Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Białas i jego droga na szczyt – czyli o raperze, któremu się należało |FELIETON

Opublikowany

 

„Przyszedłem wtedy na pierwszą bitwę, zestresowany złapałem za majka i wiesz jakim się zakończyła werdyktem/ publika poznała moją ksywkę, bałem się, że nawet jedna osoba nie krzyknie/zostałem zjedzony no i opierdalał wstyd mnie, tak jak oni nie wierzyłem, że mi kiedyś wyjdzie”– nawijał Białas na swój legalnym debiucie pod skrzydłami Prosto . Z pewnością już wtedy wiary w osiągnięcie prawdziwego sukcesu w rapowej branży mu nie brakowało. A dziś ten sukces się ziścił- po latach starań, podbojach wolnostylowej sceny i wydaniu niezliczonej ilości mniej rozsławionych płyt oraz mixtape’ów jego najnowsze solo przoduje na liście OLISU…

 

A zaczęło się przecież od durnych freestyle’i, od co tygodniowych podróży przez pół Polski w celu kultywowania niezrozumiałej  zajawki, bezsensownego  przepierdalania hajsu i wypijania morza wódki. Co prawda to jak blisko może być od występów na scenie bitewnej do sukcesu w rapowej branży pokazała chociażby kariera Quebonafide, lecz w przypadku Białasa nic przyszło z dnia na dzień, nic nie spadło z nieba, a każdy sukces musiał zostać mozolnie wypracowany.

 

Po wolnostylowych bitwach Beezy jeździł dobrych parę wiosen. Do finału Wielkiej Bitwy Warszawskiej awansował trzykrotnie (w latach 2007-2009). Dwa razy łapał się nawet do najlepszej czwórki, lecz także i wyniku kontrowersyjnych decyzji sędziów nigdy nie dane było mu sięgnąć po mistrzowski pas. Parę lat temu w kawałku „Freestyle Wars”  Beezy nawijał, jak to do dziś- pomimo licznych triumfów na innych wolnostylowych imprezach- wkurwia go fakt, iż nigdy nie wygrał WBW…

 

Co oczywiście nie zmienia tego, że bitewny okres swojej kariery wspomina niezwykle pozytywnie. Dowód?

Już za wspomnianych czasów, późniejszy założyciel SB Maffiji rozpoczynał też swoją działalność studyjną. W 2006 roku Białas debiutuje pięciokawałkowym mixtape’em „H8ME” i od samego początku emanuje niezwykłą pewnością siebie. „Siemasz powracam, 2006 jest rokiem Białasa”– słyszymy w jednym z numerów na krążku. I choć rzecz jasna tak się nie dzieje, a pierwsze niezłej jakości trueschoolowe nagrywki Beezego nie mają szansy odbić się szerszym echem w rapgrze, to zaciętości i konsekwencji we wspinaniu się na szczyt nigdy nie można było mu odmówić.

 

Nie bez kozery swoją pierwszą nielegalną epkę, wydaną rok po wspomnianym mixtape’ie Białas tytułuje słowami „Miej wiarę”. Chyba rzeczywiście trzeba było ją mieć, by w przeciągu pierwszych trzech lat na scenie wydać nielegal i cztery mixtape’y, a przy okazji zjechać pół Polski na freestyle’owych bitwach…

Jak pewnie doskonale wiecie, to właśnie i na nich Białas poznał współzałożyciela SB Maffiji, Solara. Już w 2009 roku w ramach finału eliminacji WBW obaj panowie zamiast rywalizować wykonali na scenie wspólny, studyjny numer. Z kolei w kolejnych trzech latach wydali razem cztery mixtape’y oraz jeden świetnie przyjęty oraz mocno spopularyzowany nielegal pod tytułem „Z ostatniej ławki”.

 

Na krążku tym słychać ogromną chemię, jaka musiała panować w studio pomiędzy raperami. Słychać też dobre klasyczne, oldschoolowe bity i chociażby przekozacki featuring Bonsona. Pierwszy pełnowymiarowy album w połączeniu ze wspomnianymi wyżej licznymi mixtape’ami oraz zalążkiem ciągot obu panów do pchania się w beefy zaowocował tym, że już w 2013 roku (niecałe dwa lata po premierze poprzedniego krążka) Solar i Białas zaliczyli swój legalny debiut. I to nie byle gdzie, bo pod skrzydłami wytwórni Prosto…

 

„Stage diving” dało radę, ale bezsprzecznie nie zachwyciło. Były perełki takie jak: „Z nieba nie spadło”, „Spacer po linie” czy też „Upaść, wstać”, ale zdarzały się też kolejne wpadki z nieumiejętnie używanym autotune’em czy też wątpliwej jakości aranżacjami muzycznymi. