Felieton
4 lata działalności Eripe (cz. 4/4) |FELIETON
Na palcach jednej ręki można zliczyć tych, co od początku swojej kariery prezentowali ponadprzeciętną jakość i potrafili ją utrzymać do chwili obecnej. Jednym z takich raperów jest Eripe.
Przed wami ostatnia część felietonu podsumowująca jego działalność na scenie.
2015
Nie pozostaje mi zacząć niczym innym jak większymi rozmyślaniami na temat Opium LP. Mając LP w tytule można było się zastanawiać czy Eripe nie postanowi wydać tej płyty legalnie. Oczywiście własnym sumptem – niezależnie, bo poglądy co do wytwórni się nie zmieniły. Słuchacze jednak dostali podziemny materiał. Możliwe, iż Ripa nigdy nie uświadczymy na legalnym krążku. Przecież nawet jeden track nazwał Jestem podziemiem.
Pierwszym plusem całego materiału jest forma jego wydania. W końcu postawiono na rozmach. Opium to elegancki dwu-skrzydełkowy digipack. W środku również książeczka z tekstami wraz z przeróżnymi grafikami. Sama okładka też mocna. Czerń i czerwień to doskonałe połączenie, no i mak wyrastający z trupiej dłoni. Całość wykonał grafik PART, jest to kawał dobrej roboty. Maczał on również palce w paru innych znamienitych rapowych projektach. Jako ciekawostkę dodam, że płyty przed wysyłką zostały spryskane olejkiem opium − ten rap uzależnia.
Czas na sprawy muzyczno-liryczne, ale nie samego gospodarza, a osób zaproszonych na projekt. Wszystkich jest dość sporo. Na płycie jest aż 10 producentów: TMK Beatz, Mario Kontrargument, Ksywabezdja, NoTime, Eigus, JHN, Lanek, Szur, Nastyk oraz Mihtal. Udzielili się również DJ'e tacy jak: Noriz, Avens, Simple oraz Gugatch. Teraz czas na mistrzów słowa: Uszer, Kiju, Penx, Bazi, Zygson, Delekta, Kojot, Oxon, Revo oraz Quebonafide. W sumie mamy tu 25 osób, które dały upust swoich muzycznych możliwości. Podkłady na Opium są mocno zróżnicowane. Mamy tu trochę klasyki wymieszanej z nowoczesnymi brzmieniami. Na płycie zderzają się ze sobą elementy syntetyki, drum'n'bassu, jest też nutka rocka oraz typowy klasyczny rapowy bit. Tyle gatunków, a jednak płyta współgra. Nie ma tu szaleństw w muzycznej stylistyce, ale są bengery. Diego Sanchez, Elo Kurwa, Dynks Club − jest mocno i energicznie. Goście zaprezentowali równy poziom z małymi wyjątkami, lecz gospodarza oczywiście nie zjedli. Ja bym wyróżnił zwrotkę Delekty oraz Quebonafide mimo licznych głosów, że jest po prostu słaba − mi bardzo przypadła do gustu.
A co pokazał gospodarz?. Na pierwszy ogień weźmy flow, słychać wyraźny progres i pewność w nawijanych słowach. Nie mówię, że nie było tego przedtem – jest po prostu lepiej. Lirycznie standardowo, wysoki poziom. Znowu dostało się scenie. Eripe jak zwykle kładzie bezkompromisowe wersy. Zabawne, bo również bez ogródek mówi o sobie jako o słuchaczu swojego rapu. Taki poziom idiolatrii zaskoczył nawet mnie − Muszę nagrać płytę, bo nie mam czego słuchać. Tematyka się poszerzyła, a już wielu liczyło na to, że Rip się wypala. Tym razem nie będę poruszał tematyki punchy, jest ich jak zwykle ponad standard i są jakieś, choć często słychać denne linijki, zwykle dwu. No i jeszcze coś nowego u Eripe na jego autorskim projekcie. Mamy tu trochę żartów w stylu Ripa, doskonałym przykładem jest Dynks Club oraz letniaczek Hajduszoboszlo. Właśnie z tych tracków wrzucę parę zręcznych wersów: Chuj czy tam wóda, czy tam piwo, czy tam wszystko, jestem erudytą czy Wszędzie świnie gdzie nie spojrzysz 90 60 90 // I niby spoko jest, bo są topless, ale to nie wymiary, a wiek oraz Pani Hela spod Lublina trzyma w torbie żubra // I bardzo ją interesuje co mam w kąpielówkach // Pyta czy ją nasmaruje, w głowie się nie mieści // Na taką starą rurę tylko WD-40. Te wersy to już klasyka jak wiele innych. Płyta przyjęła się w miarę dobrze. Razem z nią także niespodzianka dla słuchaczy. Rip miał w swojej karierze teledyski, ale do luźnych numerów czy kawałków Patokalipsy. Tym razem projekt promowało mroczne video do tytułowego numeru z LP. Po drodze był mash-up Diego Sanchez no i na koniec wakacyjny klip Hajduszoboszlo. Mocne wydawnictwo z małymi minusami, lecz to kolejny album reprezentanta Krakowa, który mocno zaznaczył się na scenie i był jak zwykle pretendentem do najlepszego albumu roku. Nikomu tu jednak nie chodzi o rankingi tylko o panowanie.
Rok 2015 oprócz solowego projektu to również gościnne występy. Do mocniejszych numerów należą featy u Oxona: Venom i Liga sprawiedliwości, Tragikomedia z Kato i Igrekzetem. Fajna zwrotka w numerze Deszcz meteorytów czy u Quako w Sile przebicia. Nie można zapomnieć o niespodziewanej, żartobliwej, alkoholowej zwrotce u Faziego. Chyba nikt się nie spodziewał Ripa na tym ficie. On zawsze potrafi zaskoczyć.
2016
Dotarłem w końcu na finisz. Pozostało omówić ostatni rok działalności tegoż nietuzinkowego gracza. Zacznę odwrotnie niż przy poprzednich latach, najpierw coś o występach jako gość. Szybko, bo już pewnie zmęczeni jesteście tym czytaniem. Gościnek było trochę, najlepsze numery to Mistrz Trzoda z Delektą, Limit słów u Szesnastego, track z Zygsonem Nie chcą nas. Pozostając w Krakowie to Bazi i Czarny Humor, feat z Hase Szukam wciąż czegoś oraz z KPSN'em Nie mam takiej siły.
Dalej gratka dla kolekcjonerów. Wydanie limitowanego (w ilości 300 egzemplarzy) winyla R.I.P. Czarny krążek to zbiór wybranych, ulubionych utworów Eripe jak i jego fanów. Każdy wosk numerowany z gwarancją, że dotłaczania nie będzie. Czyżby kolejny biały kruk w karierze Ripa. No i oczywiście bonus, specjalnie przygotowany na tę okazję track. Utwór to totalna masakra, nawet refren to ciężka rozkmina, aż się dziwię czemu to nie ma więcej wyświetleń. No cóż pozostaje to skwitować słowami wersu: Ja zbyt genialny, by żyć z ludźmi; FrankenEinstein.
Końcówka roku to mocne zakończenie. Trasa Raptoor organizowana przy współpracy z Illmindz. Bonson x Eripe x Sarius − kolejność alfabetyczna. Trzy różne style, ale jakże wyraziste, mówiące podobnym językiem na temat sceny. Bonson z przekrojem swojej twórczości, podobnie jak Eripe (choć początkowo ten miał przygotować nowy materiał na trasę, lecz nie wyrobił się terminowo) oraz Sarius, który od początku serwował słuchaczom najświeższy materiał. Chłopaki nawet promowali trasę wspólnym, brudnym trackiem, do którego powstał teledysk w surowej, szarej postaci z nutą erotyzmu, kto nie widział niech nadrabia zaległości. A jak z frekwencją? Różnie – raz więcej, raz mniej osób – jednak zawsze ogień. Gdyby lepiej wypromować wydarzenia, odbiłyby się one w poszczególnych miastach większym echem. Minusem był brak Sariusa na paru koncertach – z przyczyn niezależnych. Nie bójcie się, spiny między chłopakami nie ma.
W końcu udało się podsumować dotychczasową karierę Eripe. Jako bonus miała pojawić się recenzja ostatniego Ep, lecz już dawno została opublikowana na portalu. Kto nie sprawdził, a jest ciekaw niech nadrabia zaległości. Dla tych, którzy czytają moje ostatnie słowa – mała niespodzianka. Eripe pracuje nad kolejnym materiałem, tym razem długogrającym. Pod koniec roku można się spodziewać mocnych wersów, ale na zupełnie innym patencie.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News18 godzin temuTede wszedł między bloki i pokazał, czym jest rap. Bez promptera i telefonu
-
News2 dni temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News3 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News22 godziny temuPopek sprzedał swoje konto na Instagramie patoinfluencerowi
-
News2 dni temuTede składa przeprosiny w sprawie Sokoła i promptera
-
News4 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News4 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”
-
News1 dzień temuFokus i Rahim: „Dziś bardzo ważny dzień w naszej karierze”