Felieton
ROZKMINA: Eminem cz.5
Chociaż album może nie przypaść wielu słuchaczom do gustu ze względu na treść znajdujących się na nim tekstów – najbrutalniejszych od czasów dwóch pierwszych legalnych jego płyt – trzeba przyznać raperowi, ze pisząc je był w znakomitej formie – świadczyć o tym może niebotyczna ilość rymów w każdym wersie tekstu, przy jednoczesnym zachowaniu w pełni sensu wypowiedzi.
Sprawdź też cz.1, cz.2, cz.3 i cz.4
Raperowi często zadawano pytania o to, jak to możliwe, ze człowiek który skończył zaledwie 8 klasę, potrafi z taką wirtuozerią posługiwać się słowami; zapytany o to, czy to zasługa jego rzekomego oczytania, powiedział: ”Jedyna książką, jaką kiedykolwiek przeczytałem, jest autobiografia LL Cool Jaya pt. ”I Make My Own rules”. Nigdy nie zaczytywałem się w książkach. Moja ciotka, Edna, ona czasami czytała mi rzeczy w stylu The Little Engine That Could. Ale za to uwielbiałem zamykać się w świecie komiksów. Ale książki jako książki? Nie. Myślę, że klucz tkwi w słuchaniu, byciu chłonnym. Jestem do dupy w matmie, ale zawsze byłem świetny w języku angielskim i miałem wiele wyrazów w swoim słowniku. Nawet teraz, mogę nie wiedzieć co znaczy dane słowo, ale jeśli usłyszę kogoś wymawiającego je i wyda mi się interesujące z jakiegoś powodu, zweryfikuję je.”.
Zdrową równowagę dla omawianych wcześniej, ciężkich, mrocznych piosenek tworzą przejmująco szczere utwory, w których raper w wielkim stylu pokazuje swoje ludzkie oblicze – piosenki, w których opowiada o wypełniającym go bólu emocjonalnym, poczuciu samotności, wyniszczającym go uzależnieniu od leków nasennych i uspokajających w które popadł po śmierci Proofa, poczuciu beznadziei, strachu przed przyszłością. Utwory te wydawać się mogą jeszcze cięższe niż te horrorcore’owe, ponieważ dotykają bolesnych spraw znanych nam wszystkim; trzeba jednak pamiętać, ze ich autor wyszedł ostatecznie z depresji, można je uznać za mające jak najbardziej właściwości terapeutyczne. Takimi piosenkami są ”Deja Vu” oraz ”Beautifull – jedyny numer, który raper wyprodukował osobiście. ”To jedyna piosenka którą odsłuchując mogę poczuć się naprawdę w porządku. Przywraca mnie do czasów kiedy byłem naprawdę zdołowany, ale zarazem przypomina mi co to za przestrzeń i czemu nie chcę do niej nigdy wracać. Jest w tym utworze mnóstwo szczerości bez której nie potrafiłbym się obyć. Zacząłem pisać pierwszy wers i połowę drugiego kiedy przebywałem na detoksie.” – powiedział w jednym z wywiadów. W ”Deja Vu” opowiedział z kolei szczerze o swojej walce z nałogiem; wstępem do piosenki jest reminiscencja chwili, w której sanitariusze pogotowia medycznego znaleźli go wpół żywego po tym, jak przedawkował metadon w olbrzymiej dawce. Był to szczytowy moment jego nałogu; wcześniej, ze względu na horrendalnie wysoką tolerancję własnego organizmu na antydepresanty, leki przeciwbólowe oraz nasenne żeby funkcjonować normalnie musiał przyjmować dziennie po kilkadziesiąt pigułek. Chwila, w której otarł się o śmierć okazała się przełomowa w jego życiu – wziął się w garść. Zapytany w jednym wywiadów o doświadczenie śmierci z którym się zetknął, powiedział. ”Dużo myślę o śmierci. Chociaż staram się tego nie robić, nie wychodzi mi, i przeraża mnie to jak chuj. Przeraża, bo powiedziano mi, że gdybym trafił do szpitala dwie godziny później, zwyczajnie byłoby po mnie. Najwięcej myślę o tym kiedy leżę w łóżku nocą. To mnie naprawdę przeraża człowieku.”.
Na albumie znajdują się również utwory lekkie czy żartobliwe, jak chociażby singlowy ”We Made You”, oraz ”My Mom”, ”Old Times Sake”, czy ”Hello”. One z kolei stanowią udaną odskocznię do makabrycznych utworów jak i tych opisujących doskwierający raperowi ostatnimi czasy ból istnienia.
Bardzo ciekawym posunięciem ze strony rapera było rapowanie przez niego z użyciem charakterystycznych, zmiennych akcentów, co jak przyznaje sam Eminem, spowodowane było tym, ze w pewnym stopniu zdążył znudzić się językiem angielskim. Taki zabieg nie spodobał się znacznej części słuchaczy, i na następnym jego longplayu zrezygnował on z niego.
Kilka miesięcy po ukazaniu się ”Relapse” na rynek wydawniczy trafiła edycja płyty wzbogacona o kolejny krążek, z 7 premierowymi (poza ”Forever”) utworami . Były to piosenki, które miały znaleźć się pierwotnie na ”Relapse 2”, ale raper w międzyczasie nagrał dostatecznie dużo materiału utrzymanego w innej stylistyce, i zamiast tworzyć kontynuacje postanowił wydać krążek oparty na innej koncepcji. ”Kiedy skończyłem ”Relapse” zostało mi całe mnóstwo materiału którego bardzo nie chciałem zmarnować, więc zamierzałem wydać ”Relapse 2”. Ale wtedy udałem się z Dr. Dre na Hawaje, i zacząłem nagrywać kolejne utwory, i stare zostały przez nie wyparte. Tworząc ”Relapse”, ciągle byłem w trakcie oczyszczania swojego organizmu z leków, więc znalazło się na tym albumie dużo błazeńskiego gówna – zawierającego wiele punchlineów, zabawnych i szokujących wersów – coś jakbym powracał do czasów ”The Slim Shady LP”. I to było super, ale teraz pora przekręcić stronę na kolejną, bo nie chcę tworzyć piosenek, które odsłuchuje się jeden raz, apotem zawarty w nich żart przestaje być zabawny. Chcę opracować nagrania, których możesz słuchać setki, albo nawet tysiące razy”.
Kolejnym owocem pracy Eminema był wydany w czerwcu 2010 roku ”Recovery” – album znacznie różniący się od wszystkich jego poprzednich dokonań muzycznych, zarówno pod względem podejmowanych przez niego w tekstach piosenek tematów, jak i doboru producentów, z którymi wcześniej nie miał okazji współpracować (M. in. Just Blaze, Boi1-da, DJ Khalil, Alex Da Kid, Script Schepherd). Tematycznie piosenki utrzymane są w bardzo osobistym tonie, będąc świadectwem drogi jaką pokonał raper żeby wyjść z depresji. ”Jako człowiek czuję się silniejszy niż kiedykolwiek przedtem, lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, nic nie zdoła mnie powstrzymać. Słychać to dobrze na nagraniach. Myślę że wydając ten materiał mogę udowodnić ludziom, że niezależnie od tego jak nisko upadną, zawsze może być lepiej” – powiedział kwitując etap swojego życia który opisał w piosenkach na ”Recovery”. Niektórzy słuchacze zawiedzeni byli ”grzecznym”, nieco popowym brzmieniem albumu, ale można śmiało uznać, ze w ostatecznym rozrachunku raper wyszedł na plus – zrobił taki album, na jakiej było go w danej chwili stać. Jak każdy zawsze szczery przecież album rapera, ”Recovery” mogło powstać tylko w takie, albo co najwyżej nie powstać przecież wcale.

Chociaż Eminem jest perfekcjonistą, upiera się twardo przy tym, że wciąż nie udało mu się nagrać doskonałego rapowego albumu. Na pytanie jak ważnym jest dla niego w rapie bycie jednym z najlepszych, odpowiedział: ”Nie rapuję żeby być absolutnie najlepszym raperem na świecie ponieważ myślę, że nie ma czegoś takiego. Rapuję żeby być najlepszym jak tylko sam mogę być dla samego siebie. (…) Pewne rzeczy mogę robić lepiej niż Wayne, ale jest kilka rzeczy które on zrobi lepiej ode mnie.”. Chociaż w trakcie wydawania ”Relapse” był zadowolony z tego albumu, potem wypowiadał się na temat płyty krytycznie, W ”Cindirella Man” zamieszczonym na ”Recovery” rapując: ”Pierdolę moją ostatnią płytę, to gówno leży w moich śmieciach”. O swoich 4 pierwszych legalnych albumach wyrażał się jednak pozytywnie w bonusowym dodanym do ”Relapse” utworze ”Be Careouf what You Wish For” przypominając o tym, jak po latach ocenili je krytycy muzyczni: ”I nazwali „Slim Shady LP” najlepszą/”Marshall Mathers” była klasyką/”The Eminem Show” fantastyczną/A „Encore” była już nie do porównania/Chyba jeszcze nie minęło wystarczająco dużo czasu/Kilka lat i to gówno będzie jak „Illmatic” (”Illmatic” To debiutancki album NAS-a, powszechnie uznawany za jeden z największych klasyków gatunku).
W Polsce od wielu lat krążą plotki, jakoby Eminem w jednym z wywiadów wyraził się niepochlebnie o Polakach oraz Żydach, twierdząc, ze nigdy nie zagra dla nich koncertu; pomimo tego, że od ponad 10 lat jestem jego fanem, i przejrzałem całą masę wywiadów z nim, nigdzie nie usłyszałem ani nie przeczytałem, żeby z jego ust rzeczywiście padło takie zdanie. Prawdopodobnie jest to kłamstwo zapoczątkowane (i w dużej mierze pewnie też powtarzane) przez homoseksualistów, których raper potencjalnie obrażał w tekstach swoich piosenek. Więcej nawet – Paul Rosenberg, wieloletni manager rapera, sam jest żydem, o czym wie niewiele osób. Jimmy Iovine, który przekazał Dr. Dre taśmę demo Eminema, również jest żydem. Zaskakujące jest to, że pomimo powszechnego dostępu do internetu, ludzie zamiast weryfikować tego typu informacje, powtarzają je bezmyślnie z ust do ust.
