Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Białas i jego droga na szczyt – czyli o raperze, któremu się należało |FELIETON

Opublikowany

 

„Przyszedłem wtedy na pierwszą bitwę, zestresowany złapałem za majka i wiesz jakim się zakończyła werdyktem/ publika poznała moją ksywkę, bałem się, że nawet jedna osoba nie krzyknie/zostałem zjedzony no i opierdalał wstyd mnie, tak jak oni nie wierzyłem, że mi kiedyś wyjdzie”– nawijał Białas na swój legalnym debiucie pod skrzydłami Prosto . Z pewnością już wtedy wiary w osiągnięcie prawdziwego sukcesu w rapowej branży mu nie brakowało. A dziś ten sukces się ziścił- po latach starań, podbojach wolnostylowej sceny i wydaniu niezliczonej ilości mniej rozsławionych płyt oraz mixtape’ów jego najnowsze solo przoduje na liście OLISU…

 

A zaczęło się przecież od durnych freestyle’i, od co tygodniowych podróży przez pół Polski w celu kultywowania niezrozumiałej  zajawki, bezsensownego  przepierdalania hajsu i wypijania morza wódki. Co prawda to jak blisko może być od występów na scenie bitewnej do sukcesu w rapowej branży pokazała chociażby kariera Quebonafide, lecz w przypadku Białasa nic przyszło z dnia na dzień, nic nie spadło z nieba, a każdy sukces musiał zostać mozolnie wypracowany.

 

Po wolnostylowych bitwach Beezy jeździł dobrych parę wiosen. Do finału Wielkiej Bitwy Warszawskiej awansował trzykrotnie (w latach 2007-2009). Dwa razy łapał się nawet do najlepszej czwórki, lecz także i wyniku kontrowersyjnych decyzji sędziów nigdy nie dane było mu sięgnąć po mistrzowski pas. Parę lat temu w kawałku „Freestyle Wars”  Beezy nawijał, jak to do dziś- pomimo licznych triumfów na innych wolnostylowych imprezach- wkurwia go fakt, iż nigdy nie wygrał WBW…

 

Co oczywiście nie zmienia tego, że bitewny okres swojej kariery wspomina niezwykle pozytywnie. Dowód?

Już za wspomnianych czasów, późniejszy założyciel SB Maffiji rozpoczynał też swoją działalność studyjną. W 2006 roku Białas debiutuje pięciokawałkowym mixtape’em „H8ME” i od samego początku emanuje niezwykłą pewnością siebie. „Siemasz powracam, 2006 jest rokiem Białasa”– słyszymy w jednym z numerów na krążku. I choć rzecz jasna tak się nie dzieje, a pierwsze niezłej jakości trueschoolowe nagrywki Beezego nie mają szansy odbić się szerszym echem w rapgrze, to zaciętości i konsekwencji we wspinaniu się na szczyt nigdy nie można było mu odmówić.

 

Nie bez kozery swoją pierwszą nielegalną epkę, wydaną rok po wspomnianym mixtape’ie Białas tytułuje słowami „Miej wiarę”. Chyba rzeczywiście trzeba było ją mieć, by w przeciągu pierwszych trzech lat na scenie wydać nielegal i cztery mixtape’y, a przy okazji zjechać pół Polski na freestyle’owych bitwach…

Jak pewnie doskonale wiecie, to właśnie i na nich Białas poznał współzałożyciela SB Maffiji, Solara. Już w 2009 roku w ramach finału eliminacji WBW obaj panowie zamiast rywalizować wykonali na scenie wspólny, studyjny numer. Z kolei w kolejnych trzech latach wydali razem cztery mixtape’y oraz jeden świetnie przyjęty oraz mocno spopularyzowany nielegal pod tytułem „Z ostatniej ławki”.

 

Na krążku tym słychać ogromną chemię, jaka musiała panować w studio pomiędzy raperami. Słychać też dobre klasyczne, oldschoolowe bity i chociażby przekozacki featuring Bonsona. Pierwszy pełnowymiarowy album w połączeniu ze wspomnianymi wyżej licznymi mixtape’ami oraz zalążkiem ciągot obu panów do pchania się w beefy zaowocował tym, że już w 2013 roku (niecałe dwa lata po premierze poprzedniego krążka) Solar i Białas zaliczyli swój legalny debiut. I to nie byle gdzie, bo pod skrzydłami wytwórni Prosto…

 

„Stage diving” dało radę, ale bezsprzecznie nie zachwyciło. Były perełki takie jak: „Z nieba nie spadło”, „Spacer po linie” czy też „Upaść, wstać”, ale zdarzały się też kolejne wpadki z nieumiejętnie używanym autotune’em czy też wątpliwej jakości aranżacjami muzycznymi. Kapitalnie płytę tę zrecenzował wówczas Karol Stefańczyk, pisząc o tym, iż duetowi Solar/Białas z pewnością nie można zarzucić braku jaj, ich atutem jest bezkompromisowość i zaciekłość, lecz nie zawsze w parze z tym wszystkim idzie dobry smak artystyczny…

Jednak i jego sam Białas z czasem zaczął nabierać. A nabrał także i ogłady w beefach, umiejętności do tworzenia przekozackiego i agresywnego bragga, które to ogromne grono jego hejterów z czasem przemieniło w jeszcze większą rzeszę oddanych fanów. I gdy wydawało się, że tą drogą Beezy pójdzie dalej, że będąc na fali nie zaprzestanie rapować o melanżach, wywyższać się i atakować w kawałkach połowę rapowej sceny, na światło dzienne wychodzi „Rehab”…

 

Pierwszy legalny debiut solo Białasa, który zamiast wejściem z buta w mainstream okazał się być rozliczeniem z przeszłością. Dojrzałym, lecz pozbawionym irytującego patosu czy moralizatorstwa. Nie zawsze idealnie nawiniętym, lecz bardzo spójnym tekstowo i muzycznie. A w dodatku pełnym mądrości,  złotych myśli, o których to napisanie nigdy w życiu bym Białasa nie podejrzewał. Gdy z jego ust pada stwierdzenie, że „to bycie normalnym Cię czyni wyjątkowym” bądź słowa „Macie jedno życie, aż jedno życie/łatwiej będzie wam je przejść, jak się zjednoczycie” , człowiek z minuty na minutę odzyskuje wiarę w polski hip hop…

A w dodatku cholernie cieszy się, że tego typu wersy wychodzą spod pióra gościa, który i z wielu innych względów powinien robić za wizytówkę rapu. Faceta, który przeszedł możliwie najbardziej hip hopową drogę w swej wspinaczce na branżowy piedestał…Trzeba docenić,  że gdy znalazł się już o krok od jego blasku, zdecydował się zrobić przerwę na refleksję i rozliczenie z przeszłością. Nagrał płytę o tym, co „czuje, a nie co ludzie wolą”. Z tym że, jak się okazuje potem, zrobił to i w dużej mierze po to, by móc wrócić ze zdwojoną siłą i nieobcym mu lirycznym pierdolnięciem…

 

„H8M4” to już prawdziwy wjazd z buta w mainstream. Nieraz bezczelny i bezkompromisowy, a paroma chwilami aż zanadto przepełniony nienawiścią, która nieco gryzie mi się z tym, co słyszeliśmy na „Rehabie”. Ale rzeczywiście, zupełnie nie zważywszy na tego typu obiekcje 2k16 jest rokiem Białasa. Jego jest też pierwsze miejsce na liście OLIS oraz niemały kwit z wydanego nakładem swej własnej wytwórni kozackiego krążka.

I wiecie co? I teraz bez względu na wszystko, Beezy może jeszcze dobitniej stwierdzić to, co usłyszeliśmy z jego ust na poprzednim albumie.„Poświęciłem wszystko, żeby tutaj stanąć i nie czuję nic poza tym, że mi się to należało”- nawijał na Rehabie Białas, którego sukces w rapowej branży jest znacznie więcej niż zasłużony…

 

A najfajniejsze w tym wszystkim jest to, iż sam raper nie zamierza spoczywać na laurach. Na wieść o debiucie jego płyty na szczycie listy OLISu, napisał na facebooku, iż spełnienie czuje tylko chwilowe, a zamiast się rozwodzić w postach, zamierza jeszcze ciężej pracować.

 

Cóż, mam wrażenie, że choć Białasa można z różnych przyczyn nie lubić, nie trawić, to jako rapera cholernie ciężko jest go nie szanować…

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: