Felieton
W telewizorach Euro, na głośnikach rap – czy futbol i hip hop to dobre połączenie? |FELIETON
We Francji kończą się dzisiaj piłkarskie Mistrzostwa Europy, wydarzenie, które z hip hopem rzecz jasna nie ma nic wspólnego. W ogóle piłka nożna i rap to teoretycznie dwa bardzo odległe bieguny- jeden na wskroś komercyjny, a drugi przynajmniej z założenia stroniący od masowej publiki. Jak jest w rzeczywistości wszyscy wiemy, a czy futbol i hip hop miały też swoje romanse?
Pewnie i odnośnie do polskiego rapu wcale nie tyczy się to jedynie okresu, gdy scena cierpiała na przypływ hip hopolowych farbowanych lisów. O nich później, a teraz zastanówmy się który z „prawdziwych” polskich raperów nagrywał w przeszłości numery o tematyce futbolowej. No jak to kto? Rychu Peja!
Pamiętacie jeszcze wersy poznańskiego rapera w dissie na Parias adresowane w kierunku jednego z założycieli Molesty? Brzmiały one tak:„Dobrze wiem kim byłeś wcześniej Włodi byłeś skinheadem […] Wczoraj mecze, dziś meczet- nie wierzę w poprawę”. Niby wszystko fajnie, tyle że sam Rychu był przed laty zagorzałym- używając języka mass mediów- kibolem poznańskiego Lecha…
Pochodzący z Jeżyc raper nagrał nawet numer zatytułowany nazwą swojego lokalnego klubu. Kawałek „Lech Poznań” to z pewnością jeden z pierwszych polskich rapowych tracków o tematyce piłkarskiej- choć na szczęście nie czysto piłkarskiej. Nie jest to bowiem braggadocio opowiadające o tym jak Rychu swoim kosmicznym flow zwodzi rywali niczym Juninho Pernambucano, lecz kawałek opisujący realia polskiego kibicowania. Tyle, że wiecie takiego „prawdziwego”, a nie tam jakiś jebanych piknikowych wypraw na stadiony. W końcu istotą futbolu są przede wszystkim stadionowe zadymy…
Jednak jeśli była już mowa o porównywaniu technicznych popisów raperów do piłkarskich sztuczek na boisku warto wspomnieć słynny przed laty kawałek „Futbol”, nagrany przez Dużego Pe i Meza. Wiem, nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale nie ma czego się bać- numer ten został nagrany jeszcze za zamierzchłych, owianych legendą czasów, kiedy to drugi z panów zwykł naprawdę solidnie rapować.
Tu niestety nie posłuchamy o pierdoleniu stadionowego monitoringu, najebce z psiarnią, ale jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się, że w futbolu piłka jest jedna, bramki są dwie a Mezo i Duże Pe wpierdalają się niczym Patrick Kluivert, to serdecznie polecam odświeżenie tego numeru.
Z podobnych „klasyków” mamy rzecz jasna jeszcze numer Libera pod tytułem „Czysta gra”, który podobnie jak kawałek Rycha Peji opowiada o kibicowaniu poznańskiemu „Kolejorzowi”. Tyle, że mówi o innej stronie kibicowania- nie o ustawkach i napierdalaniu się z policją, a o dumnym dopingowaniu piłkarzy Lecha w ich heroicznych zmaganiach na boisku. Brzmi cudownie, prawda? I o ile kawałek Rycha jest uznawany przez niektórych kiboli/chuliganów Lecha za hymn klubu z Poznania, o tyle numer Libera mógłby spokojnie robić za pieśń łączącą wszystkich, najdumniejszych i obdarzonych najgorszym gustem muzycznym piknikowych fanów „Kolejorza”. Z szacunku do czytelnika zamierzałem nie podrzucać linku, no ale co mi tam;)
Swój hip hopowy hymn ma też rzecz jasna stołeczna Legia. Może nie brzmi on tak wytwornie jak „Sen o Warszawie” Czesława Niemena, ale przynajmniej nie ma się chyba czego wstydzić. Zresztą nie ma też na szczęście obawy, że numer ten kiedykolwiek dostąpi miana hymnu stołecznego klubu, gdyż ten od lat jest tylko jeden. Bądź co bądź kawałek Deobsona o nazwie „Mamy to w kodach dna” nie tylko stroni od populistycznych haseł stadionowych piknikowców, ale i pokazuję tę odrobinę jaśniejszą stronę stadionowego „kibolstwa”. W superpucharze lepszy był Lech, lecz w domenie rapowych hymnów zdecydowanie góruje Legia.
Dobra, jeśli chodzi o polski rap w wersji studyjnej to to by było na tyle- powstały rzecz jasna jeszcze inne hip hopowe numery traktujące o futbolu, ale, pokazując te najbardziej sławne, chyba udowodniłem, że nie ma co specjalnie zagłębiać się w temat. Mi wciąż jeśli chodzi o nawiązania do piłki nożnej w polskim rapie najbardziej pozytywnie (zupełnie na serio) kojarzą te o to pamiętne wersy Bilona – „Wiesz, że ostry haj pobudza do działania, likwiduje szarość na boisku gała […] Reprezentuje radosny futbol, radosny rap, a nie komercyjne gówno.” W połączeniu z teledyskiem do „Życia Warszawy”, w który to Bilon, nawijając te linijki w śmiesznej zimowej czapce, wygląda jakby ledwie przed paroma dniami dostał przepustkę z monaru, całość wypada naprawdę przekomicznie i bardzo pozytywnie.
Jednak o ile w rapie jako takim nawiązań do futbolu jest w gruncie rzeczy bardzo mało, o tyle w polskim fristajlu jego temat przywoływany jest praktycznie na każdej bitwie. Czemu? Proste, w celu wygrywania dziś walk często jedyne co trzeba robić to zgrabnie rzucać populizmy. Stąd na battle’ach raz po raz słuchamy o strzelaniu pannom przeciwnika większej liczby goli niż Lewandowski, dochodzeniu do finału ręką niczym Maradona czy wypijaniu większej ilości setek od Sławka Peszki. Co ciekawe, do dziś nie padł na bitwach fristajlowych (tak mi się przynajmniej wydaje) wers porównujący nawijkę przeciwnika do aparycji Jacka Krzynówka…
Natomiast na mającej miejsce przed trzema tygodniami Bitwie o Pitos rządziły wersy o bohaterach Euro 2016, Michale Pazdanie i Joachimie Loewie. Pazdan – wiadomo, zagrał świetny mecz z Niemcami i był dla nas bohaterem całych mistrzostw. A Loew? Niemiecki selekcjoner zasłynął (jak pewnie doskonale wiecie) z wkładania sobie podczas meczu swojej drużyny palców tam…gdzie powiedzmy, że przy tysiącach kamer wkładać ich nie powinien.
No a jak zareagowali na te wydarzenia nasi błyskotliwi fristajlowcy? Już śpieszę podać najbardziej barwne przykłady:
– „Twoja panna jest tak brzydka powiedzieć to trzeba, że nawet Marcin Pazdan by jej nie wyjebał” –prawdopodobnie autorowi tych wersów chodziło o Michała Pazdana, ale nie zmienia to faktu, że hałas od publiki dostał potężny…
– „Myślicie, że Bober jakąś dupeczkę wyrucha? Prędzej Joachim Loew zacznie słuchać Palucha” – w sumie jak już go wkłada sobie gdzie popadnie, to chyba słuchanie przy tym już mały pikuś…
– „Joł, nie ma przebacz, twój rap śmierdzi chujem jak prawa ręka Joachima Loewa.”- oj tak, zaczyna się robić błyskotliwie…
– No to na koniec klasyka gatunku-„Ja pierdole, gram na taktach, twoja panna lubi łyse pały #Pazdan”.
Cóż, mamy więc kolejny wymiar nawiązań do futbolu w polskim rapie – najpierw były pieśni chwalebne kibolskich ustawek, potem wpierdalanie się na bit jak Patrick Kluivert, a teraz dochodzą do tego barwnie nacechowane erotyką metafory w roli głównej z aparycją i postawą naszych graczy na Euro oraz sprośnymi fetyszami zagranicznych trenerów. Co by tu rzec, piękne i obfite są te romanse polskiego rapu i piłki nożnej…
Na szczęście wciąż (poza fristajlem) jest ich stosunkowo niewiele. Ale nie, nie znaczy to bynajmniej, że zostawię Was na koniec z niczym. Polska z Euro 2016 pożegnała się już, lecz póki sam turniej wciąż trwa, a nas nie przestała rozpierać duma, to warto przypomnieć sobie taki o to numer zagrzewający do boju „Biało- czerwonych”.
Jeeedeeen wspólny cel!
Cóż, zostaje liczyć na to, że w przyszłych latach cel ten bardzo się od naszych graczy oddali i nagrywanie podobnych rapowych hymnów zwyczajnie nie będzie miało racji bytu. No chyba, że zaczęłyby one powstawać z kompilacji najbardziej błyskotliwych linijek fristajlowców oraz futbolowych przemyśleń Rycha Peji i leciałyby w masowych mediach… Wtedy jestem zdecydowanie na tak 🙂
Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News4 dni temuSzczotka do włosów, do której rapował Szpaku – Cancer Figters ruszyło z aukcjami
-
News3 dni temuMata to nie Quebonafide. Wyprzedał Narodowy czy nie? (tylko u nas)
-
News3 dni temuSentino złożył gratulacje kibicom Wisły, chwilę po nietypowej manifestacji na stadionie
-
News4 dni temuStudenci z Częstochowy protestują przeciwko koncertowi Fagaty. „Wstyd na całą Polskę”
-
News3 dni temuJosef Bratan wygwizdany na Fame 31. Wygrał z Bojanem, bo miał dużo szczęścia
-
News3 dni temuJosef Bratan przegrał finałową walkę o BMW M5 warte ponad pół miliona zł
-
News3 dni temuKoziołek jak Popek – wygrał z Murańskim, ale jedną ręką
-
News2 dni temuHukos miał założony podsłuch. „Ziobro nazwał mnie członkiem mafii pruszkowskiej”