Felieton
W telewizorach Euro, na głośnikach rap – czy futbol i hip hop to dobre połączenie? |FELIETON
We Francji kończą się dzisiaj piłkarskie Mistrzostwa Europy, wydarzenie, które z hip hopem rzecz jasna nie ma nic wspólnego. W ogóle piłka nożna i rap to teoretycznie dwa bardzo odległe bieguny- jeden na wskroś komercyjny, a drugi przynajmniej z założenia stroniący od masowej publiki. Jak jest w rzeczywistości wszyscy wiemy, a czy futbol i hip hop miały też swoje romanse?
Pewnie i odnośnie do polskiego rapu wcale nie tyczy się to jedynie okresu, gdy scena cierpiała na przypływ hip hopolowych farbowanych lisów. O nich później, a teraz zastanówmy się który z „prawdziwych” polskich raperów nagrywał w przeszłości numery o tematyce futbolowej. No jak to kto? Rychu Peja!
Pamiętacie jeszcze wersy poznańskiego rapera w dissie na Parias adresowane w kierunku jednego z założycieli Molesty? Brzmiały one tak:„Dobrze wiem kim byłeś wcześniej Włodi byłeś skinheadem […] Wczoraj mecze, dziś meczet- nie wierzę w poprawę”. Niby wszystko fajnie, tyle że sam Rychu był przed laty zagorzałym- używając języka mass mediów- kibolem poznańskiego Lecha…
Pochodzący z Jeżyc raper nagrał nawet numer zatytułowany nazwą swojego lokalnego klubu. Kawałek „Lech Poznań” to z pewnością jeden z pierwszych polskich rapowych tracków o tematyce piłkarskiej- choć na szczęście nie czysto piłkarskiej. Nie jest to bowiem braggadocio opowiadające o tym jak Rychu swoim kosmicznym flow zwodzi rywali niczym Juninho Pernambucano, lecz kawałek opisujący realia polskiego kibicowania. Tyle, że wiecie takiego „prawdziwego”, a nie tam jakiś jebanych piknikowych wypraw na stadiony. W końcu istotą futbolu są przede wszystkim stadionowe zadymy…
Jednak jeśli była już mowa o porównywaniu technicznych popisów raperów do piłkarskich sztuczek na boisku warto wspomnieć słynny przed laty kawałek „Futbol”, nagrany przez Dużego Pe i Meza. Wiem, nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale nie ma czego się bać- numer ten został nagrany jeszcze za zamierzchłych, owianych legendą czasów, kiedy to drugi z panów zwykł naprawdę solidnie rapować.
Tu niestety nie posłuchamy o pierdoleniu stadionowego monitoringu, najebce z psiarnią, ale jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się, że w futbolu piłka jest jedna, bramki są dwie a Mezo i Duże Pe wpierdalają się niczym Patrick Kluivert, to serdecznie polecam odświeżenie tego numeru.
Z podobnych „klasyków” mamy rzecz jasna jeszcze numer Libera pod tytułem „Czysta gra”, który podobnie jak kawałek Rycha Peji opowiada o kibicowaniu poznańskiemu „Kolejorzowi”. Tyle, że mówi o innej stronie kibicowania- nie o ustawkach i napierdalaniu się z policją, a o dumnym dopingowaniu piłkarzy Lecha w ich heroicznych zmaganiach na boisku. Brzmi cudownie, prawda? I o ile kawałek Rycha jest uznawany przez niektórych kiboli/chuliganów Lecha za hymn klubu z Poznania, o tyle numer Libera mógłby spokojnie robić za pieśń łączącą wszystkich, najdumniejszych i obdarzonych najgorszym gustem muzycznym piknikowych fanów „Kolejorza”. Z szacunku do czytelnika zamierzałem nie podrzucać linku, no ale co mi tam;)
Swój hip hopowy hymn ma też rzecz jasna stołeczna Legia. Może nie brzmi on tak wytwornie jak „Sen o Warszawie” Czesława Niemena, ale przynajmniej nie ma się chyba czego wstydzić. Zresztą nie ma też na szczęście obawy, że numer ten kiedykolwiek dostąpi miana hymnu stołecznego klubu, gdyż ten od lat jest tylko jeden. Bądź co bądź kawałek Deobsona o nazwie „Mamy to w kodach dna” nie tylko stroni od populistycznych haseł stadionowych piknikowców, ale i pokazuję tę odrobinę jaśniejszą stronę stadionowego „kibolstwa”. W superpucharze lepszy był Lech, lecz w domenie rapowych hymnów zdecydowanie góruje Legia.
Dobra, jeśli chodzi o polski rap w wersji studyjnej to to by było na tyle- powstały rzecz jasna jeszcze inne hip hopowe numery traktujące o futbolu, ale, pokazując te najbardziej sławne, chyba udowodniłem, że nie ma co specjalnie zagłębiać się w temat. Mi wciąż jeśli chodzi o nawiązania do piłki nożnej w polskim rapie najbardziej pozytywnie (zupełnie na serio) kojarzą te o to pamiętne wersy Bilona – „Wiesz, że ostry haj pobudza do działania, likwiduje szarość na boisku gała […] Reprezentuje radosny futbol, radosny rap, a nie komercyjne gówno.” W połączeniu z teledyskiem do „Życia Warszawy”, w który to Bilon, nawijając te linijki w śmiesznej zimowej czapce, wygląda jakby ledwie przed paroma dniami dostał przepustkę z monaru, całość wypada naprawdę przekomicznie i bardzo pozytywnie.
Jednak o ile w rapie jako takim nawiązań do futbolu jest w gruncie rzeczy bardzo mało, o tyle w polskim fristajlu jego temat przywoływany jest praktycznie na każdej bitwie. Czemu? Proste, w celu wygrywania dziś walk często jedyne co trzeba robić to zgrabnie rzucać populizmy. Stąd na battle’ach raz po raz słuchamy o strzelaniu pannom przeciwnika większej liczby goli niż Lewandowski, dochodzeniu do finału ręką niczym Maradona czy wypijaniu większej ilości setek od Sławka Peszki. Co ciekawe, do dziś nie padł na bitwach fristajlowych (tak mi się przynajmniej wydaje) wers porównujący nawijkę przeciwnika do aparycji Jacka Krzynówka…
Natomiast na mającej miejsce przed trzema tygodniami Bitwie o Pitos rządziły wersy o bohaterach Euro 2016, Michale Pazdanie i Joachimie Loewie. Pazdan – wiadomo, zagrał świetny mecz z Niemcami i był dla nas bohaterem całych mistrzostw. A Loew? Niemiecki selekcjoner zasłynął (jak pewnie doskonale wiecie) z wkładania sobie podczas meczu swojej drużyny palców tam…gdzie powiedzmy, że przy tysiącach kamer wkładać ich nie powinien.
No a jak zareagowali na te wydarzenia nasi błyskotliwi fristajlowcy? Już śpieszę podać najbardziej barwne przykłady:
– „Twoja panna jest tak brzydka powiedzieć to trzeba, że nawet Marcin Pazdan by jej nie wyjebał” –prawdopodobnie autorowi tych wersów chodziło o Michała Pazdana, ale nie zmienia to faktu, że hałas od publiki dostał potężny…
– „Myślicie, że Bober jakąś dupeczkę wyrucha? Prędzej Joachim Loew zacznie słuchać Palucha” – w sumie jak już go wkłada sobie gdzie popadnie, to chyba słuchanie przy tym już mały pikuś…
– „Joł, nie ma przebacz, twój rap śmierdzi chujem jak prawa ręka Joachima Loewa.”- oj tak, zaczyna się robić błyskotliwie…
– No to na koniec klasyka gatunku-„Ja pierdole, gram na taktach, twoja panna lubi łyse pały #Pazdan”.
Cóż, mamy więc kolejny wymiar nawiązań do futbolu w polskim rapie – najpierw były pieśni chwalebne kibolskich ustawek, potem wpierdalanie się na bit jak Patrick Kluivert, a teraz dochodzą do tego barwnie nacechowane erotyką metafory w roli głównej z aparycją i postawą naszych graczy na Euro oraz sprośnymi fetyszami zagranicznych trenerów. Co by tu rzec, piękne i obfite są te romanse polskiego rapu i piłki nożnej…
Na szczęście wciąż (poza fristajlem) jest ich stosunkowo niewiele. Ale nie, nie znaczy to bynajmniej, że zostawię Was na koniec z niczym. Polska z Euro 2016 pożegnała się już, lecz póki sam turniej wciąż trwa, a nas nie przestała rozpierać duma, to warto przypomnieć sobie taki o to numer zagrzewający do boju „Biało- czerwonych”.
Jeeedeeen wspólny cel!
Cóż, zostaje liczyć na to, że w przyszłych latach cel ten bardzo się od naszych graczy oddali i nagrywanie podobnych rapowych hymnów zwyczajnie nie będzie miało racji bytu. No chyba, że zaczęłyby one powstawać z kompilacji najbardziej błyskotliwych linijek fristajlowców oraz futbolowych przemyśleń Rycha Peji i leciałyby w masowych mediach… Wtedy jestem zdecydowanie na tak 🙂
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News2 dni temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News4 dni temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News2 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News3 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News19 godzin temuTede składa przeprosiny w sprawie Sokoła i promptera
-
News3 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”
-
News3 dni temuMalik Montana pochwalił się 3 swoich dzieci. „Chcę przynajmniej siódemkę”
-
News1 dzień temuSokół i Jędker zaskoczeni. WWO dostało wyróżnienie po 26 latach