i sprzedażą albumu jeszcze poradzi (jeżeli oczywiście do takowej premiery w przyszłości dojdzie), tak z Buszem już tak kolorowo nie jest. Michał pojawił się w świadomości słuchaczy w 2009 roku, kiedy to wypuścił swoje "Demo" i już zaraz po tym istotnym – jak się wówczas mogło wydawać – punkcie w jego przygodzie z rapem zapowiadał prace nad długogrającym materiałem. Ba, EPka miała być zaledwie jednym z etapów jego promocji! Kolejne plotki dotyczące albumu przewijały się chociażby w 2013 roku, gdzie rzekomo sprawa wydania materiału pozostawała kwestią kilku miesięcy. Obecnie mamy 2016 rok, a Buszu chyba nadal obmyśla jak tu ten swój album dalej wypromować, bo od tamtego czasu żadnego projektu od szefa Lucky Dice nie otrzymaliśmy i nie wiadomo czy otrzymamy. Po sporej burzy w jego labelu, postanowiono wydawnictwo zamknąć, a skupić się na rozwoju brandu odzieżowego, co chyba było najbardziej rozsądnym wyjściem – w końcu przedsiębiorstwo muzyczne, które niezbyt radzi sobie ze spięciem w całość albumu i wrzuceniu go na półki sklepowe nie powinno się tytułować wytwórnią.

Szanse na ukazanie się: Nie żartujmy sobie.

 

2sty x Gedz x Jodsen.

Pojawiający się na scenie młody raper z pewnością wizualizuje sobie swoją muzyczną karierę, ma już w głowie projekty, które chce zrealizować, a przede wszystkim czuje ogromną, niewymuszoną zajawkę i z każdej strony czuć, że rozpiera go od środka ambicja. Często jednak, po jakimś czasie następuje zderzenie z rzeczywistością a swoje plany raper musi zweryfikować i część z nich odrzucić w kąt. Odnoszę wrażenie, że podobny problem spotkał zapowiadany projekt trzech młodych raperów, czyli 2sty'ego Gedza i Jodsena, którzy kilka lat temu mieli ciekawy pomysł na wspólną płytę. Od początku można było mieć jednak co do tego projektu mieszane odczucia – z jednej strony Panowie świetnie się na majku dogadywali i nagrywali między sobą dość regularnie, ale też realizowali swoje solowe materiały, więc siłą rzeczy na któryś z projektów musieli poświęcić nieco mniej czasu niż to konieczne. Historia tego niewydanego albumu miała kilka swoich znaków zapytania, a pierwszym w kolejności był już sam skład całej ekipy, który nie do końca był jasny. Na początku mówiło się o kolaboracji Gedza z Jodą, co brzmiało całkiem sensownie, biorąc pod uwagę, że obaj na co dzień mieszkali w Trójmieście, trzymali dobry kontakt i kilka lat temu nagrywali niemal nieprzerwanie. Z czasem zapał na pełnoprawny album nieco stygł, a Joda pytany w wywiadzie sugerował, że to, czy projekt trafi na sklepowe półki uzależnione jest bardziej od tego, czy znajdzie się wytwórnia, która będzie miała ochotę zainwestować w tych dwóch młodych raperów i ich wydać. Zdaje się, że Gedz miał nieco więcej ciśnienia na album z innym raperem, bowiem gdy ogłoszono line-up na Hip Hop Kemp 2013 i wiadomo było, że Gedz razem z raperem z Warszawy, 2stym wystąpią razem na jednej scenie, to równocześnie padła informacja o tym, że Panowie przygotowują album. Okazja ku temu była idealna – Gedz zaliczył już wówczas legalny debiut, natomiast "Puzzle" 2sty'ego do sklepów miały trafić za moment, więc raperzy mogli z pustymi głowami zabrać się za nowe rzeczy. Ostatecznie pojawiały się plotki, że Gedziula do studia miał zaprosić obu kolegów, by materiał stworzyć we trójkę, jednak temat się nieco rozjechał.

Szanse na ukazanie się: Gedz wydaje się być maksymalnie skupiony na swojej solowej karierze i ambitnie dłubie przy "Amebie", a do tego wspominał o wyjeździe do Poznania, by popracować nieco z Paluchem (także mówi się o wspólnym albumie obu Panów), 2sty siedzi w Warszawie, a z kolei kariera Jodsena po wydanych w 2014 roku "Wielkich Snach" zamiast nabrać rozpędu mocno wyhamowała. Swoją drogą szkoda, że tak się to u Jody potoczyło, bo przez pewien czas był to jeden z moich faworytów – nie każdy raper ma tak wyczuwalną charyzmę i pewność siebie, czasem nawet bezczelną. Podsumowując – szanse na album tych muszkieterów są bliskie zeru.

 

ZIP Skład.

Od czego by tu zacząć…? Może od tego, że "Chleb Powszedni" to klasyk polskiego hip hopu i tego założenia chyba nikt nie zamierza podważać, prawda? Mimo tego, na drugi album legendarnego ZIP Składu nie czeka zbyt wielu słuchaczy, bo od wydanego w 1999 roku materiału zbyt dużo wody już w Wiśle upłynęło, żeby – niemała w końcu – grupa dorosłych facetów z rodzinami, dziećmi, pracą i innymi mniej lub bardziej ważnymi zajęciami mogła bez żadnych przeszkód spotkać się w studio i pobawić się znowu w hip hopy. Nie jest jednak tak, że ekipa całkowicie olała sprawę, bo podejmowała dość ambitne działania by ponownie projekt spod szyldu ZIP skład na rynek wypuścić – kilka lat temu na oficjalnej stronie internetowej Fu pojawiła się informacja, że album jego i jego kolegów pojawić się ma w 2011 roku – co naturalnie nie wyszło – a z czasem ogłoszono, że nagrywki jednak trwają, ale już w jednym z późniejszych wywiadów okazało się, że za dużo chłopaki nie nagrali, bo zatrzymano się na jednym, nieskończonym kawałku. Ponadto, Pono zdradzał w rozmownie z Vieniem, że produkcje na krążek ma dostarczyć m.in. Shuko. Czyli jednak coś na rzeczy było.

Szanse na ukazanie się: Sami członkowie ZIP Składu niespecjalnie w to wierzą. Niby chcą, niby mają świadomość jak bardzo ważna jest to marka, jednak podchodzą do tematu racjonalnie i mają świadomość, że rozkoszne czasy, w których w studio mogli przesiadywać godzinami minęły bezpowrotnie. Swoją drogą, czy aby na pewno potrzebny jest nam album ZIP Składu? Obecna forma większości składu pozostawia wiele do życzenia, a parę ksywek koło formy stało pewnie gdzieś w latach 90-tych, a sam Sokół płyty nie pociągnie.

 

DJ Tuniziano.

Wielkie Joł ma to do siebie, że wypuszcza regularnie sporo projektów, gdzie ich głównym źródłem jest naturalnie Tede, ale z drugiej strony prawdopodobnie porównywalna ich liczba została zapowiedziana i nigdy nie ujrzała światła dziennego. Sam Jacek takich materiałów miał na swoim koncie przynajmniej kilka, ale jego koledzy na przestrzeni lat także nie byli do końca słowni w tej kwestii. Kilka projektów przygotowywał niegdyś samozwańczy "król mixtape'ów", wieloletni kompan TDF-a i nieoceniona pomoc na koncertach, czyli DJ Tuniziano, chociaż i tak proporcje tych wydanych płyt do zapowiedziantych i zapomnianych nie stawiają DJ-a w złym świetle. Za jeden z najbardziej znanych można uznać – "Arapski Deszcz", na którym znaleźć się miały acapelle z płyty "Prawfdpowiedziafszy" położone na "arabskich" produkcjach. Już sama okładka, która trafiła do sieci wzbudziła nieco szumu, a jak tłumaczył sam Tuniziano w jednym z wywiadów przed premierą swojego innego mixtape'u, "Arapskiego Deszczu" w ogóle miało nie być. Podczas przygotowywania grafik na pierwszą część "Howwy" chłopaki ogarnęli się dość późno, że brakuje im jeszcze jednej strony do kompletu, a więc zadaniem Zgrywusa było sklecenie czegoś na szybko, więc wymyślił, że wkręci nieco słuchaczy jakąś fejkową okładką projektu i w taki oto sposób powstał cover do wymyślonego "Arapskiego Deszczu". Po tym, jak uruchomił się cały szum wokół nie będącego nawet w planach projektu, DJ stwierdził, że może faktycznie można coś takiego zrobić, a do współpracy zaprosił producenta, znanego obecnie z nagrywek z B.R.O, Manifesta. W sieci zdążył ukazać się nawet pierwszy singiel, którym był zremixowany "Czwartek", jednak od tamtej pory zbyt dużo się nie ruszyło. Podobna sprawa ma się z "Tedoxem", opierającym się – jak sam tytuł może wskazywać – na produkcjach Dr. Dre, który wypuszczony miał zostać niedługo po premierze "Ellimiati". Tutaj jednak także wszystko zakończyło się na jednym singlu "Fajnie Żyć" położonym na bicie z "The Message".

Ciekawym projektem mógł być wspólny album Tuniziano i Sir Micha, który został zapowiedziany w… 2013 roku. W przeciwieństwie jednak do "Arapskiego Deszczu" i "Tedoxu" projekt zarówno rozpoczął i zakończył się zaledwie na wpisie na facebooku. Dobra, to dlaczego w takim razie ta kolaboracja była interesująca? Panowie świetnie się dogadują (dogadywali…?), nadają na podobnych falach i są obdarzeni tym samym poczuciem humoru, poza tym ich całkiem oryginalne R&B brzmiało naprawdę przyzwoicie.

Szanse na ukazanie się: Czy w ogóle Tuniziano usłyszymy jeszcze w kolaboracji z ekipą Wielkie Joł? Od jakiegoś czasu DJ-a nie widać u boku Tedego podczas koncertów i wypadów, a jego miejsce zajął Młody Grzech, a jeśli ktoś wypada ze składu Jacka, to raczej już do niego nie wraca. Tak więc konflikt wyklucza możliwość wypuszczenia takich projektów jak "Arapski Deszcz" i "Tedox", które miały opierać się na wokalach TDF-a. A płyta z Sir Michem? Ostatnim ich wspólnym numerem jaki pamiętam, było „Może Tak, Może Nie” i raczej już tak pozostanie.

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: