Felieton
CZEGO OCZEKUJEMY PO PŁYCIE ABLA?
Najczęściej pojawiający się i w zasadzie chyba jedyny zarzut stawiany Tedemu jako wydawcy jest fakt, że jego Wielkie Joł nie przykłada się do promocji albumów swoich podopiecznych. Krytykowanie Jacka pod tym względem straciło jednak swoją moc w momencie gdy dotarło w końcu do ludzi, że raper zupełnie nia ma potrzeby, by swój label rozwijać i aspirować tym samym do stawiania go w czołówce wytwórni w kraju. Nie ukrywał, że marka Wielkie Joł była założona jedynie po to, by wydawać siebie, swoją muzykę i swoje własne projekty, a gdy już doszło do tego, że logo WJ miałoby być wydrukowane na okładce innego artysty, to ewentualne zarobione pieniądze w większości i tak nie trafiały na konto wydawcy, a prosto do kieszeni twórcy danego krążka.
Fakt, Tede może i nie ma zacięcia wydawniczego, nie czuje też pasji do obmyślania skomplikowanych strategii promocyjnych kolegów, zajmowania się klipami czy okładkami innych artystów, ale żyłkę do wyławiania artystów o sporym potencjale posiada jako jeden z niewielu raperów w Polsce. Nie mylcie jednak dostrzegania nierozwiniętego jeszcze wachlarza sporych umiejętności, których posiadacze dzięki swojej ciężkiej pracy stawali się szeroko doceniani z wyciąganiem z czeluści podziemia na mainstreamową powierzchnię zwyczajnych, nie posiadających charyzmy i choćby pierwiastka charakterystycznego tylko dla siebie stylu pierdołowatych grajków, których albumy znajdywały nabywców w głównej mierze dzięki dużo bardziej znanym kolegom na tracklistach i agresywnym działaniom promocyjnym wytwórni muzycznych stojących za plecami takiej postaci.
Na przestrzeni lat w Wielkim Joł przewinęło się sporo osobowości, stających się później sporymi gwiazdami lub co najmniej szeroko rozpoznawalnymi i kojarzonymi przez określone środowiska artystami. Część młodszych słuchaczy, których geneza przygody z rapem rozpoczyna się raptem od kilku wydanych płyt wstecz, może przeżyć chwilowy szok, gdy dowiedzą się, że siostry Paulina i Natalia Przybysz, niegdyś działające jako zespół Sistars, rozpoczynały swoje kariery pod skrzydłami właśnie Tedego, albo, że Gural – chwilę przed tym jak postanowił otworzyć własną muzyczną twierdzę – "Drewnianej Małpy Rock" wydał pod patronatem Wielkie Joł. Będący obecnie w trakcie prac nad drugą częścią "Ulice Tego Słuchają" skład PTP na swoim legalnym debiucie także posiadał wydrukowany znaczek WJ i chociaż w przypadku chłopaków z Torunia ciężko powiedzieć, że odnieśli w karierze znaczący sukces, to sama próba zawojowania rynku w 2008 roku rapem wyróżniającm się crunkowym brzmieniem zasługuje na odnotowanie. Z ekipą wytwórnią Tedego byli związani też zdobywający złote wyróżnienia za sprzedaż B.R.O, czy też będący na progu międzynarodowej kariery na scenie elektronicznej P.A.F.F. (tudzież Paff Bangerski), a jeszcze wcześniej nagrywający z Fabolousem producent L-Pro, czy wciąż uważany za najlepszego bitmejkera w kraju, wyłowiony w konkursie zorganizowanym przed wydaniem pierwszego "Notesu", Matheo.
Gdzieś wśród tych postaci, odbijających się szerokim echem projektów, czy głośnych i ciągnących się okoliczności rozstania Tedego z poszczególnymi osobami, znalazło też miejsce dla pewnego rapowego składu z małego, graniczącego z Niemcami miasteczka, którzy swoimi umiejętnościami imponowali już po 2007 roku, a jednak wciąż nie potrafili zdobyć proporcjonalnego rozgłosu. Ekipa Smagalaz ze Słubic – bo o nich mowa – w ekipie TDF-a są już 9 lat, a powiedzmy sobie szczerze, ich pozycja na scenie nie uległa od tamtego czasu przesadnej poprawie. Można się zastanawiać co było tego głównym czynnikiem – mała ilość wydanych projektów (zaledwie mixtape Abla i DJ-a Pete'a, album "Czillen Am Grillen" i wspólny mixtape "Dorzucamy Do Grilla"), czy też niezbyt efektywne działania promocyjne Wielkie Joł, a może kompletne niezrozumienie ich muzyki przez słuchaczy? No cóż, nie udało sie wzbudzić szumu w składzie, ale małe sukcesy odnosi przynajmniej jeden z trójki członków Smagalaz, czyli Abel, którego wydany krążek "Ostatni Sarmata" zyskał masę przychylnych recenzji i pozytywnego odbioru ze strony słuchaczy, więc logicznym posunięciem było wykorzystanie nadarzającej się okazji i popchnięcie kariery do kolejnego etapu nowym solowym krążkiem. Poznaliśmy już sporo szczegółów dotyczących nadchodzącego wielkimi krokami "Hannibala", więc sprawdźmy czego możemy spodziewać się po krążku, który trafi na półki sklepowe już 18 marca.
***
Wydaje się, że jednym z kluczowych elementów, który przyczynił się do takiego, a nie innego odbioru "Ostatniego Sarmaty", było zgrabne łączenie różnych klimatów i zabiegów muzycznych. No bo tak naprawdę ile rapowych płyt mieliście okazję usłyszeć, na której w ciągu 60 minut znalazło się jednocześnie miejsce na…
– umieszczenie w intro uznanego aktora Arkadiusza Jakubika (a i nie tylko aktora, bo Pan Arek także m.in. zajmuje się muzyką będąc liderem zespołu Dr Misio)
– refren śpiewaka operowego – zdolny mieszkaniec Słubic Bartosz Borula zdobywający wyróżnienia w różnych konkursach,
– chór Konosans, także ze Słubic (Starsze kobiety. Babcie. Chór starszych pań. Na płycie hiphopowej. Na płycie. Hiphopowej),
– nowoczesne elementy trapowe,
– folkowe dźwięki rodem z wiejskiego jarmarku,
– wersy z szesnastym dnem – infantylność i proste teksty dla mas to nie wizytówka Abla,
– a wszystko to okraszone nienagannym flow członka Smagalaz,
– ponadto ciekawy był także pomysł na tytuł krążka, który wziął się od… wódki "Sarmata", której Abel szczerze nienawidzi.
…a po wszystkim ani razu nie obrywa za brak spójności materiału. Podczas gdy grom raperów opowiada o tym, że ich płyta będzie "powrotem do korzeni" albo "nowoczesna", w tym samym czasie Abel łączy wszystko co mu akurat wpadnie do głowy bez straty na jakości finalnego produktu. Kontynuacji upatrywałbym także na "Hannibalu". Do tej pory dostaliśmy trzy single: wydana po cichu jeszcze w zeszłym roku "Agresja", najświeższy "Hannibal Lante Portas" i "Kasa", czyli główny singiel promujący płytę.
Swoją drogą nie wypada nie spropsować Abla za teledysk do tego ostatniego z wymienionych utworów, gdzie faktycznie ekipa bardzo się do obrazka przyłożyła. Często też wracam do numeru chyba bardziej dla samego teledysku niż muzyki. Zdecydowanie jeden z najlepszych klipów dostępnych na "Tedewizji".
Pamiętajmy, że za produkcję płyty odpowiada Brat Jordah, czyli połowa duetu Małe Miasta, a to z czego obaj Mateuszowie są znani, to niepopularne, "niepolskie" czy po prostu hipsterkie podejście do rapu i samej muzyki. Oczywiście nie wieszczę przedłużenia klimatów z płyty "Koń", ale drobnych akcentów już jak najbardziej – w końcu mamy do czynienia z krążkiem rapowym, a nie okołorapowym jak w przypadku Małych Miast, a z drugiej pomysł na przemycenie hipsterskiego pierwiastka muzycznego chłopaków z Alkopoligamii jest bardzo logiczny – zwłaszcza, że oprócz Jordaha na płycie gościnnie pojawi się także Holak.
Kto oprócz Małych Miast i Tedego?
Abel ogłosił, że możemy spodziewać się występów Dioxa, Sety, Króla Świata z Flaszek i Szlugów, Rosalie czy R.A.U. Czyli wygląda na to, że będzie rapująco, śpiewająco, pewnie nieco elektronicznie – a już na pewno nie będzie jednostajnie.
Jak określić to co działo się wokół "Ostatniego Sarmaty"?
Można mówić o sukcesie Abla i jego albumu czy jest to określenie nieco na wyrost? Fakt, z jednej strony członek Smagalaz świetnie trafił w gust (a może ten gust poszerzył?) recenzentów i słuchaczy, którzy ciepło odebrali materiał, a negatywne opinie, jeśli już się takowe pojawiły, ciężko było traktować na poważnie, mając tak dopracowany krążek. Niestety druga strona medalu jest nieco inna, bo pozytywny szum wokół Abla nie przełożył się na równie atrakcyjną sprzedaż nośników, zatrzymując się na liczbie 3 000. No cóż, powiedzmy sobie szczerze – liczba dupy nie urywa. A jeśli postawimy obok Abla innych debiutanów – bądź co bądź, "Ostatni Sarmata" to z której strony byśmy nie spojrzeli, jest legalnym solowym debiutem na scenie, to po raz kolejny można podnieść lament dlaczego Zbuku i Kaen mają złote płyty, a Abel sprzedał tylko 3 000 płyt. Koncertów od premiery albumu także zbyt wielu niestety Ablowi się nie przytrafiło, a to jakby nie patrzeć również jest czynnikiem branym pod uwagę przy rozliczaniu sukcesu i popularności danego albumu. W każdym razie, jeżeli "Ostatni Sarmata", to płyta, która rzeczywiście odniosła sukces, to życzę członkowi NWJ jeszcze głośniejszego odbioru, chociaż ja skłaniałbym się ku określeniu, że wszystko do tej pory było preludium i bardzo obiecującym początkiem przed prawdziwymi sukcesami. Takimi przez duże "S". A w jaki sposób można ten ewentualny sukces pociągnąć jeszcze dalej? Ano poprzez nowe Smagalaz.
Jaki jest tak naprawdę status grupy Abla, Mopsa i DJ-a Pete'a?
Panowie nigdy nie ogłosili, że kończą czy zawieszają wspólną działalność, beefu też żadnego nie mają, a jednak ostatni materiał "Dorzucamy Do Grilla" w swoim składzie wypuścili dawno temu, bo w 2011 roku. Niedługo po premierze "Ostatniego Sarmaty", w jednym z wywiadów Abel wspominał, że nagrywa z chłopakami numery na nowy projekt Smagalaz, więc wydawało się, że wypuszczenie efektów na światło dzienne jest w zasadzie kwestią czasu. Tak się jednak nie stało, Panowie nadal zajmują się swoimi solowymi projektami, a Mops dodatkowo postanowił pobawić się w dziennikarza muzycznego, przeprowadzając luźne wywiady ze swoimi rapowymi kolegami. Za każdym razem pytany o swoich podopiecznych Tede powtarzał, że Smagalaz wyprzedzali swoje czasy rapowym przelotem, więc może warto przypomnieć o sobie słuchaczom? Cóż, bardzo prawdopodobne jest to, że "Hannibal" Abla będzie odebrany przynajmniej tak samo wśród słuchaczy jak "Ostatni Sarmata", więc warto kuć żelazo póki gorące i od razu rozpocząć pracę nad kolejnym projektem – najlepiej projektem Smagalaz.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News4 dni temuPolak, który trafił na europejskie listy
-
News2 dni temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News4 dni temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News2 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News3 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News18 godzin temuTede składa przeprosiny w sprawie Sokoła i promptera
-
News3 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”
-
News3 dni temuMalik Montana pochwalił się 3 swoich dzieci. „Chcę przynajmniej siódemkę”