Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Bądź jak Tyler, the Creator

Ubieramy się jak założyciel Odd Future.

Opublikowany

 

BOprócz bycia cenionym i nagradzanym muzykiem, Tyle the Creator to także ikona współczesnej mody. Jego charakterystyczny styl wywodzi się w prostej linii z ulicy i deskorolki oraz mocno zakorzeniony jest w słonecznym krajobrazie Los Angeles. Kiedy akurat nie lata po świecie, nie pisze swoich szalonych tekstów i nie spotyka się z Kendall Jenner, Tyle the Creator przechadza się po lokalnym skate parku jak po pokazie mody oraz mówi w wywiadzie dla Vouge’a – Zawsze możesz nosić wszystko, co tylko chcesz.

A więc, jeśli jesteś fanem założyciela grupy Odd Future, poniższy tekst pomoże Ci zbliżyć się do niego stylówką, dodając po prostu kilka ciuchów do Twojej garderoby. I co najważniejsze, nie jest to takie drogie ani trudne, jak mogłoby się wydawać.

Cały urok tkwi w prostocie

Aktualnie jedną z najlepszych rzeczy jest to, że styl Tylera jest bajecznie prosty oraz nie wymaga dużych nakładów finansowych. Tak jak wspomniałem, jego styl to w dużej mierze deskorolka. Pomyśl o za dużych bluzach, spodniach typu chino oraz czapkach z daszkiem. Brawo! Jesteś na dobrej drodze. Spójrz na zdjęcie poniżej, a zobaczysz, co miałem na myśli.

Pastelowe kolory, za duże koszula i czapka odgrywa istotną rolę w wizerunku Tylera

Już wiesz? Styl skate jest bardzo popularny na Zachodnim Wybrzeżu i odegrał kluczową rolę w formułowaniu się grupy Odd Future jak i jego solowej kariery. Prawie każda jego stylówka zaczyna się od czapki, więc przyjmijmy ją za podstawę. Dodaj do tego luźną koszulę, najlepiej odznaczający się jakimś nietypowym wzorem, oraz schludny podkoszulek. Gratuluję, jesteś na dobrej drodze by zostać certyfikowanym członkiem OFWGKTA.

Jeżeli chodzi o spodnie, wybór też jest prosty – chinosy. Amerykański skaterzy nie noszą nic innego niż krótkie lub długie spodnie chino, więc Ty również nie powinieneś się wyłamywać. Na praktycznie każdym zdjęciu Tyler paraduje w chinosach i faktycznie możemy zauważyć ich triumfalny powrót do świata mody.

Pączek i kotek – marka Odd Future.

Stwierdzenie, że marka OF jest nieco na uboczu ulicznej mody, było by raczej wyrazem niedocenienia. Projekty sygnowane tym brandem są często bardzo kolorowe, krzykliwe i zazwyczaj posiadają wizerunek pączka bądź kotka, symbolicznej ikonografii marki. Tak wiem, to zarówno śmieszne, jak i dziwne. Jednak wszystko to jest integralną częścią wizualnego języka jakim posługuje się Odd Future i ugruntowało się dość mocno wśród mody ulicznej. Posiadanie bluzy z kapturem od założycieli Flog Gnaw to modne oświadczenie poczucia stylu.

Trudno nie wywnioskować jednak, że estetyczna wartość ubrać OF wzięła się w dużej mierze stąd, że sam Tyler i jego ekipa mocno zmienił branżę hip-hopową w najogólniejszym tego słowa znaczeniu. W czasach gdy praktycznie każdy raper nosił Jordany i obwieszał się horrendalną ilością złotych łańcuchów, OF wniosło na scenę przyjemną falę alternatywnego rapu. Hipsterskie dzieciaki i świeżo upieczeni skejci chętniej bujali się do osobliwych dźwięków tworzonych przez chłopaków z OFWGKTA, aniżeli do ich kolegów z Campton.

Projekty Odd Future szybko zyskały popularność w świecie deskorolki.

Teksty Tylera wybrzmiały głośno. Zaskoczone, pełne niepokoju dzieciaki z miejsca kupiły niemal punkowy, przepełniony anarchizmem etos jaki płynął z głośników. Taka postawa nie przeniknęła bez echa. W 2012 roku producent obuwia Vans zdecydował się na współprace z grupą. Sygnowane gangiem OF buty okazały się jednymi z najbardziej oczekiwanych produktów dla wszystkich deskorolkarzy i sneakerheadów.

Tyler i Supreme.

Przyjaźń Tylera i marki z logo w pudełku rozkwitła organicznie. Zarówno Tyler jak i Supreme mają swój korzeń w deskoroloce. Zamiłowanie chłopaków z Odd Future do Supreme widoczne było już w 2011 roku, kiedy to mogliśmy przeczytać wyrazy wdzięczności kierowane w stronę marki na pierwszych płytach grupy. Chociaż nie ma jasnych dowodów na to, że rzeczywiście dostają oni najdrosze rzeczy za darmo, szanse na to, że to prawda, są więcej niż prawdopodobne. Ikoniczne bluzy z box logo, czapki i t-shirty są częścią tej samej subkulturowej dominacji, co symbole pączków i kotów, które stworzył sam Tyler. Krótko mówiąc, Supreme i Tyler szanują się nawzajem, ponieważ oboje wykonują kawał dobrej roboty.

Przyjaźń Tylera z Supreme kwitnie w najlepsze.

Szybka powtórka

Czego potrzebujesz zatem, aby wyglądać jak Tyler? Przede wszystkim odwagi! Jednak jeśli już przełamiesz się do tego, by wyjść na ulice w pstrokatej koszulce i pudrowo-różowych trampkach, warto zadbać o to, by prezentować się po prostu dobrze. A oto szybka ściąga dla wszystkich fanów tej ekscentrycznej grupy.

Czapka – musisz nosić czapkę, niezbędny element Tylera.

T-Shirty – muszą być odważne, jaskrawe lub pastelowe, Tyler jest kolorową postacią, Ty też musisz.

Spodnie – chinosy, krótkie lub długie.

Obuwie – vans, vans, vans i jeszcze raz vans (ewentualnie Converse X Tyler Golf Le Fleur)

Marki – HUF, SUPREME, Vans i wszystko to, co noszą teraz bogaci licealiści.

Styl – deskorolka, nic więcej, nic mniej.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

 

Felieton

Diaporama, perfidia, galimatias – taka sytuacja. Styk elokwencji i hip-hopu

Język podniosły, ale co za sobą skrywa?

Opublikowany

 

Głównym narzędziem raperów (oprócz autotune’a) zdecydowanie jest słowo i – w naszym wypadku – polszczyzna. Niejeden z twórców używa archaizmów czy wysublimowanych wyrazów, by wskazać swój wysoki poziom sprawności językowej. Zgromadziliśmy przykłady utworów i albumów, których tytułów nie słyszymy na co dzień, a wiedzy, co oznaczają poniższe słowa, nie posiada każdy. A to wszystko przy okazji Dnia Języka Ojczystego.

O.S.T.R. – „Diaporama”

Zacznijmy od rozszyfrowywania tytułu. Na pierwszy ogień leci ostatni projekt łódzkiej legendy, którego tajemnicza nazwa wskazuje audiowizualny spektakl. Charakteryzuje się on nałożeniem na siebie fotografii w taki sposób aby powstał jeden wspólny obraz. Zdjęcia są nieruchome, a widz może przeżywać historię poprzez narrację oraz montaż danych scen.

Zeamsone – „Perfidia”

Jak podaje Słownik Języka Polskiego, perfidia to wyrafinowana przebiegłość. Do synonimów tego słowa zaliczamy zakłamanie, ułomność czy podchwytliwość.

Osaka – „Galimatias”

To słowo najczęściej pada współcześnie i płynnie weszło do języka codziennego. Jednak jeśli pierwszy raz się z nim spotykacie, już tłumaczę – oznacza ono chaos, bałagan czy wszechobecny nieład.

Gedz – „Anatema”

Skoro już przebrnęliśmy przez tytuł artykułu, czas na kolejne muzyczne nowości. Zamykając trylogię, Gedz wypuścił „Anatemę”. Za tą tajemniczą nazwą kryje się klątwa i wykluczenie (w kontekście kościoła katolickiego). Patrząc na tracklistę, również możemy zauważyć nie tak oczywiste pozycje. Na trzecim miejscu znajduje się kawałek „Mizantrop”. Termin ten oznacza osobę niechętną do gatunku ludzkiego (całego, nie tylko danej persony). A cofając się o całą dekadę w dyskografii Kuby, natkniemy się na hitowy numer „akrofobia”, którego tytuł oznacza lęk przed przebywaniem na wysokościach  i upadku z nich.

Avi – Requiem

Cytując Oskara z PRO8L3Mu – „widzę, że jestem, napisałem requiem, zresztą ch*j wie, co to znaczy, nie wiem”. Także pozwolę sobie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i odpowiedzieć zarówno Wam, jak i na ten wers z „National Geographic”. Oskar nieświadomie, a Avi już z pełnym przygotowaniem, stworzyli pieśni żałobne. W kościele katolickim i luterańskim tym terminem również określa się nabożeństwa ku czci zmarłego (zarówno w dzień śmierci, jak i na rocznice). 

Bisz – Potlacz

A taki tytuł mógł wybrać jedynie Bisz! Mało kto może mu dorównać w operowaniu słowem i sięganiu po te mniej popularne i bardziej zapomniane. Na szczęście autor już od dawna pokazuje, że „nie podnosi poziomu życia lecz poziom odbiorców” i już w pierwszych sekundach teledysku możemy poznać znaczenie zagadkowego tytułu. Potlacz to uroczyste zgromadzenie plemienne, organizowane przez społeczności indiańskie z północno-zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Jej celem było utrzymanie dotychczasowego prestiżu społecznego lub podwyższenia go, poprzez demonstracyjne rozdawanie i/lub niszczenie kosztowności. A to ci ciekawostka!

Tuzza Globale – Kosmopolita

Określenie to przewija się dosyć często w prasie czy barach (łącząc cytrynówkę z sokiem żurawinowym) i doskonale wpasowuje się w postacie Benito i Ricciego. I już tłumaczę dlaczego. Kosmopolita to tzw. obywatel świata, osoba dla której nieistotne jest pochodzenie bo jej ojczyzną jest cały świat. Patrząc na zamiłowanie i utożsamianie się z włoską kulturą, Tuzza jest dobrym przykładem użycia tego słowa, a człon „globale” tylko może podtrzymać nas w tej pewności.

