Sprawdź nas też tutaj

News

Peja o uzależnieniu od alkoholu – bardzo emocjonalny wpis!

Opublikowany

 

peja-5678.jpg

– Chcę resztę życia przeżyć trzeźwy.

O alkoholowych problemach Peji wiedzą chyba wszyscy jego słuchacze, bowiem raper nigdy nie krył się z tym, że lubi przechylić kieliszek. W dużej części kariera Rycha była oparta na alkoholu, ale od kilku lat raper skutecznie radzi sobie z tym rodzajem uzależnienia.

 

Z okazji 8 lat trzeźwości Poznaniak podzielił się ze słuchaczami bardzo emocjonalnym wpisem, z którego dowiadujemy się m.in., że wkrótce urodzi mu się pierwszy syn.

 

Pełny wpis Peji (zachowana oryginalna pisownia):

Wczoraj minęło dokładnie 8 lat mojej przygody zwanej drogą do trzeźwości. Kiedy próbuję to wszystko zbilansować pojawia się masa wspomnień zarówno tych z lat kiedy chlałem jak i momentów walki o normalność. Z roku na rok jest mi łatwiej pomimo, problemów, z którymi jak każdy się borykam. Kiedy nie picie staje się czymś oczywistym i jako fundament mojej rzeczywistości dodaje sił do dalszej drogi myślę sobie o tych wszystkich straconych, pijanych latach zadając sobie pytanie czy miałem jakąkolwiek szansę aby tego uniknąć? Za każdym razem pada ta sama odpowiedź: Nie! Kiedy byłem na początku mojej drogi ten wniosek naprawdę mnie smucił. Dziś mogę powiedzieć, że mój alkoholizm zdefiniował mnie od początku dając mi szansę na nowe, lepsze życie. Kiedy uznałem swoją bezsilność wobec alkoholu zrozumiałem, że każda potyczka z flaszką skończy się dla mnie nokautem. Przyszedł w końcu moment kiedy byłem na tyle zmęczony ciągłym obrywaniem na własne życzenie i za własne pieniądze, że postanowiłem coś z tym zrobić. Przełomowy był dla mnie rok 2008 – totalna degrengolada w drugiej jego połowie.
 
Mój upadek na dobre rozpoczął sie w roku 2005 po premierze albumu „N.O.J.A.” Jak bardzo wtedy wciągnęło mnie nocne życie i własny egoizm wiem tylko ja sam. Potem przyszedł album „Szacunek ludzi ulicy”, na którym większość tego upadku zarejestrowałem. Kolejne dwa lata (2006-2008) to nic innego jak kluby, alk, koks i dupy. Mówicie, że to były moje najlepsze czasy? Mam na ten temat trochę inne zdanie. Oprócz braku zajęć (z tymi najlepszymi według wielu płytami „N.O.J.A” i „Szacunek ludzi ulicy” zagrałem najmniej koncertów ever w latach 2005-2006) i pomysłu na dalszy rozwój nadal pijąc podpisałem się pod własnym stylem życia uruchamiając projekt Rychu Peja Solufka. Blisko dwa lata nagrywałem album „Styl Życia G’N.O.J.A.” wydany w grudniu 2008. To była przysłowiowa kropka nad „i” jak to się mówi. Jednocześnie był to powód do rozpoczęcia zmian, głębszej przebudowy na początku jeszcze głównie zawodowo. Uznałem, iż nie ma sensu się nad sobą dalej użalać i obwiniać wszystkich za zastany stan rzeczy. Gdy płyta się ukazała nie potrafiłem się z nią już identyfikować. Odbiorcom na pewno super się słucha o bohaterskim upadku swojego idola – tak znam to, też uwielbiam penerstwo w czystym wdaniu, też od zawsze kibicuje moim hardcore’owym bohaterom zza Oceanu tak jak zawsze uwielbiałem wracać do starych solówek PIHa i jego albumu z Chadą. Ale co innego identyfikować się z rapem i szukać w nich podobieństwa własnego postępowania a co innego niszczyć swoje życie i być w konflikcie z całym światem i sobą włącznie. Antybohater? Buntownik? Zadymiarz? Ideowiec? Wielu z nich zasiliło klub 27 – jak jest to mody wiek nikomu nie muszę chyba tłumaczyć. Moja matka zmarła w wieku 38 lat – byłem tą osobą, która próbowała ją obudzić, myśląc, że zwyczajnie śpi. Zadziwiające, że zawsze kiedy komuś o tym opowiadam mówię to bez większych emocji. Wtedy tam w moim rodzinnym domu we mnie tez coś umarło.
 
Po raz pierwszy dzielę się tym publicznie i nie bez powodu. Choć trenowałem już wtedy judo w klubie sportowym i z miejscową jeżycką patologią obcowałem sporadycznie z oczywistych względów (młody wiek i aspiracje sportowe) – alkohol na dobre zagościł w moim życiu. Piłem go przez blisko 20 lat i nigdy nie było to picie towarzyskie. Styl mojego chlania był praktycznie zawsze piciem nałogowca. Nawet jeśli chciałem ten alkohol włączyć do diety wyłącznie jako element dobrego samopoczucia i życia towarzyskiego – prawda była inna. Teraz po latach z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, iż był lekiem na wszystko. Na troski, smutek, żal, poczucie winny, niską samoocenę – regulowałem nim wszelkie złe ale również dobre nastroje. Na radości, w trasie z kumplami, w klubach z dziewczynami, w hotelach, na chatach, melinach, gdziekolwiek. W marcu 2009 pojawiłem się na pierwszych mityngach AA. nie piłem 3 miesiące. Przyszło lato i był kolejny powód, żeby do tego wrócić – wakacje w ciepłych krajach z darmowym barem. I tak zleciał mi ten rok, kilka wpadek, najebany na koncercie w Chorzowie, to było jeszcze w styczniu i kompletnie załatwiony (zresztą niewielką dawką alkoholu) pod koniec grudnia w Poznaniu. Najwidoczniej jeszcze chciałem się napić. Perspektywa tracenia kolejnych obszarów, które powoli zajmował alkohol była przerażająca. Wcześniej wszystko potrafiłem sobie wytłumaczyć po swojemu. Piję tylko w weekendy. Piję tylko w pracy. Piję, bo inni też piją. Piję, bo nikt mnie nie rozumie. Piję, bo lubię. Piję, bo mam za co. Piję za swoje. Piję, bo nie mam rodziców. Piję, bo świat jest zły. Piję, bo mam urodziny. Piję bo koledze urodziło się dziecko. No to kurwa kiedy w końcu są dni kiedy nie piję? Przyszedł czas kiedy nie miałem już nic na swoje usprawiedliwienie. Chciałem coś w swoim życiu zmienić. Coś osiągnąć. A wciąż balansowałem na granic utraty zdrowia lub życia. Zapalenie błony śluzowej żołądka, podejrzenie zapalenia trzustki, zażywanie sterydów anabolicznych, liczne awantury pod wpływem alkoholu. Aż dziw, że w całej mojej pijackiej karierze tylko raz wylądowałem na Izbie wytrzeźwień. Być może dlatego, ze zatrzymała mnie policja. Z Izby trafiłem do Aresztu na blisko 3 dni. Zarzuty? Jak zwykle pobicie. Mimo, iż była to bójka.
 
