Sprawdź nas też tutaj

Felieton

KOMENTARZ KAABANA: Komunistyczne ciągoty polskich raperów

Opublikowany

 

Kiedy widzę kolejnego polskiego rapera nawiązującego do komunistycznych zbrodniarzy, to nie wiem, czy mam się śmiać, czy może raczej płakać. 30-sto letnie chłopy i nie znają historii? Czy może znają ją tak dobrze, że wychodzą z założenia, iż tłumaczenie jest zbędne?

Przed czterema dniami do haniebnego crew fascynatów komunizmu (w którym już obecni są Witold „Donatan” Czamara oraz Piotr „Vienio” Więcławski) dołączył jeden z najpopularniejszych polskich raperów: Piotr „DonGuralEsko” Górny. Tak, będzie z imienia i nazwiska, bo takie rzeczy trzeba mówić głośno. Wiedziałem, że Guralowi odbiło już jakiś czas temu (jakieś krucjaty przeciwko piciu alkoholu i tego typu opcje), ale żeby aż tak?

 

O ile fascynacje Donatana, który jest z pochodznia Rosjaninem można częściowo zrozumieć (chociaż i tak na polskiej ziemi NIE POWINNY MIEĆ racji bytu), tak w głowie mi się nie mieści, jak ludzie, którzy liznęli poprzedniego ustroju mogą go propagować. W JAKIEJKOLWIEK FORMIE.

 

Na początek przypomnijmy: Donatan znany przede wszystkim z wywiadu, który ponoć przeprowadził sam ze sobą, a który usunął po negatywnym feedbacku środowiska. Na jego nieszczęście ktoś sporządził kopię  tej rozmowy i jest ona dostępna w internecie. To właśnie w niej padają takie sformułowania jak:

 

„Często manifestujesz swoje Rosyjskie pochodzenie, siedzisz w czapce z czerwona gwiazdą i kałasznikowem na podkoszulku. Nie spotkałeś się z negatywnym odbiorem twojego wizerunku?
Donatan: Jestem dumny ze swojego pochodzenia i z tego kim byli moi przodkowie. Relacje historyczne między Polską i Rosją były i są skomplikowane. Dziś pamięta się to co złego przyniosły najpierw rozbiory a potem czasy powojenne, nikt nie wspomina pozytywnego działania Rosji.

 

A było takie?
Donatan: Było, chociażby ponad milion żołnierzy Rosyjskich, którzy zginęli wypierając wojska Niemieckie z Polski. Przecież polityka zachodu była wobec Polski obojętna. Anglia i Francja i uwielbiane przez nas Stany Zjednoczone miały i mają do nas stosunek mocno… analny. Pomimo tego niczego się nie nauczyliśmy i od roku 1914 dalej szukamy egzotycznych sojuszy.  Jest to bardzo obszerny i nie poprawny politycznie temat.”

 

Bardzo obszerna to jest jego historyczna ignorancja. Rozumiem w poprzednim ustroju, ale W GŁOWIE MI SIĘ NIE MIEŚCI, jak ktoś w dzisiejszych czasach może uważać wejście Armii Czerwonej do Polski za wyzwolenie! Jakby na to nie patrzeć, wniosek jest zawsze, ale to ZAWSZE taki sam: okupacja sowiecka zamiast niemieckiej. Pewnie o Żołnierzach Wyklętych albo takim kimś jak Rotmistrz Pilecki nawet nie słyszał. Dlatego jestem bardzo zdziwiony sukcesem, jak odniósł w przeciągu ostatniego roku: jest to typ, który mieszka w Polsce, nie ukrywa sympatii i pochodzenia rosyjskiego, a do tego pluje polakom w twarz np. takimi zdjęciami:

To już nie jest lewactwo na poziomie Łony, który coś tam sobie pobrzęczy na temat ciemnogrodu i schowa się na kolejne cztery lata, tylko jawne sympatyzowanie z komunizmem. Hańba.

 

Drugi przypadek to współzałożyciel legendarnej Molesty, Vienio. On dla odmiany mocno współpracuje z firmą odzieżową 79 TH, która to na początku tego roku wypuściła koszulkę z napisem „Communism is good„.

Jasne, że tutaj sytuacja nie jest tak jednoznaczna jak w przypadku Donatana, jednak Vienio nadal kooperuje z ludźmi, którzy wpadli na ten absurdalny pomysł. Jeżeli zerwałby współpracę po tym incydencie, to jego nazwisko w tym artykule nigdy by się nie pojawiło. On tego nie zrobił i w dalszym ciągu co drugie zdjęcie pojawiające się na jego profilu facebookowym profilu jest promocją marki 79 TH.

 

Nie, nie ma polityki grubych kresek, to nie jest jakaś fascynacja na poziomie „jestem bogatym Amerykaninem, postanowiłem zmieniać świat, komunizm jest spoko”, tylko koszulka z napisem „Communism is good” w kraju, który przez ten zbrodniczy system stracił blisko 100 lat historii (PRL + zniszczenie w trakcie II wojny wcześniejszego dziedzictwa). Jeszcze pół biedy, jeżeli byłby to komunizm polski z ambicjami mocarstwowymi. Ale tak nie było, za to mieliśmy zwyczajne zabory, które zatrzymały Polskę w rozwoju. Na takie coś nie może być zgody i koniec, nie obchodzi mnie posypywanie głowy popiołem już po fakcie.

 

Na koniec problem Gurala, a raczej całego Szpadyzor Records. Przed paroma dniami poznański raper wypuścił film o swojej znikającej brodzie. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że ma w nim na sobie koszulkę z followupem do Che Gavary.

Chyba nigdy nie rozumiem fascynacji tym psycholem, ale do tej pory byłem przekonany, że to choroba wieku młodzieńczego. Jak widać niekoniecznie. Oczywiście, nie jest to sam wizerunek Che, a facjata Gurala stylizowana na tego śmiecia. Ja to wiem, ludzie w moim wieku też wiedzą, ale odbiorcy Gurala, których średnia wieku wynosi 13-14 lat już NIEKONIECZNIE. Pierdolenie o tym, że to tylko nawiązanie przypomina mi niedawną sytuację z Białegostoku, w którym to pewien prokurator orzekł, że „swastyka występuje w wielu kulturach i jest symbolem szczęścia”. Może i tak jest, natomiast w tym momencie historii na tej szerokości geograficznej, na której przyszło nam żyć, kojarzy się ona jednoznacznie. Jeżeli zezwalamy na przerobione podobizny Che, to czekam na koszulkę z którąś z poniższych swastyk:

Przecież żadna z nich nie jest dokładnie tą niemiecką, a więc nic nie szkodzi. Albo zróbmy koszulkę z heilującym Hitlerem i twarzą Gurala. Piszę o tym, ponieważ jakiś kretyn w komentarzu pod filmem popełni taki oto tekst:

„A ja nadal nie widzę tam nigdzie Che Guevary, widzę raczej jego karykaturę z twarzą Gurala, która wedle mojego uznania bardziej ośmiesza wizerunek tego pierwszego. Słuchaliście kawałek „R.A.P.”? („R jak rewoloucja w MÓZGACH i na USTACH”). Szczerze wątpie w to, że DGE jako zdeklarowany pacyfista chciałby gloryfikować krwawy reżim. Zastanawiam się kto tu jest ignorantem? Gural czy ludzie ślepo go obrażający pod wpływem widoku niejednoznacznego symbolu?”.

Poza tym i jeszcze paroma wyjątkami przeważająca część komentarzy skupia się na brodzie idola, zamiast na tym, co jest naprawdę ważne. To dość DOBITNIE pokazuje, że widownia DGE nie ma pojęcia kim był ten Pan z koszulki. Może i Gural miał szczere intencje, natomiast należy zdać sobie sprawę, że nie żyje w zamkniętej enklawie i nie zrobił tej koszulki dla siebie i rodziny, tylko będzie sprzedawał ją dzieciom, które chodzą do gimnazjum. I NIE WIEDZĄ DLACZEGO CHE BYŁ ZŁY.

W tej ostatniej sytuacji zastnawia mnie gdzie byli rodzice doradcy od PR? Przecież po ostatniej aferze z followupowaniem Lenina w reklamie Heyah powinni zdawać sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje może przynieść taka koszulka. Jak na razie wygląda na to, że im sie upiecze. Szkoda i bardzo żałuję, że nie mam większego zasięgu rażenia, niż GlamRap i blog, ponieważ bardzo chętnie rozpętałbym nagonkę, po której wszyscy naśladowcy zastanowiliby się 100 razy przed zrobieniem komunistycznej koszulki/pokazaniem się w niej publicznie/udzieleniu wywiadu w tym duchu.

 

Tak mam nadzieję, że dotrę chociaz do jakiegoś wycinka słuchaczy i osób odpowiedzialnych za te wybryki i nawet, jeżeli nie pójdą po rozum do głowy, to chociaż minimalnie zastanowią się nad tym, czy promowanie komunizmu (nawet z przymkniętym okiem) jest fajne.

 

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: