BOprócz bycia cenionym i nagradzanym muzykiem, Tyle the Creator to także ikona współczesnej mody. Jego charakterystyczny styl wywodzi się w prostej linii z ulicy i deskorolki oraz mocno zakorzeniony jest w słonecznym krajobrazie Los Angeles. Kiedy akurat nie lata po świecie, nie pisze swoich szalonych tekstów i nie spotyka się z Kendall Jenner, Tyle the Creator przechadza się po lokalnym skate parku jak po pokazie mody oraz mówi w wywiadzie dla Vouge’a – Zawsze możesz nosić wszystko, co tylko chcesz.
A więc, jeśli jesteś fanem założyciela grupy Odd Future, poniższy tekst pomoże Ci zbliżyć się do niego stylówką, dodając po prostu kilka ciuchów do Twojej garderoby. I co najważniejsze, nie jest to takie drogie ani trudne, jak mogłoby się wydawać.
Cały urok tkwi w prostocie
Aktualnie jedną z najlepszych rzeczy jest to, że styl Tylera jest bajecznie prosty oraz nie wymaga dużych nakładów finansowych. Tak jak wspomniałem, jego styl to w dużej mierze deskorolka. Pomyśl o za dużych bluzach, spodniach typu chino oraz czapkach z daszkiem. Brawo! Jesteś na dobrej drodze. Spójrz na zdjęcie poniżej, a zobaczysz, co miałem na myśli.

Już wiesz? Styl skate jest bardzo popularny na Zachodnim Wybrzeżu i odegrał kluczową rolę w formułowaniu się grupy Odd Future jak i jego solowej kariery. Prawie każda jego stylówka zaczyna się od czapki, więc przyjmijmy ją za podstawę. Dodaj do tego luźną koszulę, najlepiej odznaczający się jakimś nietypowym wzorem, oraz schludny podkoszulek. Gratuluję, jesteś na dobrej drodze by zostać certyfikowanym członkiem OFWGKTA.
Jeżeli chodzi o spodnie, wybór też jest prosty – chinosy. Amerykański skaterzy nie noszą nic innego niż krótkie lub długie spodnie chino, więc Ty również nie powinieneś się wyłamywać. Na praktycznie każdym zdjęciu Tyler paraduje w chinosach i faktycznie możemy zauważyć ich triumfalny powrót do świata mody.
Pączek i kotek – marka Odd Future.
Stwierdzenie, że marka OF jest nieco na uboczu ulicznej mody, było by raczej wyrazem niedocenienia. Projekty sygnowane tym brandem są często bardzo kolorowe, krzykliwe i zazwyczaj posiadają wizerunek pączka bądź kotka, symbolicznej ikonografii marki. Tak wiem, to zarówno śmieszne, jak i dziwne. Jednak wszystko to jest integralną częścią wizualnego języka jakim posługuje się Odd Future i ugruntowało się dość mocno wśród mody ulicznej. Posiadanie bluzy z kapturem od założycieli Flog Gnaw to modne oświadczenie poczucia stylu.
Trudno nie wywnioskować jednak, że estetyczna wartość ubrać OF wzięła się w dużej mierze stąd, że sam Tyler i jego ekipa mocno zmienił branżę hip-hopową w najogólniejszym tego słowa znaczeniu. W czasach gdy praktycznie każdy raper nosił Jordany i obwieszał się horrendalną ilością złotych łańcuchów, OF wniosło na scenę przyjemną falę alternatywnego rapu. Hipsterskie dzieciaki i świeżo upieczeni skejci chętniej bujali się do osobliwych dźwięków tworzonych przez chłopaków z OFWGKTA, aniżeli do ich kolegów z Campton.

Teksty Tylera wybrzmiały głośno. Zaskoczone, pełne niepokoju dzieciaki z miejsca kupiły niemal punkowy, przepełniony anarchizmem etos jaki płynął z głośników. Taka postawa nie przeniknęła bez echa. W 2012 roku producent obuwia Vans zdecydował się na współprace z grupą. Sygnowane gangiem OF buty okazały się jednymi z najbardziej oczekiwanych produktów dla wszystkich deskorolkarzy i sneakerheadów.
Tyler i Supreme.
Przyjaźń Tylera i marki z logo w pudełku rozkwitła organicznie. Zarówno Tyler jak i Supreme mają swój korzeń w deskoroloce. Zamiłowanie chłopaków z Odd Future do Supreme widoczne było już w 2011 roku, kiedy to mogliśmy przeczytać wyrazy wdzięczności kierowane w stronę marki na pierwszych płytach grupy. Chociaż nie ma jasnych dowodów na to, że rzeczywiście dostają oni najdrosze rzeczy za darmo, szanse na to, że to prawda, są więcej niż prawdopodobne. Ikoniczne bluzy z box logo, czapki i t-shirty są częścią tej samej subkulturowej dominacji, co symbole pączków i kotów, które stworzył sam Tyler. Krótko mówiąc, Supreme i Tyler szanują się nawzajem, ponieważ oboje wykonują kawał dobrej roboty.

Szybka powtórka
Czego potrzebujesz zatem, aby wyglądać jak Tyler? Przede wszystkim odwagi! Jednak jeśli już przełamiesz się do tego, by wyjść na ulice w pstrokatej koszulce i pudrowo-różowych trampkach, warto zadbać o to, by prezentować się po prostu dobrze. A oto szybka ściąga dla wszystkich fanów tej ekscentrycznej grupy.
Czapka – musisz nosić czapkę, niezbędny element Tylera.
T-Shirty – muszą być odważne, jaskrawe lub pastelowe, Tyler jest kolorową postacią, Ty też musisz.
Spodnie – chinosy, krótkie lub długie.
Obuwie – vans, vans, vans i jeszcze raz vans (ewentualnie Converse X Tyler Golf Le Fleur)
Marki – HUF, SUPREME, Vans i wszystko to, co noszą teraz bogaci licealiści.
Styl – deskorolka, nic więcej, nic mniej.
Felieton
Prezydent Mata 2040 poległ przy pierwszym kryzysie z Fagatą – felieton
Wciąż kalkuluje, że Fagata będzie w stanie wrócić? Zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Prezydent 2040? Na razie problemem okazuje się wydanie prostego oświadczenia dotyczącego własnej wytwórni.
Fagata jest obecnie jedną z najbardziej toksycznych marketingowo postaci polskiego internetu. Współpraca z nią zamiast zasięgów może przynieść przede wszystkim lawinę komentarzy i konieczność tłumaczenia się przed własnymi odbiorcami. Tymczasem raper, który zrobił bardzo dużo, żeby legitymizować ją na scenie muzycznej, konsekwentnie milczy.
Tym człowiekiem jest Mata. I właśnie to milczenie zaczyna być coraz bardziej wymowne.
Mata pomógł zrobić z Fagaty raperkę
Nie mówimy przecież o raperze, który zrobił z Fagatą jeden numer, przybił piątkę za kulisami i poszedł dalej. Mata otworzył przed nią drzwi do mainstreamu muzycznego świata. Wziął ją do wytwórni, promował i dał przestrzeń podczas największego koncertu w swojej dotychczasowej karierze – na Stadionie Narodowym.
To była potężna pieczątka.
Można było śmiać się z muzycznej kariery Fagaty, można było traktować ją jak internetową ciekawostkę, ale kiedy jeden z największych polskich raperów swojego pokolenia bierze taką osobę pod skrzydła, sytuacja się zmienia.
Mata pomógł Fagacie dostać coś znacznie cenniejszego niż wyświetlenia – wiarygodność w środowisku i u młodych słuchaczy, którzy jak gąbka chłonął to, co powie ich idol.
Dzisiaj trudno udawać więc, że temat Fagaty nie dotyczy Młodego Matczaka.
Wszyscy uciekają. U Maty cisza
Skala internetowego cancelu Fagaty jest gigantyczna. Marki i osoby kojarzone z nią momentalnie dostają rykoszetem. Natalisa usunęła wspólne zdjęcia z c*pką spod Konina i według medialnych doniesień odcięła się od tej relacji. Sentino ogłosił wspólną EP-kę z Fagatą, a kilka godzin później zapowiedź zniknęła z jego sociali po wpływem krytyki.
Fagata stała się wizerunkowo niewygodna. I właśnie dlatego cisza Maty tak mocno rzuca się w oczy.
Bo gdzie jest teraz człowiek, który jeszcze niedawno chciał łamać „każde tabu”? Gdzie jest kandydat na prezydenta 2040, który kreuje się na głos swojego pokolenia i lubi komentować rzeczywistość po swojemu? Przecież tutaj nie potrzeba orędzia do narodu transmitowanego przez wszystkie telewizje.
Wystarczy kilka zdań:
„Fagata nie jest już częścią mojej wytwórni”.
Albo odwrotnie:
„Fagata pozostaje w mojej wytwórni i nadal będziemy razem pracować”.
Tyle.
Przyszły prezydent wykłada się… na Fagacie
I tutaj robi się naprawdę zabawnie.
Mata od lat buduje wokół siebie postać większą niż zwykły raper. Były polityczne deklaracje, była wizja kandydowania na prezydenta w 2040 roku, były społeczne manifesty i wizerunek gościa, który chce coś zmieniać albo nawet wywracać stolik.
Tylko że łatwo wywracać stolik, kiedy samemu wybiera się moment.
Odcięcie się od Fagaty oznaczałoby przyznanie, że projekt, w który Mata osobiście inwestował swój wizerunek, okazał się problemem. Pozostawienie jej w wytwórni oznaczałoby z kolei konieczność wzięcia na klatę krytyki, która prawdopodobnie spadłaby również na niego.
Najwygodniejsza pozostaje więc trzecia opcja. Cisza.
Tylko że od kogoś, kto chce być traktowany jak głos pokolenia, można wymagać trochę więcej niż przeczekiwania burzy.
Kandydat na prezydenta sprawdza kierunek wiatru?
Co ciekawe, Mata kilka dni temu sam wrzucił komunikat, który łatwo można połączyć z obecną sytuacją.
– Pomału przerzedzają się szeregi mojej wytwórni – niektórzy artyści są gotowi by iść własną drogą, a inni zabłądzili i nie chcą iść tą którą wyznaczam. Pora wrócić do korzeni – napisał.
Brzmi tajemniczo, a nawet poważnie. Tylko co z tego właściwie wynika? Młody Matczak w ten sposób wybadał grunt, rzucił enigmatyczne zdanie i zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Sprytne PR-owo.
I tu dochodzimy do najważniejszego pytania. Na co czeka wytwórnia Maty? Aż sytuacja trochę przycichnie? Aż okaże się, czy Fagata jest w stanie odbudować swój wizerunek i ponownie generować liczby bez gigantycznej fali krytyki? Bo z zewnątrz zaczyna to wyglądać właśnie jak kalkulacja.
Jeżeli Fagata jest dla wytwórni skończonym projektem, można powiedzieć to dzisiaj. Jeżeli nadal jest jej artystką i Mata chce ją wspierać, również można powiedzieć to dzisiaj Panie Michale.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
-
News2 dni temuOskar z PRO8L3M’u nie udźwignął presji występu przed dużą publicznością
-
News3 dni temuŻart Eminema po 22 latach stał się rzeczywistością. D12 nagrali „My Salsa”
-
News2 dni temuTone Capone nie żyje. Jego bit zna cały hip-hopowy świat
-
News3 dni temuBałagane odpowiada na krytykę: „Wiedziałem, że będę jednym z najbardziej hejtowanych raperów w Polsce”
-
News19 godzin temuNagrywał z Żabsonem i Wac Toją – trafił za kraty, bo znaleziono w jego domu 1,5 kg narkotyków
-
News2 dni temuSentino nazywa Fagatę „patoinfluencerką” i ujawnia, komu sprzedał prawa do płyty z nią
-
News5 godzin temu„Mamo, Tato” Popka stało się viralem. Za numerem rapera stoi tragedia. „Zaj*bali mojego ojca. Wiem kto, pozdrawiam”
-
News3 dni temuCzarne chmury nad uczestnikami koncertów i festiwali w Polsce