Felieton
Tede i Borixon. Różniło ich wszystko, połączył hip-hop. Historia przerwanej przyjaźni
Dzisiaj premiera książki o perypetiach hip-hopowej wytwórni RRX.
Byli członkami dwóch niezwykle ważnych dla rodzimego rapu zespołów, fundamentami Gib Gibon Składu, motorami napędowymi RRX w złotych czasach wytwórni. Różniło ich wszystko, połączył hip-hop, rozdzieliła kobieta. Z jednej strony “czas ludzi zmienił”, jak rapowało Trzyha/Warszafski Deszcz, z drugiej “czas leczy rany”, jak głosi porzekadło. Może więc historia Borixona i Tedego zatoczy kolejne koło? Krzysztof Kozak w książce „Za drinem drin, za kreską kreska”, która właśnie trafia do księgarni w całej Polsce, opowiada o początkach przyjaźni obu raperów, rzucając nowe światło na ich relacje.
Gdyby dzisiaj poprosić fanów polskiego hip-hopu o wskazanie dwóch postaci z pionierskich czasów rodzimej sceny, które najlepiej odnalazły się w kolejnych falach popularności gatunku, jego zmianach, ogrom głosów zebraliby Borixon i Tede. Bo chociaż rewolucja bardzo często pożera własne dzieci, a muzyka rapową taką rewolucją w polskiej popkulturze XXI wieku bez wątpienia jest, to zawsze znajdą się wyjątki. Postaci ikoniczne. Ludzie tak utalentowani i odporni na upadki, że zawsze spadają na cztery łapy. Raz lepiej, raz gorzej, ale ciągle trwający, niezatapialni.
Dla założyciela RRX Brx i Tede to ludzie wyjątkowi. Na kartach biografii Krzysztofa Kozaka “Za drinem drin, za kreską kreska” spośród całej masy raperów, którzy się przewinęli, zdecydowanie tej dwójce poświęcono najwięcej miejsca. Aż dziw, że nie pada nigdzie określenie, że byli jak rodzimi Method Man i Redman; tym bardziej, iż Tedego porównywano właśnie do tego pierwszego, członka legendarnego Wu-Tang Clanu.
– Tede i Borixon byli w podobnym wieku. Podobnie wysocy, ubrani. Obaj lubili Księgarnię w podziemiach na Zgody. Kupowaliśmy tam oryginalne rzeczy ze Stanów – koszulki, bluzy, czapki. Pure Playaz, FUBU, Southpole i parę innych marek. Tede chodził tam systematycznie, Borixon tylko jak miał przypływ hajsu. Dawali im rabaty, tak jak dzisiaj w ekskluzywnych sklepach dają tym wszystkim topowym influencerom. Tede był wtedy uznawany za numer jeden w Polsce. Mówiło się o nim polski Method Man. Jak wchodził do kabiny, to był tak idealny, że w ogóle nie było czego poprawiać. – czytamy na łamach książki, którą spisał Hubert Kęska.
Historia tej przyjaźni to pewien mezalians. Ani trochę jednak niezwykły, raczej potwierdzający powiedzenie, że przeciwieństwa lubią się przyciągać. Mieszkający od urodzenia w Warszawie Tede pochodził z dobrze sytuowanej rodziny. Na takich jak on Borixon, jego koledzy i tysiące młodych ludzi w całej Polsce mówili “bananowcy”. Mieszkał w ogromnym mieszkaniu w kamienicy w centrum stolicy. Nigdy niczego mu nie brakowało. Zostając raperem raczej nie spełnił marzeń i oczekiwań rodziców, o czym nie omieszkał wspomnieć Kozanostra.
– Dla rodziców Jacka czymś niewyobrażalnym było to, że nie poszedł na studia. Zrobił tylko szkołę dziennikarską. Jego dziadek śpiewał arie w operach, a on rapował i napisał pracę… na temat RRX-u. To była prywatna szkoła na Nowym Świecie.
Z Borixonem sprawa wyglądała zupełnie inaczej. – BRX mieszkał w studiu co najmniej przez półtora roku – w czasie pierwszej solówki, HaKi i Gib Gibonu. W zasadzie to się u mnie ukrywał. Nawywijał w Kielcach, pożyczył pieniądze i musiał uciekać. Nie płacił alimentów, bo za każdym razem znajdował pilniejsze potrzeby (…) Poznałem go jako młodego dzieciaka. Wiedziałem, że w dzieciństwie nie chodził po aksamitnym dywanie. Już dawno miał wywalone na szkołę. Zakończył edukację wcześnie i na niezbyt wysokim poziomie. Wierzył raczej w Boga niż w politykę. Jego ojciec picie alkoholu przypłacił życiem. Matka mieszkała w skromnym, ale własnym domku. Myślę, że takie dzieciństwo zostawiło po sobie ślad, ale marzenia ciągnęły go w górę. – czytamy w biografii Kozaka.

Fiodor i Borys – para (przez pewien czas) nierozłączna
Diametralnie różne dzieciństwo, zupełnie inna sytuacja rodzinna, inne miasta, za to taki sam talent do rapu i ambicje. TDF realizował je najpierw w formacji Trzyha, potem Trzyha/Warszafski Deszcz. Borixon był filarem Wzgórza Ya-Pa 3. W drugiej połowie lat 90. razem z Kalibrem 44, Molestą, ZIP Składem i Slums Attack to były zdecydowanie najważniejsze formacje na rodzimej scenie hiphopowej.
Tedego uważano za jeden z największych talentów rodzimej sceny, wszystko zdawało się przychodzić mu z łatwością. Borixon jednak wcale nie pozostał daleko w tyle. I przyjaźń z warszawskim raperem, której jednym z filarów była zdrowa artystyczna rywalizacja, pozwalała mu szybko przeskakiwać kolejne stopnie rapowego wtajemniczenia.
– Fiodor, czyli Tede, bardzo często zmieniał ciuchy i zawsze miał przy sobie zioło. W rapie chciał być najlepszy. A jeżeli już był najlepszy, to chciał być niedościgniony. Borixon? Zamierzał być tak dobry jak Tede, a w zasadzie jeszcze lepszy. W tekstach Jacka można było wyczuć chęć ustatkowania się. Tomek, który już to przerobił, koncentrował się na zarabianiu hajsu i lansie. Uzupełniali się (…) Borys, przebywając w naszym towarzystwie, zaczął przechodzić rewolucję flow. Przyswoił sobie luz w rapie – coś, czego by nie miał, gdyby został w Kielcach. Wymiksował się z ulicznego stylu Wzgórzaków na rzecz baunsu. We Wzgórzu był jednym z trzech. W Warszawie stał się nie do zatrzymania. W RRX Borixon był bardzo płodny: robił jednocześnie solo, Wzgórze, nagrywał Gibona z TDF-em i HaKę z Onarem. To jest właśnie wyczucie momentu. Czasem potrzeba trochę szaleństwa i czekasz na chwilę, by wypierdolić w powietrze. Wracając do Gib Gibonu: wielka przyjaźń i wzajemna fascynacja dokonaniami to doskonały motywator. Fiodor czerpał od Borysa świeżość, a Borys od Fiodora inteligencję oraz chęć uczenia się od innych. Nie tylko najszybciej nawiązywał kontakty, ale i był najbardziej z nas emocjonalny, wybuchowy. Kombinator, którego ludzie uwielbiają. – wspomina w “Za drinem drin, za kreską kreska” Kozak, niezwykle plastycznie kreśląc historie dwójki asów RRX.
Legendarny wydawca wspomina, że Tede potrafił podzielić się z Borixonem wypłatą za koncert, na który byli zaproszeni oddzielnie, choć ogłoszeni na wspólnym plakacie.
– W Rzeszowie Borixon strasznie się wk*rwił. Figurował na plakatach, a był zaledwie hypemanem i nie miał stawki za koncert. Na plakatach było Tede łamane przez Borixon. I Jacek miał już solową płytę i Tomek też, dlatego jeździli wspólnie z materiałem. Ale w Rzeszowie Borixon nie był zabookowany. Tede mimo to odpalił mu później działkę. – czytamy.
Taka to była relacja, w której pieniądze nie odgrywały największej roli. Borixon z kolei potrafił nabić guza każdemu, kto stawał na drodze pokojowo zazwyczaj nastawionego Tedego. Bo Brx generalnie był znacznie bardziej wybuchowy.

Na każdej przyjaźni może pojawić się rysa
Świetne stosunki nie trwały jednak długo. Przyniosły też zastanawiająco mało wspólnych nagrań. Borixon i Tede żyli szybko, szybko nagrywali, dostosowując się do zasad studia Schron i tempa codziennej egzystencji, którą narzucał niejako styl życia RRX. O ile jednak pozamuzyczne towarzystwo Tedego akceptowało Kozaka, o tyle Borixona trzymał na uboczu, o co ten był podobno zazdrosny.
Po latach nawet to, co było wcześniej naturalnym elementem dobrej relacji, było przyczynkiem do żartów i docinków. Dowód?
– Tede dzielił się z nami swoimi ciuchami – miał ich zawsze w chuj i mnie też czasem coś skapało. Dał choćby buty Borixonowi. O to Borixon miał potem straszny ból dupy, bo jak po latach Tede chciał mu dokuczyć, to wyjeżdżał z tymi butami – że mu dawał, żeby donosił. A on donaszał. Co w dzisiejszych czasach jest w ogóle nie do pomyślenia. Ale wtedy? To, że ktoś kopsnął ci buty, było mniej więcej taką sensacją jak fakt, że po wtorku następuje środa – to jeszcze jeden fragment książki “Drin za drinem, za kreską kreska”.
Wszystko przez kobietę?
Bezpośrednia przyczyna zakończenia koleżeńsko-artystycznej relacji między TDF-em a Borixonem była jednak oczywiście inna. Jak to w życiu bywa, na drodze dwóch mężczyzn często staje kobieta.
– Między Tedem i Borixonem zaczęło się psuć. To był duet, kurwa, nie do wyjęcia. Kluczowe słowo: był.
Tede zaczął podejrzewać Borixona o to, że ma romans z Magdą. Z jego Magdą, miłością jego życia. Co widziałem? Co pamiętam? Wspólnych wyjazdów było wiele. (…) To był sylwester. Byliśmy gdzieś pod Suwałkami, blisko granicy. Z całą ekipą. Tede podjeżdża. Swoim zajebistym 4runnerem. Ze swoją zajebistą dziewczyną. Magda gada z Agą, a Borixon cały czas luka. Tak, tam to się mogło stać. Albo zacząć? Pod wpływem alkoholu. Tede przyczaił Borixona, jak całuje się z jego dziewczyną. Z jego miłością. Namierzył ich gdzieś blisko domków.
Może Borixon zaczął traktować Magdę trochę, jakby to była ich wspólna dziewczyna? Krążyły różne plotki. Ja tego nie widziałem. I nie mogłem sobie tego wbić do głowy. Niejasna sytuacja.
W dodatku nikt nie chciał powiedzieć mi prawdy, wyznać, że to się mogło stać. Gdybym wtedy miał pewność, Borixon mógłby zostać przeze mnie połamany. – skwitował Kozak.
Czy doczekamy się happy endu?
Mamy końcówkę 2021 r. i trudno jednoznacznie stwierdzić, czy doczekamy się szczęśliwego końca historii przyjaźni Tedego i Borixona. Rany z pewnością są głębokie. W książce “Za drinem drin, za kreską kreska” Kozak wspomina: Tede pokazywał mi SMS-y, że ma od niego propozycję wspólnego projektu. Byłem wtedy zaproszony jako gość specjalny przed koncertem Jacka.
Sięgając do przeróżnych publikacji na rapowych portalach z ostatnich lat, możemy przeczytać, że Borixon nie zamierza bić się z Tedem w Fame MMA. Tede w rozmowie z Popkillerem mówił z kolei: – Nie interesuję się Borixonem, nie wiem co robi teraz. Wydał płytę, nie słuchałem jej. Życzę mu jak najlepiej, natomiast nie sądzę, żebyśmy się tam po tym jakoś mieli kolegować szczególnie.
Z drugiej strony właśnie ukazał się wspólny numer artystów sprzed… dwudziestu lat! “Joinciwo” to jeden z kawałków, który znajdzie się na reedycji kultowego albumu TDF-a “S.P.O.R.T.”, wydanego pierwotnie właśnie w wytwórni Krzysztofa Kozaka, RRX. Do myślenia dają też archiwalne fotografie pojawiające się w social mediach TDF-a, na których widnieje Borixon.
Może więc przyjaźni już nie będzie, ale dostaniemy przynajmniej jeszcze kilka kooperacji raperów z czasów, gdy byli nierozłącznymi Fiodorem i Borysem? Pożyjemy – zobaczymy.
Książka Krzysztofa Kozaka i Huberta Kęski „Za drinem drin, za kreską kreska. Perypetie hip-hopowej wytwórni RRX” właśnie trafiła do księgarni w całej Polsce. Zamówić ją można na www.idz.do/knt-ksiazka

Felieton
Prezydent Mata 2040 poległ przy pierwszym kryzysie z Fagatą – felieton
Wciąż kalkuluje, że Fagata będzie w stanie wrócić? Zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Prezydent 2040? Na razie problemem okazuje się wydanie prostego oświadczenia dotyczącego własnej wytwórni.
Fagata jest obecnie jedną z najbardziej toksycznych marketingowo postaci polskiego internetu. Współpraca z nią zamiast zasięgów może przynieść przede wszystkim lawinę komentarzy i konieczność tłumaczenia się przed własnymi odbiorcami. Tymczasem raper, który zrobił bardzo dużo, żeby legitymizować ją na scenie muzycznej, konsekwentnie milczy.
Tym człowiekiem jest Mata. I właśnie to milczenie zaczyna być coraz bardziej wymowne.
Mata pomógł zrobić z Fagaty raperkę
Nie mówimy przecież o raperze, który zrobił z Fagatą jeden numer, przybił piątkę za kulisami i poszedł dalej. Mata otworzył przed nią drzwi do mainstreamu muzycznego świata. Wziął ją do wytwórni, promował i dał przestrzeń podczas największego koncertu w swojej dotychczasowej karierze – na Stadionie Narodowym.
To była potężna pieczątka.
Można było śmiać się z muzycznej kariery Fagaty, można było traktować ją jak internetową ciekawostkę, ale kiedy jeden z największych polskich raperów swojego pokolenia bierze taką osobę pod skrzydła, sytuacja się zmienia.
Mata pomógł Fagacie dostać coś znacznie cenniejszego niż wyświetlenia – wiarygodność w środowisku i u młodych słuchaczy, którzy jak gąbka chłonął to, co powie ich idol.
Dzisiaj trudno udawać więc, że temat Fagaty nie dotyczy Młodego Matczaka.
Wszyscy uciekają. U Maty cisza
Skala internetowego cancelu Fagaty jest gigantyczna. Marki i osoby kojarzone z nią momentalnie dostają rykoszetem. Natalisa usunęła wspólne zdjęcia z c*pką spod Konina i według medialnych doniesień odcięła się od tej relacji. Sentino ogłosił wspólną EP-kę z Fagatą, a kilka godzin później zapowiedź zniknęła z jego sociali po wpływem krytyki.
Fagata stała się wizerunkowo niewygodna. I właśnie dlatego cisza Maty tak mocno rzuca się w oczy.
Bo gdzie jest teraz człowiek, który jeszcze niedawno chciał łamać „każde tabu”? Gdzie jest kandydat na prezydenta 2040, który kreuje się na głos swojego pokolenia i lubi komentować rzeczywistość po swojemu? Przecież tutaj nie potrzeba orędzia do narodu transmitowanego przez wszystkie telewizje.
Wystarczy kilka zdań:
„Fagata nie jest już częścią mojej wytwórni”.
Albo odwrotnie:
„Fagata pozostaje w mojej wytwórni i nadal będziemy razem pracować”.
Tyle.
Przyszły prezydent wykłada się… na Fagacie
I tutaj robi się naprawdę zabawnie.
Mata od lat buduje wokół siebie postać większą niż zwykły raper. Były polityczne deklaracje, była wizja kandydowania na prezydenta w 2040 roku, były społeczne manifesty i wizerunek gościa, który chce coś zmieniać albo nawet wywracać stolik.
Tylko że łatwo wywracać stolik, kiedy samemu wybiera się moment.
Odcięcie się od Fagaty oznaczałoby przyznanie, że projekt, w który Mata osobiście inwestował swój wizerunek, okazał się problemem. Pozostawienie jej w wytwórni oznaczałoby z kolei konieczność wzięcia na klatę krytyki, która prawdopodobnie spadłaby również na niego.
Najwygodniejsza pozostaje więc trzecia opcja. Cisza.
Tylko że od kogoś, kto chce być traktowany jak głos pokolenia, można wymagać trochę więcej niż przeczekiwania burzy.
Kandydat na prezydenta sprawdza kierunek wiatru?
Co ciekawe, Mata kilka dni temu sam wrzucił komunikat, który łatwo można połączyć z obecną sytuacją.
– Pomału przerzedzają się szeregi mojej wytwórni – niektórzy artyści są gotowi by iść własną drogą, a inni zabłądzili i nie chcą iść tą którą wyznaczam. Pora wrócić do korzeni – napisał.
Brzmi tajemniczo, a nawet poważnie. Tylko co z tego właściwie wynika? Młody Matczak w ten sposób wybadał grunt, rzucił enigmatyczne zdanie i zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Sprytne PR-owo.
I tu dochodzimy do najważniejszego pytania. Na co czeka wytwórnia Maty? Aż sytuacja trochę przycichnie? Aż okaże się, czy Fagata jest w stanie odbudować swój wizerunek i ponownie generować liczby bez gigantycznej fali krytyki? Bo z zewnątrz zaczyna to wyglądać właśnie jak kalkulacja.
Jeżeli Fagata jest dla wytwórni skończonym projektem, można powiedzieć to dzisiaj. Jeżeli nadal jest jej artystką i Mata chce ją wspierać, również można powiedzieć to dzisiaj Panie Michale.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
-
News4 dni temu„Mamo, Tato” Popka stało się viralem. Za numerem rapera stoi tragedia. „Zaj*bali mojego ojca. Wiem kto, pozdrawiam”
-
News2 dni temuNatalisa atakuje Young Leosię: „To nie baddie era, ty po prostu się puszczasz”
-
News3 dni temuJimek znowu zagrał na nosie Peji. Łódzki numer?
-
teledysk3 dni temuBonSoul: „Więcej niż z rapu zarobiłem na maszynkach”. Bonson i Soulpete z kolejną część historii „Damian i Piotr”
-
News3 dni temuPeja skończył 50 lat i zrobił życiowy bilans. „Głowa projektuje zbyt wiele pomysłów”
-
News2 dni temuNitro nigdy nie poda ręki Sentino, choć raper próbował przepraszać
-
News19 godzin temuTrueman ujawnił, kiedy wypuści płytę Sentino i Fagaty. Ma świadomość, że to gorący kartofel
-
News4 dni temuGuzior wydał „Stację widmo”. Na nowej płycie tylko dwóch gości