Rover – Prestidigitator

A kogo tutaj odkopaliśmy!? Pamiętacie jeszcze tę postać? Gdy cała scena domagała się powrotu Kubana, ja wciąż wytrwale czekam na kolejny album Mateusza. Ale nie o prywatnych fantazjach teraz, a o słowach z kategorii „niecodzienne”. Kim jest prestidigiator? Jest to artysta cyrkowy, którego show opiera się na jego zręczności . Na tym samym albumie („Odźwierny”) znajdziemy też numer „surrealizm” – jest to kierunek w sztuce polegający na stworzeniu świata zaburzonego brakiem logiki i uporządkowanej rzeczywistości. Artyzm w rzeczy samej!

Filipek /Nullizmatyk – Harambe

Odbiegając od powagi i wyniosłości języka, wrzucam słowo – a bardziej określenie – którego osobiście nie znałam. Dokładniej, Harambe to imię goryla-rozbójnika, który posiadał swój własny małpi harem. Świat poznał go jednak przez smutną historię, gdy to na jego wybieg wtargnął czterolatek. Chociaż w tym starciu nikt nie ucierpiał, zwierzę zostało zastrzelone przez władze zoo, co wzbudziło liczne protesty i petycje obrońców praw zwierząt.

Planbe – „Fantasmagoria”

Zakończymy tak jak rozpoczęliśmy czyli albumem, tym razem jednak odniesiemy się do debiutu, a nie ostatniego wydania. Duet Planbe/Lanek stworzył płytę opowiadającą o złudzeniach i urojeniach przemieszanych z elementami fantastyki w świecie rzeczywistym. Fantasmagoria to również iluzja bądź wizja stworzona przez nadwrażliwą wyobraźnię.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Nie mam dwubiegunowości, czyli polscy raperzy vs bipolar

Cykl rapowo-naukowy.

Opublikowany

 

Coraz częściej w tekstach wszelakich twórców słyszymy o bipolarze. Nic w tym dziwnego, skoro na przestrzeni ostatnich lat ilość osób cierpiących na tę chorobę wzrosła z 3 do niemal 11%. Patrząc na obecną sytuację na polskiej scenie hip-hopowej, warto przyjrzeć się temu, co dotyka tak wielu raperów (zwłaszcza, że ikona najmocniej kojarzona z chorobą afektywną dwubiegunową wydała ostatnio książkę, a jej przedpremierowa recenzja znajduje się na naszym portalu). Zapraszam zatem na pierwszą odsłonę cyklu rapowo-naukowego.

Jak to nawinął Vixen (jeszcze za czasów starej pisowni pseudonimu): „wkręcam sobie jakąś vixę i mam chore fobie, dwubiegunowe afektywne wpisuję w Google”. Na szczęście ktoś już zrobił tę robotę i chętnie Wam opowiem, co przekazuje nam internetowy wujek. W najprostszych słowach, choroba ta opiera się na dwóch stanach – depresyjnym i maniakalnym. Jeszcze bardziej to uproszczając, możemy zamknąć się w maksymie, którą Oki nazwał numer – albo jest zajebiście, albo jest smutno. Od razu uspokajam – to, że jesteśmy rzucani z jednej skrajności w drugą, nie sprawia z automatu, że posiadamy to zaburzenie. Co się zatem za nim kryje?

Chociaż przyczyny nie zostały dokładnie ustalone, wielu naukowców zgodnie potwierdza tezę, jaką jest zbytnia dynamika i pośpiech w życiu, nierzadko łączone z nadmiarem alkoholu bądź innych używek. Bracia Kacperczyk przedstawiają tego typu skrajności, porównując je do piruetów w Cirque do Soleil. Chociaż nie wspominają tutaj nic o chorobowym podłożu, z bólem trzeba nadmienić, że to właśnie ich rówieśnicy najbardziej narażeni są na ChAD. Kolejną nie najprzyjemniejszą rzeczą zdecydowanie będzie fakt, że mówimy tutaj o zaburzeniu nieuleczalnym jednakże przy stałej współpracy z terapeutą, jest możliwość okiełznania częstej zmiany stanów maniakalno-depresyjnych.

Skoro już wiemy co nieco o bipolarze, rzućmy okiem, na użycie go w innych numerach. Motyw ten przebija się często u Opała, ale z całą moją miłością do Łukasza, muszę się przyczepić do wersu z numeru „Wallstreet”. Mianowicie słyszymy tam następujące słowa: „Skażony tą chorobą dwubiegunową – ja siedzę i gadam tu ze samym sobą”. Oczywiście, dialog z samym sobą jest rzeczą powszechną jednak w tym kontekście bardziej można połączyć ten objaw do schizofrenii. A, że czasu na research starczyło mi jedynie na jedno zaburzenie to większą polemikę na jej temat zostawię na później.

Pytając na instagramie (@ldi.felici27, zapraszam), wiele osób wspominało też o kawałkach, w których artyści zahaczają o borderline. I chociaż mechanizmy są podobne to jest pewna znacząca różnica pomiędzy tym zjawiskiem, a głównym tematem tekstu. Borderline to trwałe zaburzenie osobowości, a bipolar to zaburzenie nastroju. Najprościej to ujmując – osoby cierpiące na dwubiegunowość mają mocne wahania nastrojów, ale w okresie pomiędzy stanami, są stabilne emocjonalnie. Te z osobowością bordeline jednak potrafią mieć zmieniony sposób myślenia czy postrzegania świata i ludzi, niezależnie od sytuacji, a pod wpływem emocjonalnego bodźca, również szybko zmieniają nastrój. Ot, taka ciekawostka.

