Felieton
Przegląd aktualnej sceny freestyle’owej |PRZEGLĄD
Za nami już niemal 6 miesięcy obecnego roku i wiele świetnych wolnostylowych bitew. Z kolei przed nami jeszcze dwie największe tegoroczne imprezy i mnóstwo do wygrania. Sprawdźmy więc, kto – bazując na dotychczasowych występach w roku 2016 – będzie przystępował do nich w roli faworyta.
Po bardzo emocjonującym i burzliwym finale WBW 2015, mającym miejsce tuż później WBS-ie oraz kozacko kończącej rok Bitwie o Stocznie przyszedł czas na nową kartę w polskim freestyle’u. Zaczęło się kolejnych 12 miesięcy wolnostylowych bitew, wymyślania co raz to nowych punchline’ów, wszczynania afer i co najważniejsze walki o zwycięstwa oraz tytuły w całej wolnostylowej Polsce.
Rok 2016 rozpoczął się od mającej miejsce w Kłodzku Bitwy o Hajs, na której to rządzili nieco bardziej wiekowi i doświadczeni freestyle’owcy, Tymin oraz Peus. Ten pierwszy wygrał całą imprezę, a drugi odpadł po rewelecajnym półfinale z Boberem, w którym to przed przegraną dogrywką- jak przyznaje nawet jego przeciwnik- miał jednak sporą przewagę i w szczególności w pierwszy wejściu pokazał kosmiczną formę. W tej kozacko rozpoczynającej rok bitwie wystąpili także inni przedstawiciele młodego pokolenia tacy jak Ryba, Toczek czy Murzyn, a najdalej zaszedł ten pierwszy, ulegając dopiero Tyminowi po półfinałowej dogrywce.
Kolejną większą tegoroczną imprezą była rozegrana w lutym Bitwa o Świdnicę, w której to przy akompaniamencie żywych instrumentów królował Milu, rozpoczynając swoją świetną passę na battle’owej scenie. Z dobrej strony pokazali się wówczas również finalista Doro, a także po raz kolejny Bober, któremu to udało się zająć trzecią pozycję.
Następnie, już w marcu mieliśmy kolejną petardę, jaką była Bitwa o Konin. Znajdującysię w rewelacyjnej formie Milu był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tej imprezy i zwyciężył po finale z niemal równie dobrze radzącym sobie w tym roku Boberem. Z kolei w walce o 3 pozycję wystąpili stylowi gracze- Babinci i Pueblos a górą był ten pierwszy. Z Bitwy o Konin prócz rewelacyjnej dyspozycji zwycięzcy zapamiętamy też z pewnością kozackie wejście Bobera podczas trzyosobowej dogrywki z Rybą i Jędrzejem.
Tuż po imprezie w Koninie freestyle’owcy zawitali do Gniezna. Tam role się odwróciły, a najlepszy dzień wcześniej Milu musiał uznać wyższość Bobera. Mogło się wówczas wydawać, że to ci dwaj panowie zdominują obecny rok na scenie freestyle’owej.
Jednak już pierwszego kwietnia w Chrzanowie zwycięstwo przypadło komu innemu. Peus udanie zrewanżował się za porażkę w Kłodzku Boberowi, a w walce o triumf pokonał startującego w tym roku regularnie na bitwach i radzącego sobie całkiem nieźle Pueblosa. Z kolei Bober wygrał walkę o 3 miejsce, w której to pokonał świetnie dysponowanego w kolejnych miesiącach tego roku Toczka.
A już dzień po imprezie w Chrzanowie mogliśmy zobaczyć jak na razie najlepszą wolnostylową imprezę w roku 2016. Bitwa o Trójmiasto to był prawdziwy rozpierdol. Rozstawieni zostali Bośniak, Edzio, Milu, Bober, Czeski, Przemek, Babinci oraz Yowee, a niespodziewanie zwyciężył zdecydowanie najlepszy nie tylko w elimkach, ale i całej bitwie Kaz. W Trójmieście nie obyło siębez sporych zaskoczeń- w pierwszej walce odpadligłówni faworyci, Milu oraz Edzio, a legenda gdańskie sceny, Bośniak, który doszedł aż do półfinału zapowiedział zakończenie freestyle’owej kariery. Za niespodziankę nie można było za to uznać świetnej postawy Bobera oraz Toczka, którzy to spotkali się w półfinale i po raz kolejny zwyciężył zawodnik z Bielska.
Początek kwietnia kojarzony musi być również z buntem freestyle’owców i odwołaniem Bitwy 2 vs 2 w ramach WBW 2016. W jej miejsce odbyła się rozgrywana w tej samej formule Bitwa o Honor, a w niej triumfowali Kenny oraz Toczek. Z tej imprezy zapamiętamy z kolei dużo wesołego, pijanego freestyle’u, spory chaos organizacyjny- czyli krótko mówiąc, hip hop w swojej najczystszej postaci.
Powoli zbliżamy się już do końca tego trochę przydługiego opisu dotychczasowych zmagań na scenie freestyle’owej w roku 2016. Stosunkowo niedawno odbyła się także wygrana przez bardzo aktywnego i znajdującego się w tym roku w świetnej dyspozycji Peusa Bitwa o Bielsko, na której to z dobrej strony pokazało się sporo mniej znanych graczy, a nieco zawiedli występujący w roli gospodarzy Pueblos oraz Bober (ten pierwszy zaprezentował się świetnie, lecz odpadł już w pierwszej walce). Z kolei ledwie przed paroma tygodniami rozegrane zostały kozacko obsadzone Bitwy o Koziołki i o Ciechanów.
