News
VIENIO CHCE WPROWADZENIA TZW. „PODATKU OD PIRACTWA”
Zaiks przy pomocy m.in. artystów chce nas przekonać, że opłata reprograficzna jest dla nas dobra. O co tak naprawdę chodzi?
Od dłuższego czasu w Polsce trwa dyskusja o opłacie reprograficznej, która najprościej mówiąc jest podatkiem, który w tym momencie obejmuje tylko czyste nośniki i urządzenia do kopiowania, jednak stowarzyszenia typu ZAiKS, ZPAV i SAWP chcą, aby opłata ta została rozciągnięta na smartfony, tablety i komputery. Krótko mówiąc, po wprowadzeniu opłaty reprograficznej cena tych wszystkich urządzeń wzrośnie.
O opłacie reprograficznej mówi się często, że jest to "podatek od piractwa", jednak wcale tak naprawdę nie jest i nie zakłada ona z góry, że każdy z nas chce nielegalnie kopiować pliki! Wręcz przeciwnie.
Opłata reprograficzna nie może być rekompensatą dla artystów za pliki uzyskane ze źródeł nielegalnych, ponieważ zabrania tego m.in. prawo unijne, notabene podkreślają to też wyżej wymienione instytucje – nie można wprowadzić czegoś takiego jak opłaty za piractwo. Opłata reprograficzna jest podatkiem za legalne kopiowanie np. utworów muzycznych na własny użytek, ale przez legalnego nabywcę np. w sytuacji, kiedy zakupioną w sklepie płytę skopiujemy na smartfona – tego właśnie ma dotyczyć podatek.
Od kilku dni działa specjalna strona czystenosniki.pl, za którą stoją wyżej wymienione organizacje. Nowa witryna ma na celu edukować nas w kwestii dopuszczalności kopiowania treści na tzw. „własny użytek”. Czystenosniki.pl głosi, że możemy powielać na własny użytek legalnie kupione filmy, muzykę i książki, tzn. możemy przegrać je komuś z rodziny lub przyjacielowi, jednak nie możemy na tym zarabiać.
Po co takie uświadamianie? Aby móc przejść do uzasadnienia, czyli, że kopiowanie jest możliwe dzięki opłacie reprograficznej, która uwzględnia wynagrodzenie dla twórców.
Co więcej, czystenosniki.pl uspokaja, że nowy podatek dotknie tylko i wyłącznie producentów sprzętu oraz importerów, a nie nas konsumentów. Bzdura! Prawo to jedno, a gospodarka to drugie i łatwo można się domyślić, że tego typu opłata zostanie doliczona przez producentów w końcową cenę produktu, co pokazuje przykład innych krajów. W 2010 w Rosji, po wprowadzeniu opłaty reprograficznej w wysokości 1% na m.in. telewizory i smartfony, cena dla końcowych klientów wzrosła o 1,2%.
W skrócie: czym jest opłata reprograficzna?
To rekompensta dla artystów za dozwolone przez prawo kopiowanie ich utworów na dozwolony użytek tzn. musimy zapłacić za to, że legalnie kupioną płytę w sklepie przegramy sobie (lub komuś z rodziny) na inne urządzenie np. smartfona. Można więc powiedzieć, że opłata reprograficzna zakłada z góry, że każdy z nas będzie chciał skopiować zakupioną muzykę na inny nośnik.
Poniżej możecie zapoznać się z filmikiem, w którym wielu artystów w tym Vienio z Molesty przekonuje nas o słuszności opłaty reprograficznej. Warto zwrócić uwagę na wypowiedź Jacka Cygana, który broni opłaty reprograficznej nie do końca wiedząc czym ona jest. Z jego wypowiedzi dowiadujemy się o "bezprawnym wykorzystaniu utworów artystów na smartfonach" – tak jak wyjaśniałem powyżej, to nie jest podatek od piractwa, a podatek od legalnego kopiowania, więc nie ma tu mowy o bezprawnym wykorzystaniu czegokolwiek.
Czy Ukraina jest krajem, od jakiego powinniśmy się uczyć walki o niepodległość? Swoje wątpliwości na ten temat przedstawił Peja, któremu nie spodobała się niedawna wypowiedź premiera.
Donald Tusk przyzwyczaił, że jego związki z kultywowaniem tradycji patriotycznych są dość luźne. W 2024 roku lider „obozu demokratycznego” zszokował opinię publiczną, gdy wybrał 11 listopada jako datę na zabieg w szpitalu, przez co nie brał udziału w obchodach Święta Niepodległości. Próżno też szukać go wśród uczestników na uroczystościach przy rocznicy Rzezi Wołyńskiej. Jego środowisko z wielką pompą krzewi za to wydarzenia związane z wybuchem powstania w getcie warszawskim.
– Premier @donaldtusk czuje się dobrze. Wybrał taką datę, która była optymalna – powiedział @MichalSzczerba zapytany przez @GrzegorzKepka w #GoscWydarzen o zabieg medyczny, któremu Tusk poddał się tuż przed świętem 11 listopada.https://t.co/gSl9rFMGm9
— PolsatNews.pl (@PolsatNewsPL) November 10, 2024
Tusk, który zdecydowanie więcej uwagi poświęca na plany odbudowy Ukrainy, niż dramatyczną sytuację w polskiej służbie zdrowia, stwierdził kilka dni temu, że „dzięki Ukraińcom wiemy, co znaczy bohaterska walka w obronie własnego kraju”. Jego słowa oburzyły Peję, który przypomniał, że historia Polski zasługuje na większy szacunek i uznanie.
– Hańba to mało – podsumował poznański weteran słowa premiera.

News
Sędzia przytemperował hypemana Fat Joe, który domaga się 20 mln dolarów
Gruby Joe z przewagą w sądzie.
Fat Joe może na chwilę złapać oddech, bo ostatni ruch sądu jest na jego korzyść. Jak podał AllHipHop, sędzia uznał prawnika Tyrone Blackburna oraz jego klienta Terrance „T.A.” Dixon za winnych obrazy sądu. Powód – nie pojawili się na dwóch zaplanowanych przesłuchaniach w lutym.
Ekipa Fat Joe cisnęła o mocniejsze konsekwencje, ale finalnie sąd zdecydował się na finansowy ruch. Blackburn i Dixon mają pokryć koszty pracy reporterów sądowych i ekip wideo, które były obecne na miejscu.
Cała historia zaczęła się od pozwu Dixona na 20 milionów dolarów, gdzie padały bardzo ciężkie zarzuty. Z czasem część z nich została wycofana. Z akt zniknęły m.in. oskarżenia o działania w ramach RICO, handel ludźmi czy gwałt.
Kiedy Dixonowi nie wyszły najcięższe zarzuty, teraz skupia się na kwestiach związanych z pracą i finansami – mówi o pracy przymusowej, zaległych wypłatach, naruszeniach praw autorskich i oszustwie. Twierdzi, że należy mu się co najmniej 600 tysięcy dolarów za lata 2005-2020.
Sam Fat Joe od początku stoi twardo przy swoim i nie zmienia narracji. Po zatrzymaniu Blackburna w zeszłym roku rzucił mocny komentarz: – Czasy, w których prawnicy używali swojej licencji jak odznaki do wymuszania pieniędzy i niszczenia rodzin bez dowodów, się skończyły. Ja nie jestem tym gościem.
Wokół Blackburna już wcześniej pojawiały się wątpliwości – od problemów z dokumentami po dziwne ruchy procesowe. Były hypeman rapera ma 10 dni od momentu otrzymania rachunków, żeby oddać kasę za zmarnowane rozprawy. Przypomnijmy też, że Gruby Joe też pozwał swojego hypemana.
News
Emo, punk i rap – córka Kanye Westa z pierwszym muzycznym projektem
North West oficjalnie zadebiutowała.
North West zrobiła pierwszy poważny ruch w muzyce i wrzuciła swoją debiutancką EP-kę „N0rth4evr” na Spotify. 13-latka stawia na mieszankę rapu, punka i ciężkich gitar.
Projekt pojawił się w piątek, 1 maja, i zamyka się w sześciu numerach. To krótka forma, ale stylowo rozstrzelona – od gitarowych riffów po bardziej melodyjne momenty, gdzie słychać inspiracje emo i punkową estetyką. To nie jest klasyczny rapowy debiut, tylko raczej eksperyment na pograniczu gatunków.
Tracklista „N0rth4evr”
- H0w Sh0uld ! f33l
- D!e
- N0rth4evr
- Th!s t!m3
- W0ah
- Aishite (愛して)
EP-ka jest kolejnym krokiem po singlu „Piercing on My Hand”, który North wypuściła w lutym. Wcześniej pojawiała się też przy współpracach z FKA Twigs i Ye.
Dzień przed premierą projektu, 30 kwietnia, wleciał klip do numeru „#N0rth4evr”.
Fagata znalazła się pod ostrzałem po tym, jak zaczęła promować naturalne futra z lisów za kilka tysięcy złotych.
Sprawa wybuchła na TikToku. Profil „Stop Futrom” wyciągnął temat i pokazał, że influencerka pojawia się w ofercie sklepu Korczak i Syn, gdzie reklamuje model z lisów srebrnych za około 7 tysięcy złotych. Co więcej, produkt ma nazwę nawiązującą bezpośrednio do niej, więc ciężko tu mówić o jakimś przypadku czy nieporozumieniu.
Fagata sama wrzuciła te same ujęcia na swojego Instagrama i oznaczyła markę, jasno pokazując, że stoi za tym projektem. Wobec influencerki pojawiły się zarzuty o brak wrażliwości i promowanie cierpienia zwierząt.

News
Skolim kupuje 6 kolejnych stacji benzynowych. „Paliwowy szejk”
Muzyk ma jednak problemy natury… papierologicznej.
Skolim nie zwalnia i po starcie pierwszej stacji w Czeremsze już planuje kolejne ruchy w biznesie paliwowym. Manager artysty potwierdza: w drodze jest kilka nowych punktów.
Król Latino ewidentnie gra na dwóch frontach – muzyka dalej generuje hity, ale równolegle rośnie jego paliwowe zaplecze. Jak sam przyznał, na dziś w trakcie zakupu jest sześć stacji.
– Sześć stacji w tym momencie zakupuję. Tyle, ile jest papierów, żeby to uruchomić… Już dawno byłoby sześć czy siedem stacji, gdyby nie problemy z załatwianiem tych papierów – ujawnił.
Według jego managera Wojciecha Wonera temat jest już konkretnie rozkręcony, tylko formalności hamują tempo.
– Tak, wkrótce kilka stacji Skolima pojawi się w Polsce. Jak widać, muzycznie Król Latino nie spoczywa na laurach, co rusz zaskakując olbrzymimi hitami, ale także biznesowo nasz paliwowy szejk rozwija się w niespotykanym jak na nasz kraj tempie. Bądźcie czujni, bo wkrótce będzie dużo nowych newsów, nie tylko w tym temacie – przekazał w rozmowie z Eską.
Na ten moment lokalizacje nowych stacji pozostają tajemnicą.
-
News3 dni temuBedoes 2115 popłakał się w „Uwadze” TVN
-
News1 dzień temuWyliczono ile stream Bedoesa i Łatwoganga zarobił za 100 mln wyświetleń
-
teledysk2 dni temuPaluch: „W końcu se uświadomiłem, że też jestem Bogiem”
-
News4 dni temuStremowany Sokół zgromadził kilkaset osób na ulicach Śródmieścia
-
News2 dni temuVienio: „Nie chodzę do pracy”. Weteran o 30-leciu Molesty i ruchach poza rapem
-
News3 dni temuPolski Hip-Hop rządzi juwenaliami w całym kraju
-
News4 dni temuXzibit bankrutem? Ma ogromne długi i rozwodzi się z żoną
-
News3 dni temuJam Master Jay z Run-DMC: Po 25 latach oskarżony przyznał się do udziału w zabójstwie