Felieton
Perypetie raperów na TikToku – felieton
Dziwne czasy. Influencerzy z raperami pozamieniali się rolami.
Ekipa na pierwszym miejscu Olisu, Edzio na głównej Tiktoka. Brzmi abstrakcyjnie, ale 2021 właśnie to nam przyniósł. Szczerze wierzę, że druga połowa roku będzie przynajmniej ciut ciekawsza i zamkniemy najbliższą zimę z większym przytupem. Jesteśmy już w końcu na półmetku. Minęło całe sześć miesięcy, a póki co najciekawszymi wątkami okazały się wybryki Sentino (nieprzerwanie hustler roku od 2017), debiut grupy Friza i hip-hopowcy próbujący sił na popularnych platformach społecznościowych. W najbliższych tygodniach spodziewajcie się na naszym portalu szerszego poruszenia każdego z tych wątków. A rozpoczniemy dzisiaj od tej ostatniej kategorii. Przebadamy w tym felietonie najciekawsze perypetie polskich raperów na Tiktoku.
Z Tiktoka do rapgry
Zacznijmy pozytywnie. Okazuje się bowiem, że Tiktok może być świetną platformą do wylansowania swojej twórczości. Ciekawym przykładem będzie tutaj postać Czasina, który to niedawno zasilił szeregi MaxFlo i już za miesiąc pod ich szyldem zadebiutuje na rynku wydawniczym. Raper swój kontent na TT opiera na ciekawostkach dotyczących Hiszpanii, skeczy dotyczących pracy w studio oraz na naśladowaniu flow znanych raperów. Tematyka nieprzypadkowa, bo sam jest osobą o mieszanych korzeniach i ewidentnie posiada wiedzę na temat produkcji muzyki. Czy to wystarczy, aby nagrać numer z Rahimem i Abradabem oraz puścić CD w tejże klasycznej już wytwórni? Najwyraźniej. Czasinowi nie można odmówić oryginalnej stylówki i sporego ładu w muzyce. Gdzieś tam jeszcze chłopak zdaje się poszukiwać własnej drogi w rapie, no ale od czego innego są w końcu debiuty?
Catchup również dał się poznać szerszej publiczności za pomocą TikToka. Dzisiaj to już ważny zawodnik 2020, liczący sobie odtworzenia w milionach na popularnych platformach streamingowych. Dał się on stosunkowo szybko zauważyć poprzez serię filmów, gdzie prześmiewczo podchodził do produkcji muzyki. W minutę „tworzył” utwory, bagatelizując do granic możliwości każdy z etapów powstawania. Doliczmy do tego głupkowatą otoczkę i trafne pomysły na urozmaicenie kontentu – mamy nasz sukces. Co było dalej? Podwójny featuring u Taco na „Jarmarku”, parę świetnych singli i otrzymujemy intrygujący transfer spod skrzydeł Gedza do tajemniczego kolektywu wydawniczego, sygnowanego rokiem covidowym. Poważnie, nie znalazłem lepszego synonimu dla tego labelu.
Można też w drugą stronę, prawda Edzio?
To teraz trochę o tym jak w młodzieżowej aplikacji nie radzą sobie raperzy, jakie żenujące treści tam prezentują oraz w jakim nikłym stopniu ich popularność ma to przełożenie na sam hip-hop. Tak, skupimy się na Edziu. Samozwańczy „najbardziej niedoceniony raper w kraju”, który po beznadziejnie przyjętym albumie (adekwatnie do poziomu) na początku 2020 roku zdawał się powoli zanikać w branży. Kiedy nikt już raczej nie miał co do niego większych nadziei, ten odnalazł zupełnie inną drogę do kariery. Na ten moment, podwójny zdobywca pasa WBW, dumnie idzie po milion na Tiktoku. Jego filmy opierają się na trzech schematach. Podstawą jest freestyle na losowo podane mu trzy słowa, i to właśnie na tym pomyśle się on wybił. Do tego sporadycznie pojawiają się skecze i własne interpretacje trendów z platformy. Wszystkiemu towarzyszy narracja w postaci rapu. No i tutaj zaczynają się problemy. Samo wykonanie jest żenujące. Ewidentny kontent pod najniższą wiekowo grupę docelową. Konsekwencją tego jest fakt, że środowisko nie może ze śmiechu, jak widzi Edzia poniżającego się dla paru wyświetleń. No dobrze, może nie takich paru, a paru milionów.
Edzio natomiast nie odpuszcza kariery rapera. Nadal próbuje. Nadal wychodzi mu to miernie. Parę dni temu wypuścił nawet klip do utworu „Real Slim Edzio”, którego na razie wam tutaj nie wstawię, bo Soul Records postanowiło usunąć ten wybryk. Piąteczka dla was Panowie za to. Nie znam co prawda podstaw prawnych do tego zabiegu, jednak kaleczenie klasycznego numeru Eminema jest dla mnie raczej wystarczającym powodem. Zresztą co mi szkodzi, odpalę sobie na Spotify i pokrótce przeanalizuję.
Pierwszy raper na Tiktoku, cóż to za chwalebny tytuł
Nie pierwszy. Nawet nie jeden z pierwszych. Fakt faktem, że najpopularniejszy, jednak nadal daleko mu do pionierów tej platformy na tle reszty hip-hopowej sceny.
A raperzy to fighterzy, se w klatce po gębie dają
Wszyscy się wszędzie pchają, gdzie jest siano, wiecznie mało
A jak raper na Tiktoka wbił to nagle wielkie halo
Edzio nie zrozumiał, a może tylko tak udaje, bo mu wtedy łatwiej? Nikt naprawdę nie ma problemu z pokazywaniem twarzy na Tiktoku. Udowadniają to poprzedzające przykłady Czasina i Catchupa, a zaraz podbiją kolejne. Problem w przykrym i infantylnym kontencie, który zmusza freestyle’owca do poniżania się dla uciechy uczniów szkoły podstawowej.
Raperzy na hejcie na mnie chcą zasięgi swe odnowić
Z taką różnicą, że poza Tiktokiem to Edzio nie masz zasięgów. Twój YouTube leży i kwiczy pod względem wyświetleń, reszta social mediów podobnie. Trzydzieści tysięcy słuchaczy na Spotify to mają również randomowe grajki z podziemia, których jedynie koledzy kojarzą z ksywki. Nawet na GlamRapie nie podbijasz listy popularnych newsów. Poza jednym utworem to sława freestyle’owca na młodzieżowej aplikacji zupełnie nie przeniosła się na samą muzykę.
Jak Slim Shady ja mam ten styl bejbi
Faktycznie, Edzio ma swój styl. Ten sam mierny od lat. Chłop brzmi dzisiaj identycznie jak w 2016 roku. Poważnie, na wspólnej płycie z Filipkiem miał on solowy utwór “Hate”. Nic się od tamtej pory nie zmieniło u niego warsztatowo, a co dopiero brzmieniowo. Nadal na rymach czasownikowych lub prostych, nadal pisząc dwu wersami całe zwrotki, żeby nagrać je kwadratowo. Szczerze, to nawet przykry jest ten brak progressu na przestrzeni ostatnich 5 lat. Myślałem, że to potrafią tylko uliczni raperzy. Kontynuowanie tego akapitu, to byłoby już jakieś dążenie do lirycznego znęcania się nad Edziem, więc przejdźmy do kolejnych przykładów.
“Chillwagon tańczy crip walk, tańczy, tańczę, nie nagrywam TikTok”
Trio OIO podobnie jak kolektyw Żabsona – Internaziomale, obrało prostszą formułę. Na ich profilach zobaczycie urywki z koncertów, filmiki jak tańczą do własnych utworów albo po prostu głupkowate nagrania. Patrząc po zasięgach, odbiorcy TikToka to kupują. Z drugiej też strony nie ma wstydu przed branżą i własnym odbiciem w lustrze. Szczególnie ciekawym aspektem są właśnie choreografie. To właśnie dzięki nim można nie tylko zbudować zainteresowanie wokół danego numeru, ale również konsekwentnie przedłużać jego żywotność na szczycie popularności. Świetnie odzwierciedlają to ‘Szklanki” Leosi, „Ulala” Żabsona, „Worki w tłum” od OIO, a nawet diamentowy singiel Ekipy „3KIPA”. No i nie ma nic w tym złego. Taniec zawsze był elementem hip-hopu.
Są też tacy raperzy co nie do końca wydają się jeszcze rozumieć konwencję Tiktoka. Jednak, żeby utrzymać się na topie w tym biznesie, gdzie statystyczny odbiorca nie jest nawet pełnoletni, trzeba trzymać się trendów. Tak jak wczoraj hip-hopowcy musieli przesiąść się z Facebooka na Instagrama, tak dzisiaj muszą zainstalować aplikację z dwoma T. Środowisko zaczyna powoli przyswajać ten fakt. W tym persony pokroju potężnego włodarza Biura Ochrony Rapu. Tak, nawet Paluch pomimo opornych początków, gdzie raczej alkoholu nie brakowało, zaczął się wyrabiać. Influencer Marketing pełną parą w polskim hip-hopie. Kto by pomyślał. Zresztą, nawet nasz portal posiada konto na TikToku. Szczególnie polecam czytelnikom stęsknionym za działem Bekowo.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News4 dni temuTede wydał dziś płytę „XXende Mylffon”. Raper sam dostarczy ci ją pod drzwi
-
News14 godzin temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News3 dni temuPih skomentował odebranie orderu Zełeńskiemu
-
News3 dni temuVNM po życiowym przełomie. „1,5 miesiąca temu było ze mną bardzo źle”
-
teledysk4 dni temuTax Free i Huncho latają z bandziorami po mieście
-
News2 dni temuMiasto Gdańsk na oficjalnej stronie informuje, że Edziowi grożą gangsterzy z Chicago
-
News3 dni temuBobby Shmurda czekał na to całe życie. Jego ojciec wyszedł z więzienia po 30 latach
-
News4 dni temuKaz Bałagane z poczuciem humoru – preorder i singiel „Fish & Tits”