W odpowiedziach często padały też dwie – o ironio – skrajne postaci. Z jednej strony Filipek, który w 2019 roku wydał album „Bipolar”, a z drugiej Bedoes z utworem „Vogue”, który rozpoczyna tym słowem. Przykładów znajdziemy jeszcze bez liku jednakże chcę Was zostawić z nieco innym przekazem niż stworzenie nowej playlisty.

Nie każdy z nas ma okazję powiedzieć o swoich problemach głośno, ale każdy z nas może zostać usłyszany. Poniżej zostawiam Wam numeru Kryzysowego Numeru Zaufania, który czynny jest o każdej porze – 116 123. Nigdy nie jesteśmy sami, a szybka diagnoza może uratować niejedno żyćko. Zdrówka dla nas wszystkich i dobry przekaz niech się niesie!


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Bonus RPK jako życiowy weteran oszukuje fanów – felieton

Zbiórka na rodzinę, flex hajsem i typowe cwaniactwo.

Opublikowany

 

Przez

bonus rpk
Okładka albumu "Życia weteran" / autor zdjęcia: Wojtek Koziara

Andrzej Duda nie pochylił się nad rzekomo niesłusznym wyrokiem 5,5 roku więzienia dla Bonusa RPK. Ułaskawienia nie było i raper musiał odsiedzieć 4 lata za kratami za handel narkotykami. Kamiński i Wąsik byli chyba na naukach u Popka. Mieli większe plecy, po których poklepywali się z głową państwa, a nawet mogli u niego przekimać. Odsiedzieli tylko 15 dni, czyli niewspółmiernie mniej od rapera. Wyszli na wolność, ale stracili mandat posła. Bonus wręcz przeciwnie – zyskał w oczach fanów stając się tym prawdziwym. Jego pik popularności to właśnie ten moment.

Zbiórka dla biednej rodziny i kanapka z hajsu

Po zatrzymaniu Bonusa byliśmy świadkami płaczu i rozpaczy. To naturalne, kiedy członek rodziny jest odseparowany od najbliższych i ma spędzić za więziennymi murami najbliższe lata. Tuż po zamknięciu rapera włączono jednak tryb żebraka. Trzeba przyznać, że dość szybko jego rodzina została bez kromki chleba, bo jak pamiętamy słowa jego małżonki: – Jak powiedziała nam Dominika „Wolałabym jeść suchy chleb, ale z Oliwierem niż najdroższe dania świata bez Niego – można przeczytać na stronie zbiórki, którą zorganizowano na rzecz rodziny muzyka.

Portale informowały wtedy. – W ciężkiej sytuacji znalazła się jego rodzina, żona Dominika oraz syn Kuba (…) Zebrana kwota pozwoli przetrwać Dominice i Kubusiowi ten najtrudniejszy czas – informowały w 2019 roku media i organizatorzy finansowej pomocy dla artysty.

Zbiórka dla rodziny Bonusa

Przypomnijmy, że chwilę wcześniej w jednym z oświadczeń czytaliśmy, że Bonus od lat jest przedsiębiorcą. – 10 lat prowadzę firmę, zatrudniam ludzi i płacę nie małe podatki – tłumaczył. Jeżeli płaci się duże podatki, to dochody też są odpowiednio wysokie. Ale jak to bywa z prywaciarzami: „Panie, ja jeszcze do tego dokładam”. Małżonki Kamińskiego i Wąsika też podobno ledwo wiązały koniec z końcem, bo na ich cel też od razu zorganizowano zbiórkę.

Zbiórka się nie powiodła. I to w obu przypadkach: rodziny rapera i rodziny polityków PiSu. Zebrano zaledwie ułamek kwoty, o którą się ubiegali. Całe szczęście z pomocą przybyli koledzy raperzy. Bez żadnego szyderstwa, to akurat inicjatywa godna pochwalenia. Najpierw Białas wydał płytę, z której zyski miały być przeznaczone dla rodziny aresztowanego, a całkiem niedawno podobny ruch wykonał Czerwin TWM. Brawo, tak się to powinno robić, a nie wystawiać od razu ręce po łatwy hajs, bo rodzin, które naprawdę ledwo wiążą koniec z końcem i przeżywają ogromne targedie jest w naszym kraju i tak za dużo.

Jak już się odsiedziało swoje, to w końcu można na tym zacząć zbijać kapitał. Bo gdzie jak nie w Polsce i w polskim rapie. Bonus wie jak to robić. Miał czas, żeby to dokładnie przemyśleć i zaplanować. Jedną z pierwszych rzeczy po wyjściu z więzienia jest… profesjonalna sesja zdjęciowa w Areszcie Śledczym Warszawa – Białołęka. Pokazanie się na tle więzienia to strzał w dziesiątkę, który sprawdza się w rap grze od lat. I tu klops! Kanapka z hajsu, z którą flexują się zazwyczaj newschoolowcy nie przypadła do gustu fanom ulicznego brzmienia. Czyżby poczuli się zrobieni w jajo, okantowani albo wpuszczeni w maliny? Raper pozujący z plikiem pieniędzy, który chwilę wcześniej żebrał od słuchaczy kilka srebrników to chyba nie był dobry pomysł.

– Niedawno zbierali ci na rodzinę hipokryto. Wracaj tam gdzie twoje miejsce – brzmi jeden z wielu podobnych komentarzy, które znajdziemy pod poniższym zdjęciem.

Oszustwo na stronie z preorderem

Raper w końcu uruchomił też preorder nowej płyty. Zrobił to całkiem szybko, chcąc zapewne skorzystać z szumu związanego z jego wyjściem z zakładu. Strona preorderowa odpalona w piątek tuż przed weekendem to kolejny punkt dla marketingowca. Raczej nikt nie myśli, że w 2024 roku coś dzieje się przypadkiem. Każdy, nawet najmniejszy ruch jest omawiany i konsultowany godzinami z najlepszymi specjalistami w swoim fachu. To, w jakiej formie zostanie to podane ostatecznie odbiorcy i jaką aure się wokół tego zbuduje, to już inna para kaloszy. Tu mamy do czynienia akurat z porządnym i niepodważalnym backgroundem, bo nikt nie zarzuci przecież Bonusowi, że nie siedział za kratami. Być prawie jak więzień polityczny to w dzisiejszych czasach duża nobilitacja.

Wracając do wspomnianego oszustwa. Bonus postanowił stworzyć wrażenie, że zainteresowanie jego płytą jest duże i tym samym zwiększyć jej sprzedaż. Uruchomił na stronie Ciemnej Strefy z preorderem krążka – licznik osób aktualnie przeglądających witrynę. To prosty zabieg marketingowy mający za zadanie wzbudzić w nas poczucie, że jest to produkt porządany przez wiele osób i warto go kupić. Problem w tym, że licznik wcale nie pokazuje ilości faktycznych osób, które są o krok od kliknięcia przycisku „Kup teraz”.

Tak wygląda licznik na stronie płyty z preorderem

– To prosty skrypt, który na pewno nie pokazuje prawdziwych osób przeglądających stronę. Jest wpisany na sztywno i ma rotować liczby z konkretnego, wcześniej ustalonego zakresu – mówi w rozmowie z GlamRap.pl osoba na codzień zajmująca się budową stron www.

Co to dokładnie oznacza? Ilość osób przeglądających stronę z preorderem według tego licznika nigdy nie spadnie poniżej 5 i nie będzie większa niż 25. Tak zostało to ustalone w skrypcie strony. W każdej chwili oczywiście te zakresy można zmienić na dowolne inne. Zakresy są nieduże. Tutaj raper też wykazał się dużą przebiegłością. Większe liczby mogłyby wzbudzić podejrzenie wśród słuchaczy, a tak nikt nie powinien mieć wątpliwości.

Kod nie zlicza odwiedzających, tylko wyświetla losowe liczby od 5 do 25

– Każdy użytkownik może tak naprawdę samemu sprawdzić, że to fejk. Wystarczy otworzyć stronę na dwóch różnych kartach i zobaczyć, że na każdej karcie jest wyświetlana inna liczba aktualnie przebywających na stronie osób – dodaje.

Więzienie podobno nie resocjalizuje, ale na pewno uczy kombinatorstwa. Jeżeli też chcecie się go nauczyć, to wystarczy sięgnąć po rady życiowego weterana. Żeby się tylko nie okazało, że wasze cwaniactwo ma krótkie nogi i nie jesteście artystą kombinatorem tylko zwykłym bałamutnikiem.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

AdMa chciała zaorać Patokalipsę, a sama została nekrofilką bez zasięgów – felieton

Nawet świecenie cyckami i wypinanie tyłka nie pomaga raperce w karierze.

Opublikowany

 

Przez

Patokalipsa razem z Eripe usunęli się w cień muzycznej sceny, ograniczając się do śmieszkujących wpisów na Facebooku. AdMa postanowiła się im odgryźć, ale sama wykopała pod sobą dołek.

– Pod żadnym pozorem nie zaglądajcie na kanał Youtube AdMy – napisał krakowski skład. – Napisałabym Patokalipsa vs. AdMa, ale jesteście tak martwym składem, że nie chcę zostać pomówiona o bycie nekrofilką. Więc póki co czekam na Patokalipsa vs. Odwyk – odgryzła się raperka.

Głupkowaty wpis Patokalipsy, który tak naprawdę mógł jedynie napędzić Admie nowych widzów – bardzo zabolał. Rozłóżmy zatem na czynniki pierwsze jej przytyk, który jest kula trafioną w płot.

Patokalipsa i Eripe nigdy nie mieli tzw. parcia na szkło i kiedy ich zajawka przeminęła po prostu przestali nagrywać. Nie zakończyli kariery, nie zawiesili składu, tylko zrobili sobie dłuższą przerwę, która trwa do teraz. AdMa natomiast jest zupełnym przeciwieństwem krakowskich grajków. Jej ogromne parcie na karierę trwa już ładnych kilka lat. Świecenie cyckami, wypinanie tyłka i balansowanie golizną na granicy przejścia w przyszłości na niebieską platformę w żaden sposób nie pomaga jej w osiągnięciu muzycznego sukcesu. Patrząc na wyniki odsłuchów – jej golizna bardziej zniechęca niż przyciąga. Irytacja raperki jest zapewne jeszcze większa, kiedy młodsze koleżanki po fachu bez żadnego backgroundu, jak Young Leosia, Bambi czy nawet Oliwka Brazil z buta wjeżdżają do mainstreamu, zdobywając intratne kontrakty wydawnicze.