W 2011 roku światło dzienne ujrzał drugi wspólny album Eminema oraz Royce Da 5’9′ wydany pod szyldem Bad Meets Evil zatytułowany ”Hell: The Sequel”. MC’s w 1999 roku nagrali swój pierwszy mini album „Nuttin’ to Do / Scary Movies” (Royce wystąpił również w numerze ”Bad Meets Evil” na ”The Slim Shady LP”), ale szybko ich ścieżki rozeszły się w nie do końca wyjaśnionych, nieprzyjemnych okolicznościach. Cała grupa D12 – poza Eminemem – nagrała nawet kilka numerów dissujących Royce’a, ten zaś odpowiadał regularnie, również jednak nie kierując swoich zaczepek w stronę białoskórego rapera. ”Hell: The Sequel” odbiło się głośnym echem w środowisku hip-hopowym. Tego samego roku Eminem przyłączył do swojej wytwórni płytowej Shady Records Slaughterhouse – grupę MC’, w której skład wchodzi właśnie Royce Da 5’9′, oraz jego ziomkowie – Joe Budden, Joel Oritz, oraz Crooked I. W 2012 roku Wytwórnia wydała ciepło przyjęty album grupy zatytułowany ”Welcome to: Our House”.
Eminem jest również producentem – w swojej karierze zrobił wiele naprawdę okazałych podkładów muzycznych dla innych MC’s, żeby wymienić chociażby 50 cent, Obie trice, King gordy, Xzibit, Nas czy Jay-Z. Sam tak wypowiada się o fachu producenta: ”Zawsze chciałem robić bity. Zawsze wiedziałem, że kiedyś zechcę porzucić rapowanie, a wtedy w taki sposób będę mógł dalej mógł tworzyć muzykę. Każdy wie, że nie można rapować wiecznie. Od kiedy dostałem w tym poparcie od Dre, zająłem się tym. To inspirujące, pracować z innymi artystami i obserwować ich proces twórczy. Każda muzyka jaką zrobię dla innych wykonawców ma być tym, pod co sam chciałbym zarapować. Nie dam im niczego, czego nie chciałbym sam dla siebie.”. Raper nie ukrywa, ze wielkim natchnieniem była mu współpraca z Dr. Dre: ”On doskonale wie, jak dokonać maksymalizacji moich pomysłów. Dostrzega we mnie kreatywny potencjał nawet kiedy ja sam go nie widzę, i wie dobrze, jak sprawić, by znalazł on ujście”.
Obecnie raper jest w trakcie nagrywania swojej kolejnej solowej płyty, która z wysokim prawdopodobieństwem ukaże się jeszcze w tym roku. Royce Da 5’9′, z którym raper blisko współpracuje, słyszał opracowany przez niego materiał, i powiedział, że nie jest pewien tego, jak świat zareaguje na niego. Spekuluje się również o rzekomym nawróceniu Eminema, tym, że powierzył swe życie w ręce Jezusa.
Na czym polega więc fenomen Eminema? Historia jego drogi z samego dna na szczyt jak mało która inspiruje do pokonywania życiowych trudności, a muzyka fantastycznie dopełnia dzieła umilając czas. I trudno dzisiaj wyobrazić sobie świat Hip-Hopu bez niego – to, jak wyglądałby, gdyby nigdy nie wyszedł ze swoją twórczością na światło dzienne, oraz to, jak będzie wyglądał kiedy zakończy swoją karierę artystyczną. Wierzę jednak, że przyszłe pokolenia słuchaczy – którzy będą mieli, jak wszystkie inne, swoich idoli na bieżąco lansowanych w mediach – z pewnością docenią należycie jego geniusz twórczy. Bo o jakości muzyki nie decyduje to, czy jest ona na czasie; wyznacznikiem jakości jest ponadczasowość.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News2 dni temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News21 godzin temuPolak, który trafił na europejskie listy
-
News4 dni temuPih skomentował odebranie orderu Zełeńskiemu
-
News4 dni temuVNM po życiowym przełomie. „1,5 miesiąca temu było ze mną bardzo źle”
-
News3 dni temuMiasto Gdańsk na oficjalnej stronie informuje, że Edziowi grożą gangsterzy z Chicago
-
News4 dni temuBobby Shmurda czekał na to całe życie. Jego ojciec wyszedł z więzienia po 30 latach
-
News13 godzin temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News3 dni temuWspólnik Bonusa RPK ostrzega, kto może stracić na odebraniu orderu Zełeńskiemu