Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Tede i Borixon. Różniło ich wszystko, połączył hip-hop. Historia przerwanej przyjaźni

Dzisiaj premiera książki o perypetiach hip-hopowej wytwórni RRX.

Opublikowany

 

tede i borixon

Byli członkami dwóch niezwykle ważnych dla rodzimego rapu zespołów, fundamentami Gib Gibon Składu, motorami napędowymi RRX w złotych czasach wytwórni. Różniło ich wszystko, połączył hip-hop, rozdzieliła kobieta. Z jednej strony “czas ludzi zmienił”, jak rapowało Trzyha/Warszafski Deszcz, z drugiej “czas leczy rany”, jak głosi porzekadło. Może więc historia Borixona i Tedego zatoczy kolejne koło? Krzysztof Kozak w książce „Za drinem drin, za kreską kreska”, która właśnie trafia do księgarni w całej Polsce, opowiada o początkach przyjaźni obu raperów, rzucając nowe światło na ich relacje.

Gdyby dzisiaj poprosić fanów polskiego hip-hopu o wskazanie dwóch postaci z pionierskich czasów rodzimej sceny, które najlepiej odnalazły się w kolejnych falach popularności gatunku, jego zmianach, ogrom głosów zebraliby Borixon i Tede. Bo chociaż rewolucja bardzo często pożera własne dzieci, a muzyka rapową taką rewolucją w polskiej popkulturze XXI wieku bez wątpienia jest, to zawsze znajdą się wyjątki. Postaci ikoniczne. Ludzie tak utalentowani i odporni na upadki, że zawsze spadają na cztery łapy. Raz lepiej, raz gorzej, ale ciągle trwający, niezatapialni.

Dla założyciela RRX Brx i Tede to ludzie wyjątkowi. Na kartach biografii Krzysztofa Kozaka “Za drinem drin, za kreską kreska” spośród całej masy raperów, którzy się przewinęli, zdecydowanie tej dwójce poświęcono najwięcej miejsca. Aż dziw, że nie pada nigdzie określenie, że byli jak rodzimi Method Man i Redman; tym bardziej, iż Tedego porównywano właśnie do tego pierwszego, członka legendarnego Wu-Tang Clanu.

– Tede i Borixon byli w podobnym wieku. Podobnie wysocy, ubrani. Obaj lubili Księgarnię w podziemiach na Zgody. Kupowaliśmy tam oryginalne rzeczy ze Stanów – koszulki, bluzy, czapki. Pure Playaz, FUBU, Southpole i parę innych marek. Tede chodził tam systematycznie, Borixon tylko jak miał przypływ hajsu. Dawali im rabaty, tak jak dzisiaj w ekskluzywnych sklepach dają tym wszystkim topowym influencerom. Tede był wtedy uznawany za numer jeden w Polsce. Mówiło się o nim polski Method Man. Jak wchodził do kabiny, to był tak idealny, że w ogóle nie było czego poprawiać. – czytamy na łamach książki, którą spisał Hubert Kęska.

Historia tej przyjaźni to pewien mezalians. Ani trochę jednak niezwykły, raczej potwierdzający powiedzenie, że przeciwieństwa lubią się przyciągać. Mieszkający od urodzenia w Warszawie Tede pochodził z dobrze sytuowanej rodziny. Na takich jak on Borixon, jego koledzy i tysiące młodych ludzi w całej Polsce mówili “bananowcy”. Mieszkał w ogromnym mieszkaniu w kamienicy w centrum stolicy. Nigdy niczego mu nie brakowało. Zostając raperem raczej nie spełnił marzeń i oczekiwań rodziców, o czym nie omieszkał wspomnieć Kozanostra.

– Dla rodziców Jacka czymś niewyobrażalnym było to, że nie poszedł na studia. Zrobił tylko szkołę dziennikarską. Jego dziadek śpiewał arie w operach, a on rapował i napisał pracę… na temat RRX-u. To była prywatna szkoła na Nowym Świecie.