„Foto dla zasięgu”

Po krótkim nakreśleniu sytuacji, przejdźmy do faktów. AdMa, która regularnie wydaje nowe single, a ostatni z nich pojawił się w grudniu, ma na Spotify zatrwaażające… 15 tys. słuchaczy w miesiącu. Tymczasem „martwy skład”, o którym mówi raperka, czyli Eripe i Patokalipsa mają w sumie 56 tys. słuchaczy miesięcznie. Taki wynik notują mimo tego, że nie wydają żadnej nowej muzyki.

Chcąca znaleźć odrobinę blasku u boku Bonusa RPK, była redaktorka RapNews.pl, imająca się wielu zajęć, bystra i dziarska AdMa w ostatnim czasie próbuje też swoich sił we vlogowaniu. Patokalipsa dyskretnie zwraca uwagę, jak kolosalnymi wynikami cieszą się jej produkcje filmowe.

Jak tak dalej pójdzie, to widzimy się niedługo na OF.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

GSP wyjaśnia: moda na rap i produkty wytwórni – felieton

„Słuchacze jak zaczarowani dają sobie wciskać sam kit”.

Opublikowany

 

Przez

Dzisiejszy rap w dużej mierze został zasypany natłokiem komercji i nieszczerości. Wielu świetnych artystów starej sceny pokochało pieniądze zamiast hip-hopu. Jestem w stanie częściowo zrozumieć ich motywację i to, że wielu z nich widząc, co się dzieje na scenie, poddało się i nie chce już z tym walczyć. Natomiast nie rozumiem kompletnie słuchaczy, którzy jak zaczarowani dają sobie wciskać ten sam kit, a są nim produkty dużych wytwórni, raperzy bez oryginalności skrojeni pod potrzeby rynku.

Wystarczy spojrzeć choćby na podopiecznych wytwórni Step, takich jak Dawid Obserwator czy Intruz. Pierwszy z nich syn prominentnego działacza PiS, który dzięki układom z władzą dostaje intratną posadę na PKP oraz mieszkanie, które sfinansowano z krwawicy zwykłych obywateli. Drugi, pozbawiony nawet krztyny talentu chłopak z gminu przygarnięty zapewne spod sklepu przez Pawełka ze Stepów, nieumiejący składać wersów z choćby szczyptą własnego stylu. Obaj trzymają się starych wałkowanych przez dziesiątki lat linii melodycznych oraz schematów, które w świecie nowoczesnej muzyki są od dawna passé. Czemu więc to właśnie oni zostali wybrani na reprezentantów tak dużej wytwórni, a nie jeden z utalentowanych undergroundowych artystów z sercem do rapu? Odpowiedź jest prosta: Dlatego, że łatwo ich kontrolować! Dawid, bananowy chłopak, który chodząc na wiece partyjne PiS, zawsze marzył, by być ulicznikiem. Dostaje szansę, by zmienić swój wizerunek społecznika, wiecznie kopanego przez tych, co systemu nie popierają. Trzeba mu przyznać, że nauczył się przynajmniej podstaw składania wersów… w przeciwieństwie do kolegi, który dorastając (tak jak i ja) w biedzie i patologii najwidoczniej takiej umiejętności nie wyrobił. Dla Intruza wytwórnia była szansą, żeby się z tej biedy odbić i przestać leżeć pijanym na osiedlowej ławce. Śmiało więc można powiedzieć, że uratowało mu to życie, lecz oprócz ślepej lojalności do ludzi, którzy myślą tylko o kasie nie zdobył nic, bo talentu nie da się kupić, a wielu lat treningów zastąpić gadaniem o swojej smutnej historii.

Myślę, że warto by tu wymienić również jednego z zawodników wytwórni GM2L. Alberto, który całe życie latał po Sulejówku, patrząc co tu wynieść na złom i usilnie starając się zacząć być „kimś” w świecie metropolii, jaką jest Warszawa, do momentu, kiedy to ktoś postanowił władować w niego dużą kasę. Dlaczego on? Zapytacie. Odpowiedź jest równie prosta, co logiczna. Ponieważ na polskiej scenie były dwie nisze. Pierwszą było to, że dawno przewidziany, chociażby przez Alcomindz, Oyche Doniza czy Young Multiego drill zaczął zdobywać zagraniczne sceny, drugą natomiast, że na polskiej scenie rapowej brakowało naprawdę czarnego artysty. Alberto pasował idealnie, a że przy tym nie pochodził z bogatej rodziny i nie był za mądry, w łatwy sposób dał się kształtować w kierunku udawanego pseudo brytyjskiego gangsta drillu z odrobiną sztucznego luksusu i strzelania z broni na kapiszony.

Wszystkich ich łączy to, że gdy przychodzi co do czego i trzeba pokazać rapowy pazur, zasłaniając się swoją wielką sławą oraz wyższością nad innymi raperami – unikają wszelkiej konfrontacji, która mogłaby zepsuć w oczach fanów ich wyidealizowany obraz rodem z kina lat 90’tych. Brakuje im obycia wśród ludzi związanych z tą kulturą, które pozwala w niej przetrwać na dłużej. Na szczęście dla nas i nieszczęście dla nich, prawdziwy rap to prawdziwe historie oraz emocje. Nasze życie, wzloty upadki i błędy – nie produkt, który ma stać na półce jak figurki z Wojny Klonów, pozbawione oryginalności, smutno bezbarwnie jednakowe. Nie mówię tu oczywiście o tym, że rap ma być pozbawiony fikcji literackiej, bo to utopia, a jak wiemy z twórczości Orwella, nie jest to nic dobrego. Chodzi mi tutaj o postać, którą jest taki raper. O to, że nie powinna być to rola narzucona przez koniunkturę tylko prawdziwe odbicie duszy artysty i niezależnie od pochodzenia, koloru skóry czy religii, a nawet poglądów powinna być szczera.

Dlaczego, zapytacie? Po co być prawdziwym? Powiecie, że to się nie opłaca. A ja odpowiem wam w imieniu swoim i każdego, kto kocha rap. Dlatego że sława, choćby największa bardzo szybko może przerodzić się w niesławę. Czar może prysnąć, wytwórnie znaleźć nowych frontlinerów, a szacunek słuchaczy zniknąć jak kamfora.

Wszystko idzie do przodu, czasy się zmieniają, ale na scenie od początku do końca zostają tylko ci, którzy prawdziwie kochają rap i potrafią o to walczyć. Spójrzcie choćby na takiego Peję lub Tedego. Obaj są z innych środowisk, przez co niosą ze sobą całkowicie odwrotny przekaz, trafiający do zupełnie innych ludzi. Każdy z nich miał swoje wzloty i upadki, ale jednak na scenie pozostali i z niej nie znikną. Nawet mimo ostatniej nagonki na Peję, z resztą nie pierwszej – jest oczywistym fakt, że jest to ktoś, kto budował tę kulturę i wciąż zostanie z nim niemałe grono oddanych słuchaczy. Niezależnie od nagłówków w rapowych magazynach.

Wracając do wytworów koniunktury, jako kontrast do Tedego i Peji – odwiecznych adwersarzy, którzy są na scenie od 25 lat, postawię Filipa Fergusona, który pojawił się na scenie znikąd, zrobił kilka wątpliwych hitów, a zanim człowiek zdążył go jakkolwiek poznać, przehulał zaliczkę od wytwórni i szybko obrócił przeciw sobie słuchaczy oraz scenę.

Pamiętam jak dziś, festiwal w Czaplinku gdzie grał „koncert wieczoru”, a ja grałem tuż przed nim. Działo się to wtedy, kiedy jego czar już rozpływał w bezmiarze pogardy, a ja dawno poświęciłem się bardziej krucjacie przeciw światu niż graniu. Postanowiliśmy wraz z chłopakami z 81 dać z siebie wszystko. Przygotowaliśmy świetny materiał. Stroje w stylu żołnierzy z kartelu, kamizelki kuloodporne i maczety przywieszone na paskach. Na nasze show zebrało się wtedy grubo ponad 400 osób. Były bisy i dodatkowe numery. Czasu było sporo, ponieważ jak to często bywa, niektóre supporty nie dojechały. W momencie, gdy schodziliśmy ze sceny i dawałem mu mikrofon, publika była rozkręcona na maksa i bawiła się świetnie. Wystarczyło, że zagrał jeden kawałek, a 90 procent ludzi widząc różnice w jakości wykonania, zwyczajnie wyszła. Natomiast ci, którzy zostali, poszli do stoisk z alkoholem czy jedzeniem albo usiedli gdzieś na drugim krańcu pola, żeby nie słyszeć z bliska tego smutnego występu. Pamiętam, że zostałem tam z chłopakami posłuchać go do końca, kiedy już nikt nie został przy scenie, bo było mi go żal, bo widziałem, że on już zrozumiał, że przegrał, zanim naprawdę zaczął rozgrywkę. Organizatorzy po wszystkim przeprosili nas (z resztą niepotrzebnie), że to nasz występ nie był tym głównym i dorzucili trochę ekstra siana za dobrze wykonaną robotę. Ja wciąż pamiętam jednak Filipa, jak tam stoi na scenie ze swoim hypemanem, nawijając do pustej widowni. To jest też przykład, jak duże wytwórnie często traktują artystów, kiedy ktoś przestaje być opłacalny i modny – zostawiają na pastwę losu takie produkty, jednocześnie bardzo często wiążąc ich kontraktami. W sytuacji, w której nie mogą zarabiać bez nich i z nimi już też nie – zawieszają ich w próżni twórczej bez możliwości samodzielnej rehabilitacji.

Wiem, że mój felieton nie jest w stanie zatrzymać tego, co dzieje się z dzisiejszym rapem, raperami i słuchaczami, że nie da się nacisnąć przycisku replay, żeby cofnąć czas i zacząć wszystko od nowa. Jednak wiem też, że wciąż zostało wielu takich, którzy rozumieją, czym jest ta kultura, jej korzenie i pochodzenie, i że, co by się nie działo, zostaną przy niej, nawet gdy ulotna moda się skończy.

Jeśli moje słowa otworzą oczy choć jednemu z młodych, znaczy, że nie były one płonne.
Na zakończenie chcę wam dać małą pracę domową z klasyk. Mianowicie kawałek WWO z 2002 roku „Moda”, który znajdziecie na dole. Track ten już wiele lat temu poruszał zagadnienia, które dziś omawialiśmy, choć w trochę innym kontekście. Moim zdaniem pozostał aktualny mimo zmian, które przetasowały siły na naszej scenie już niejednokrotnie.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Kukon chwali się, że przeleje 100 tys. zł najbiedniejszym – felieton

Przekombinowana działalność charytatywna?

Opublikowany

 

Przez

Kukon chce przekazać 100 tysięcy zotych potrzebującym rodzinom, by te spędziły godnie święta Bożego Narodzenia. Jednocześnie raper podkreśla, że nie zamierza przekazywać tej kwoty żadnej instytucji, tylko sam rozdysponuje ją wśród potrzebujących, którzy się do niego zgłoszą.

Na początku roku, kiedy wybuchła wojna na Ukrainie Kukon poinformował, że może wysłać kilka busów na granicę, żeby pomóc uchodźcom (jego brat ma firmę transportową). Jego wpis spotkał się z ogromnym feedbackiem w mediach i wśród słuchaczy, a raper stał się automatycznie bohaterem. Dalsza część tej historii nie jest znana i próżno szukać w sieci informacji czy ogłaszane busy faktycznie zostały wysłane.

Teraz Kukon rusza z kolejną charytatywną pomocą. Chce on przekazać 100 tysięcy złotych na pomoc najuboższym w okresie świąt: – Z racji tego, że kolejny raz mi zaufaliście i wszystko wskazuje, że preorder płyty ogrody Mixtape 3 niedługo się wyprzeda, chciałbym się odzwięczyć (…) Ze zgromadzonych pieniędzy z muzyki (które zarobiłem dzięki wam) chciałbym przeznaczyć 100.000 zł na pomoc rodzinom, które nie są w stanie przeżyć w godnych warunkach tego okresu. Nie dofinansuje żadnej agencji, wolontariatu, ani zbiórki, raz ze nie do końca ufam takim akcjom, dwa że chciałbym mieć realny pogląd sytuacji ludzi, do których trafi nasza pomoc – poinformował artysta, zakładając też skrzynkę ogrody.santaclaus@gmail.com, na którą mogą zgłaszać się potrzebujący.

Chęć niesienia pomocy najuboższym to szczytny cel i za każdym razem godny naśladowania. Przy wpisie Kukona pojawia się jednak lampka ostrzegawcza, czy jego intencje są takie, jakie zakładamy. Raper w pierwszej kolejności zareklamował swój mixtape, którego preorder… wciąż można kupić. Dalszą część wpisu możemy odebrać jako grę na emocjach ludźmi najuboższymi, którzy w dobie kryzysu nie mogą związać końca z końcem. Następnie pojawia się póki co TYLKO DEKLARACJA wsparcia, a nie faktyczna pomoc. Na koniec raper informuje, że nie ufa instytucjom i sam zmierza rozdysponować zadeklarowane środki wśród osób, które się do niego zgłoszą.

– Odpaliłem skrzynkę pocztową, na którą możesz zgłosić się, nie ujawnimy twoich danych, ani żadnych screenów, nikt może nie dowiedzieć się, że prosisz o pomoc, chyba że jesteś patusem, co próbuje nas naciągnąć na alkohol i narkotyki, takie sytuacje potrafimy przechwycić – informuje artysta.

W czasie promocji nowej płyty i za chwilę wzmożonej pracy przy wysyłce preorderów Kukon zamierza czytać tysiące zgłoszeń i je weryfikować, żeby jeszcze przed świętami rozdać 100 000 zł najbiedniejszym? Brzmi to na razie niestety jak komiks Marvela, nawet jeżeli ma on za sobą sztab ludzi, którzy mu w tym pomogą.

W przypadku Kukona drugą kwestią jest rozliczenie się z tej deklaracji przed odbiorcami. W jaki sposób udowodnić, że deklarowane pieniądze faktycznie zostały przekazane na cel charytatywny, jeżeli artysta na samym początku deklaruje, że nie będzie udostepniał żadnych screenów? Zdecydowanie brakuje tu transparentności. Wpis Kukona na dobrą sprawę mógłby brzmieć: „Jeżeli znacie potrzebujące rodziny, zgłoście się pod adres meilowy xxx”. Nikt wtedy nie miałby wątpliwości, jakie faktycznie intencje ma raper.

Sytuacja analogiczna do tej z wysłaniem busów na Ukrainę. Nikt jeszcze nic nie dostał, a media i słuchacze bezrefleksyjnie robią z artystę prawie bohatera narodowego (co nie jest oczywiście jego winą). Chwalenie się pomocą charytatywną to grząski temat. Tym bardziej, kiedy jeszcze nikt nic nie dostał.

Jeżeli już osoby znane chcą się pochwalić działalnością charytatywną, warto to zrobić z głową. Za przykład może tu posłużyć KęKę. Zachęcił on fanów do wsparcia szpitala w swoim rodzinnym mieście, podając nr konta i informując, że on sam przelał na ten cel 100 tysięcy złotych. Prosto, szybko, charytatywnie i przede wszystkim transparentnie.

Powyższe rozważania to jedynie spojrzenie z drugiej strony na wpis Kukona, w którym zdecydowanie brakuje przejrzystości działań, a chęć niesienia pomocy najuboższym wydaje się być w jego przypadku mocno przekombinowana. Świadomie czy nieświadomie, każdy niech oceni sam.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2024.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)