ranking
PODSUMOWANIE 2013: Najlepszy album roku
2013 rok był rokiem obfitującym w premiery naprawdę dobrych albumów z polską muzyką rap, i ciężko było wyodrębnić zaledwie trzech faworytów w kategorii na najlepsze krążki. Wybór padł na albumy długo oczekiwane, po których spodziewać się można było wiele, a które nie tylko tym oczekiwaniom sprostały, ale także je znacznie przerosły – muzykę intrygującą brzmieniowo, inspirującą pod względem lirycznym, doskonałą tak do słuchania w samotności, jak i w gronie znajomych, którą chłonąc ma się palącą ochotę uścisnąć dłoń jej twórcom w geście najwyższego szacunku i podziwu. Zapraszam do przyjrzenia się tegorocznym, rapowym arcydziełom.
**********
Miejsce 1: Tede – ''Elliminati''.
Przyznam szczerze, że twórczość Tedego zaczęła przypadać mi do gustu dopiero po wydaniu przez niego albumu ''Note2'', na którym pokazał się od innej niż wcześniej strony – jako człowiek, który każdemu ma coś istotnego do powiedzenia, poruszający tematy niewygodne, wiszące w powietrzu jak burza. Zyskał w moich oczach podczas beefu z Rychem Peją, a potem nagrał 3 longplaye, na których zamieścił utwory bardzo nierówne – od zachwycających, aż po zbędne zapychacze. ''Elliminati'' jest czwartym jego długogrającym materiałem od czasów ''Note2'' – materiałem pod wieloma względami zupełnie innym niż te, do jakich wydawania zdążył przyzwyczaić swoich słuchaczy.
''Elliminati'' jest olbrzymim zaskoczeniem nie tylko z uwagi na jego poziom, ale także ze względu na fakt, że został opracowany przez weterana sceny hip-hopowej w Polsce, a przecież starzy wyjadacze nie nawykli do zaliczania progresu, tym bardziej tak znacznego i nagłego. Wszyscy MC's wchodzący w skład czołówki Polskiego rapu – m. in. Peja, Pih, O.S.T.R. – powinni pójść za przykładem swojego kolegi po fachu i dopracować swój warsztat twórczy do maksimum. Tede udowodnił, że można mieć prawie czterdziestkę na karku, za sobą wydanych multum krążków, a przy tym zakończyć działalność na starych patentach i rozpocząć ją z młodzieńczą wręcz świeżością na nowych. Warszawiak odrobił lekcje – wyciągnął wnioski z twórczości młodych MC's, którzy, chociaż nie zasłużeni dla naszej rodzimej rap gry, często już debiutując posiadają umiejętności wyszlifowane do tego stopnia, że przerastają nimi te prezentowane przez pierwszych popularyzatorów tego gatunku w Polsce. Dlatego też ''Elliminati'' jest albumem roku – poza tym, że to muzyka świetna sama w sobie, ma szansę zainspirować innych MC's do zaprzestania zarabiania na wyrobionej przez siebie marce, a rozpoczęcia działalności uczciwej, opartej na osiąganiu postępów w twórczości, zaskakiwania nią słuchaczy, poszerzania ich horyzontów. ''Elliminatii'' to wyrażony w formie muzycznej szacunek dla świadomego odbiorcy, znudzonego wtórnością i pragnącego dla siebie czegoś lepszego. Nie jest wolny od wad, ale przy tak wielkim ogromie zalet można mu je wszystkie puścić mimo uszu.
Za sprawą wydania ''Elliminati'' Tede, jak sam przyznał, właściwie powstał z popiołów. Po beefie z Peją i latach udzielaniu się w mediach zyskał sobie całą rzeszę hejterów utrudniających mu życie na każdym kroku. Wyzywano go na ulicach, niszczono jego prywatną własność. Miał trudności z organizacją koncertów, jego albumy nie sprzedawały się najlepiej. ''Byłem bliski dna'' – powiedział o swoim położeniu sprzed wydania ''Elliminati'' w jednym z wywiadów, dodając, że za sprawą tego albumu jego sytuacja uległa ogromnej poprawie. Album zaskakuje pod prawie każdym względem – ciekawych tematów podjętych przez Tedego, warstwie muzycznej o zachwycającym brzmieniu – melodyjnej, a przy tym klimatycznej, kapitalnym, zmiennym flow. O sile tego materiału najdobitniej świadczy fakt, że ludzie, w których raper ten miał swoich zatwardziałych przeciwników, dzisiaj są jego tak samo żarliwymi zwolennikami i popularyzatorami jego twórczości. Tede pokazał pełnię drzemiącego w nim potencjału, rozbudzając tym samym nadzieję Polskich słuchaczy na zaznanie kolejnej porcji wyśmienitej muzyki jego autorstwa, przy okazji premiery zapowiadanego na ten rok albumu ''#Kurt_Rolson''. Nikt już nie ma problemu z przyznaniem się publicznie do tego, że jest jego fanem. I założę się, że nigdy więcej odtąd już nie będzie miał!
**********
Miejsce 2: Pork Pores Porkinson – ''Psychoterapy''.
Na legalne, solowe dzieła wszystkich trzech reprezentantów Wałbrzyskiego składu Trzeci Wymiar, który legalnym wydawnictwem zadebiutował w 2003 roku, czekać trzeba było niezwykle długo. Pierwszy wychylił się Szad, wypuszczając dopiero w 2011 roku album ''21 Gram'', rok potem Nullo ''SPG Dystrykt'', a w ubiegłym roku doczekaliśmy się w końcu – po pełnej dekadzie – albumu Porka pt. ''Psychoterapy''.
Powiedzieć daną rzecz w muzyce można na całą masę różnych sposobów – mało ambitnie, w wersach zakończonych prostymi, pojedyńczymi rymami, albo w sposób bardziej kreatywny, a przy tym angażujacy mocniej uwagę słuchacza. Chociaż ciekawa forma jest zaledwie opakowaniem dla treści, jej poziom w równym stopniu stanowi o umiejętnościach danego MC, co poziom przekazu. Warstwa liryczna utworu, przebojowa pod względem formy i konkretna pod kątem zawartych w niej refleksji, pozwala słuchać muzyki na dwa zupełnie odmienne sposoby – dla rozrywki, bez przywiązywania uwagi do przekazu, albo wnikliwie, z nastawieniem na rozszyfrowanie kryjącego się za słownymi galimatiasami drugiego dna. Pork świadomie obrał najtrudniejszą drogę do przekazania słuchaczowi swoich prawd życiowych – zaserwował mu je z szacunkiem, w sposób, jaki zachwyci tak przeciętnego konsumenta, jak i konesera. Pork jest istnym wirtuozem zabawy słowem – jego teksty przepełnione są wielokrotnymi rymami najszlachetniejszego sortu, a ich układ tworzy szalenie kolorowe, zachwycające kompozycje, przy czym o żadnym przekombinowaniu – przeroście formy nad treścią, rozmyciu się przekazu w nadmiarze współgrających ze sobą brzmieniowo wyrazów – nie ma nawet mowy. Wszystko brzmi urzekająco i ma pełny sens, z pewnymi tylko wyjątkami zwrotek opartych głównie na rymach czasownikowych nie przystających pierwszoligowemu raperowi, którym Pork już dawno udowodnił, że bez wątpienia jest.
MC ten na swoim solowym albumie udowodnił także, że znajduje się obecnie niemalże na samych wyżynach swoich możliwości wokalnych. Jego dykcja jest absolutnie perfekcyjna, każde jedno – często wyrzucane przez niego z prędkością karabinu maszynowego – słowo, jest doskonale zaakcentowane i słyszalne. W utworze ''Meloman'' raper nawija tak żwawo, że umysł słuchacza chwilami wprost nie nadąża z przetwarzaniem dostarczanych mu w ten sposób informacji! Inne wszelkiego rodzaju popisy wokalne są równie znakomite – Pork przekazuje emocje głosem w sposób elektryzujący. Jednocześnie brak jest tutaj wokalizacji innych niż bardzo subtelnych ze strony rapera – śpiewanych, melodyjnych refrenów, co wychodzi albumowi zdecydowanie na dobre.
Tematycznie Pork podróżuje tak po tematach lekkich, jak i ciężkich, w obu przypadkach odnajdując się znakomicie i nawijając w sposób przykuwający uwagę słuchacza. Na albumie znajdziemy przemyślenia egzystencjalne dotyczące przemijania, śmierci i radzenia sobie z bólem istnienia, relację z tworzenia muzyki, bystre obserwacje trudnego czasami w zrozumieniu piękna świata, wstrząsające wyobrażenia na temat możliwej rewolucji społecznej. Muzycznie na albumie także znajdziemy wiele klimatów, od tych nostalgicznych, po bardziej żywiołowe. Za bity odpowiadają producenci tacy jak White House, Donatan oraz DJ Creon, i trzymają one naprawdę dobry poziom, a w kilku przypadkach wręcz oszałamiają słuchacza swoim brzmieniem.
''Psychoterapy'' to muzyczne arcydzieło stworzone przez geniusza rapu – materiał ambitny, i uniwersalny zarazem. Ma kilka niedociągnięć, ale nie są one w ogóle istotne przy wszystkich jego zaletach, toteż szkoda czasu na wymienianie ich. Brak tutaj przypadkowych występów gościnnych, wersów pozbawionych znaczenia stanowiących tylko zapychacze, czy żenujących eksperymentów muzycznych. Wszystko na albumie jest na swoim właściwym miejscu.
**********
Miejsce 3: Rasmentalism – ''Za Młodzi na Heroda''.
Działający od 2006 roku Lubliński Rasmentalism tworzy dwóch muzyków – raper Ras oraz producent Ment. Zespół zadebiutował płytowo w 2008 roku, za sprawą nielegala ''Dobra Muzyka, Ładne Życie''. ''Za Młodzi na Heroda'' to szósty materiał duetu, i pierwszy wydany nakładem dużego labelu (Asfalt Records). Ogólnie twórczość składu prezentowała dotychczas mocno nierówny poziom – bywała zachwycająca, ale i miałka, toteż oczekiwania wobec ''Za Młodych na Heroda'' były różne. Kiedy album ujrzał światło dzienne – zaskoczył pozytywnie wszystkich nim zainteresowanych, jak i ludzi, którzy o zespole albo zapomnieli, albo nawet nie słyszeli.
Przede wszystkim fenomen ''Za Młodych na Heroda'' tkwi w tym, że album nie tylko nie nudzi się przy kolejnych sesjach z nim, ale wręcz staje się coraz bardziej intrygujący, z uwagi na to, że jego warstwa liryczna to istna kopalnia wartościowych metafor, refleksji, zaskakujących gierek słownych. Płyty można słuchać masę razy, z każdą sesją wyłapując coraz to nowsze niuanse tekstowe i odkrywając album na nowo. Brzmieniowo zaś jest to album po prostu doskonały. Nie tylko zachwycają oparte o sample i wzbogacone o partie klawiszowe podkłady, ale także warstwa wokalna – dzięki lekko wypranemu z emocji głosowi Rasa ma się wrażenie, że wszystkie te fantastyczne wersy wyrzuca z siebie jakby od niechcenia, co tylko nadaje dodatkowego smaczku jego bezbłędnemu flow. Przy tak olbrzymim poziomie umiejętności Rasa album właściwie mógłby obyć się bez występów gościnnych, ale MC's którzy udzielili się na nim spisali się na medal, nie zaniżając jego jakości. Na płycie nie ma utworów, które chciałoby się podczas jej odsłuchu przeskoczyć albo zapętlić – zdają się one w moim odczuciu tworzyć nierozdzielną całość.
''Za Młodzi Na Heroda'' to kilkadziesiąt minut nieskazitelnej muzycznej przyjemności – zasłużony detoks po całym odsłuchanym w ciągu roku rapowym syfie. Materiał dla wszystkich tych, którzy utracili już wiarę w Polski rap. Perfekcyjna synteza klasycznych rozwiązań muzycznych i lirycznych z nowoczesnymi. Emocjonalna podróż w rytm hip-hopu przez sentymenty, marzenia, pragnienia, spełnienie, niedosyt i szarość życia, okazującą się być barwą nad barwami. Podróż, podczas której słuchaczowi zostaje objawiona magia rzeczywistości – słodko gorzki urok tego, że jest jak jest. Polski rap, wałkowany przez te wszystkie lata, przeszedł wiele, ale dzięki takim albumom wie się, że jednak wyszedł z opresji obronną ręką.
W najnowszym notowaniu listy OLiS znalazło się kilka rapowych nowości. Doszło też do sytuacji, której się nie spodziewaliśmy – Donguralesko wyprzedził Matę.
Nowy krążek Maty „#MATA2040” zadebiutował na liście dopiero na 6. pozycji. Kilka oczek wyżej, na pierwszym miejscu znalazł się album Gurala „Stromo”, który podobne miejsce zajął w przypadku sprzedaży samych wydań fizycznych. Natomiast na liście albumów w streamingu najwyżej uplasował się krążek Majki, Major SPZ „Nie dla wszystkich”.
Dziesiątkę najlepiej sprzedających się płyt (streaming+fizycznie) zamknął „Iceman” Drake’a, który bije rekordy popularności w Stanach.
TOP 10 OLiS (15-21.05.2026)
- Donguralesko – STROMO – nowość!
- Taco Hemingway – LATARNIE WSZĘDZIE DAWNO ZGASŁY
- Bardal, rów babicze – HARD COCK
- Majki, Major SPZ – Nie dla wszystkich
- Michael Jackson – Thriller
- Mata – #MATA2040 – nowość!
- Daria ze Śląska – Halo. Co jest grane? – nowość!
- White 2115, VVSimon, Palar – CALIFORNIA LOVE EP
- Kaśka Sochacka – Ta druga na Bis
- Drake – ICEMAN – nowość!
ranking
Mata wyprzedził Quebonafide i Taco Hemingwaya. Ranking stadionowego rapu w sieci
Kto robi największy ruch w sieci przy koncertach na PGE Narodowym?
Mata okazał się liderem zestawienia IMM dotyczącego internetowego zaangażowania wokół stadionowych koncertów polskich raperów. Jego materiały wygenerowały ok. 2,45 mln interakcji, zostawiając za sobą Quebonafide i Taco Hemingwaya.
Mata na pierwszym miejscu
Rap stadionowy to już nie tylko sprzedane bilety, pełne trybuny i wielkie sceny. Dzisiaj równie ważne jest to, co dzieje się po koncercie w sieci, bo TikTok, Instagram i relacje fanów potrafią nieść wydarzenie dalej niż standardowa promocja.
Z danych zebranych przez IMM wynika, że największy internetowy ruch wygenerował Mata. Materiały dotyczące jego koncertów zebrały ok. 2,45 mln interakcji, czyli komentarzy, reakcji i udostępnień w social mediach.
Drugie miejsce zajął Quebonafide z wynikiem 1,94 mln interakcji przy okazji zeszłorocznych koncertów. Podium zamknął Taco Hemingway, który osiągnął 1,53 mln interakcji.
Fani przejęli promocję
Stadionowy koncert w 2026 roku żyje w dwóch światach. Pierwszy to ten pod sceną, drugi to feedy, stories i krótkie filmiki, które następnego dnia zalewają social media. IMM zwraca uwagę, że właśnie TikTok i Instagram mają tutaj gigantyczne znaczenie.
– Wysoki udział TikToka i Instagrama w strukturze zaangażowania wynika bezpośrednio z profilu demograficznego odbiorców współczesnego rapu. Koncerty na stadionie to wydarzenia o dużym potencjale wizualnym, co sprzyja tworzeniu krótkich form wideo i relacji na żywo. Użytkownicy tych platform nie tylko informowali o swojej obecności na koncertach, ale przede wszystkim masowo dzielili się fragmentami występów nagrywanymi bezpośrednio pod sceną. W ten sposób fani sami przejęli rolę głównych promotorów wydarzenia w sieci – wskazuje Tomasz Lubieniecki, Kierownik Działu Raportów Medialnych w IMM.

Social media Maty były dodatkowym boostem
Różnice między wynikami można tłumaczyć nie tylko popularnością samych raperów, ale też tym, jak funkcjonują ich kanały. Quebonafide i Taco Hemingway nie prowadzą ich regularnie, nie karmią fanów codziennymi update’ami, a nowe wpisy pojawiają się raczej okazjonalnie.
Mata jest w tym dużo bardziej obecny. Według IMM same jego wpisy na Instagramie w analizowanym okresie zebrały ok. 346 tys. interakcji. To spory pakiet dodatkowego ruchu, który mógł przełożyć się na finalny wynik całej akcji wokół koncertu.
Duże znaczenie miała też obsada koncertu. Goście specjalni, którzy pojawili się z Matą na scenie podczas majowego występu, chętniej niż w przypadku konkurencji wrzucali materiały ze swoich wejść na własne profile.
Taco niżej, ale z historycznym statusem
Trzecie miejsce Taco Hemingwaya nie oznacza słabego wyniku. Wręcz przeciwnie, 1,53 mln interakcji to nadal ogromna liczba, ale przy jego pozycji trzeba patrzeć szerzej niż tylko na świeże statystyki z jednego okresu.
Taco ma już za sobą mocną stadionową historię. Wcześniej wystąpił na warszawskim stadionie razem z Dawidem Podsiadło, a w 2024 roku zagrał swój pierwszy w pełni solowy koncert na PGE Narodowym. Wyprzedał obiekt, zgromadził ponad 60 tys. fanów i zapisał się jako pierwszy polski raper, który zrobił to samodzielnie.
Przez to jego dwudniowy koncert w maju 2026 roku nie miał już dla internautów takiego efektu świeżości. To mogło sprawić, że dyskusja w sieci była mniej dynamiczna.
*Analiza IMM objęła polskojęzyczne social media i skupiła się na zaangażowaniu odbiorców, czyli reakcjach, komentarzach oraz udostępnieniach. Badany był okres dwudniowych występów, dzień przed nimi oraz dzień po nich. Stan interakcji podano na godz. 9:00, 26 maja 2026 roku.
ranking
Eminem chętniej grany w polskim radiu od Pezeta, a Kuban od Sobla
Podsumowanie 2025 w polskich radiostacjach.
Rok 2025 w polskim radiu należał do Dawida Podsiadły, ale w rapowej stawce najwięcej szumu zrobił Kuban. Ranking ZPAV pokazuje też zaskakujący obraz sceny – Eminem był puszczany częściej niż Pezet.
Związek Producentów Audio Video opublikował coroczne podsumowanie OLiA Artyści, czyli zestawienie wykonawców najczęściej obecnych w radiowym eterze. Liderem rankingu został Dawid Podsiadło z wynikiem ponad 44 tysięcy emisji. Za nim znaleźli się Damiano David i Oskar Cyms, a wysoko zameldowali się też Lady Gaga oraz Daria Zawiałow.
W TOP 5 polskich artystów radiowych w 2025 roku znaleźli się
- Dawid Podsiadło (1. miejsce w zestawieniu ogólnym)
- Oskar Cyms (3. miejsce)
- Daria Zawiałow (5. miejsce)
- Sylwia Grzeszczak (8. miejsce)
- sanah (10. miejsce)
Najwyżej spośród raperów uplasował się Kuban, który zakończył rok na 13. miejscu całego zestawienia. To pokazuje, że jego numery regularnie krążyły po mainstreamowych stacjach i nie były jedynie chwilowym przebłyskiem.
Za Kubanem znalazł się Sobel na 25. miejscu, który od dawna balansuje między radiowym popem a rapowym klimatem. Niżej wylądował Pitbull, a dopiero za nim pojawili się Eminem i Pezet. Szczególnie ten fragment rankingu może wywołać dyskusje wśród fanów, bo legenda z Detroit wykręciła lepszy wynik w polskich rozgłośniach niż jeden z największych graczy rodzimego rapu.
Raperzy w polskim radiu w 2025 roku
- 13. Kuban
- 25. Sobel
- 29. Pitbull
- 46. Eminem
- 49. Pezet
ZPAV zwraca uwagę, że polscy artyści coraz mocniej trzymają pozycję w radiu. W Top 10 całego zestawienia znalazło się aż pięciu rodzimych wykonawców, co ma pokazywać, że słuchacze częściej wracają do lokalnych nazwisk, a nie tylko pojedynczych viralowych numerów.
OLIA – Najczęściej odtwarzani artyści w radiu w 2025 – TOP 50
- Dawid Podsiadło
- Damiano David
- Oskar Cyms
- Lady Gaga
- Daria Zawiałow
- Ed Sheeran
- David Guetta
- Sylwia Grzeszczak
- Shouse
- sanah
- Calvin Harris
- Dua Lipa
- Kuban
- Dawid Kwiatkowski
- Alex Warren
- Igo
- Michael Jackson
- Benson Boone
- Rihanna
- Roxette
- Wiktor Dyduła
- Katy Perry
- Wiktoria Kida, Księga Żywiołów
- Queen
- Sobel
- Ava Max
- sombr
- Taylor Swift
- Pitbull
- Margaret
- P!nk
- Enrique Iglesias
- Coldplay
- Mosimann
- Roxie
- Lola Young
- Alan Walker, MEEK
- Kygo
- Carla Fernandes
- Bon Jovi
- Bruno Mars
- Britney Spears
- Swedish House Mafia
- Imagine Dragons
- Lady Pank
- Eminem
- Teddy Swims
- Felix Jaehn
- Pezet
- Tina Turner
ranking
Najlepsi tekściarze w rapie. Opublikowano listę, która podzieliła fanów
Brak Drake’a i Eminema, a są Babyface i Bad Bunny.
„The New York Times” opublikował zestawienie 30 najlepszych żyjących amerykańskich songwriterów, oparte na głosach ponad 250 insiderów i sześciu krytyków. Na liście pojawili się Jay-Z, Kendrick Lamar czy Young Thug, ale brakuje kilku głośnych ksywek.
„The New York Times” wrzucił do sieci ranking 30 najlepszych żyjących autorów piosenek w USA. Lista powstała na bazie głosów ponad 250 osób z branży oraz sześciu krytyków.
W przypadku Jay-Z redakcja cofnęła się do „Reasonable Doubt”, nazywając ten album „jednym z najlepszych debiutów w historii, niezależnie od gatunku” i podkreślając, że to „dowód jego błyskotliwych umiejętności jako stylisty i narratora”. Doceniono też konstrukcję jego wersów – „złożone układy rymów”, które są „gęste, pełne gier słownych oraz podwójnych i potrójnych znaczeń”.
Autorzy rankingu zwrócili uwagę, że styl Jay-Z z czasem przeszedł wyraźną ewolucję. Przy „4:44” raper pokazał bardziej osobistą stronę – projekt został opisany jako „znacznie bardziej bezpośredni niż wszystko, co nagrał wcześniej”. Płyta dotykała m.in. kryzysów w relacji z Beyoncé oraz jego własnych problemów.
Young Thug został przedstawiony jako ktoś, kto wyłamuje się ze schematów. Według NYT to „poststrukturalny dysydent”, który „rozbija normy gatunku” dzięki „w pełni improwizowanemu podejściu do budowy utworów”. Z kolei Kendrick Lamar zgarnął propsy za łączenie różnych stylistyk – w singlu „i” według redakcji słychać „pop, rock, soul, funk, crunk, kościelny klimat z ulicznych zgromadzeń, bounce oraz quiet storm”.
Na liście pojawili się też m.in. OutKast, Missy Elliott, Babyface, Bad Bunny czy The-Dream. Problem w tym, że nie wszystkich to przekonało.
Gdy zestawienie zaczęło krążyć po X, wielu fanów zaczęło wytykać brak konkretnych nazwisk. Najczęściej przewijał się Drake, mimo że jako Kanadyjczyk formalnie nie łapie się do kategorii. W komentarzach pojawiły się też inne ksywki. – Brak Drake’a, brak PND, brak Brysona Tillera, brak Swae Lee, brak Future’a, brak J. Cole’a. Żyjemy w erze mediów, gdzie jeśli nie odróżniasz opłaconej propagandy od prawdziwego dziennikarstwa, to jesteś skończony – napisał jeden z użytkowników.
Inny dorzucił: – Brak Eminema i Drake’a? Dwóch z pięciu najlepszych raperów w historii nie ma na liście, a jest Babyface i Missy Elliott.
Dyskusja trwa i raczej szybko nie ucichnie, bo każdy ma swoją własną listę i swoje własne kryteria.
30 najlepszych żyjących amerykańskich tekściarzy
- Jay-Z
- Young Thug
- Kendrick Lamar
- OutKast
- Missy Elliott
- Mariah Carey
- The-Dream
- Bad Bunny
- Babyface
- Stevie Wonder
- Nile Rodgers
- Jimmy Jam & Terry Lewis
- Smokey Robinson
- Lionel Richie
- Taylor Swift
- Lana Del Rey
- Dolly Parton
- Bob Dylan
- Bruce Springsteen
- Paul Simon
- Carole King
- Willie Nelson
- Diane Warren
- Fiona Apple
- Lucinda Williams
- Romeo Santos
- Valerie Simpson
- Brian & Eddie Holland
- Stephin Merritt
- Josh Osborne, Brandy Clark & Shane McAnally
ranking
Drake, Eminem, Kanye. Ranking największych raperów Spotify ostatnich 20 lat
Kto naprawdę robi liczby?
Spotify świętuje 20-lecie i odsłania konkretny raport: lista najczęściej streamowanych artystów w historii platformy. W rapie nie ma zaskoczeń na szczycie – rządzi Drake, a za nim ustawiają się Eminem, Kanye West i reszta.
Drake na tronie streamingu
Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, kto naprawdę kontroluje streamingową grę, to Spotify właśnie zamknęło temat. Drake zgarnia pierwsze miejsce i robi to z ogromnym zapasem. Kanadyjczyk od lat trzyma rękę na pulsie, a jego katalog to playlistowy cheat code.
W 2026 roku przekroczył już 5 miliardów streamów na samej platformie. To wynik, który mówi sam za siebie. Hity jak „One Dance”, „God’s Plan”, „Passionfruit” czy „Hotline Bling” wciąż kręcą liczby i nie schodzą z rotacji.
Stara gwardia nadal w grze
Drugie miejsce dla Eminema to dowód, że legacy dalej robi liczby. Klasyki takie jak „Lose Yourself”, „Without Me” czy „Till I Collapse” dalej żyją swoim życiem i regularnie wpadają na playlisty młodszych słuchaczy.
Podium zamyka Kanye West, czyli Ye. Jego katalog to mieszanka klasyki i eksperymentu, ale liczby się zgadzają. „Stronger”, „Heartless” czy „Gold Digger” dalej mają globalny zasięg.
Nowa szkoła i middle generation
Tuż za podium czai się Travis Scott, a dalej mamy Kendricka Lamara, Future’a i Juice WRLD. Każdy z nich dorzucił swoje do globalnej dominacji rapu w streamingu.
To miks różnych stylów – od trapowych hymnów po bardziej introspekcyjne rzeczy. Każdy z nich ma gigantyczny wpływ na to, co dziś leci w słuchawkach.

Spotify: liczby, które pokazują prawdę
Platforma podkreśla, że to nie jest ranking z kapelusza, tylko twarde dane zbierane przez lata:
– To ostateczne spojrzenie na to, czego naprawdę słuchał świat od momentu startu Spotify. Oparte na latach odsłuchów setek milionów fanów, te listy pokazują muzykę i historie, które nie tylko przebiły się, ale zostały, stając się częścią codziennego życia na całym świecie.”
TOP 7 najczęściej streamowanych raperów w historii Spotify
- Drake
- Eminem
- Kanye West
- Travis Scott
- Kendrick Lamar
- Future
- Juice WRLD
-
News20 godzin temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News3 dni temuPih skomentował odebranie orderu Zełeńskiemu
-
News3 dni temuVNM po życiowym przełomie. „1,5 miesiąca temu było ze mną bardzo źle”
-
teledysk4 dni temuTax Free i Huncho latają z bandziorami po mieście
-
News2 dni temuMiasto Gdańsk na oficjalnej stronie informuje, że Edziowi grożą gangsterzy z Chicago
-
News3 dni temuBobby Shmurda czekał na to całe życie. Jego ojciec wyszedł z więzienia po 30 latach
-
News4 dni temuKaz Bałagane z poczuciem humoru – preorder i singiel „Fish & Tits”
-
News2 dni temuWspólnik Bonusa RPK ostrzega, kto może stracić na odebraniu orderu Zełeńskiemu