Felieton
BARDZIEJ I MNIEJ ZNANE KOOPERACJE POLSKA – USA (CZ.2/2)
Na YouTube można znaleźć bardzo wymowny filmik, w którym kilku przypadkowo spotkanych na ulicy Amerykanów odpowiada na pytania dotyczące Polski. Koleżka przeprowadzający sondę porusza tematy odnośnie wciąż obecnego problemu konieczności posiadania wiz przez Polaków, gdy chcą oni dostać się do Stanów, pyta też co o Polsce wiedzą, z czym się im kojarzy i najważniejsze – gdzie ta Polska się w ogóle znajduje. Okazuje się, że żadna z przepytanych osób nie za bardzo miała pomysł którą część Europy wskazać, a co dopiero konkretne granice naszego kraju. Nie wiadomo oczywiście, czy Ci obywatele USA nie mieliby podobnego problemu z pokazaniem na mapie Czech czy Finlandii, ale widzimy, że w świadomości ludzi stanowiących o sile czołoweg państwa świata, Polacy nie są kojarzeni ani znani tak naprawdę z czegokolwiek. Potęgą gospodarczą nie jesteśmy, międzynarodowych przedsiębiorstw nie posiadamy (no chyba, że coś mi umknęło), a i muzycznie także nie jesteśmy raczej najlepszym rynkiem zbytu.
Artyści zza Oceanu cały czas nie do końca chyba mają świadomość, że można rapować w jakimś innym języku niż angielski, a z drugiej strony Polacy konsekwentnie twierdzą, że muzycznie jesteśmy dobrą dekadę za Stanami, a międzynarodowe kolaboracje – mimo, że obecnie jest ich coraz więcej – to ciągle nie są na porządku dziennym i wzbudzają masę emocji i dyskusji. W związku z tym postanowiłem prześledzić numery, które powstały pomiędzy artystami na linii Polska – USA i które, jak sami zresztą zobaczycie, nie do końca wzbudziły odpowiednie zainteresowanie i uznanie słuchaczy, ale znajdą się też takie, które spora część z Was będzie znała. Sprawdźcie drugą pierwszą naszego zestawienia.
Familia HP i WC, Emilio Rojas.
W poprzedniej części skupiłem się na polskich producentach, więc w tym wypadałoby wspomnieć co nieco o raperach, bo nasi rodzimi liryczni wandale także mają na koncie parę mocnych kolaboracji z kolegami po fachu z USA. Na pierwszy ogień idzie łódzka grupa Familia HP, o której ciężko powiedzieć, że jest popularna, więc tym bardziej należy docenić featuringi, które udało się im ogarnąć. W 2009 roku Emilio Rojas był młodym, szerzej nieznanym artystą, chcącym przebić się do większego grona odbiorców raperem, jednak już wtedy trzymał poziom i wydawał się być obiecującym artystą. Dzisiaj ma już sporo fanów i wciąż czeka na swoją szansę i podpisanie kontraktu z dużą wytwórnią, jednak nie zmienia to faktu, że może pozwolić sobie na zaproszenie do numeru Joe Buddena czyStyles P. Kto wie, czy w takim wypadku w 2015 rokuEmilio zgodziłby się dograćchłopakom z Familii HP, jednak w 2009 było o to z pewnością łatwiej i sprawnie to wykorzystali, przez co powstał numer "Za Zamkniętymi Drzwiami". Co ciekawe nie jest to jedyna polska kolaboracja z Rojasem, ponieważ wspólny utwór mają z nim chociażbyRap Addix czyRaca, a o wspólnej nagrywcejakiś czas temu wspominał VNM. Dużo głośniejszą ksywką (przynajmniej dla mnie przez mój ogromny sentyment do dobrego rapu z zachodniego wybrzeża) z którą mieli przyjemność współpracować łódzcy raperzy jest jednak WC. Masa świetnych numerów, bardzo równa dyskografia, nagrywki ze Snoop Doggiem,The Game'em,Scarface'em płyty zIce Cube'em. Dla ludzi szanujących klasycznywest coast z pewnością jest to prawdziwa ikona tego rapowego nurtu, więc fakt, że raper ten nagrał z Polakami jest dość sporym wyróżnieniem. Szkoda, że nie było wokół tego wydarzenia zbyt dużegoszumu, bo niecałe 20 tysięcy wyświetleń numeru "To Właśnie Jest Rap" należy rozpatrywać raczej w kategorii rozczarowania.
Malik Montana i Fat Trel, Jadakiss, Capone.
Dla ludzi słyszących pierwszy raz ksywkę "Malik Montana" w pierwszej kolejności przed oczyma staje zapewne jakiś nowy raper ze Stanów, więc część pewnie będzie nieco zaskoczona, że mamy jednak do czynienia z… Polakiem. A konkretniej z raperem o polskich korzeniach, bowiem ojciec Malika pochodzi z Afganistanu, natomiast mama jest Polką, ale w jej żyłach płynie także grecka krew. Jak doszło do tego, że "nasz" człowiek dotarł do tak uznanych i szanowanych ludzi jak Capone, Jadakiss czy członek Maybach Music Group, Fat Trel? Pomocne okazało się doświadczenie nabyte przy organizacji koncertów i wydarzeń hiphopowych, a także nawiązanie współpracy z zagranicznymi producentami, co przełożyło się na zdobycie sporej ilości kontaktów. Malik sprawia wrażenie bardzo ambitnego, głodnego artysty i wydaje się, że dotychczasowe głośne kolaboracje wcale nie są dla niego szczytem, a jedynie przepustką do dalszych sukcesów. Wynikiem tego jest fakt, że rapuje często w języku angielskim, co tłumaczył chęcią docierania dużo szerzej niż tylko do polskich słuchaczy, co miałoby miejsce, gdyby postawił jednak na nasz ojczysty język.
Kaczor i Paul Wall.
Podczas gdy Gural nie ograniczył się do tworzenia jedynie pod szyldem Killaz Group i wydawał projekty czy to z Kastą, czy solowo, dzięki temu budując swoją markę, tak na materiał Kaczora czekać musieliśmy aż do 2010 roku, kiedy to raper zaprezentował nam "Przyjaźń, Dumę, Godność". Po tylu, bądź co bądź, nieco straconych latach wypadało promocyjnie zaakcentować premierę albumu. Oprócz dość oczywistego niepisanego sloganu "członek legendarnego składu Killaz Group wydaje pierwszą płytę", a także wykręcającego sporą oglądalność klipu"Ile Dni",Kaczorowiudało sięzaprosić na projekt naprawdę poważnego gościa z USA. Co tu dużo mówić – jedna z najważniejszych postaci rapowej sceny Houston, dla wielu nawet jej legenda. Na koncie platynowe "The Peoples Champ", wspólne krążki zChamillionaire, masa nagrywek ze światową, rapową czołówką (chybawystarczy wymienić Three 6 Mafię czy Kanye Westa) i gdzieś wśród tego wszystkiego pojawił się Kaczor.Dogranie sięPaula na"Przyjaźń, Duma, Godność" wyszło bardzo spontanicznie- Panowieprzecięli się podczas jednego koncertu organizowanego w Poznaniu, spotkali się na backstage'u, pogadali i jak się okazało raper z USA nie widział żadnych przeciwwskazań, by położyć zwrotkę na album kolegi po fachu zza Oceanu. Dzień po koncercie Panowie spotkali się w studio u DJ-a Decksa, napisali wersy, nagrali i w taki sposób powstało "H-Town To Poznań". Temat numeru raczej nie powalał kreatywnością, no ale poranny kac z pewnością nie sprzyjał wenie, co także sam Kaczor potwierdził. Co ciekawe, współpraca z Wallem nie była jednorazowym strzałem, ponieważ 4 lata później, "Most Na Rzece Odkupienia" także zawierał zwrotkę gościa ze Stanów.
Roach i Kokane, Knoc-Turn'al, King T.
Roach, czyli trójmiejski (były?) raper wziął sięw zasadzie nie wiadomo skąd i jużna debiutanckimalbumie nie bawił się w żadne półśrodki atakując numerami, w których udzielili się bynajmniej nie jacyś topowi gracze z Polski, a raperzy będący niemal fundamentem klasycznego, westcoastowego brzmienia. Ciężko nie przyznać, że okres największej popularności Kokane'a, Knoc-Turn'ala i King T minął wiele lat temu i być może dla młodszych słuchaczy, będą to niestety anonimowe ksywki, jednak ludzie śledzący od wielu lat nie tylko zachodnią część sceny USA, ale także i całe muzyczne Stany powinni pokiwać głową z uznaniem. Do współpracy doszło chyba w najbardziej prosty sposób na jaki można było wpaść, czyli przez… wysłanie maili do każdego z artystów. Zarówno Roach jak i producent "Trójmiejskiego Funku", znany wszem i wobec,Sherlock, doceniali profesjonalne podejście donagrywki z kompletnie nieznanym dla nich wcześniej raperem z Polski. Oczywiście zachodnie legendy nie dograły się do numerów "LA 2 Tricity" i "Gangsta Funk" z czystej zajawki, bo przecież studio i transport do niego trzeba w jakiś sposób opłacić. Roach po premierze płyty chwalił się w wywiadach, że nadal ma kontakt z Kokane i współpraca najprawdopodobniej się rozwinie, jednak po puszczeniu singla "Ogień" z drugiego albumu w Boże Narodzenie 2012 roku i chwilowym uaktywnieniu się na jedną z minionych akcji Młodych Wilków Popkillera, raper przepadł jak kamień w wodę.
Projekt W.E.S.T. i Dr. Dre.
Jeśli chodzi o zdobytą popularność to mamy tutaj dwa zupełnie przeciwległe bieguny. Nie wydaje mi się, żebym miał bliżej pochylać się nad postacią Dr. Dre. Wystarczy przypomnieć, że z jednej strony jest to człowiek rozpoznawalny prawdopodobnie niemal w każdym zakątku świata, mający ogromną ilość klasyków na koncie, odkrywca talentów takich jak Eminem, The Game, 50 Cent, Snoop Dogg, czy Kendrick Lamar, będący obrzydliwie bogaty. A z drugiej strony grupa rapowa z kraju, który Dre miałby problem wskazać na mapie, łącząca ludzi, którzy niby puścili swój album w legalnym obiegu, jednak mimo tego jest totalnie anonimowa. Jak więc doszło do tego, że muzyczny gigant użyczył swoich produkcji na płycie nieznanych gości z Projektu W.E.S.T.? Kluczową rolę odegrała tutaj postać Mietka, czyli Pawła Miedzielca – inicjatora całej koncepcji płyty, który od wielu lat jest pasjonatem iekspertem od brzmień z zachodniego wybrzeża. Jego znajomości, które nawiązał z ludźmi z zachodniego wybrzeża USA pozwoliły mu na zdobycie dwóch produkcji Dr. Dre, z czego na albumie pojawiła się jedna, w numerze "Jestem". Bity nie trafiły jednak do chłopaków z Poznania oficjalną drogą – Mietek otrzymał je od "osoby trzeciej". Muzyka pierwotnie brzmiała nieco inaczej niż na albumie – nieco ją zmodyfikowano, by uniknąć ewentualnych problemów, gdyby numer miał jakimś cudem zatoczyć koło i trafić z powrotem do Dre (jednak na klasyczne "what's up this is Dr. Dre" miejsce się znalazło). Ciekawostką jest też fakt, że na albumie miał udzielić się syn wielkiego producenta – Curtis Young – jednak do nagrywki finalnie nie doszło.
Szejku i V Don.
Jak się okazuje nie tylko nasi raperzy i producenci mogą pochwalić się współpracą ze znanymi w wielu miejscach na świecie artystami. Ilu z Was spojrzało usłyszało kiedyś zwrotkę nieznanego rapera i stwierdziło, że sprawdzi coś jeszcze z jego twórczości? Pewnie sporo, a tylu samo spojrzało na okładkę singla czy nawet albumu i zapytało kto za tym stoi i gdzie można znaleźć inne rzeczy tego gościa? Tu pewnie nie będzie zbyt wielu rąk w górze, a jak się okazuje zwykle marginalizowani i nie wymieniani w pierwszych rzędach razem z raperami i ich producentami graficy są szalenie ważnymi postaciami w muzycznym świecie. Nasi rodacy zajmujący się plastyczną stroną albumów doceniani są nie tylko przez rodzime "gwiazdy" rapu, ale także te zza wielkiej wody. Szejku, czyli Tomasz Mielec od jakiegoś czasu buduje swoją markę w Stanach i coraz wyraźniej akcentuje swoją obecność współpracą z takimi ludźmi jak Trae Tha Truth, Smoke DZA, czy A$AP Mob (natomiast w Polsce z jego usług korzystali chociażby Braddu, Żabson czy Kuban). A już wkrótce jego kariera może pójść naprzód, bowiem 6 listopada na rynku ukazać się ma producencki album V Dona, czyli człowieka, bez którego nie byłoby "Ghetto Symphony" A$AP-a Rocky'ego, "Live And Learn (It Will)" 2 Chainza, a także "Life Is But A Dream" The Game'a. Udział Szejka w pracach nad "The Opiate" nie ograniczył się do rzucenia jakiegoś coveru singla, a wręcz przeciwnie – Polak stanął przed wymagającym zadaniem dopełnienia całości projektu "The Opiate" pełną szatą graficzną. Poczynając od wspomnianych obrazków zdobiących single, wędrując przez wnętrze płyty, a na okładce albumu kończąc – za to wszystko odpowiada właśnie Tomasz. Okej, może nadchodzący materiał V Dona nie będzie miał takiego przebicia, jak wiele wydanych w tym roku krążków, może nie zalicza się do nawet pierwszej dziesiątki najbardziej oczekiwanych tytułów w ostatnich 12 miesiącach, jednak to w ogóle nie odbiera wyróżnienia jakie spotkało Szejka. A kto wie, czy właśnie to wyróżnienie nie otworzy Tomkowi jeszcze szerzej furtki do dalszego promowania swojej twórczości na wielkim, o globalnym zasięgu, amerykańskim rynku.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News4 dni temuTede podał dalej film o Mesie „Najbardziej odklejony raper w Polsce”
-
News2 dni temuLil Narcyz – 23-letni polski comedy-raper i yotuber nie żyje
-
News3 dni temuHanior popełnia błąd językowy, który obszernie zdefiniował Sokół
-
News3 dni temuDawid Obserwator zgłosił skutecznie fanpage innego rapera, który robił o nim memy
-
News3 dni temuWażka G zwrócił się do posła PiSu, który został usunięty z partii
-
News3 dni temuYoung Leosia zdała prawo jazdy i została nagrana przez fankę podczas egzaminu
-
News2 dni temuKoszulki z hołdem dla Pono, a zysk dla jego córki. Czy przesadzili z ceną?
-
News4 dni temuKalwi i Remi odrzucili wielomilionową propozycję za swój katalog. „To za mało”