Na nich królowali notujący sporą zwyżkę formy Toczek, a także traktujący freestyle’u już raczej jako formę zabawy stylowy łódzki gracz, Oset. W obu bitwach zapewnili nam oni świetne starcia finałowe i podzielili się triumfami- w Poznaniu zwyciężył Oset, a w Ciechanowie górą był reprezentujący WLW, Toczek.
Na koniec części czysto opisowej warto jeszcze zaznaczyć, że w tym roku odbyły się również imprezy z cyklu Ligi Mistrzów Ceremonii WBW, lecz z wielu różnych przyczyn zostały one po pewnym czasie przerwane. W rozegranych w ramach tego cyklu bitwach triumfowali między innymi Milan, Toczek oraz Babinci.
Jak widzicie, dotychczas w roku 2016 na scenie freestyle’owej działo się naprawdę mnóstwo ciekawych rzeczy. Odbyło się sporo kozackich imprez, które wcale nie obfitowały jedynie w denne punchline’y o pannach, pisane pociski i awantury o werdykty. A najlepsze, że to, co już za nami to dopiero przedsmak tego, co wydarzy się w najbliższych miesiącach.
Już 18 czerwca odbędzie się długo wyczekiwana Bitwa o Pitos II, na której to organizujący imprezę Duże Pe, rozstawił takich graczy jak Kaz, Milu, Filipek, Pejter, Szyderca, Edzio oraz wracający na freestyle’ową scenę po długiej przerwie 3-6 oraz
zwycięzca WBW 2009 Flint. Pamiętając zeszłoroczny event, możemy byćpewnie,żezbliżająca się bitwa będzie najlepszą z dotychczas rozegrancyh w 2016 roku. Musimy mieć też na uwadzę, że być może odbędzie się na niej pojedynek mających beef Flinta i Filipka, a powrót na scenę wolnostylową legendy sprzed lat, Trzy sześcia zapowiada się przecież więcej niż pasjonująco.
Z rozstawionymi zawodnikami z pewnością zaciekle powalczą najlepsi MC’s z elimek. Wielu wierzy, że po raz kolejny na przyjazd do Warszawy skusi się rewelacyjny przed rokiem Feranzo, a ja mam z kolei cichą nadzieję na przybycie będącego ostatnio w kozackiej dyspozycji reprezentanta starej gwardii Peusa, wciąż pokazującego zajebistą stylówkę Oseta, a może nawet i na odwiedzenie stolicy przez mniej aktywnego w minionych miesiącach Mentora.
Prócz nich na Pitosie prawie na pewno nie zabraknie mogącego być nieco rozczarowanym brakiem rozstawienia Bobera, jego strarszego i lepiej rapującego kolegi z Bielska, Pueblosa, notującego znaczką zwyżkę formy po WBW 2015 Babinciego, a także reprezentujących WLW Ryby, Jędrzeja i chyba przede wszystkim będącego ostatnio w mega dyspozycji Toczka. Wcale bym się nie zdziwił, jeśli któryś z ośmiu zawodników, którym uda się przebrnąć przez elimki, okazał się prawdziwym czarnym koniem, a może nawet i zwycięzcą nadchodzącej imprezy. Szczególne nadzieje myślę, że można wiązać z występem Bobera, a także Toczka.
Po Bitwie o Pitos najlepsi freestyle’owcy będą mieli parę miesięcy na doszlifowanie formy przed startującym pod koniec września WBW 2016. Do tego czasu jeszcze wiele się może zmienić, więc chyba nie ma sensu bawić się dziś w przewidywania, kto może zostać nowym posiadaczem pasa. Zresztą wcale nie jest pewne, że mistrzowski pas zmieni właściciele, gdyż całkiem prawdopodobne, że zbierający ostatnio falę hejtów za linijki o Włodim Edzio spróbuje zwyciężyć w WBW po raz trzeci z rzędu.
Jedno jest pewne- na zbliżającej się wielkimi krokami Bitwie o Pitos zobaczymy konfrontację najlepszych obecnie freestyle’owców młodego pokolenia z nieco starszymi i bardziej utytułowanymi zawodnikami, a już parę miesięcy później na WBW 2016 młodzi zawalczą w swoim gronie o miano najlepszego wolnostylowca w Polsce. Obie teimprezy zapowiadają się więcej niż ciekawie, próżno szukać ich murowanego faworyta, a ich mega wysoki poziom na swoją własną odpowiedzialność mogę sam wam zagwarantować.
W polskim freestyle’u dzieje się ostatnio wiele dobrego i naprawdę warto być tego naocznym świadkiem. Stay tuned!
Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News4 dni temuSzczotka do włosów, do której rapował Szpaku – Cancer Figters ruszyło z aukcjami
-
News2 dni temuMata to nie Quebonafide. Wyprzedał Narodowy czy nie? (tylko u nas)
-
News3 dni temuSentino złożył gratulacje kibicom Wisły, chwilę po nietypowej manifestacji na stadionie
-
News4 dni temuStudenci z Częstochowy protestują przeciwko koncertowi Fagaty. „Wstyd na całą Polskę”
-
News3 dni temuJosef Bratan wygwizdany na Fame 31. Wygrał z Bojanem, bo miał dużo szczęścia
-
News3 dni temuJosef Bratan przegrał finałową walkę o BMW M5 warte ponad pół miliona zł
-
News3 dni temuKoziołek jak Popek – wygrał z Murańskim, ale jedną ręką
-
News2 dni temuHukos miał założony podsłuch. „Ziobro nazwał mnie członkiem mafii pruszkowskiej”