Wyrok 1,5 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem odbycia kary na lat 5. Wtedy najwyższy z możliwych wyroków. To było jedno z ostrzeżeń. Rok 2000. Najgorszy dla mnie okres pod każdym względem. Zdanie ludzi na mój temat od zawsze było podzielone. Co z tego, że zyskiwałem przy bliższym poznaniu, skoro pod wieloma względami dawałem powody bo o mnie źle mówiono. Przesłuchałem płyty. To ten „skurwiel”, „najgorszy”, „pener” etc. Przecież ja sam sobie wystawiłem taką opinię. Mało tego przez wiele lat gloryfikowałem ten styl życia. W 2010 roku oprócz mityngów zapisałem się na terapię dzienną. Terapia polegała na tym, iż grupa ludzi spotykała sie dwa razy w tygodniu na zajęciach z różnymi terapeutami. Pierwszy etap to 6 tygodni. Docelowo dwa lata. Terapię ukończyłem za pierwszym podejściem. Od tamtego czasu tj. od 10 stycznia 2010 kiedy po raz pierwszy przyszedłem na zajęcia na „łazarski narożnik” przestałem pić. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z terapeutami, ośrodkami zamkniętymi, detoksami etc. Sam zawsze wylizywałem się z ran bez niczyjej pomocy. Tamten dzień pamiętam dość dobrze. To była ważna decyzja. I odpowiedni moment. Od ponad roku byłem w nowym związku z dziewczyną, która od 5 lat jest moją żoną i matką dwójki naszych dzieci. Przez cały ten rok obserwowała moje wzloty i upadki z Zieloną Górą włącznie (paradoksalnie nie piłem tam alkoholu).
 
Dziś wiem jak bardzo się bała czy ten związek przetrwa. Poszedłem do nowej szkoły na zajęcia i poznałem cały zestaw zabezpieczeń przed chorobą. Zmieniałem nawyki i chłonąłem wiedzę. jestem przecież zdolnym uczniem. Dużo w życiu nauczyłem się sam. Niestety jak każdy w terapii bardzo często zacząłem operować terminami typu „głód”, nawrót” etc. Zwykły głód alkoholowy często pojmowałem jako nawrót a gdy miałem prawdziwy nawrót to chciałem umrzeć. Na szczęście ukończyłem też warsztaty z nawrotów choroby. Od tego czasu ich nie mam. Miewam jedynie gorsze dni. Jak się wkurwię to nie idę po flachę tylko nazywam swoje uczucia. Wiem co w danej chwili przeżywam. kiedyś tego nie rozróżniałem. Nie maiłem żadnych szans postępować racjonalnie kiedy wewnątrz buzował emocjonalny koktajl. Pijane myślenie. Pijane życie. Nawet kiedy nie piłem przez dłuższy okres gołym okiem było widoczne, że jestem rozpierdolony neurologicznie. Widać to w wywiadach, jąkam się, powtarzam słowa, szybko nakręcam, reaguję bardzo emocjonalnie, nawet kiedy wchodzę trzeźwy jak niemowlę na taki wywiad. Tak jak u Kuby Wojewódzkiego za pierwszym razem. Wiele osób myślało, że jestem tam naćpany. Nie kochani – to zwykłe emocje, duży program, media etc. I on – mały zagubiony człowiek w skórze ulicznego bohatera. I bez przyjaciółki piersiówki, bo przecież nie należy sie wygłupiać po pijaku przed telewidzami. Jakoś sobie tam poradziłem – „Rychu szacun za pojechanie Wojewódzkiemu!” – to najczęściej stosowane pozdrowienie przez kolejne 2 lata. Ja mu nawet tam nie pojechałem ale utrwaliłem wizerunek pojebanego watażki, który doskonale odnajduje się w dużym, mainstreamowym formacie. Muszę przyznać, że przez długi czas alkohol „pomagał” mi ze stresem towarzyszącym na koncertach.
 
Niestety dla mnie w praktyce oznaczało to że piłem podczas jazdy na koncert, przed koncertem, na próbie, podczas koncertu, po koncercie całą noc i w aucie na drugi dzień w drodze na kolejny koncert lub gdziekolwiek, bo przecież do domu nie chciałem w żaden sposób wracać bo i po co? Znam wiele historii kolegów z branży, z którymi rozumiemy się bez słów, bo nasze przygody są dosłownie bliźniacze. Zwłaszcza, że jakaś część z nich przydarzyła nam się wspólnie. Znam ich walkę, znam ich wzloty i upadki. Na początku to niesamowicie trudne żyć na trzeźwo i radzić sobie ze wszystkim, uczyć się od nowa wszystkiego, zmienić otoczenie, nawyki, higienę życia a wręcz całe życie. I refleksje, ze kiedyś było łatwiej. Wystarczyło się napić i pierdolić wszystko i wszystkich a jutro wszystko jakoś sie ułoży. Nigdy się nie układało. Bardzo długi okres w moim życiu gdy nie piłem miałem taki naczelny trip, że czekałem na coś złego, coś co powinno sie wydarzyć tylko dlatego, że za długo jest dobrze. Nie wydarzało się. Nie było żadnych telefonów, afer, pretensji innych (pisze tu o życiu prywatnym). Z czasem kumple od flaszki zniknęli nawet nie za sprawą mojego odcięcia się – po prostu byli gdzie indziej. Po co siedzieć ze smutasem, który nie pije. W pełni to rozumiem i akceptuję. Gdybym kiedykolwiek miał powrócić do chlania znajdę ich bez problemu. Niektórych znajomości mi naprawdę szkoda ale jesteśmy po drugiej stronie barykady i na ten moment niech tak zostanie.
 
Znam też przypadki kiedy moja trzeźwość zaczęła uwierać tych, którzy czuli, że są troszkę lepsi ode mnie. Kiedy stracili z radaru bardzo widocznego wcześniej najebanego Rycha – nie mogli sie juz z nim porównać. A to może jednak przeszkadzać. Jak on mógł z tego kurwa wyjść? Jakim kurwa prawem? Przecież zawsze był w moich oczach skończony. A teraz to ja mam trochę roboty przed sobą, żeby móc się z nim mierzyć. To chyba taki schemat myślowy grał wtedy niektórym. Jeśli moje zmian w ten sposób weryfikowały różne znajomości niech i tak będzie. Ja nie oceniam i nie udzielam rad. Niech pracują nad sobą, jeśli taka ich wola. Najważniejsze to być po prostu sobą. A to bardzo trudne. Staram się nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi. Od zeszłego roku zacząłem prowadzić mityngi AA. Przeżycie równie mocne jak pierwsze koncerty za małolata. Głos się nawet trochę łamał. Nie wiem co by tu jeszcze napisać. Trzeźwość albo inaczej dążenie do niej dało mi niesamowity bonus pod każdym względem. Przez te 8 lat moja tzw. kariera muzyczna niesamowicie się rozwinęła – głównie dlatego, że zadbałem o własną niezależność, stając się coraz bardziej asertywny (brak asertywności to chyba problem większości alkoholików). Mówią regres artystyczny? No niech mówią. Nie będę krzyczał z tego powodu. Progres człowieczeństwa to główny priorytet. Wciąż wierzę, że są ludzie, którzy w pełni rozumieją co się właściwie u mnie wyrabia i podzielają mój punkt widzenia. Te kilka (naście) tysięcy osób, które kupują płyty i te kilka setek ludzi na koncertach, czasem mniej. Osiągnięcia? Piękna i mądra żona, z którą nie zawsze jest nam we wszystkim po drodze, wspierająca w każdym trudnym momencie. Kobieta, z którą dzielę to życie na dobre i złe. To matka moich dzieci.
 
W marcu urodzi się nasz syn. Nie potrafimy wybrać imienia ale wciąż się staramy wypracować kompromis. Problemy? Owszem! Jak w każdej rodzinie. Czasem słyszę: „Rychu przyszyj sobie jaja jak Arthur Shelby i pojedź z kurwami”! Może nie raz bym i chciał. Ale mam swoje życie i jako mąż, ojciec- nie jako artysta czy kimkolwiek według Was kurwa jestem – właśnie wobec mojej rodziny mam obowiązek zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. Coś czego sam nigdy nie miałem. Są dni kiedy jestem emocjonalnym robotem i wiem, ze to nienormalne ale znoszę to z pokorą, bo niektórych rzeczy juz nie zmienię. Jako osoba chora mógłbym jechać na tym koniku i robić z siebie bidulka ale to zwyczajnie pierdolę. Święty nigdy nie byłem i już nim nie zostanę – ale wiem, ze nawet największa kanalia może być wspaniałym ojcem i mężem. Samoocena jak na dziś jest w normie, więc nie ma szans by cokolwiek zaburzało moją pogodę ducha. Realne życie daje mi tyle możliwości jak nigdy dotąd. Nie wiem ile będę żył jako człowiek, raper, wyrobnik, ktokolwiek. Wiem, że chcę resztę życia przeżyć trzeźwy.
 
Dzisiaj nie piję i po tych kilku latach zaczynam coraz lepiej oceniać różne sytuacje. Nie boje się żyć, nie mam wyrzutów sumienia, nie boję się popełniać błędów. Potrafię być szczery, potrafię powiedzieć nie. Przestałem być patologicznym kłamcą i człowiekiem niegodnym zaufania. Z każdym dniem coraz mniej skupiam sie na innych za to więcej na sobie i najbliższych. Jeśli kogoś nie lubię, lub zwyczajnie nie trawię to nie przeglądam tego czym się aktualnie zajmuje. Ten czas staram się przeznaczyć na coś pożytecznego. Zbyt wiele mojego czasu roztrwoniłem na darmo. Nie będę pisał o tym ile zdobyłem złotych i platynowych płyt, ile zagrałem koncertów w ciągu tych 8 lat. Napisze jedynie, że pod każdym względem były to najlepsze lata mojego życia. Po raz pierwszy naprawdę przeżyłem „7 lat tłustych” i nie myślę tu o pieniądzach. Pieniądze też są ważne w życiu. Również w moim. Przez wiele lat alkohol napędzał moje działania zawodowe ale nigdy nie poniosłem w związku z tym większych strat finansowych (pomijając wydanie bajońskich sum na „styl życia gnoja”). Straty jakich za to przez alkohol doznałem – niektóre z nich dziś opisałem. Ale to naprawdę szczątkowa wiedza, którą się dziś z Wami dzielę. Mam świadomość, że ludzie za mną idą – coraz więcej ludzi, z którymi przebywam lub utrzymuje kontakt informuje mnie o swoich sukcesach w nie piciu. Bardzo sie cieszę i szanuję takie wybory. W żadnym razie nie uważam się za ojca ich małych sukcesów. Każdy sam zapracował na własny komfort i jakość życia. Bo to w głównej mierze my decydujemy jak może to życie wyglądać nawet, jeśli nie na wszystko mamy wpływ. Jeśli coś jest do zmiany – to zmień. Wiem, co to strach przed nieznanym, samotność i poczucie wewnętrznej pustki. Jednak mówię Wam – nie ma sie co łamać.
 
„Może być wiele spraw smutnych, niedobrych i nieprzyjemnych ale jedyną rzeczą oznaczającą koniec świata – jest koniec świata”. Trzymam się od lat tej maksymy. kiedyś było to pewnie „Coco Jambo i do przodu”:) Jeszcze jedna refleksja. Bodajże 2-3 lata temu przypomniałem sobie, iż pierwsze mityngi AA zaliczyłem w roku 1996 mając zaledwie 20 lat. tyle tylko, że moja obecność spowodowana była tym, iż bardzo chciałem zmienić kategorię wojskową z A na przynajmniej D. Finalnie dostałem E, bo trochę przyświrowałem jeszcze w Poradni piętro wyżej. Przypomniałem sobie tamte mityngi. Już wtedy jako 20 letni chłopak miałem refleksje – „dlaczego wypowiedzi innych mają tyle wspólnego z moim życiem?”. Niestety dla mnie na tym refleksje się skończyły. Nic za tym nie poszło. Gdybym wtedy zdał sobie sprawę z tego, że jestem uzależniony od alkoholu być może dziś byłbym zupełnie kimś innym. Być może nie było by Rycha Peji. Ale z całą pewnością doświadczyłbym mniej zła, które towarzyszyło mi przez następne 13 lat. Czasu juz nie cofnę. Dziś rozpocząłem 9 rok mojej drogi. A w przyszły wtorek będę obchodził tę moją kolejną rocznicę wśród trzeźwych przyjaciół. Taki jest plan. Pozdrawiam. Rychu.
 
 

News

Eldo znalazł się wśród „osób polskich”, które wystąpią w Opolu

Kiedyś raper, dziś osoba raperska?

Opublikowany

 

eldo
fot. Alkopoligamia.com

Eldo to jedna z osób raperskich, które od kilku lat kręcą się wokół TVP. Dzieje się tak, niezależnie ktokolwiek by nie rządził, co świadczy o ponadprzeciętnej elastyczności Leszka. Weteran ogłosił właśnie swój występ w Opolu i zbiegło się to w czasie z przełamaniem pewnej granicy językowej na Woronicza.

W teorii rap ma antysystemowe korzenie, ale przykład Eldoki pokazuje, że można iść pod prąd i przez lata znajdować się blisko propagandowego układu. Dziś jedno jest pewne – frontman Grammatika drugim Zackiem de la Rochą to już raczej nigdy nie będzie. Eldoka firmował swoją ksywą powiązany z Woronicza prorządowy portal SwipeTo, jeszcze w czasach rządów Morawieckiego. Kolejna ekipa, która też traktuje stację jak prywatny folwark, nie zapomniała o warszawskim weteranie i da mu szansę na pokazania się szerszej publiczności w Opolu.

Eldo wybrał dość specyficzny moment na ogłoszenie występu i zrobił to prawie symultanicznie, gdy na antenie TVP po raz pierwszy w historii pojawiło się określenie „osoby polskiej”, zamiast Polaka. Czy ostro lansowana lewicowa nowomowa językowa przyjmie się szerzej i będzie mogła liczyć na wsparcie kogoś ze sceny rapowej? Zapewne przekonamy się wkrótce.

Czytaj dalej

News

Leśny myśli o skończeniu z muzyką. Kafar, Bonus RPK i Onar reagują

„Tworzenie muzyki przestało mi sprawiać taką frajdę jaką dawało mi to ponad dekadę temu”.

Opublikowany

 

Przez

leśny producent rap

Multidiamentowy producent Leśny podzielił się z fanami niepokojącymi przemyśleniami dotyczącymi zakończenia działalności muzycznej. Branża od razu zareagowała.

Leśny skończy z muzyką?

Leśny to jeden z najpopularniejszych producentów, który ma na koncie współpracę z czołówką: KęKę, Gural, Tede, Kartky, Kizo, Kali czy Pezet. Naprawdę trudniej wymieć raperów, z który nie współpracował. Mający na koncie wiele diamentowych, platynowych i złotych wyróżnień producent podzielił się z fanami poniższą refleksją.

Oświadczenie producenta:

– Hej (stepujące) siostry i drodzy bracia, muszę coś z siebie wyrzucić i chcę się tym z wami podzielić. Mniej więcej od ponad roku intensywnie nachodzą mnie myśli dotyczące mojej muzycznej drogi rozwoju. Szczerze mówiąc ostatnimi czasy tworzenie muzyki przestało mi sprawiać taką frajdę jaką dawało mi to ponad dekadę temu. Ostatnio nawet robię dużo mniej bitów. Długo szukałem też jakiegoś bodźca, który znowu napędzałby mnie do tworzenia na zajawie.

Próbowałem poprzez współpracę z artystami, z którymi jeszcze współpracowałem, próbowałem z albumem producenckim (notabene zrobiłem kilka numerów, które może na luzaku kiedyś puszczę). Wszystko to dawało fake dopaminę. Przez te wszystkie lata tworzenia poznałem mnóstwo serdecznych ludzi, mnóstwo fałszywych i interesownych, którzy po osiągnięciu swojego celu przestali się odzywać. Nie chcę jeszcze nic przesądzać, są natomiast duże szanse że rok 2026 będzie moim ostatnim rokiem działalności muzycznej. Całuski i pozdrowienia dobrym ludziom – napisał.

Raperzy komentują

Pod postem Leśnego pojawiły się wpisy zarówno innych producentów, jak i raperów. – Kryzys wieku średniego – skomentował Bonus RPK. – Nie no gdzieeeee – dodał Kafar Dixon37. Równie zaskoczony tym postem był Onar: – Ej ej ej tak się nie bawimy.

Jaką decyzję podejmie Leśny, tego pewnie dowiemy się dopiero w przyszłym roku. Szkoda jednak, żeby scena straciła tak utalentowanego producenta.

Czytaj dalej

News

Rick Ross wraca z płytą „Set In Stone” – data premiery i okładka

Premiera już za kilka tygodni.

Opublikowany

 

rick ross

Rick Ross zapowiedział nowy album „Set In Stone”, który ukaże się 12 czerwca, a chwilę wcześniej ruszy też w trasę z okazji 20-lecia kultowego „Port Of Miami”.

Rozay wykorzystuje szum po głośnym starciu Verzuz z French Montaną. Chwilę po tym wydarzeniu obaj wrzucili numer „Smoking Pt. 2” z udziałem Maxa B. To kolejny wspólny kawałek po wydanym wcześniej „Minks In Miami”, który pojawił się jeszcze w marcu.

Fani Rick Rossa od kilku miesięcy dostawali sygnały, że coś dużego jest w drodze. Nowe single, współprace i aktywność w socialach tylko podkręcały klimat wokół kolejnego projektu Maybach Music Group. Teraz wszystko już wiemy – „Set In Stone” ma pojawić się już za kilka tygodni.

Wokół nowej płyty już ruszyły też spekulacje dotyczące potencjalnych dissów i nawiązań do konfliktów z ostatnich lat. Sporo osób dalej wraca do napiętej relacji między Rozayem a Drake’iem, która była jednym z najgłośniejszych tematów rapowej sceny w 2024 roku. Na razie nie wiadomo, czy Ross będzie chciał wracać do tego na albumie.

Poza premierą „Set In Stone” raper szykuje też specjalną trasę koncertową z okazji 20-lecia „Port Of Miami”. Nie będzie to jednak zwykły tour. Ross zapowiedział „Black-Tie Experience Orchestra Tour”, czyli koncerty z Renaissance Orchestra i Sainted Trap Choir.

Start trasy zaplanowano na 29 maja w Miami, a finał odbędzie się trzy miesiące później w Charlotte. Wszystko wskazuje na to, że klasyczne numery z debiutanckiej płyty dostaną zupełnie nowe aranżacje.

Choć głównym motywem koncertów będzie „Port Of Miami”, trudno sobie wyobrazić, żeby Rozay nie dorzucił do setlisty świeżych numerów z „Set In Stone”. Szczególnie że oba projekty będą promowane praktycznie w tym samym czasie.

Czytaj dalej

News

Kanye West chciał upozorować własną śmierć? „Mówił o tym”

Akademiks wrócił do rozmów z Kanye Westem. „Był kompletnie rozbity”.

Opublikowany

 

kaney west

Kanye West znowu jest na językach. Tym razem za sprawą DJ Akademiksa, który podczas rozmowy z DJ-em Vladem wrócił do swoich kontaktów z Ye i ujawnił kilka mocnych historii. Jedna z nich dotyczy rzekomego pomysłu sfingowania własnej śmierci.

Akademiks pojawił się w programie VladTV i opowiedział o sytuacji, która miała wydarzyć się w studiu nagraniowym. Według niego Ye miał inspirować się internetowym prankiem streamera N3on i rzucić temat upozorowania własnego zgonu.

– Był w studiu z kilkoma osobami… Ye był obok N3ona i powiedział do niego: „Yo, właśnie to chcę zrobić. To będzie mój kolejny ruch. Chcę sfingować własną śmierć” – relacjonował Akademiks. – Wydaje mi się, że wszyscy spojrzeli wtedy na Ye w stylu: „Yo…” – dodał.

W dalszej części rozmowy Akademiks wrócił też do swojego kontrowersyjnego wywiadu z Kanye z zeszłego roku. Przyznał, że w tamtym czasie raper sprawiał wrażenie człowieka kompletnie rozbitego psychicznie i pełnego frustracji.

– Mam nadzieję, że nie zostanie całkowicie zdefiniowany przez tamten okres – powiedział. – Chcę poznać tę nową wersję jego samego, bo wtedy naprawdę miałem wrażenie, że… Nigdy nie słyszałem, żeby mówił o samobójstwie, ale wyglądał jak człowiek, który zachowywał się tak, jakby nie miał już nic, mimo że miał wszystko… Był w miejscu pełnym desperacji i ogromnego bólu… Był kompletnie roztrzęsiony. Było widać, jak bardzo cierpi. Dlatego dalej utrzymywałem z nim kontakt po tym wszystkim.

Akademiks zdradził też, że Ye wielokrotnie wyrzucał mu swoje frustracje podczas prywatnych rozmów. Twierdzi, że próbował wtedy podtrzymywać rapera na duchu i doradzać mu, żeby nie pogrążał się jeszcze bardziej.

Sam motyw sfingowania śmierci dla wielu osób brzmi abstrakcyjnie, ale patrząc na historię kariery Kanye i jego skłonność do przesadnych, wielkich wizji, taki temat nikogo specjalnie nie zaskoczył.

Czytaj dalej

News

Zabójcy Foolio uznani za winnych. Matka rapera głośno świętuje

Cztery osoby skazane. Czeka je dożywocie lub kara śmierci.

Opublikowany

 

foolio

Śmierć Julio Foolio wstrząsnęła rapowym światem dwa lata temu. Teraz sprawa doczekała się przełomu – czterech oskarżonych usłyszało wyroki skazujące za zabójstwo rapera, a jego matka publicznie skomentowała decyzję sądu.

W piątek, 8 maja, sąd uznał za winnych czterech mężczyzn oskarżonych o morderstwo Foolio. Raper został zastrzelony podczas obchodów swoich urodzin w Tampie. Dla jego rodziny to koniec bardzo ciężkiego etapu, o czym jasno dała znać matka artysty, Sandrikas Mays.

Kobieta wrzuciła do sieci zdjęcie jednego ze skazanych, który płakał na sali sądowej. Opublikowała też nagranie z butelkami Don Julio – nawiązującymi do pseudonimu jej syna. Według doniesień, część oskarżonych wcześniej miała wykorzystywać podobne motywy w internetowych prowokacjach.

– SPRAWIEDLIWOŚĆ DLA FOOLIO!!! Właściwy rewanż!!! WINNI ZGODNIE Z ZARZUTAMI… Wszyscy będziemy teraz razem płakać!!!! Co oni mówili??? Otwórzcie butelkę Don Julio… No to pijemy!!! – napisała.

Skazani – Isaiah Chance, Sean Gathright, Davion Murphy i Rashad Murphy – pozostają za kratami i teraz czekają na kolejny etap procesu. Zgodnie z prawem Florydy grozi im dożywocie albo kara śmierci. Już w przyszłym tygodniu rusza faza dotycząca wymiaru kary, podczas której strony przedstawią swoje rekomendacje sędziemu i ławie przysięgłych.

W sprawie pojawia się też piąta osoba. Alicia Andrews została wcześniej uznana winną zarzutu o mniejszym ciężarze gatunkowym – chodzi o nieumyślne spowodowanie śmierci. Kobieta również czeka na ogłoszenie wyroku. Śledczy twierdzą, że razem ze swoim chłopakiem miała śledzić Foolio i przekazać jego lokalizację pozostałym osobom zamieszanym w strzelaninę.

Cała sprawa od początku była jednym z najmocniej komentowanych tematów w amerykańskim rapie. W tle przewijały się dissy, internetowe zaczepki i rodzinne dramaty. Jeden ze skazanych wcześniej twierdził nawet, że utwory wymierzone w niego doprowadziły jego babcię do zawału serca.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: