Sprawdź nas też tutaj

Felieton

ROZKMINA: Hity Internetu

Opublikowany

 

Internet pełen jest wywołujących skrajne różne – tak negatywne, jak i pozytywne – emocje filmików dotyczących bezpośrednio lub pośrednio kultury hip-hopowej. Zapraszam do przyjrzenia się im z bliska.

Kiedy w 2003 roku genialny Rosyjski matematyk, Grigorij Pelerman, udowodnił słuszność hipotezy Poincarego nad którą głowiły się całe generacje naukowców w ciągu minionych 100 lat, nie zanosiło się raczej na to, żeby na świcie pojawiło się coś, co będzie w stanie zrozumieć tak znikoma garstka ludzi jak to miało się właśnie w przypadku rozwikłanej przez niego łamigłówki. Taki stan rzeczy szybko jednak uległ zmianie, kiedy niespełna 4 lata później Lech Roch Pawlak nagrał jednak i zamieścił w serwisie YouTube swój kultowy już freestyle po Chińsku, którego treść pozostaje zagadką po dziś dzień, i nie zanosi się na to, by miało się to zmienić – raper nie zdecydował się na zamieszczenie spolszczenia tekstu swojej nawijki, a zresztą nawet gdyby tego dokonał, musielibyśmy mu wszyscy wierzyć na słowo. Kto wie, może Lech Roch dokonał lirycznego, artystycznego arcydzieła, na którego zrozumienie wszyscy jesteśmy po prostu za głupi? Może za jakiś czas któryś z poważnych instytutów zaoferuje – jak w przypadku udowodnienia hipotezy Poincarego – milion dolarów za przetłumaczenie słów freestyleu wyżej wymienionego, i zmienią one masowo ludzką świadomość na bardziej sprzyjającą rozwojowi i podtrzymaniu życia na naszej planecie?

 

4-3--49132769W czasach mojej wczesnej młodości, kiedy zasłuchiwałem się w muzyce czarnoskórych MC’s ucząc się dopiero języka angielskiego, spotykałem się z zarzutami, że lubię ich, chociaż nie wiem, o czym rapują. Mimo wszystko dziwniejsza jest jednak chyba dzisiejsza moda na śmianie się z czegoś, czego się nie rozumie, i przede wszystkim zrozumieć wcale się nie chce.

Jakiś czas temu furorę zrobił filmik, na którym raper Eldo wypowiadał się negatywnie na temat Eminema, w programie ”Rower Błażeja” emitowanym kilkanaście lat temu. Warszawki raper wypowiadał się w nim zbulwersowanym tonem wielkiego intelektualisty, a wyszedł na pospolitego kretyna. Najpoważniejszym zarzutem ze strony Eldo było jakoby słynny MC dla potrzeby sprzedania się zmyślał regularnie w swoich utworach własny życiorys oraz wstydził się pochodzenia z Detroit. Na oba zarzuty istnieje prosta odpowiedź: po pierwsze, Eminem często z premedytacją posuwał się do mówienia rzeczy, które nie miały nigdy miejsca, jednocześnie jednak wyolbrzymiając je na tyle, żeby ludzie mogli odróżnić rzeczywistość od fikcji – zabieg taki miał oczywisty charakter komediowy, i tylko ludzie zupełnie pozbawieni dystansu mogli rozpatrywać jego teksty wyłącznie w sztywnym schemacie prawda-fałsz.

 

Widocznie stylistyka Comedy rapu była zbyt trudna do ogarnięcia dla świadomości młodego Eldoki. Stwierdzenie, ze Eminem robił z siebie West Coast’owca, jest tak zabawne, że nie wymaga nawet komentarza – ale powiedzmy śmiało, że przecież na żadnej ze swoich płyt nie powiedział on czegoś podobnego. Raper Kobra również nie omieszkał się dosadnie wyrazić na temat głoszonych przez Eldokę ”Mądrości”, pisząc na swoim profilu Fb m. in.: ”Niezbyt często wypowiedzi kolegów ze sceny wywołują we mnie mdłości i zażenowanie i również niezbyt często je komentuję. Ostatnio przytoczyłem wypowiedź Eldo na temat Eminema bo była skrajnie idiotyczna.” W 2010 roku Eldo inaczej wypowiadał się na temat Eminema w jednym z wywiadów udzielonych po premierze swojego albumu ”Zapiski Z 1001 Nocy”: ”(…) 2 dni temu, oglądając najnowszy teledysk Eminema wymyśliłem dokładnie co chcę zrobić na nowej płycie. Nie wiem kiedy się takowa ukaże, wszystko zależy od tego ile czasu pochłonie nam sfinalizowanie projektu Parias. Mam jednak już koncepcję kolejnego krążka. Ten biały chudzielec, który ledwo wydostał się z heroiny i jest teraz na odwyku zrobił niesamowitą płytę. Pod względem lirycznym to jest jakaś bajka. Chciałbym kiedyś zbliżyć się do takiego poziomu. Nie chodzi mi o flow, ponieważ Eminem zjada 99 procent raperów na świecie i nie jestem nawet w promilu tak dobry jak on. Jeżeli chodzi o lirykę i sposób pisania gramy jednak w tej samej lidze, w podobny sposób podchodzimy do tematu.”.

 

Chociaż Eldo tym razem oddał swoją wypowiedzią hołd Eminemowi, po raz kolejny strzelił niewybaczalną gafę – tym razem stwierdzając, ze mają takie same patenty na opracowanie tekstów swoich piosenek, że ich twórcze podejście jest niemalże bliźniacze. Eminem dopracowuje swoje teksty w najdrobniejszych szczegółach całymi miesiącami, minuta w minutę, porusza w swojej muzyce skrajnie odmienne tematy, oraz zamieszcza w wersach horrendalnie większe ilości rymów niż jego warszawski kolega po fachu. Bardzo utalentowany, ale jednak nie genialny Eldo zaś sam przyznaje się w wywiadzie: ”Kiedyś pokażę ludziom jak wyglądają moje teksty, tam prawie nie ma skreśleń. Gdy siadam do pierwszego zdania to stawiam kropkę przy ostatnim. Nie piszę tekstów po kawałku. Potrafię nie pisać 2 miesiące, po czym jednej nocy może ich postać 6 czy nawet 7. Nie mam z tym problemu. Wypluwam je literka po literce. Działam jak zepsuta małpa.”.

 

Ciekawej parodii z ręki właścicieli kanału na Facebook Parodie TVv doczekał się utwór Molesty z Jamalem na featuringu pt. ”Tak Miało Być”. Wersja komiczna nosi tytuł Nie Taki Sos Miał Być i opowiada o… zamiłowania MC’s do jedzenia kebabów! Utwór jest bardzo zabawny i trzyma bardzo przyzwoity poziom wykonania. Ludzie znający na pamięć oryginał będą podczas jego odsłuch bawić się jeszcze lepiej porównując zmiany w treściach wersów. Kiedy Pelson rapuje: ”Te wersy piszę jako Pelson, bo Pele już nie żyje/Choć nie skoczył z okna/I nie założył pętli na szyję, jest jeden ważny szczegół/Odszedł w samotności, bez kolegów, bez pogrzebu/Nie było grobów, frezji, nie było zniczy/Odszedł, gdy przyszedł czas się rozliczyć/To był chłodny, styczniowy wieczór/Przeżył życie, jakby na społecznym zapleczu”, koleś rapujący zamiast niego w parodii nawija: ”Te wersy piszę jako grubas bo strasznie przytyłem/Kebaby zamówiłem długów sobie zarobiłem/Jest jeden ważny szczegół, jadłem w samotności, bo nie miałem już kolegów/Nie było kasy, odszedłem, gdy przyszedł czas się rozliczyć/To był chłodny styczniowy wieczór, kiedy znowu wpierdalałem, kebaba na zapleczu”. Przykłady równie wesołe można by mnożyć. Przeróbka zachwyciła lwią część ludzi którym dany był jej odsłuch, o czym najlepiej chyba świadczy lawina pozytywnych komentarzy pod nią zamieszczona.

 

W internecie aż roi się od osób żywo zainteresowanych teorią spiskową dotyczącą Iluminatów – rzekomo istniejącego tajnego, elitarnego stowarzyszenia zrzeszającego najbardziej wpływowych i bogatych ludzi, którzy chcą przejąć władzę nad ziemią i jej mieszkańcami ustanawiając Tzw. Nowy Światowy Porządek – co zakładać ma redukcję populacji poprzez sprowokowanie konfliktu zbrojnego na skalę globalną, a potem ustanowienie rządu światowego i jednej wspólnej dla wszystkich wirtualnej waluty, którą miało by się posługiwać przy pomocy czipów wszczepionych w dłoń (kiedy ktoś stawałby się niewygodny z jakiegoś powodu dla systemu, władze po prostu odłączałyby go od sieci, uniemożliwiając mu dokonywanie transakcji; dokładnie tak, jak opisał to święty Jan w Biblijnej Apokalipsie, wedle ukazanej mu przez Boga wizji czasów ostatecznych: ”I  sprawia [tj. Bestia ] ,że wszyscy mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymają znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.”). Teoria taka wydaje się przekonująca; Ladislau Dolbor we wstępie do swojej książki pt. ”Demokracja Ekonomiczna” napisał: ”Tylko 2% rodzin skupia w swoich rękach połowę bogactwa światowego; na biedniejszą połowę ludności przypada zaledwie 1% bogactwa planety. Tylko osoby nieświadome lub powodowane złą wiarą nie zdają sobie sprawy z szerzącego się dramatu.”.

 

Na Youtube zamieszczony jest filmik pt. ”Illuminatus Tede”, którego autor przedstawia dowody świadczące o… właśnie przynależności tytułowego rapera do tejże organizacji! Koronnymi przesłankami mającymi dowieść takiego właśnie stanu rzeczy są fragmenty tekstów utworów Tedego potencjalnie nawiązujące do wyznawanego przez iluminatów przywiązania do wartości materialnych, oraz odniesienia do Illuminackiej symboliki zawarte na treściach graficznych wydań fizycznych jego albumów. Chociaż oczywiście raczej nikt na poważnie nie wiąże osoby Tedego z Iluminatami, część z wysuniętych w filmiku tez oraz postawionych w nim pytań jest ekstremalnie prowokująca, znajdują się tam też jednak lekkie nadinterpretacje mające wyraźne zabarwienie humorystyczne.

Wielkim zaskoczeniem było przyznanie się przez Tedego do samodzielnego zmontowania tego filmiku – w utworze ”Nie Banglasz” ze swojej ostatniej płyty ”Elliminati” przyznaje: ”Cała rap gra woli, żebym nic nie nagrał/Masakra, mam pentagram od diabła/Widziałeś ten film, też dałeś się nabrać/Sam go zmontowałem przecież, taka prawda/Iluminatus Tede, Elliminati”.

 

Filmik na YouTube pt. ”Polski „HIPHOP” vs YOUTUBE” który dobił już do ponad 100 tysięcy wyświetleń, stanowi kompilację zabawnych, bardzo umiejętnie spreparowanych scenek. Pierwsza – i chyba najlepsza z nich – jest żywcem wyjęta z filmu ”8 Mila” opowiadającego o życiu Eminema; przedstawia freestyleową potyczkę pomiędzy właśnie nim, a Papa Doc z tym, że zamiast wolnostylowej nawijki Slim Shady’ego usłyszymy osławiony fristajl Eldo którego zresztą twarz została zabawnie nałożona na tę słynnego na cały świat MC. Efekt jest wprost komiczny, zaś jego kulminacyjny moment następuje, kiedy prowadzący bitwy Proof zaczyna w przypływie ekscytacji wykrzykiwać słynne ”Łooooooo!” Reda. Lekki uśmiech na twarzy mogą wywołać również sparodiowane wywiady z Pikejem i Mezem, oraz rapowe teledyski pod których ścieżkę audio podłożono popularne, nie mające nic wspólnego z kulturą hip-hopową piosenki.

Z bardzo dużym zainteresowaniem – bo aż pół milionowym – spotkał się utwór pt. ”Pismo Święte’ nagrany przez księdza (!!!) Jakuba Bartczaka. Do piosenki (promującej mający ukazać się w tym roku album duchownego pt. ”Powołanie”) zrealizowano również prosty, pozytywny teledysk. W utworze autor zachęca do lektury Pisma Świętego, szukania w nim właśnie odpowiedzi zarówno na pytania głębokie, egzystencjalne, jak i te prostsze. Opublikowanie klipu wywołało duże zainteresowanie jego osobą ze strony mediów, udzielił on w nich wielu wywiadów, w których dał się poznać jako człowiek inteligentny i świadom tego, co chce przekazać ludzkości. ”Miałem i mam zajawkę, żeby nagrać sobie epkę, czyli tę krótszą płytę. Wystarczyłoby osiem kawałków, takich tłustych, wypasionych, żeby były na poziomie. Ten, który jest w Internecie wcale nie jest taki najlepszy. Mam naprawdę kilka fajnych patentów i dobre beaty. A jeszcze później? Pewnie całe życie będę rymował, ale nie wiem czy będę nagrywał. To musi mieć sens duszpasterski. Inaczej nie ma po co. Bo to jest moje życie i w tym chcę się realizować. Chcę ludziom przekazywać Pana Boga.” – powiedział, a potem na pytanie, czy jego muzyka nie będzie razić nudą, odparł: ”Właśnie nie. Kumple też się dziwili, że ja mogę nawijać tyle na ten temat. Ale każda piosenka jest o czym innym. Jest tyle różnych patentów, że można o tym w nieskończoność. Bóg to jest temat rzeka, którego nie da się wyczerpać.”. Generalnie utwór spotkał się z niezwykle pozytywnym odbiorem; ”Powołanie” zapewne również zostanie ciepło przyjęte, i spotka się z szerokim zainteresowaniem, także ciekawością osób mających odmienne poglądy religijne bądź niewierzącymi, których z dnia na dzień przybywa.

 

Internet – a jakby inaczej! – stanowi istną kopalnię podobnych perełek, wystarczy się za nimi tylko trochę rozejrzeć. Większość z nich – jak wspomniane parodie – stanowi póki co zaledwie produkt uboczny kultury hip-hopowej, ale zanosi się na to, ze wkrótce stanie się jej nieodłączną częścią. Z pożytkiem dla nas wszystkich – bo nie ma nic zdrowszego od dystansu! Uczmy się go więc oglądając je.

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: