Felieton
Płyty, które się nie ukazały, a powinny |CZ.3
Piąty, niemal nieodłączny element hip hopu? No cóż, obsuwa dobiera się do wielu muzycznych przedsięwzięć, a w rapie zjawisko to otrzymało niemal kultową rangę.
Oczywiście większość zapowiadanych albumów, których tworzenie i zbieranie do kupy – delikatnie mówiąc – zajęło nieco więcej czasu niż pierwotnie zakładano doczekało swojej premiery, jednak niestety (lub stety) część projektów nie została sfinalizowana, a okazuje się, że czas nie był łaskawy dla wielu ciekawych albumów. Sprawdźcie więc trzecią część naszego zestawienia.
Części poprzednie: część 1 | część 2
Chada i Diox.
Gdy obok siebie widzę postawione ksywki Chady i Dioxa, to momentalnie budzą się wspomnienia związane z – delikatnie mówiąc – ich średnio udanym beefem z Doniem. Powiedzmy sobie szczerze, Panowie nie polegli zapewne jedynie w oczach grupy ich najbardziej zatwardziałych fanów, a każdy, kto przesłuchał wszystkie nagrane dissy nie mając z tyłu głowy żadnych uprzedzeń co do jednej i drugiej strony konfliktu, przyznali, że zlekceważony Doniu wypadł dużo lepiej niż Chada ze swoimi koleżkami i nieco raperów utemperował. Raperzy jednak, zamiast łączyć siły w beefie, to chętniej planowali połączyć je w studio w nieco innym celu, czego efektem miał być wspólny album zapowiadany niedługo po wydaniu bardzo udanego dla Chady krążku "WGW". Chociaż może ciężko to nazwać zapowiedzią, bo Tomek jedynie wspomniał, iż Panowie na ten temat dość poważnie rozmawiają i ustalają pewne szczegóły, a do studia wejdą "kiedy tylko nadejdą sprzyjające ku temu okoliczności". Te jednak nie nadeszły, raperzy skupili się na swoich, zapewne nieco ważniejszych projektach, a na majkach przecinali się przy okazji pojedynczych utworów. Później doszły do tego problemy z prawem Chady i temat już w ogóle poszedł w zapomnienie.
Szanse na ukazanie się: Przez te kilka lat od zapowiedzi pomysł wspólnego materiału rozjechał się już raczej bezpowrotnie.
Buszu.
Najdziwniejsza wytwórnia w kraju? Najmniej płodny label? No cóż, zastanawiać się można dlaczego w ogóle Lucky Dice Busza określane było mianem wytwórni, skoro sam jej szef jak i największy diament – którego zazdrościli prawdopodobnie wszyscy wydawcy w Polsce, z Wojtkiem Sokołem na czele – swoich solowych krążków nie zdołali wydać w ciągu kilku lat, a katalog firmy zamknął się bodajże w zaledwie jednym tytule. Do tej pory, gdy pojawia się chociażby drobna informacja na temat ewentualnej płyty Sitka, to słuchacze głośno pukają się po głowie i pytają jak to się stało, że ten koleżka nie uderzył ze swoim krążkiem w momencie, gdy wokół jego osoby szalał największy hajp, a powiedzmy sobie szczerze – przegapienie właściwego dla siebie momentu niejednemu raperowi zrujnowało karierę lub też przynajmniej dość mocno ją spowolniło. Wydaje się jednak, że wspomniany Sitek jakoś sobie ze skuteczną promocją i sprzedażą albumu jeszcze poradzi (jeżeli oczywiście do takowej premiery w przyszłości dojdzie), tak z Buszem już tak kolorowo nie jest. Michał pojawił się w świadomości słuchaczy w 2009 roku, kiedy to wypuścił swoje "Demo" i już zaraz po tym istotnym – jak się wówczas mogło wydawać – punkcie w jego przygodzie z rapem zapowiadał prace nad długogrającym materiałem. Ba, EPka miała być zaledwie jednym z etapów jego promocji! Kolejne plotki dotyczące albumu przewijały się chociażby w 2013 roku, gdzie rzekomo sprawa wydania materiału pozostawała kwestią kilku miesięcy. Obecnie mamy 2016 rok, a Buszu chyba nadal obmyśla jak tu ten swój album dalej wypromować, bo od tamtego czasu żadnego projektu od szefa Lucky Dice nie otrzymaliśmy i nie wiadomo czy otrzymamy. Po sporej burzy w jego labelu, postanowiono wydawnictwo zamknąć, a skupić się na rozwoju brandu odzieżowego, co chyba było najbardziej rozsądnym wyjściem – w końcu przedsiębiorstwo muzyczne, które niezbyt radzi sobie ze spięciem w całość albumu i wrzuceniu go na półki sklepowe nie powinno się tytułować wytwórnią.
Szanse na ukazanie się: Nie żartujmy sobie.
2sty x Gedz x Jodsen.
Pojawiający się na scenie młody raper z pewnością wizualizuje sobie swoją muzyczną karierę, ma już w głowie projekty, które chce zrealizować, a przede wszystkim czuje ogromną, niewymuszoną zajawkę i z każdej strony czuć, że rozpiera go od środka ambicja. Często jednak, po jakimś czasie następuje zderzenie z rzeczywistością a swoje plany raper musi zweryfikować i część z nich odrzucić w kąt. Odnoszę wrażenie, że podobny problem spotkał zapowiadany projekt trzech młodych raperów, czyli 2sty'ego Gedza i Jodsena, którzy kilka lat temu mieli ciekawy pomysł na wspólną płytę. Od początku można było mieć jednak co do tego projektu mieszane odczucia – z jednej strony Panowie świetnie się na majku dogadywali i nagrywali między sobą dość regularnie, ale też realizowali swoje solowe materiały, więc siłą rzeczy na któryś z projektów musieli poświęcić nieco mniej czasu niż to konieczne. Historia tego niewydanego albumu miała kilka swoich znaków zapytania, a pierwszym w kolejności był już sam skład całej ekipy, który nie do końca był jasny. Na początku mówiło się o kolaboracji Gedza z Jodą, co brzmiało całkiem sensownie, biorąc pod uwagę, że obaj na co dzień mieszkali w Trójmieście, trzymali dobry kontakt i kilka lat temu nagrywali niemal nieprzerwanie. Z czasem zapał na pełnoprawny album nieco stygł, a Joda pytany w wywiadzie sugerował, że to, czy projekt trafi na sklepowe półki uzależnione jest bardziej od tego, czy znajdzie się wytwórnia, która będzie miała ochotę zainwestować w tych dwóch młodych raperów i ich wydać. Zdaje się, że Gedz miał nieco więcej ciśnienia na album z innym raperem, bowiem gdy ogłoszono line-up na Hip Hop Kemp 2013 i wiadomo było, że Gedz razem z raperem z Warszawy, 2stym wystąpią razem na jednej scenie, to równocześnie padła informacja o tym, że Panowie przygotowują album. Okazja ku temu była idealna – Gedz zaliczył już wówczas legalny debiut, natomiast "Puzzle" 2sty'ego do sklepów miały trafić za moment, więc raperzy mogli z pustymi głowami zabrać się za nowe rzeczy. Ostatecznie pojawiały się plotki, że Gedziula do studia miał zaprosić obu kolegów, by materiał stworzyć we trójkę, jednak temat się nieco rozjechał.
Szanse na ukazanie się: Gedz wydaje się być maksymalnie skupiony na swojej solowej karierze i ambitnie dłubie przy "Amebie", a do tego wspominał o wyjeździe do Poznania, by popracować nieco z Paluchem (także mówi się o wspólnym albumie obu Panów), 2sty siedzi w Warszawie, a z kolei kariera Jodsena po wydanych w 2014 roku "Wielkich Snach" zamiast nabrać rozpędu mocno wyhamowała. Swoją drogą szkoda, że tak się to u Jody potoczyło, bo przez pewien czas był to jeden z moich faworytów – nie każdy raper ma tak wyczuwalną charyzmę i pewność siebie, czasem nawet bezczelną. Podsumowując – szanse na album tych muszkieterów są bliskie zeru.
ZIP Skład.
Od czego by tu zacząć…? Może od tego, że "Chleb Powszedni" to klasyk polskiego hip hopu i tego założenia chyba nikt nie zamierza podważać, prawda? Mimo tego, na drugi album legendarnego ZIP Składu nie czeka zbyt wielu słuchaczy, bo od wydanego w 1999 roku materiału zbyt dużo wody już w Wiśle upłynęło, żeby – niemała w końcu – grupa dorosłych facetów z rodzinami, dziećmi, pracą i innymi mniej lub bardziej ważnymi zajęciami mogła bez żadnych przeszkód spotkać się w studio i pobawić się znowu w hip hopy. Nie jest jednak tak, że ekipa całkowicie olała sprawę, bo podejmowała dość ambitne działania by ponownie projekt spod szyldu ZIP skład na rynek wypuścić – kilka lat temu na oficjalnej stronie internetowej Fu pojawiła się informacja, że album jego i jego kolegów pojawić się ma w 2011 roku – co naturalnie nie wyszło – a z czasem ogłoszono, że nagrywki jednak trwają, ale już w jednym z późniejszych wywiadów okazało się, że za dużo chłopaki nie nagrali, bo zatrzymano się na jednym, nieskończonym kawałku. Ponadto, Pono zdradzał w rozmownie z Vieniem, że produkcje na krążek ma dostarczyć m.in. Shuko. Czyli jednak coś na rzeczy było.
Szanse na ukazanie się: Sami członkowie ZIP Składu niespecjalnie w to wierzą. Niby chcą, niby mają świadomość jak bardzo ważna jest to marka, jednak podchodzą do tematu racjonalnie i mają świadomość, że rozkoszne czasy, w których w studio mogli przesiadywać godzinami minęły bezpowrotnie. Swoją drogą, czy aby na pewno potrzebny jest nam album ZIP Składu? Obecna forma większości składu pozostawia wiele do życzenia, a parę ksywek koło formy stało pewnie gdzieś w latach 90-tych, a sam Sokół płyty nie pociągnie.
DJ Tuniziano.
Wielkie Joł ma to do siebie, że wypuszcza regularnie sporo projektów, gdzie ich głównym źródłem jest naturalnie Tede, ale z drugiej strony prawdopodobnie porównywalna ich liczba została zapowiedziana i nigdy nie ujrzała światła dziennego. Sam Jacek takich materiałów miał na swoim koncie przynajmniej kilka, ale jego koledzy na przestrzeni lat także nie byli do końca słowni w tej kwestii. Kilka projektów przygotowywał niegdyś samozwańczy "król mixtape'ów", wieloletni kompan TDF-a i nieoceniona pomoc na koncertach, czyli DJ Tuniziano, chociaż i tak proporcje tych wydanych płyt do zapowiedziantych i zapomnianych nie stawiają DJ-a w złym świetle. Za jeden z najbardziej znanych można uznać – "Arapski Deszcz", na którym znaleźć się miały acapelle z płyty "Prawfdpowiedziafszy" położone na "arabskich" produkcjach. Już sama okładka, która trafiła do sieci wzbudziła nieco szumu, a jak tłumaczył sam Tuniziano w jednym z wywiadów przed premierą swojego innego mixtape'u, "Arapskiego Deszczu" w ogóle miało nie być. Podczas przygotowywania grafik na pierwszą część "Howwy" chłopaki ogarnęli się dość późno, że brakuje im jeszcze jednej strony do kompletu, a więc zadaniem Zgrywusa było sklecenie czegoś na szybko, więc wymyślił, że wkręci nieco słuchaczy jakąś fejkową okładką projektu i w taki oto sposób powstał cover do wymyślonego "Arapskiego Deszczu". Po tym, jak uruchomił się cały szum wokół nie będącego nawet w planach projektu, DJ stwierdził, że może faktycznie można coś takiego zrobić, a do współpracy zaprosił producenta, znanego obecnie z nagrywek z B.R.O, Manifesta. W sieci zdążył ukazać się nawet pierwszy singiel, którym był zremixowany "Czwartek", jednak od tamtej pory zbyt dużo się nie ruszyło. Podobna sprawa ma się z "Tedoxem", opierającym się – jak sam tytuł może wskazywać – na produkcjach Dr. Dre, który wypuszczony miał zostać niedługo po premierze "Ellimiati". Tutaj jednak także wszystko zakończyło się na jednym singlu "Fajnie Żyć" położonym na bicie z "The Message".
Ciekawym projektem mógł być wspólny album Tuniziano i Sir Micha, który został zapowiedziany w… 2013 roku. W przeciwieństwie jednak do "Arapskiego Deszczu" i "Tedoxu" projekt zarówno rozpoczął i zakończył się zaledwie na wpisie na facebooku. Dobra, to dlaczego w takim razie ta kolaboracja była interesująca? Panowie świetnie się dogadują (dogadywali…?), nadają na podobnych falach i są obdarzeni tym samym poczuciem humoru, poza tym ich całkiem oryginalne R&B brzmiało naprawdę przyzwoicie.
Szanse na ukazanie się: Czy w ogóle Tuniziano usłyszymy jeszcze w kolaboracji z ekipą Wielkie Joł? Od jakiegoś czasu DJ-a nie widać u boku Tedego podczas koncertów i wypadów, a jego miejsce zajął Młody Grzech, a jeśli ktoś wypada ze składu Jacka, to raczej już do niego nie wraca. Tak więc konflikt wyklucza możliwość wypuszczenia takich projektów jak "Arapski Deszcz" i "Tedox", które miały opierać się na wokalach TDF-a. A płyta z Sir Michem? Ostatnim ich wspólnym numerem jaki pamiętam, było „Może Tak, Może Nie” i raczej już tak pozostanie.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News11 godzin temuTede wszedł między bloki i pokazał, czym jest rap. Bez promptera i telefonu
-
News2 dni temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News3 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News14 godzin temuPopek sprzedał swoje konto na Instagramie patoinfluencerowi
-
News1 dzień temuTede składa przeprosiny w sprawie Sokoła i promptera
-
News3 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News4 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”
-
News4 dni temuMalik Montana pochwalił się 3 swoich dzieci. „Chcę przynajmniej siódemkę”