Felieton
ROZKMINA: Pełna Kultur(w)a
Przekleństwa. Któż z nas od czasu do czasu nie lubi sobie siarczyście zakląć, żeby podkreślić doniosłość sytuacji bądź swego stanu wewnętrznego? Raper też człowiek, i używa tego typu słów. Jaką rolę pełnią one w tekstach? Przyjrzyjmy się bliżej temu zagadnieniu, i przeanalizujmy najwulgarniejsze utwory w historii Polskiej muzyki rap.
W 1995 roku Nagły Atak Spawacza wydał w liczbie 10 tysięcy sztuk swoje pierwsze dokonanie muzyczne – singiel ”Anty” (na albumie poza tym utworem, znalazł się również inny, o tytule ”Narkotyki”). W tytułowej piosence udzielił się również Peja. Numer stanowił diss na kieleckiego rapera Liroya, nazywanego w tamtych czasach ojcem chrzestnym polskiego rapu. Nie zawierał żadnych wymyślnych pojazdów; Fazi zmieszał go po prostu z błotem przy pomocy różnorakich wyzwisk, Peja pojechał bardziej merytorycznie. Nie pozostawiono na raperze suchej nitki, dostało się nawet jego rodzicom oraz żonie (”Twoja żona kurwa jest jebaną penerą/Ciągnie chuja wszystkim poznańskim gangsterom”), oraz grożono śmiercią jego bliskim i jemu samemu (”Ty jebany chuju ty jebany skurwysynu/Za tę profanację które odpierdalasz/Spotka cię solidna kurwa kara/Spalimy ci chałupę, rozjebiemy twoją żonę/Zabijemy ci dziecko i zgwałcimy siorę”). Liroy odpowiedział na te zaczepki rok później w kawałku pt. „Liroy był, Liroy jest, Liroy będzie /amen/” z albumu ”Bafangoo! część 1”. Potem obie strony nagrały na siebie jeszcze po jednym dissowym kawałku, i konflikt zawisł w muzycznej próżni.
Trzeba dodać, że poza ”Anty”, Nagły Atak Spawacza ma w swoim repertuarze wiele innych utworów najeżonych rynsztokowym językiem marginesu społecznego, jednak przy piosence ”Anty” wszystkie one bledną pod względem wulgarności.

Sam Liroy również nie przebiera w słowach, o czym można się przekonać słuchając większości jego największych hitów. Chociażby w ”Kto To Taki” z wydanego w 2001 roku albumu muzycznego ”Bestseller 2001”. rapuje: ”Jestem jaki jestem i już taki pozostanę, proste/Zatem schowaj komentarze swe żałosne/I nie pierdol cwelu, bo jebie ci strasznie z ryja/Rymuję Wiesz, kto? Czyja płyta to jest? Czyja?”, dalej dodaje: ”Dokładnie, walczę, aż przeciwnik padnie/Mówisz brzydko o mnie? To bardzo nieładnie/Ty psi wymazie, prostytutko pierdolona/Kiedy cie dojadę, będziesz robił za kondoma”. Innymi przebojowymi piosenkami okraszonymi niecenzuralnym słownictwem są na przykład ”Scyzoryk” oraz „…a jebać mi się chce!!!”.
Naturalnie, wzajemne obrzucanie się mięsem stanowi jeden z filarów dissowania się. Co prawda, obecnie środoowkisko hip hopowe w Polsce dojrzało na tyle, że stać je na soczyste pancze, ale w każdym tego typu utworze nie może zabraknąć jakiś wulgaryzmów. Peja w swoim opartym na utworze ”Wonder Why They Call You Bitch” 2Paca Shakura dissie na Tedego ”Dla Czego Tede Kurwą Jest”, obficie obrzuca swojego oponenta pospolitymi ”kurwami”, podobnie odpowiedział również Żuromowi w utworze ”Czysty Nokaut”. W tekście piosenki aż roi się od przekleństw. Peja rymuje na przykład: ”Pierdolony wychechłańcu, obsrańcu, przegrańcu/Gubisz się w tym bicie jak się gubi dziwka w tańcu”. W tym samym stylu Tede zdissował Nowatora w utworze pt. ”69”, rapując: ”Ty pizda, co to jest to jest diss, tak?!/Jesteś kundlem co sra gównem z cipska/Wyzwiska? Powiedz mi to z bliska/poczujesz jak się grubo pizga/Ja jestem grubas, ty jesteś cienias/Czeka na Ciebie kutas do zrobienia”, podkreślając na samym początku tekstu, że postanowił oprzeć siłę przekazu piosenki na wulgaryzmach ponieważ uważa oponenta za zidiociałego do tego stopnia, że w innym wypadku mógłby on wcale go nie zrozumieć. Warszawski raper Chada również nie szczędzi obraźliwych epitetów pod adresem swoich przeciwników, czego doskonałym przykładem jest ”Sześciogwiazdkowy Skurwiel”, numer stanowiący diss na Donia nagrany wraz z Hifi Bandą. ”Jesteś jedną z tych cip, która zjeżdża na harem/Zanim kurwo się sprujesz opierdol pałę starej” – rapuje Chada, bez żadnych zachamowań jadąc hiphopolowcowi po matce.
Album ”Vatos Locos Klan” Krakowskiego rapera Karramby jest chyba najbardziej przepełnionym wulgaryzmami albumem w całej historii Polskiego rapu. Część piosenek na niej zawartych jest wulgarna w tak wysokim stopniu, że nie pozostawia wątpliwości, iż raper w części piosenek na niej nie tyle używał słów obelżywych celem podkreślenia powagi swoich słów, co postawił na wulgarność dla samej wulgarności.
Żeby w ogóle możliwe stało się legalne wydanie takiego albumu, musiał on założyć własną wytwórnię (Odeon Music Polska), ponieważ EMI Music, w której wydawał dotychczas swoje płyty, cenzurowały na siłę jego utwory, ograniczając przy tym jego wolność artystyczną, o czym sam wypowiedział się tak: „Miałem już serdecznie dość tworzenia piosenek pod dyktando dyrektorów artystycznych i innych błaznów, którzy na siłę chcieli zrobić ze mnie scenicznego komedianta, podczas gdy życie raz za razem wbijało mi nóż w serce! Wszystko co napisałem było cenzurowane i zazwyczaj odrzucane – nie mogłem wyrażać prawdy oraz swoich własnych odczuć i spostrzeżeń! Podpisując poważny kontrakt z Pomaton EMI byłem pewien, że wreszcie uzyskam wolność artystyczną – porażka! Dopiero wtedy odczułem, że właśnie podpisałem na siebie wyrok, skazujący mnie na kompletny brak kontroli oraz własnego zdania odnośnie treści moich utworów, a nawet zawartości okładek moich albumów! Dopiero po rozbiciu tego bezsensownego kontraktu, po napisaniu, nagraniu wydaniu i sprzedaniu albumu „Vatos Locos Klan” po raz pierwszy w życiu poczułem, że wreszcie zrobiłem to, co od lat siedziało głęboko w moim sercu! Dlatego śmiało mogę powiedzieć, że wraz z albumem „Vatos Locos Klan” rozpoczął się zupełnie nowy etap w mojej twórczości! Nowy etap, z którego jestem niesamowicie dumny”. Teksty zawarte na rzeczonym albumie nawet przy braku słów uważanych powszechnie za obelżywe wywoływałyby kontrowersje, ponieważ są jawnie pornograficzne, seksistowskie, promują zażywanie narkotyków oraz alkoholu, i przemoc. ’
„Czarna Lista” nagrana wspólnie z MC Dziurą zawiera w swojej warstwie tekstowej około 100 przekleństw, co czyni ją najbardziej wulgarnym kawałkiem w historii Polskiego rapu. Innymi skrajnie obelżywymi utworami na płycie są chociażby ”Pocałuj Mnie W Dupę!!”, ”Po Pierwsze” (”Po pierwsze dla sławy, po drugie dla kapuchy/Biorę kokę, rucham zajebiste dupy/I pierdoli mnie to co kurwa o mnie myślisz matkojebco/Jestem pełen nienawiści” – rapuje w tym utworze Karramba), czy ”W Imię Zasad” (”Twoją laskę chce przełożyć jakiś kutas/Zajebista dupa, tylko Ty ją możesz stukać/Zero litości, wyrok śmierci/DO PIACHU MATKOJEBCY!”). Pomimo wielu kontrowersji jakie wzbudzała treść piosenek, album trzymał wysoki poziom wykonania i sprzedawał się dobrze, dotarł nawet na 6 pozycję w liście OLiS.

Onar w numerze ”Kurwa Mać” bezpardonowo wyraża swoje zdenerwowanie wieloma sprawami. W zasadzie jedyne przekleństwo jakie przewija się przez tekst utworu to ”kurwa mać” kończące każdy wers, co czyni go niezbyt wyszukanym pod względem wulgarności. Znacznie lepszy pokaz elokwencji dał Pono w utworze ”Pierdolę To” ze swojego drugiego studyjnego albumu ”Tak To Widzę” (2006) rapuje w nim o tym, by zdystansować się do wielu spraw i nie tracić czasu na bzdury. Rymuje: ”Po co pierdolić jak się nie ma pojęcia?/A pierdoli dęnciak – coś wkręca, i świruje mędrca/Ja pierdole co on mówi, pierdoli jeden z drugim/Pierdoli tak, że sam powoli się w tym gubi/Ja pierdole to, sram na to, ja na to, lachę wykładam/Pierdole to! nie gadam, spierdalaj!”.
Często raperzy podkreślają swoją wulgarnością swój bunt wobec otaczającej rzeczywistości oraz rozczarowanie nią. Pierwszy album SLU zatytułowany „Slums Attack” był w swojej warstwie tekstowej bardzo ostry. Właściwie każda piosenka obfituje w ogromną ilość przekleństw, widać jednak, że Peja oraz Iceman nie tyle starał się o zawarcie w swoich tekstach jak największej ich ilości, co po prostu postanowił zupełnie odpuścić sobie ”ugrzecznianie” ich. Jednym z najbardziej znanyc
h utworów z albumu to ”Przemoc”, track opowiadający o powszechnej znieczulicy społecznej i postępującej demoralizacji. Peja rapuje: ”zabawki już dawno zastąpił alkohol do picia/tak pieprzona telewizja uczy kurwa dzieci życia/pokazują jak być złym, brutalnym i bezdusznym/zastanów się skurwielu gdzie swe dziecko kurwa puszczasz/od ciebie zależy jak wychowasz skurwysyna/bo jeśli o to nie zadbasz będzie cierpiała twoja rodzina”. Utwór ”Bronx” jest opisem brutalnego życia na Jeżycach, dzielnicy gdzie mieszkali raperzy, zaś w ”997” dali oni upust frustracji związanej z obecnością na niej stróżów prawa. Peja rapuje: ”997, ten numer to kłopoty/Gdy wydarzy się incydent to pojawia się konfident/Dzwoni 997 i wszystkich sprzedaje/Przyjeżdżają kurwy, menty, jebane suki/Śmiecie psy pierdolone kupy gówna”. Na wydanym rok później albumie ”Zwykła Codzienność” raperzy spuścili znacznie z tonu, ale i tam znajdują się ostre fragmenty tekstów, jednak w ich wypadku są użyte z wyjątkowym wyczuciem, i piosenka ich pozbawiona straciłaby moc wyrazu. Jednym z takich utworów na płycie jest ”Trudny Dzieciak” to najbardziej osobisty numer na albumie. Zarapował go wyłącznie Peja, a opowiada o trudzie życia, braku zrozumienia, problemach, rozczarowaniu ludźmi. Pierwsza zwrotka zaczyna się słowami: ”Nie cieszą mnie już zasrane promienie słońca/Od czasu gdy śmierć zabrała mego ojca/Matka też umarła jeszcze wcześniej niż on/Całe moje życie to jebane wielkie dno/Teraz jestem sam/Na takie życie sram”. Tytułowy otwór ”Zwykła Codzienność” kończy się zaś zaprzestaniem rapowania przez MC’s, którzy dochodzą nagle do wniosku, że przekaz piosenki i tak nie zostanie należycie dostrzeżony, a potem dają upust złości z tym związanej, bluzgając gromko.
Kiedy tylko rap przedostał się do mediów, musiał on zostać oczywiście poddany przymusowej cenzurze. Słowa wulgarne były ściszane albo odtwarzane wspak. Co niektórzy wykonawcy nastawieni bardziej na zarabianie pieniędzy niż na tworzenie uczciwej muzyki chyba zorientowali się w sytuacji, i by ciut bardziej otworzyć sobie wrota do tak zwanej kariery drastycznie ograniczyli używanie w swoich piosenkach przekleństw. Jednym z nich jest Mezo, który wcale nie kryje się z tym, że jest to jeden z czynników, który wpłynął na jego popularność. W utworze Pana Duże Pe pt. ”Nasze Życie” rapuje: ’’Mezo to ten co nie używa przekleństw/Dlatego tak go dużo na listach”. Fenomen hip-hopolo był oczywiście związany również w dużej mierze z zanikiem przekleństw w muzyce rap. Była ona wtedy promowana przez młodzieżowe szmatławce, a do niektórych numerów dodawano nawet płyty CD z tak ”wykastrowaną” muzyką.
Znaczna część raperów rzuca mięsem rzadko, jakby od niechcenia, inni nie potrzebują zwyczajnie w swoich piosenkach wulgaryzmów, są też tacy, którzy używają ich do woli, oraz cenzurujący własne twórcze dokonania by przydać im komercyjności. Przez te dwie dekady rozwoju rapu w Polsce świadomość słuchaczy i twórców wzrosła, ich oczekiwania wobec muzyki zwiększyły się i nie są już tak mało złożone jak kiedyś, kiedy to hip-hop miał być tylko głośnym krzykiem buntu. Osobiście lubię od czasu do czasu posłuchać piosenek przepełnionych wulgaryzmami, jednak traktuje je tylko na zasadzie ciekawostki, niczego poważniejszego. Nadmiar wulgaryzmów sprawia, że piosenka traci swój przekaz, rozmywa się on po prostu w nich, podczas średnia czy mała ich ilość jest w stanie podkreślić jego znaczenie, kiedy indziej używane w nieodpowiednim miejscu psują jej wyraz. Szkoda, że przez wielu ludzi rap uważany jest jako muzyka szkodliwa tylko ze względu na jej wulgarność, że są tacy, którzy wrzucają do jednego worka wszystkie utwory, ale na głupotę nie ma rady.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News4 dni temuTede wydał dziś płytę „XXende Mylffon”. Raper sam dostarczy ci ją pod drzwi
-
News16 godzin temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News3 dni temuPih skomentował odebranie orderu Zełeńskiemu
-
News3 dni temuVNM po życiowym przełomie. „1,5 miesiąca temu było ze mną bardzo źle”
-
teledysk4 dni temuTax Free i Huncho latają z bandziorami po mieście
-
News2 dni temuMiasto Gdańsk na oficjalnej stronie informuje, że Edziowi grożą gangsterzy z Chicago
-
News3 dni temuBobby Shmurda czekał na to całe życie. Jego ojciec wyszedł z więzienia po 30 latach
-
News4 dni temuKaz Bałagane z poczuciem humoru – preorder i singiel „Fish & Tits”