Z Borixonem sprawa wyglądała zupełnie inaczej. – BRX mieszkał w studiu co najmniej przez półtora roku – w czasie pierwszej solówki, HaKi i Gib Gibonu. W zasadzie to się u mnie ukrywał. Nawywijał w Kielcach, pożyczył pieniądze i musiał uciekać. Nie płacił alimentów, bo za każdym razem znajdował pilniejsze potrzeby (…) Poznałem go jako młodego dzieciaka. Wiedziałem, że w dzieciństwie nie chodził po aksamitnym dywanie. Już dawno miał wywalone na szkołę. Zakończył edukację wcześnie i na niezbyt wysokim poziomie. Wierzył raczej w Boga niż w politykę. Jego ojciec picie alkoholu przypłacił życiem. Matka mieszkała w skromnym, ale własnym domku. Myślę, że takie dzieciństwo zostawiło po sobie ślad, ale marzenia ciągnęły go w górę. – czytamy w biografii Kozaka.

tede w koszulce PLNY w młodym wieku
Tede / fot. materiały prasowe

Fiodor i Borys – para (przez pewien czas) nierozłączna

Diametralnie różne dzieciństwo, zupełnie inna sytuacja rodzinna, inne miasta, za to taki sam talent do rapu i ambicje. TDF realizował je najpierw w formacji Trzyha, potem Trzyha/Warszafski Deszcz. Borixon był filarem Wzgórza Ya-Pa 3. W drugiej połowie lat 90. razem z Kalibrem 44, Molestą, ZIP Składem i Slums Attack to były zdecydowanie najważniejsze formacje na rodzimej scenie hiphopowej.

Tedego uważano za jeden z największych talentów rodzimej sceny, wszystko zdawało się przychodzić mu z łatwością. Borixon jednak wcale nie pozostał daleko w tyle. I przyjaźń z warszawskim raperem, której jednym z filarów była zdrowa artystyczna rywalizacja, pozwalała mu szybko przeskakiwać kolejne stopnie rapowego wtajemniczenia.

– Fiodor, czyli Tede, bardzo często zmieniał ciuchy i zawsze miał przy sobie zioło. W rapie chciał być najlepszy. A jeżeli już był najlepszy, to chciał być niedościgniony. Borixon? Zamierzał być tak dobry jak Tede, a w zasadzie jeszcze lepszy. W tekstach Jacka można było wyczuć chęć ustatkowania się. Tomek, który już to przerobił, koncentrował się na zarabianiu hajsu i lansie. Uzupełniali się (…) Borys, przebywając w naszym towarzystwie, zaczął przechodzić rewolucję flow. Przyswoił sobie luz w rapie – coś, czego by nie miał, gdyby został w Kielcach. Wymiksował się z ulicznego stylu Wzgórzaków na rzecz baunsu. We Wzgórzu był jednym z trzech. W Warszawie stał się nie do zatrzymania. W RRX Borixon był bardzo płodny: robił jednocześnie solo, Wzgórze, nagrywał Gibona z TDF-em i HaKę z Onarem. To jest właśnie wyczucie momentu. Czasem potrzeba trochę szaleństwa i czekasz na chwilę, by wypierdolić w powietrze. Wracając do Gib Gibonu: wielka przyjaźń i wzajemna fascynacja dokonaniami to doskonały motywator. Fiodor czerpał od Borysa świeżość, a Borys od Fiodora inteligencję oraz chęć uczenia się od innych. Nie tylko najszybciej nawiązywał kontakty, ale i był najbardziej z nas emocjonalny, wybuchowy. Kombinator, którego ludzie uwielbiają. – wspomina w “Za drinem drin, za kreską kreska” Kozak, niezwykle plastycznie kreśląc historie dwójki asów RRX.

Legendarny wydawca wspomina, że Tede potrafił podzielić się z Borixonem wypłatą za koncert, na który byli zaproszeni oddzielnie, choć ogłoszeni na wspólnym plakacie.

– W Rzeszowie Borixon strasznie się wk*rwił. Figurował na plakatach, a był zaledwie hypemanem i nie miał stawki za koncert. Na plakatach było Tede łamane przez Borixon. I Jacek miał już solową płytę i Tomek też, dlatego jeździli wspólnie z materiałem. Ale w Rzeszowie Borixon nie był zabookowany. Tede mimo to odpalił mu później działkę. – czytamy.

Taka to była relacja, w której pieniądze nie odgrywały największej roli. Borixon z kolei potrafił nabić guza każdemu, kto stawał na drodze pokojowo zazwyczaj nastawionego Tedego. Bo Brx generalnie był znacznie bardziej wybuchowy.

borixon jako młody chłopak
Borixon / fot. materiały prasowe

Na każdej przyjaźni może pojawić się rysa

Świetne stosunki nie trwały jednak długo. Przyniosły też zastanawiająco mało wspólnych nagrań. Borixon i Tede żyli szybko, szybko nagrywali, dostosowując się do zasad studia Schron i tempa codziennej egzystencji, którą narzucał niejako styl życia RRX. O ile jednak pozamuzyczne towarzystwo Tedego akceptowało Kozaka, o tyle Borixona trzymał na uboczu, o co ten był podobno zazdrosny.

Po latach nawet to, co było wcześniej naturalnym elementem dobrej relacji, było przyczynkiem do żartów i docinków. Dowód?

– Tede dzielił się z nami swoimi ciuchami – miał ich zawsze w chuj i mnie też czasem coś skapało. Dał choćby buty Borixonowi. O to Borixon miał potem straszny ból dupy, bo jak po latach Tede chciał mu dokuczyć, to wyjeżdżał z tymi butami – że mu dawał, żeby donosił. A on donaszał. Co w dzisiejszych czasach jest w ogóle nie do pomyślenia. Ale wtedy? To, że ktoś kopsnął ci buty, było mniej więcej taką sensacją jak fakt, że po wtorku następuje środa – to jeszcze jeden fragment książki “Drin za drinem, za kreską kreska”.

Wszystko przez kobietę?

Bezpośrednia przyczyna zakończenia koleżeńsko-artystycznej relacji między TDF-em a Borixonem była jednak oczywiście inna. Jak to w życiu bywa, na drodze dwóch mężczyzn często staje kobieta.

– Między Tedem i Borixonem zaczęło się psuć. To był duet, kurwa, nie do wyjęcia. Kluczowe słowo: był.

Tede zaczął podejrzewać Borixona o to, że ma romans z Magdą. Z jego Magdą, miłością jego życia. Co widziałem? Co pamiętam? Wspólnych wyjazdów było wiele. (…) To był sylwester. Byliśmy gdzieś pod Suwałkami, blisko granicy. Z całą ekipą. Tede podjeżdża. Swoim zajebistym 4runnerem. Ze swoją zajebistą dziewczyną. Magda gada z Agą, a Borixon cały czas luka. Tak, tam to się mogło stać. Albo zacząć? Pod wpływem alkoholu. Tede przyczaił Borixona, jak całuje się z jego dziewczyną. Z jego miłością. Namierzył ich gdzieś blisko domków.

Może Borixon zaczął traktować Magdę trochę, jakby to była ich wspólna dziewczyna? Krążyły różne plotki. Ja tego nie widziałem. I nie mogłem sobie tego wbić do głowy. Niejasna sytuacja.

W dodatku nikt nie chciał powiedzieć mi prawdy, wyznać, że to się mogło stać. Gdybym wtedy miał pewność, Borixon mógłby zostać przeze mnie połamany. – skwitował Kozak.

Czy doczekamy się happy endu?

Mamy końcówkę 2021 r. i trudno jednoznacznie stwierdzić, czy doczekamy się szczęśliwego końca historii przyjaźni Tedego i Borixona. Rany z pewnością są głębokie. W książce “Za drinem drin, za kreską kreska” Kozak wspomina: Tede pokazywał mi SMS-y, że ma od niego propozycję wspólnego projektu. Byłem wtedy zaproszony jako gość specjalny przed koncertem Jacka.

Sięgając do przeróżnych publikacji na rapowych portalach z ostatnich lat, możemy przeczytać, że Borixon nie zamierza bić się z Tedem w Fame MMA. Tede w rozmowie z Popkillerem mówił z kolei: – Nie interesuję się Borixonem, nie wiem co robi teraz. Wydał płytę, nie słuchałem jej. Życzę mu jak najlepiej, natomiast nie sądzę, żebyśmy się tam po tym jakoś mieli kolegować szczególnie.

Z drugiej strony właśnie ukazał się wspólny numer artystów sprzed… dwudziestu lat! “Joinciwo” to jeden z kawałków, który znajdzie się na reedycji kultowego albumu TDF-a “S.P.O.R.T.”, wydanego pierwotnie właśnie w wytwórni Krzysztofa Kozaka, RRX. Do myślenia dają też archiwalne fotografie pojawiające się w social mediach TDF-a, na których widnieje Borixon.

Może więc przyjaźni już nie będzie, ale dostaniemy przynajmniej jeszcze kilka kooperacji raperów z czasów, gdy byli nierozłącznymi Fiodorem i Borysem? Pożyjemy – zobaczymy.

Książka Krzysztofa Kozaka i Huberta Kęski „Za drinem drin, za kreską kreska. Perypetie hip-hopowej wytwórni RRX” właśnie trafiła do księgarni w całej Polsce. Zamówić ją można na www.idz.do/knt-ksiazka

"Za drinem drin" - książka Krzysztofa Kozaka i Huberta Kęski
„Za drinem drin” – książka Krzysztofa Kozaka i Huberta Kęski

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: