Felieton
Mata przejął Maka, a Polacy nie mogą tego zdzierżyć – felieton
Społeczeństwo bardzo pozytywnie odebrało nową współpracę Michała… nie no żartuję.
Mata przejął Maka. Tym zgrabnie fonetycznie hasłem, międzynarodowa sieć fast foodów ogłosiła współpracę z reprezentantem SBM Label. W ramach ich kolaboracji do telewizji trafił spot reklamowy z udziałem całego Gombao 33, a do restauracji dedykowany tej akcji zestaw. W jego skład wchodził potrójny cheeseburger, frytki i waniliowa Matcha Latte. Daje nam to dwa produkty niedostępne w codziennej ofercie McDonald’s i to w całkiem przyzwoitej cenie. Dla porównania Travis Scott zaledwie rok temu mógł się pochwalić jedynie spersonalizowaną kanapką, Spritem i frytkami z sosem BBQ. Tak właściwie, to nic więcej niż to, co można by było wyklikać w kiosku samoobsługowego. Z tą różnicą, że Jacques dostał jeszcze figurkę własnej persony, a Mata zestaw wlepek. Obaj panowie zwieńczyli swoje przygody z brandem pod dwoma łukami, poprzez limitowane kolekcje ubrań. Reasumując, wszystko super. Społeczeństwo również pozytywnie odebrało nową współpracę Michała… nie no żartuję. Żyjemy przecież w Polsce, tutaj to niewykonalne. W państwie, gdzie jak robisz coś “więcej” to na pewno źle, a skrytykuje cię za to banda przygłupów i degeneratów na miarę XXI wieku.
SBM zawsze wiedziało jak iść w kontrowersje. Jeszcze zanim stali się wydawnictwem muzycznym, jako ekipa szli na przekór scenie. Dzisiaj, jako label wykorzystują swoje doświadczenie w tej materii, budując promocję swoich artystów na budzących emocje wśród odbiorców zabiegach. Jednak to, jak pokierowali karierą Matczaka, to ich osobiste, zdecydowane opus magnum. Przy czym na każdym kroku przypominając, że razem z Matą nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. W niedługim czasie spodziewałbym się więc również kolejnych ruchów z ich strony. Przejdźmy jednak już do clue felietonu, czyli podsumowania wszelkich komentarzy, przeważnie przygłupich ludzi, na temat współpracy sieci restauracji i rapera. Pozwolę sobie okrasić je swoim krótkim komentarzem.
Od czego tu zacząć. Może od tego, że Polacy dowiedzieli się dopiero, jak smakuje herbata z mlekiem? Harnaś to, to nie jest (śmiech). Pomijając rażącą niewiedzę naszego społeczeństwa, przejdźmy do rażącej mój mózg Mai Staśko. W swoim jakże pięknym materiale, będącym recenzją (?), wyrzuciła ⅔ zakupionego zestawu, próbując jedynie frytek, które akurat są jedynym standardowym elementem sprzedaży MCD. Kanapka zła, bo ma mięso, a Matcha zła, bo mleko. Nasza bohaterka to wegenka, więc biedna nie mogła zjeść takiego posiłku. Znaczy mogła, wystarczyło przy zamawianiu poprosić o zamienniki dla wegan. Wykwalifikowana kulinarna recenzentka wolała jednak wesprzeć obrót mięsem w Polsce.
“To tak naprawdę czerpanie zysków na ciałach, życiach i zdrowiu ludzi. McDonald robi to od lat nie tylko nisko płacąc pracownikom, ale i wyzyskując cały przemysł hodowlany, ale i wpływa na konsumentów przez bardzo różne techniki manipulacji. Dlaczego raper się w to wszystko włączył, co mu to daje poza kasą? Czy żerowanie na ciałach bardzo młodych ludzi jest tego warte? Zwłaszcza, że Mata nie jest człowiekiem, który ledwo wiąże koniec z końcem”.
Reasumując, masz pieniądze, to nie wolno ci zarabiać pieniędzy. Tylko jak przymierasz głodem, masz prawo podjąć się pracy. Nic, tylko śmiać się. Padło też okrążenie o niskie zarobki w Macdonaldzie, które w rzeczywistości nie odbiegają od innych firm na podobnych stanowiskach. Wystarczy do nabycia takiej tajemnej wiedzy pół minutowy research w Internecie. Zawody niewymagające kwalifikacji, są słabo płatne. Ciekawe dlaczego. Maja nagrała sprostowanie, jednak w ramach niego jeszcze bardziej się ośmieszyła. Odpuszczę sobie komentowanie dalsze tej Pani, gdyż już mnie brzuch boli ze śmiechu. Przejdźmy dalej.
Dietetyk, Katarzyna Bosacka, odkryła dzięki Michałowi Matczakowi, iż fast foody są niezdrowe. Niesamowite. Zachwycające. Wzruszające. Szanowna szefowa działu urody i zdrowia w „Wysokich Obcasach” powinna otrzymać jakąś prestiżową nagrodę, za ten niebywały wniosek naukowy. Tak, zgadza się, że “łącznie zestaw promowany przez Matę zawiera aż 1119 kcal – to połowa dziennego zapotrzebowania energetycznego dla nastolatka”. Fajnie, super. Czyli bardzo podobnie co reszta zestawów dostępnych w Macdonaldzie. “Mata to artysta, który bije rekordy popularności głównie wśród młodego pokolenia i tu pojawia się pytanie… Czy współpraca rapera z McDonald’s i tym samym promowanie przez niego jedzenia typu fast-food wśród młodzieży jest fair?”. To już manipulacja słowem. Sprawiedliwość wobec młodzieży? Czy Mata wmawiał komuś, że to jedzenie jest zdrowe? Nie wydaje mi się. No, ale to jeszcze nie wszystko. “Każdy, kto promuje niezdrowe jedzenie, musi brać część odpowiedzialności za otyłość wśród dzieci. Amen”. Jaką odpowiedzialność ma wziąć? Nikt nie jest do niczego zmuszany. Nasza dziennikarka rzuca masę frazesów, populizmów i wyniośle brzmiących banałów. Zresztą, jak tu brać na poważnie taką wielce “uznaną dziennikarkę”, skoro ma ona spore problemy ze stawianiem przecinków.
Dietetyk, aktywistka, to teraz niech będzie psychoterapeuta i zaraz po nim dziennikarka. Robert Rutkowski ostatnie wydarzenia wokół Maty komentuje następująco: „Magik”, czyli Piotr Łuszcz, tragicznie zmarły raper, którego poznałem osobiście dawno temu w warszawskim klubie Remont, członek legendarnych formacji Kaliber 44 i Paktofonika, przewraca się w grobie. Na naszych oczach bunt pokoleniowy dokonuje żywota. Umiera w zwałach tłuszczu, piętrzących się od śmieciowego żarcia oraz dusi się z chciwości. Czy jest to jeszcze tragiczne, czy już śmieszne, każdy niech oceni sam. Ikonę pokolenia „ileśtam” korumpuje niezbyt sympatyczne korpo. Od „Jestem Bogiem” do „Zestaw Maty”. Jak dobrze być już w smudze cienia…”.
Magik świetnie skończył ze swoim buntem, no nie powiem. Wzór do naśladowania. Świetny przykład na wspaniałe życie, co zostało ukazane w filmie o jego karierze… a jednak nie. Piotr w dziele kinematograficznym nie został przedstawiony jako nieskazitelny człowiek, wręcz odwrotnie. Ja bym raczej nie powielał poczynań Łuszcza. Panie Robercie, proszę film obejrzeć jeszcze raz. Może panu coś się po prostu pomieszało. Pomieszało się też trochę w TVP, od kiedy PIS jest u władzy. Dziennikarka mojej jakże ulubionej stacji, Marzena Paczuska, stwierdziła, iż „raper Mata wykorzysta wizerunek taty, w promocji Mc Donald? Genialny PR, na który zasługujemy”. Jeśli mamy omamy i urojenia, należy się moim zdaniem udać do specjalisty. To przecież objawy schizofrenii, odmiany paranoidalnej. O, chyba Magik coś o niej nawijał kiedyś. Cóż za przypadek. Spokojnie, to nie tak, że ja tu pro TVN jestem, a przynajmniej dopóki Andrzej Morozowski rzuca zdania pokroju „Mata zrobił karierę, bo używa wulgaryzmów”. Wszyscy jesteście siebie warci.
Już nawet nie chce mi się komentować badania YouGov BrandIndex, którego sens jest równy słuchaniu Intruza i reszty StepArmii. Z podanych przez nich danych wynika, że grupa wiekowa 18-29, o ⅔ częściej odwiedziła MacDonalda przy akcji z Matą, a ankietowani z przedziału 30-44 lat wręcz ciut rzadziej. Brzmi to jakby sieciówka prawie, że straciła przez tę współpracę. Szkoda tylko, że docelowi odbiorcy, są niepełnoletni. Oni akurat nie mogą wziąć udziału w wybrykach YouGov, co podważa jakikolwiek sens wyników tegoż badania. Reasumując, to zwykła próba umniejszenia sukcesowi Matczaka, gdzie tylko się znalazło na to miejsce. Może jeszcze powiedzcie, że na Holendrach po 80-ce współpraca rapera nie zrobiła wrażenia. Jakież to okrutnie polskie i obrzydliwe.
Minęły 33 dni. Współpraca Maty z Amerykańskim molochem dobiegła końca. Szef marketingu firmy, Tomasz Dębowski, ogłosił, iż pierwszy tydzień kampanii „Jak Mata przejął Maka” zaowocował trzecią najlepszą sprzedażą w historii McDonald’s Polska. Podkreślmy to, trzecią co do wielkości sprzedażą w historii sieci restauracji w naszym kraju. No i tutaj mój felieton miał jeszcze jeden akapit, reasumujący cały powyższy wywód. Mam jednak w zwyczaju zawsze poczekać parę tygodni z publikacją moich tekstów, całe szczęście. W międzyczasie Mata opublikował utwór „MC”, którego jednym wersem zastąpię całe podsumowanie:
“Zjebani boomerzy wychowani na przekrętach”.
Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News3 dni temuLil Narcyz – 23-letni polski comedy-raper i yotuber nie żyje
-
News4 dni temuDawid Obserwator zgłosił skutecznie fanpage innego rapera, który robił o nim memy
-
News4 dni temuWażka G zwrócił się do posła PiSu, który został usunięty z partii
-
News3 dni temuYoung Leosia zdała prawo jazdy i została nagrana przez fankę podczas egzaminu
-
News12 godzin temuSzczotka do włosów, do której rapował Szpaku – Cancer Figters ruszyło z aukcjami
-
News3 dni temuKoszulki z hołdem dla Pono, a zysk dla jego córki. Czy przesadzili z ceną?
-
News2 dni temuTaco Hemingway wciąż boi się pytań, ale dał 1-minutowy wywiad
-
News4 dni temuEldo prowadzi wycieczki śladem gangsterów po Warszawie i zdradza mało znany fakt o Jacku Cyganie