Sprawdź nas też tutaj

Recenzja

Sarius „Pierwszy dzień po końcu świata” – recenzja

Antihype, quo vadis?

Opublikowany

 

„Pierwszy dzień po końcu świata” to szósty studyjny album w dyskografii Sariusa, który swoją oficjalną premierę miał 30 sierpnia br. Rok po wydaniu niezwykle udanego krążka, jakim było „Wszystko co złe”, częstochowski artysta przygotował zestaw całkowicie nowych utworów. Różnią się one jednak w dość znacznym stopniu od numerów pochodzących z jednej z najlepszych płyt 2018 roku. W przeciwieństwie do nazwy labelu Mariusza hype rósł w gigantycznym tempie a grono starszych, jak i tych nowo pozyskanych fanów czekało z niecierpliwością na godnych następców „Wikinga”, „Powiedział mi ktoś” czy „Dziecka wojny”. Niestety, godni spadkobiercy tych wielkich hitów nie nadeszli razem z nową płytą.

Najnowszy album Sariusa składa się z 11 utworów, które są całkowicie pozbawione gościnnych zwrotek. Mariusz postanowił samodzielnie dźwignąć cały materiał i stworzyć kawałki na instrumentalach skomponowanych przez dwóch producentów muzycznych: Gibbsa i HVZX’a. „Moja pierwsza płyta nazywała się „Blisko Leży Obraz Końca” – nie miałem wtedy pojęcia, jak długa będzie ta droga. Dotarłem jednak do tego mitycznego miejsca, który cały czas jawił się jako tonący w złocie Eden. Dzisiaj dostrzegam, że to wszystko to tylko pomalowana makieta, a blask złota okazuje się być sztucznym światłem reflektora. I w tłumie ludzi okazujesz się być zawsze sam, chyba że akurat chcesz być sam naprawdę – wtedy zawsze jesteś w tłumie ludzi. Już mnie to nudzi i tak jak Truman chce po prostu zobaczyć, co jest po drugiej stronie tej całej scenografii.” – tak sam raper opowiadał o treści swojej nowej płyty. Oprócz „chęci zerknięcia za kurtynę” z treści lirycznej numerów daje się wyciągnąć także dowód na przemianę wewnętrzną autora. Parafrazując średniowieczne powiedzenie „Augustus mortuus est, habemus novum Augustum” Sarius w tytułowym kawałku rapuje „Niech żyje Mariusz, bo zmarł. Ty nie masz czasu, ja mam cały czas.” Stary Mariusz „zmarł”, a narodził się nowy, lepszy człowiek pozbawiony zgorzkniałości i obserwujący swe dawne cierpienie z dystansu.

Już od pierwszego odsłuchu uwagę słuchacza przyciąga znaczna śpiewność większości kawałków zawartych na płycie. Sarius postanowił popisać się nieco swoimi wokalnymi umiejętnościami i zamiast pozostać w typowo rapowych ramach, stworzył muzyczne dzieło, który momentami śmiało można zakwalifikować do nurtu komercyjnego popu („Wampir” jest tego doskonałym przykładem). I żeby była jasność, hip-hop wciąż dominuje w „Pierwszym dniu po końcu świata”, jednak mimo wszystko wielość śpiewanych refrenów przyczynia się do „melodyjnego rozcieńczenia” całości materiału. Raz prezentuje się to bardzo dobrze (np. „Trumna”), a za drugim razem jest już odrobinę gorzej (np. „Ciemność”). W gruncie rzeczy nowy album częstochowskiego artysty zawiera jednocześnie kilka wyróżniających się w sensie pozytywnym numerów (np. „Trumna”, „Pierwszy Dzień Po Końcu Świata”, „Bentley”), jak i też parę słabiej przystępnych kompozycji, które potrafią rozpłynąć się gdzieś w trakcie przesłuchiwania płyty (np. „Pokój”, „Na Zawsze”).

Jednym z charakterystycznych elementów twórczości Sariusa jest specyficzny klimat, który uzyskiwany jest dzięki połączeniu charakterystycznego flow, emocjonalnych teksów i wyrazistej warstwie muzycznej, która opiera się przede wszystkim na zloopowych motywach żywych instrumentów (wyjątkowe brzmienia gitarowe Gibbsa potrafią wywołać ciarki na ciele). W „Pierwszym dniu po końcu świata” również odnaleźć można solidnie przygotowane podkłady, które doskonale niosą liryczny przekaz Sariusa i wywołują niemałe wrażenie na odbiorcach.

Najnowsze dzieło szefa Antihype nie może zostać zaliczone do grona najlepszych krążków z jego dyskografii i zdecydowanie nie jest jakościowo lepsze od ubiegłorocznego „Wszystko co złe”. Mimo wszystko jest to album godny odsłuchu i wyrobienia sobie o nim własnej subiekywnej opinii. Duża ilość śpiewanych momentów może zainteresować ludzi na co dzień niesłuchających muzyki hip-hopowej, co automatycznie przełoży się na dalszy wzrost popularności Mariusza. Najbliższa przyszłość pokaże, jak modyfikacja stylistyki, zwiększony rozgłos medialny i zerwnie współpracy z Gibbsem wpłyną na dalszą twórczość Sariusa i jaką obierze on drogę kontynuowania swojej kariery.

Ocena płyty Sarius „Pierwszy dzień po końcu świata”: 7.5/10

7.5 Ocena redakcji
7.2 Ocena słuchaczy (6 głosy)
Teksty7.5
Bity8
Flow7
  Zaloguj się, żeby ocenić
Sort by:

 

Verified

Show more
{{ pageNumber+1 }}

Tracklista

  1. Sarius – Pierwszy dzień po końcu świata
  2. Sarius – Bentley
  3. Sarius – Młody Weles
  4. Sarius – Pokój
  5. Sarius – Nie widać po mnie
  6. Sarius – Sam
  7. Sarius – Cichy śpiew
  8. Sarius – Ciemność
  9. Sarius – Na zawsze
  10. Sarius – Trumna
  11. Sarius – Wampir
 
17 komentarzy

17
Dodaj komentarz

1500
najnowszy najstarszy oceniany
CiasnyOdbytek

Antyhype śpiewa na fame mma.

Ajemhuajem

W punkt mordo. Ale dawno wiadomo ze to srodowisko to pozera i hypokryzja

Odb

Recenzjują pierwszego skończonego siurasa na świecie

Rapunzel

Szkoda, ze tylko jeden numer na wkurwie, a reszta melancholijne spiewanie.
No ale chyba Sarius juz nie jest wkurwiony, moze haj$y lagodza cierpienia. Dobrze dla niego, troche szkoda dla sluchaczy.

Victorino Oladipo

Sarius dożywotni props!

Victorino Oladipo

Nie no, żartowałem.

El paso

fajnie fajnie, tylko gdzie ten rap? Pamietam synka z rapowych produkcji a nagle przebranżowił się na plecach BOR (jaka tu qrrrefa ochrona swoją drogą…) i teraz myśli ze zdobędzie sławę niczym Podsiadło i może zacznie grać w reklamach Polkomtel wyświetlanych pomiędzy seansami w Cinema City.
Nie.
Nie.
NIE.

kokokokoko

najpierw taco, potem sarius, czemu dobrzy raperzy się psują?! mamony za dużo?

Sarius

Bidy nima/
M

TYJA

nic lepszego w tym roku nie usłyszysz

Prawda

19:10 7

Opublikowany 1 godzinę temu / 1 Wrzesień 2019 Przez Michał Krawczyk

XoRx232
Natalia

„Pierwszy dzień po końcu świata” to szósty studyjny album w dyskografii Sariusa” hmm… szósty? a nie czasem siódmy? To jego siódmy album.

Marcin

Sarius to mistrz. To jest jego najlepszy album. Powodzenia chłopie!

Stanisław

Redakcja jak zawsze próbuje wciskać jakiś kicz. Jak byłbym młodszy to może czułbym się oburzony ale teraz już nawet na to nie mam siły eh.

XddX

To niezły kicz, starcze

asdfghj

Stasiek nie bądź oburzony bo ci żyłka na chuju pęknie

Popularne