Felieton
Przestańcie pisać o rapie – felieton
Redakcje, które same wystawiły się do lirycznego spoliczkowania.
Parafrazując Bałagana – z rapu czytam siebie i kolegów czasem. Nie zdarza mi się zaglądać na konkurencyjne portale o tematyce rapu, z resztą wy chyba też nie, skoro jeden za drugim upada. Tym bardziej stronię od mainstreamowych mediów dla których hip-hop jest jedną z wielu poruszanych tematyk. Czasami jednak warto wyjść ze swojej strefy komfortu, więc tak też zrobiłem. O zgrozo, za jaką cenę (i nie mówię o 1 zł za dostęp do Wyborczej). Dzisiaj wam opowiem, co podczas tej wycieczki odkryłem. A są tu rzeczy tak mocne, że rozchodzenie tego wymaga dystansu maratonowego. Nie będę przy tej okazji wsiadał w Deloreana i wyciągał kwestii sprzed wielu lat. Skupimy się na tekstach publikowanych na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. To i tak nam spokojnie wystarczy.
Noizz – Polski rap LGBT+ rośnie w siłę. „Nie wiem, czy polscy słuchacze są gotowi”
Jak ostatni raz odwiedziłem Noizza to miałem przyjemność zobaczyć tam cały trening fikołków logicznych dotyczący sytuacji Young Leosi w 2022 roku. Dlatego idąc po linii najniższego oporu, zaczniemy sobie od tego portalu. Trafiłem tutaj na artykuł dotyczący LGBTQ+ w rapie, gdzie z wyrzutem przeczytamy zdania pokroju „artyści nadal niechętnie wypowiadają się na temat problemów mniejszości” lub “progres, który poczynił mainstreamowy rap pod tym względem, nie jest za wielki”. Zalatuje to trochę takim: macie rapować, o czym chcę, bo ja tak chcę. No ale mniejsza z tym, bo śmiesznie dopiero będzie. Pojawia się temat Susk, która opisana została w taki sposób:
“Jednak jej twórczość jest tematycznie dużo szersza, a flow czy dobór beatów niezwykle oryginalny, o czym przekonali się fani wytwórni, z których część zupełnie nie wiedziała, jak ugryźć muzykę Susk. Reagowano więc hejtem albo konsternacją.”
Postawmy sprawę jasno. Susk w SBM Starterze była jednym z najsłabszych peaków kiedykolwiek. Nie klei się tu nic. Pod względem technicznym lipa. Rymy albo proste, albo… proste. Poziom osoby, która napisała swój pierwszy tekst muzyczny. Ten niezwykle oryginalny dobór beatów (?) na których miewa problemy z tempem. Na jej poziomie artystów w podziemiu znajdę kilkadziesiąt. Jedyne co jej osobistość wyróżnia to poruszana tematyka. Nic więcej. Ale spoko, dopóki jesteście osobistościami reprezentującymi LGBTQ+ to będą was propsować na Noizzie. Autor tego tekstu inne opinie w tym wątku nazwie hejtem i fajrant, essa, pora na CSa.
Na końcu tekstu pada masakryczne stwierdzenie: „Tak samo więc, jak w przypadku wielu queerowych artystów, piłka jest po stronie wytwórni — czy będą miały odwagę zainwestować w artystów łamiących hiphopowe stereotypy?”. No tylko, że w rapie to tak nie działa. Większość newcommerów przebija się własnym sumptem. Labele bardzo rzadko wykładają pieniądze w ciemno, zresztą pewnie też po to powstał SBM Starter, aby na żywym organizmie potwierdzić pewne predykcje. No tak, ale przynajmniej jest na co zrzucić winę w kwestii miernych zasięgów. To nie jest wcale tak, że nikt tego słuchać nie chce. To złe wytwórnie zarządzane przez PiS-owców i Konfederatów czy tam innych konserwatystów nie mają odwagi. A teraz spójrzmy prawdzie w oczy. Muzyka artystów przedstawionych w tym artykule pozostawia wiele do życzenia. Wieeeeele(e). W tym przypadku to nie „polscy słuchacze są niegotowi”, a sami artyści.
Interia – Kanye West: jak zniszczyć karierę i wizerunek w pięciu krokach
Nie wiem, co tutaj jest bardziej absurdalne. Przedstawione powody tej śmiałej hipotezy, czy fakt jak szybko się ona felernie zestarzała. Chociaż nic w wymienionych przez redaktorkę kwestiach się nie zmieniło, więc domniemane zniszczenie kariery trwa, to jednak YE jest aktualnie top 1 artystą na świecie pod względem słuchaczy na Spotify. Jakby tego było mało, osiągnął to jako pierwszy niezależny artysta w historii. Do tego podbił jakiś tam Billboard, a jego merch zaliczył ponad ćwierć miliona zamówień w dobę. No dobra, każdemu się zdarzy pomylić. Gdyby chodziło tylko o ten fakt, pewnie bym tej części tekstu nie pisał. Powodem dla którego zabrałem się za omówienie tego artykułu, są tytułowe powody. Przyjrzyjmy się im. Na pierwszy ogień „zaprzyjaźnij się z Donaldem Trumpem”.
Pewnie oczekujecie w tej kwestii jakiś dogłębnych analiz z zakresu politologii lub socjologii, które ukażą, czemu to był taki zły ruch. No, tylko że autorka tego nie zrobiła. W sumie to nie zrobiła tak właściwie niczego. Wspomina o tym, że te persony się znają i gdzieś tam ich razem widziano. No i tyle. Nie pojawił się nawet jeden argument. Ogólnie rzecz biorąc, to autorka nie wykonała zbytnio swojej pracy, a miała jedno proste zadanie. Możemy jedynie domniemywać, dlaczego według tej dziennikarki znajomość Kanye z politykiem zniszczyła jego karierę. Wiecie, Donald Trump prezydentem Stanów Zjednoczonych był już jakiś czas temu, następnie ten urząd stracił (zdobywając 46,9% głosów), a jak donoszą styczniowe sondaże, to może nawet wróci na stołek. Także to nie jest więc tak, że West staje tutaj po stronie kogoś, kogo nienawidzi 90% społeczeństwa. Zakładam, że wychodzą tutaj po prostu poglądy polityczne autorki, których nie potrafi oddzielić od zawodu. Trochę zawód, faktycznie.
Pojawia się też argument „Szukaj problemów tam, gdzie ich nie ma” odnoszący się do spięcia z Billie Eilish, co zaowocowało tym, że raper nie zagrał jednego koncertu. Nie zagrał też pewnie kilku innych, jak każdy artysta na świecie. Nie widzę zbytniej korelacji do zniszczenia sobie kariery. Fani kalifornijskiej piosenkarki to też nie jest zbytnio target twórczości YE. Znów autorka zapomniała uargumentować swoją tezę. Kali jeść, Kali pić, a Kanye zły i Kanye fu. Czego nie rozumiecie? Bo ja całkiem sporo. Jest też pseudoargument zatytułowany „Publicznie pierze brudy”. Nie będę się już pastwił, niech ktoś tylko wytłumaczy autorce tekstu, na czym stoi 99% showbiznesu. Skoro pracuje w mediach, powinna o tym wiedzieć. A tak już nawiasem mówiąc, nie dać rady wypunktować Kanyego to jak nie poradzić sobie z kolorowanką i wychodzeniem poza linie.
Wyborcza – Śmiali się z niej. Teraz ona wypowiada im wojnę. Słucham rapowego albumu Doroty Masłowskiej
Na sam koniec tekst tak bardzo absurdalny, że “Bekowo” w swoim prime’ie nie dowiozłoby takiego kontentu. Artykuł zaczyna się całkiem niewinnie. Gdzieś na przełomie felietonu, a recenzji autorka opisuje swoje doświadczenia z rapowym albumem Doroty Masłowskiej, który to wyszedł pod szyldem SBM Labelu. Porusza tam wiele kwestii dotyczących liryki (tylko i wyłącznie), z którymi nawet osobiście się zgadzam. Uważam nawet, że padło w tym tekście parę celnych uwag. Dlatego doczytałem tekst do końca. O zgrozo, co tam się na finishu dzieje. Dosłownie redaktorka Wyborczej obraża słuchaczy, którym twórczość Masłowskiej się nie spodobała. Nazywa ich zakompleksionymi incelami (osoby, które mimowolnie nie uprawiają stosunków seksualnych) albo wannabe-raperami.
Dziennikarka prawdopodobnie umyślnie przez cały tekst omija kwestię tego, jak Dorota tragicznie rapuje. Wszystko po to, aby na końcu móc wybronić Masłowską określając całą krytykę jako bezpodstawny hejt. Wiecie, zakładamy klapki na oczy (lub uszy) i udajemy, że w muzyce nie chodzi o brzmienie. Naprawdę zadziwiające, że fani warszawskiej wytwórni specjalizującej się w rapie, mając styczność z rapowym albumem, to czepiają się rapu. No jakie to absurdalne, jakie niespodziewane. Autorka tego felernego tekstu rzuca inwektywami, bo jedyne argumenty którymi dysponuje to te ad personam. Dziennikarskie dno. Brakuje jeszcze akcji niczym rasowa influencerka i po przewertowaniu tysięcy komentarzy wybrać 5, które będą pasować do głoszonej narracji. Powoli zaczynam rozumieć skąd ta decyzja o masowych zwolnieniach z Agory.
Oczywiście do dzisiejszej zabawy wybrałem pojedyncze teksty, które nie świadczą od razu o pracy całej redakcji. Przez jeden felerny tekst nie ma nawet co skreślać całego dorobku dziennikarskiego danej osoby, a co dopiero całej firmy. Skoro jednak te instytucje zdecydowały się na wypuszczenie takich publikacji, to de facto same się wystawiły do lirycznego spoliczkowania. Zasłyszałem ostatnio taką radę, aby nie inwestować w koncepcje lub instytucje, których nie rozumiemy. Analogicznie – przestańcie pisać o rapie, skoro się na nim nie znacie. Weźcie przykład z takiego TVP Info. Oni pod tagiem “rap” nie mają żadnej publikacji. Serdecznie i z całego serca im tego gratuluję. To chyba ta legendarna dobra zmiana. Dzisiaj w końcu było coś o rapie.
Felieton
Prezydent Mata 2040 poległ przy pierwszym kryzysie z Fagatą – felieton
Wciąż kalkuluje, że Fagata będzie w stanie wrócić? Zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Prezydent 2040? Na razie problemem okazuje się wydanie prostego oświadczenia dotyczącego własnej wytwórni.
Fagata jest obecnie jedną z najbardziej toksycznych marketingowo postaci polskiego internetu. Współpraca z nią zamiast zasięgów może przynieść przede wszystkim lawinę komentarzy i konieczność tłumaczenia się przed własnymi odbiorcami. Tymczasem raper, który zrobił bardzo dużo, żeby legitymizować ją na scenie muzycznej, konsekwentnie milczy.
Tym człowiekiem jest Mata. I właśnie to milczenie zaczyna być coraz bardziej wymowne.
Mata pomógł zrobić z Fagaty raperkę
Nie mówimy przecież o raperze, który zrobił z Fagatą jeden numer, przybił piątkę za kulisami i poszedł dalej. Mata otworzył przed nią drzwi do mainstreamu muzycznego świata. Wziął ją do wytwórni, promował i dał przestrzeń podczas największego koncertu w swojej dotychczasowej karierze – na Stadionie Narodowym.
To była potężna pieczątka.
Można było śmiać się z muzycznej kariery Fagaty, można było traktować ją jak internetową ciekawostkę, ale kiedy jeden z największych polskich raperów swojego pokolenia bierze taką osobę pod skrzydła, sytuacja się zmienia.
Mata pomógł Fagacie dostać coś znacznie cenniejszego niż wyświetlenia – wiarygodność w środowisku i u młodych słuchaczy, którzy jak gąbka chłonął to, co powie ich idol.
Dzisiaj trudno udawać więc, że temat Fagaty nie dotyczy Młodego Matczaka.
Wszyscy uciekają. U Maty cisza
Skala internetowego cancelu Fagaty jest gigantyczna. Marki i osoby kojarzone z nią momentalnie dostają rykoszetem. Natalisa usunęła wspólne zdjęcia z c*pką spod Konina i według medialnych doniesień odcięła się od tej relacji. Sentino ogłosił wspólną EP-kę z Fagatą, a kilka godzin później zapowiedź zniknęła z jego sociali po wpływem krytyki.
Fagata stała się wizerunkowo niewygodna. I właśnie dlatego cisza Maty tak mocno rzuca się w oczy.
Bo gdzie jest teraz człowiek, który jeszcze niedawno chciał łamać „każde tabu”? Gdzie jest kandydat na prezydenta 2040, który kreuje się na głos swojego pokolenia i lubi komentować rzeczywistość po swojemu? Przecież tutaj nie potrzeba orędzia do narodu transmitowanego przez wszystkie telewizje.
Wystarczy kilka zdań:
„Fagata nie jest już częścią mojej wytwórni”.
Albo odwrotnie:
„Fagata pozostaje w mojej wytwórni i nadal będziemy razem pracować”.
Tyle.
Przyszły prezydent wykłada się… na Fagacie
I tutaj robi się naprawdę zabawnie.
Mata od lat buduje wokół siebie postać większą niż zwykły raper. Były polityczne deklaracje, była wizja kandydowania na prezydenta w 2040 roku, były społeczne manifesty i wizerunek gościa, który chce coś zmieniać albo nawet wywracać stolik.
Tylko że łatwo wywracać stolik, kiedy samemu wybiera się moment.
Odcięcie się od Fagaty oznaczałoby przyznanie, że projekt, w który Mata osobiście inwestował swój wizerunek, okazał się problemem. Pozostawienie jej w wytwórni oznaczałoby z kolei konieczność wzięcia na klatę krytyki, która prawdopodobnie spadłaby również na niego.
Najwygodniejsza pozostaje więc trzecia opcja. Cisza.
Tylko że od kogoś, kto chce być traktowany jak głos pokolenia, można wymagać trochę więcej niż przeczekiwania burzy.
Kandydat na prezydenta sprawdza kierunek wiatru?
Co ciekawe, Mata kilka dni temu sam wrzucił komunikat, który łatwo można połączyć z obecną sytuacją.
– Pomału przerzedzają się szeregi mojej wytwórni – niektórzy artyści są gotowi by iść własną drogą, a inni zabłądzili i nie chcą iść tą którą wyznaczam. Pora wrócić do korzeni – napisał.
Brzmi tajemniczo, a nawet poważnie. Tylko co z tego właściwie wynika? Młody Matczak w ten sposób wybadał grunt, rzucił enigmatyczne zdanie i zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Sprytne PR-owo.
I tu dochodzimy do najważniejszego pytania. Na co czeka wytwórnia Maty? Aż sytuacja trochę przycichnie? Aż okaże się, czy Fagata jest w stanie odbudować swój wizerunek i ponownie generować liczby bez gigantycznej fali krytyki? Bo z zewnątrz zaczyna to wyglądać właśnie jak kalkulacja.
Jeżeli Fagata jest dla wytwórni skończonym projektem, można powiedzieć to dzisiaj. Jeżeli nadal jest jej artystką i Mata chce ją wspierać, również można powiedzieć to dzisiaj Panie Michale.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
-
News3 dni temuNatalisa atakuje Young Leosię: „To nie baddie era, ty po prostu się puszczasz”
-
News1 dzień temuPowstał film o Tede. Na ekranie m.in. Eldo, O.S.T.R., Wilku i Vienio
-
News3 dni temuNitro nigdy nie poda ręki Sentino, choć raper próbował przepraszać
-
News2 dni temuTrueman ujawnił, kiedy wypuści płytę Sentino i Fagaty. Ma świadomość, że to gorący kartofel
-
News1 dzień temuBonus RPK zapowiedział wspólny numer z Tede
-
News20 godzin temuNitrozyniak: „Zdelegalizowałbym kobiecy rap”. Streamer wskazał tylko 2 dobre raperki na scenie
-
News12 godzin temu„Ja sprzedawałem hip-hop, a oni są dzisiaj w reklamach” – pierwszy fragment filmu o Tede
-
News3 dni temuJay-Z ujawnia kulisy konfliktu 2Paca i Biggiego. „On go ostrzegał”