News
Pies Boosie Badazza pogryzł włamywacza – raper udostępnił nagranie
„Typ zostawił krew na bramie”.
Boosie Badazz przeżył nieprzyjemną sytuację – ktoś próbował włamać się do jego domu, gdy raper przebywał w Dallas. Na szczęście jego pies Cane Corso zareagował błyskawicznie.
Podczas gdy Boosie Badazz koncertował w Dallas, w jego rodzinnym domu doszło do próby włamania. Raper ujawnił, że całe zdarzenie zarejestrowała kamera monitoringu, a sprawcę powstrzymał jego wierny pies rasy Cane Corso.
Na opublikowanym przez Boosiego nagraniu widać, jak intruz zbliża się do posesji, po czym pies zaczyna głośno szczekać, zmuszając mężczyznę do ucieczki. – Słuchajcie, co się stało – relacjonował raper. – Byłem w Dallas, publiczność była szalona, koncert petarda. Wracam do hotelu i nagle dostaję telefon: ‘Boosie, ktoś próbował włamać się do chaty’. Mówię: ‘Co?!’”.
Boosie dodał, że jego pies odgryzł się napastnikowi, dosłownie. – Mój Cane Corso dorwał typa. Ugryzł go i przepędził z posesji. Typ zostawił krew na bramie. Prawdziwy wojownik… Gdybym był wtedy w domu, złapałbym go i kazał tłumaczyć się na livestreamie. Nie żartuję, Boosie’s Backyard Court. Nie pozwalam, żeby ktoś zagrażał mojej rodzinie.”
Poniżej wideo:
Boosie speaks after his Cane Corso CHASED OFF a Burglar from entering his house 😳🐕🦺👀
pic.twitter.com/CQ6z9yHrL1— Slime🐍 (@ItsKingSlime) October 28, 2025
News
Babcia dziecka Sexyy Red żąda 5 mln dolarów. Raperka miała nasłać na nią fanów
Raperka miała udostępnić adres 51-letniej kobiety.
Sexyy Red ma poważny problem prawny. Babcia jednego z jej dzieci domaga się 5 mln dolarów po tym, jak raperka miała udostępnić jej adres i zachęcić fanów do wtargnięcia do domu.
Sexyy Red może słono zapłacić za konflikt z babcią jednego ze swoich dzieci. 51-letnia Nicole Barnes pozwała raperkę, twierdząc, że ta opublikowała w sieci jej adres zamieszkania i miała zachęcać swoich fanów, żeby „wyważyli drzwi” jej domu w Missouri.
Sprawa trafiła do sądu już w marcu 2025 roku, ale teraz pojawił się kolejny problem dla autorki „Pound Town”. Jak podaje TMZ, w lipcu Barnes złożyła wniosek o wydanie wyroku zaocznego. Powód? Sexyy Red, której prawdziwe nazwisko to Janae Wherry, miała nie odpowiedzieć na pozew w wyznaczonym do czerwca terminie.
Pełnomocnicy Barnes chcą, żeby sąd zasądził na jej rzecz aż 5 milionów dolarów.
Według pozwu cała sytuacja zaczęła się rok wcześniej. Barnes, będąca babcią ze strony ojca jednego z dzieci Sexyy Red, twierdzi, że po publikacji jej adresu i słowach raperki zaczęła obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Ostatecznie miała wyprowadzić się z domu, żeby uniknąć potencjalnego zagrożenia.
Prawnik kobiety, Steven Weaver, już przy składaniu pozwu jasno przedstawiał stanowisko swojej klientki.
– Sexyy Red i ojciec jej dziecka wdają się w konflikty, z jakiegokolwiek powodu, które nie mają nic wspólnego z moją klientką. Próbowaliśmy rozwiązać tę sprawę nieformalnie, ale jej prawnicy uznali to za żart. Teraz przekonają się, że to nie jest żart – powiedział.
Sędzia nie podjął jeszcze decyzji w sprawie wniosku Barnes o wydanie wyroku zaocznego.
News
Wac Toja z viralem na globalną skalę. 2,2 mln kreacji na TikToku
To jedyny Artysta w Polsce z takim wynikiem.
Utwór Wac Toji stała się największym polskim viralowym sukcesem na TikToku. Do dźwięku utworu powstało już ponad 2,2 miliona kreacji, a trend wyszedł daleko poza Polskę. To jedyny Artysta w Polsce z takim wynikiem. Aktualnie utwór osiągnął status złotej płyty i wielkimi krokami zmierza do platynowego wyróżnienia.
Singiel „KOLEJNA NOC”, który miał premierę 26 marca, szybko przebił się w social mediach, a szczególnie na TikToku. Charakterystyczny taniec i pozytywny vibe numeru podchwycili użytkownicy z kolejnych krajów, dzięki czemu trend zaczął żyć własnym życiem także poza polskim internetem.

Dziś licznik pokazuje już 2,2 mln materiałów wykorzystujących dźwięk „KOLEJNEJ NOCY”. To wynik, który stawia Waca Toja w wyjątkowej pozycji wśród polskich artystów i pokazuje, że lokalny utwór może organicznie przerodzić się w międzynarodowy trend. Popularność na TikToku przełożyła się również na sukces utworu na YouTube, Spotify i innych platformach. To przykład utworu, którego zasięg przestał być ograniczony językiem czy krajem pochodzenia, ponieważ użytkownicy wykorzystują go do własnych filmów, choreografii i trendów na całym świecie.
Co istotne, Wac Toja wydaje muzykę niezależnie, poprzez własną wytwórnię, przy wsparciu dystrybucyjnym Universal Music Polska. Sukces utworu pokazuje więc również potencjał niezależnych wydawnictw, które dzięki social mediom mogą dziś osiągać globalną skalę.
2,2 miliona kreacji i licznik wciąż rośnie. Czy „KOLEJNA NOC” okaże się jednym z największych polskich eksportowych virali tego roku?
News
Benzino ostro o Fat Joe i N-word. „Nie ma, k*rwa, czegoś takiego jak Afro-Latynos”
Fat Joe pod ostrzałem za używanie N-word.
Benzino wszedł w gorącą dyskusję wokół Fat Joe, kwestionując określenie „Afro-Latynos” i jego argumenty dotyczące używania N-word.
Dyskusja wokół Fat Joe i jego prawa do używania N-word zatacza coraz szersze kręgi. Tym razem głos zabrał Benzino, który odniósł się do sprawy w materiale opublikowanym na Instagramie.
Fat Joe bronił wcześniej swojego stanowiska, powołując się na afro-kubańskie korzenie. Benzino spojrzał jednak na całą sprawę z zupełnie innej strony. Zaznaczył przy tym, że specyfika nowojorskiego hip-hopu wynika między innymi z wieloletniego przenikania się czarnych i latynoskich społeczności Bronksu.
Później poszedł znacznie dalej.
– Nie ma, k*rwa, czegoś takiego jak „Afro-Latynos” – stwierdził. – Afro to, k*rwa, fryzura – dodał.
Benzino nie przejmował się tym, jak jego stanowisko zostanie odebrane. Według niego zamiast określenia „Afro” powinno mówić się wprost o afrykańskim pochodzeniu.
– Mam wyj*bane, kto się ze mną zgadza, a kto nie. Afro to, k*rwa, fryzura. Sam kiedyś miałem afro. W tamtych czasach afro rzeczywiście reprezentowało Black Power, prawda? Ale afro to ich styl. Nie ma czegoś takiego jak Afro-Latynos. I nie wiem, dlaczego ludzie tak boją się powiedzieć „afrykański”. Jesteś Afrykaninem, człowieku. Po prostu powiedz „afrykański”. Nie mów „Afro”.
Samo pojęcie „Afro-Latino” funkcjonuje jednak powszechnie. Merriam-Webster definiuje je jako określenie czarnej osoby pochodzącej z Ameryki Łacińskiej, która ma afrykańskich przodków.
Benzino stawia Fat Joe warunek
Na tym Benzino nie skończył. Poruszył również temat relacji między Latynosami o różnym kolorze skóry, a później zwrócił się bezpośrednio do Fat Joe i innych osób, które przedstawiają podobne argumenty dotyczące swojej tożsamości.
Według niego, jeśli ktoś utożsamia się z czarną społecznością, powinien również zabierać głos w sprawach, które jej bezpośrednio dotyczą.
– Nie przejmuj się tym, jak ktoś sam siebie określa. Zajmij się tym, jak ty określasz samego siebie. Ale moja rada dla Joe i ludzi takich jak Joe, którzy tak mówią, jest taka: jeśli zamierzasz tak mówić, musisz reprezentować to na całej linii. Mówisz coś o linczach? Powiedziałeś coś o George’u Floydzie albo Breonnie Taylor? Mówisz cokolwiek o problemach czarnej społeczności i DEI? Zabierasz głos przeciwko rzeczom, które dotyczą bycia czarnym? Nie możesz mieć jednego i drugiego.
Fat Joe broni prawa do używania N-word
Cała drama nabrała rozpędu po występie Fat Joe w „The Joe Budden Podcast”. Raper, który ma portorykańskie i kubańskie korzenie i wychował się w Nowym Jorku, bronił swojego używania N-word. W pewnym momencie określił siebie jako „najbardziej czarnego czarnucha, jakiego widziałeś w swoim życiu”.
Z jego stanowiskiem nie zgodził się Marc Lamont Hill, współprowadzący podcast, którego nie było podczas tamtego odcinka. Hill stwierdził wprost, że Fat Joe „nie jest czarny”.
Autor „Lean Back” odpowiedział mu później w komentarzu na Instagramie, powołując się na swojego zmarłego ojca Ernesto.
– Mój ojciec był Afro-Kubańczykiem – napisał Fat Joe.
Spór, który zaczął się od używania jednego słowa, przerodził się więc w znacznie szerszą dyskusję o pochodzeniu, kolorze skóry i tożsamości w amerykańskim hip-hopie.
News
Busta Rhymes uderza w Spotify i streaming, że mało płacą. „Taka waluta nie istnieje”
„Jak można rozliczyć ułamek centa?”
Busta Rhymes ma dość stawek oferowanych artystom przez streaming i otwarcie pyta, jak ktokolwiek może poważnie traktować wynagrodzenie liczone w ułamkach centa.
Busta Rhymes zabrał głos w sprawie pieniędzy, jakie artyści dostają z platform streamingowych. Raper, który niedawno wypuścił „Dillagence II”, wspólny mixtape z nieżyjącym J Dillą, nie ukrywa, że obecny model biznesowy muzyki mocno go frustruje.
W rozmowie z Yahoo Finance legenda nowojorskiego rapu została zapytana, jak w dzisiejszych czasach zrobić płytę, która faktycznie przynosi artyście pieniądze. Według Busty branża wciąż nie znalazła dobrej odpowiedzi.
– Niestety nie sądzę, żebyśmy już to rozgryźli, patrząc na to, jak obecnie prowadzi się ten biznes. To coś, o czym cały czas rozmawiamy – powiedział.
Busta Rhymes: „Wszyscy mierzymy się z podobną frustracją”
Problem nie dotyczy według niego kilku niezadowolonych raperów. Busta twierdzi, że podobne rozmowy prowadzone są szeroko w środowisku artystów i producentów.
– Mówię o nas jako artystach, producentach, o rozmowach między nami. Wszyscy mierzymy się z bardzo podobną frustracją związaną ze streamingiem. Muszę znaleźć sposób, żeby szanować wartość artysty i jego twórczości – stwierdził.
Przytoczono również szacunkowe stawki za stream. Według danych Royalty Exchange Spotify ma wypłacać około 0,003-0,005 dolara za odtworzenie, a YouTube Music około 0,001-0,002 dolara. W przypadku Apple Music mowa o 0,007-0,01 dolara, natomiast Tidal ma oferować około 0,013-0,015 dolara za stream.
To właśnie te kwoty najmocniej wkurzają Bustę.
„Jak można rozliczyć ułamek centa?”
Kiedy prowadzący zapytał rapera, czy jego zdaniem sytuacja może się kiedyś zmienić i artyści zaczną zarabiać więcej na streamingu, Busta odpowiedział pytaniem.
– Czy zaakceptowałbyś, gdyby ktoś powiedział ci, prowadząc z tobą niby poważną rozmowę i nie obrażając przy tym twojej inteligencji: „Zapłacimy ci za to, co robisz, ułamek centa”? Czy zaakceptowałbyś taką rozmowę i uznał, że możesz szanować kogoś, kto z tobą w ten sposób rozmawia?
Raper nie wierzy w poważną zmianę sytuacji, dopóki serwisy streamingowe nie zaczną lepiej wynagradzać ludzi, na których muzyce same zarabiają.
– Nie sądzę, żeby coś się zmieniło, dopóki tego nie naprawią. Umieszczam muzykę na platformie, ale dbam też o to, żeby trafiała w wiele innych miejsc poza nią. Robisz winyle, robisz CD, robisz kasety… Jest po prostu wiele innych sposobów na monetyzowanie swojej własności intelektualnej – powiedział.
Busta Rhymes zgadza się z T-Painem
Podczas rozmowy Busta przywołał także T-Paina, który wcześniej mówił o tym, jak niewielkie pieniądze można wyciągnąć ze streamingu. Rhymes przyznał, że zgadza się z jego spojrzeniem i wyśmiał samą ideę wynagrodzenia liczonego poniżej jednego centa.
Oni nawet nie mają nazwy dla waluty, którą nazywa się ułamkiem centa, bo taka nazwa i taka waluta tak naprawdę nie istnieją. A potem chcą ci tym płacić… Jak w ogóle można rozliczyć ułamek centa?
News
Eryk Moczko niemile widziany na Bemowie. Dzielnica zapowiada konsekwencje wobec rapera
„Ten występ nie powinien mieć miejsca”.
Występ Eryka Moczko na imprezie „Back to school” wywołał aferę, a władze Bemowa zapowiedziały konsekwencje wobec rapera.
Eryk Moczko pojawił się na scenie o godzinie 18:00 podczas wydarzenia promowanego jako bezpieczne i rodzinne pożegnanie wakacji skierowane do uczniów. Problem w tym, że według krytyków jego koncert kompletnie nie pasował do charakteru imprezy.
„Raper zaprezentował swój hip-hopowy repertuar, w którym nie brakowało wulgaryzmów, agresywnego języka oraz dosadnych odniesień do seksu i patologicznych tematów. Pod sceną znajdowali się nie tylko nastolatkowie, ale również małe dzieci z rodzicami, którzy przyszli na zapowiadany przez miasto „rodzinny weekend””.
Sprawa zrobiła się na tyle poważna, że oficjalne oświadczenie wydał Zarząd Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy. Władze dzielnicy wprost przyznały, że występ rapera nie powinien się odbyć.
Oświadczenie:
„Występ pana Eryka Moczko na wydarzeniu „Back to school” skierowanym do bemowskiej młodzieży po prostu nie powinien mieć miejsca.
Wobec wykonawcy zostaną wyciągnięte konsekwencje zgodnie z zapisami zawartej umowy. Zapewniamy, że czerpiemy z tego zdarzenia wyraźne wnioski na przyszłość.
Niezwłocznie poddaliśmy weryfikacji nasze wewnętrzne procedury związane z organizacją koncertów. Kryteria doboru oraz proces weryfikacji artystów zapraszanych na wydarzenia dla młodzieży zostaną radykalnie zaostrzone, aby każda kolejna inicjatywa organizowana przez Dzielnicę była w pełni bezpieczna i odpowiednia dla młodych mieszkańców Bemowa.
Zarząd Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy”
Dzielnica nie ujawniła na razie, jakie dokładnie konsekwencje poniesie Eryk Moczko. Z komunikatu wynika jednak jasno, że po tej akcji zasady zapraszania artystów na młodzieżowe wydarzenia na Bemowie mają zostać mocno zaostrzone.
-
News1 dzień temuNie żyje Salvador. Poznański raper miał 26 lat
-
Współpraca partnerska3 dni temuTede szuka Tedefonu po 20 latach
-
News4 dni temuTen Typ Mes pokazał, jak wygląda jego życie, gdy depresja odpuszcza
-
News3 dni temuSzpaku w programie „Nasz Nowy Dom”? Raper w zapowiedzi Polsatu
-
News15 godzin temuEryk Moczko niemile widziany na Bemowie. Dzielnica zapowiada konsekwencje wobec rapera
-
News4 dni temuWini ostro o Fagacie: „Powinno się ją nazywać k****ą”
-
News3 dni temuEldo zdradził, dlaczego raperzy podpisywali kiedyś słabe kontrakty
-
News2 dni temuGwiazda rocka ujawniła prywatną opinię Sokoła o muzyce Skolima