Felieton
Przegląd aktualnej sceny freestyle’owej |PRZEGLĄD
Za nami już niemal 6 miesięcy obecnego roku i wiele świetnych wolnostylowych bitew. Z kolei przed nami jeszcze dwie największe tegoroczne imprezy i mnóstwo do wygrania. Sprawdźmy więc, kto – bazując na dotychczasowych występach w roku 2016 – będzie przystępował do nich w roli faworyta.
Po bardzo emocjonującym i burzliwym finale WBW 2015, mającym miejsce tuż później WBS-ie oraz kozacko kończącej rok Bitwie o Stocznie przyszedł czas na nową kartę w polskim freestyle’u. Zaczęło się kolejnych 12 miesięcy wolnostylowych bitew, wymyślania co raz to nowych punchline’ów, wszczynania afer i co najważniejsze walki o zwycięstwa oraz tytuły w całej wolnostylowej Polsce.
Rok 2016 rozpoczął się od mającej miejsce w Kłodzku Bitwy o Hajs, na której to rządzili nieco bardziej wiekowi i doświadczeni freestyle’owcy, Tymin oraz Peus. Ten pierwszy wygrał całą imprezę, a drugi odpadł po rewelecajnym półfinale z Boberem, w którym to przed przegraną dogrywką- jak przyznaje nawet jego przeciwnik- miał jednak sporą przewagę i w szczególności w pierwszy wejściu pokazał kosmiczną formę. W tej kozacko rozpoczynającej rok bitwie wystąpili także inni przedstawiciele młodego pokolenia tacy jak Ryba, Toczek czy Murzyn, a najdalej zaszedł ten pierwszy, ulegając dopiero Tyminowi po półfinałowej dogrywce.
Kolejną większą tegoroczną imprezą była rozegrana w lutym Bitwa o Świdnicę, w której to przy akompaniamencie żywych instrumentów królował Milu, rozpoczynając swoją świetną passę na battle’owej scenie. Z dobrej strony pokazali się wówczas również finalista Doro, a także po raz kolejny Bober, któremu to udało się zająć trzecią pozycję.
Następnie, już w marcu mieliśmy kolejną petardę, jaką była Bitwa o Konin. Znajdującysię w rewelacyjnej formie Milu był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tej imprezy i zwyciężył po finale z niemal równie dobrze radzącym sobie w tym roku Boberem. Z kolei w walce o 3 pozycję wystąpili stylowi gracze- Babinci i Pueblos a górą był ten pierwszy. Z Bitwy o Konin prócz rewelacyjnej dyspozycji zwycięzcy zapamiętamy też z pewnością kozackie wejście Bobera podczas trzyosobowej dogrywki z Rybą i Jędrzejem.
Tuż po imprezie w Koninie freestyle’owcy zawitali do Gniezna. Tam role się odwróciły, a najlepszy dzień wcześniej Milu musiał uznać wyższość Bobera. Mogło się wówczas wydawać, że to ci dwaj panowie zdominują obecny rok na scenie freestyle’owej.
Jednak już pierwszego kwietnia w Chrzanowie zwycięstwo przypadło komu innemu. Peus udanie zrewanżował się za porażkę w Kłodzku Boberowi, a w walce o triumf pokonał startującego w tym roku regularnie na bitwach i radzącego sobie całkiem nieźle Pueblosa. Z kolei Bober wygrał walkę o 3 miejsce, w której to pokonał świetnie dysponowanego w kolejnych miesiącach tego roku Toczka.
A już dzień po imprezie w Chrzanowie mogliśmy zobaczyć jak na razie najlepszą wolnostylową imprezę w roku 2016. Bitwa o Trójmiasto to był prawdziwy rozpierdol. Rozstawieni zostali Bośniak, Edzio, Milu, Bober, Czeski, Przemek, Babinci oraz Yowee, a niespodziewanie zwyciężył zdecydowanie najlepszy nie tylko w elimkach, ale i całej bitwie Kaz. W Trójmieście nie obyło siębez sporych zaskoczeń- w pierwszej walce odpadligłówni faworyci, Milu oraz Edzio, a legenda gdańskie sceny, Bośniak, który doszedł aż do półfinału zapowiedział zakończenie freestyle’owej kariery. Za niespodziankę nie można było za to uznać świetnej postawy Bobera oraz Toczka, którzy to spotkali się w półfinale i po raz kolejny zwyciężył zawodnik z Bielska.
Początek kwietnia kojarzony musi być również z buntem freestyle’owców i odwołaniem Bitwy 2 vs 2 w ramach WBW 2016. W jej miejsce odbyła się rozgrywana w tej samej formule Bitwa o Honor, a w niej triumfowali Kenny oraz Toczek. Z tej imprezy zapamiętamy z kolei dużo wesołego, pijanego freestyle’u, spory chaos organizacyjny- czyli krótko mówiąc, hip hop w swojej najczystszej postaci.
Powoli zbliżamy się już do końca tego trochę przydługiego opisu dotychczasowych zmagań na scenie freestyle’owej w roku 2016. Stosunkowo niedawno odbyła się także wygrana przez bardzo aktywnego i znajdującego się w tym roku w świetnej dyspozycji Peusa Bitwa o Bielsko, na której to z dobrej strony pokazało się sporo mniej znanych graczy, a nieco zawiedli występujący w roli gospodarzy Pueblos oraz Bober (ten pierwszy zaprezentował się świetnie, lecz odpadł już w pierwszej walce). Z kolei ledwie przed paroma tygodniami rozegrane zostały kozacko obsadzone Bitwy o Koziołki i o Ciechanów.
Na nich królowali notujący sporą zwyżkę formy Toczek, a także traktujący freestyle’u już raczej jako formę zabawy stylowy łódzki gracz, Oset. W obu bitwach zapewnili nam oni świetne starcia finałowe i podzielili się triumfami- w Poznaniu zwyciężył Oset, a w Ciechanowie górą był reprezentujący WLW, Toczek.
Na koniec części czysto opisowej warto jeszcze zaznaczyć, że w tym roku odbyły się również imprezy z cyklu Ligi Mistrzów Ceremonii WBW, lecz z wielu różnych przyczyn zostały one po pewnym czasie przerwane. W rozegranych w ramach tego cyklu bitwach triumfowali między innymi Milan, Toczek oraz Babinci.
Jak widzicie, dotychczas w roku 2016 na scenie freestyle’owej działo się naprawdę mnóstwo ciekawych rzeczy. Odbyło się sporo kozackich imprez, które wcale nie obfitowały jedynie w denne punchline’y o pannach, pisane pociski i awantury o werdykty. A najlepsze, że to, co już za nami to dopiero przedsmak tego, co wydarzy się w najbliższych miesiącach.
Już 18 czerwca odbędzie się długo wyczekiwana Bitwa o Pitos II, na której to organizujący imprezę Duże Pe, rozstawił takich graczy jak Kaz, Milu, Filipek, Pejter, Szyderca, Edzio oraz wracający na freestyle’ową scenę po długiej przerwie 3-6 oraz
zwycięzca WBW 2009 Flint. Pamiętając zeszłoroczny event, możemy byćpewnie,żezbliżająca się bitwa będzie najlepszą z dotychczas rozegrancyh w 2016 roku. Musimy mieć też na uwadzę, że być może odbędzie się na niej pojedynek mających beef Flinta i Filipka, a powrót na scenę wolnostylową legendy sprzed lat, Trzy sześcia zapowiada się przecież więcej niż pasjonująco.
Z rozstawionymi zawodnikami z pewnością zaciekle powalczą najlepsi MC’s z elimek. Wielu wierzy, że po raz kolejny na przyjazd do Warszawy skusi się rewelacyjny przed rokiem Feranzo, a ja mam z kolei cichą nadzieję na przybycie będącego ostatnio w kozackiej dyspozycji reprezentanta starej gwardii Peusa, wciąż pokazującego zajebistą stylówkę Oseta, a może nawet i na odwiedzenie stolicy przez mniej aktywnego w minionych miesiącach Mentora.
Prócz nich na Pitosie prawie na pewno nie zabraknie mogącego być nieco rozczarowanym brakiem rozstawienia Bobera, jego strarszego i lepiej rapującego kolegi z Bielska, Pueblosa, notującego znaczką zwyżkę formy po WBW 2015 Babinciego, a także reprezentujących WLW Ryby, Jędrzeja i chyba przede wszystkim będącego ostatnio w mega dyspozycji Toczka. Wcale bym się nie zdziwił, jeśli któryś z ośmiu zawodników, którym uda się przebrnąć przez elimki, okazał się prawdziwym czarnym koniem, a może nawet i zwycięzcą nadchodzącej imprezy. Szczególne nadzieje myślę, że można wiązać z występem Bobera, a także Toczka.
Po Bitwie o Pitos najlepsi freestyle’owcy będą mieli parę miesięcy na doszlifowanie formy przed startującym pod koniec września WBW 2016. Do tego czasu jeszcze wiele się może zmienić, więc chyba nie ma sensu bawić się dziś w przewidywania, kto może zostać nowym posiadaczem pasa. Zresztą wcale nie jest pewne, że mistrzowski pas zmieni właściciele, gdyż całkiem prawdopodobne, że zbierający ostatnio falę hejtów za linijki o Włodim Edzio spróbuje zwyciężyć w WBW po raz trzeci z rzędu.
Jedno jest pewne- na zbliżającej się wielkimi krokami Bitwie o Pitos zobaczymy konfrontację najlepszych obecnie freestyle’owców młodego pokolenia z nieco starszymi i bardziej utytułowanymi zawodnikami, a już parę miesięcy później na WBW 2016 młodzi zawalczą w swoim gronie o miano najlepszego wolnostylowca w Polsce. Obie teimprezy zapowiadają się więcej niż ciekawie, próżno szukać ich murowanego faworyta, a ich mega wysoki poziom na swoją własną odpowiedzialność mogę sam wam zagwarantować.
W polskim freestyle’u dzieje się ostatnio wiele dobrego i naprawdę warto być tego naocznym świadkiem. Stay tuned!
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News2 dni temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News5 godzin temuTede wszedł między bloki i pokazał, czym jest rap. Bez promptera i telefonu
-
News2 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News4 dni temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News9 godzin temuPopek sprzedał swoje konto na Instagramie patoinfluencerowi
-
News3 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News1 dzień temuTede składa przeprosiny w sprawie Sokoła i promptera
-
News3 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”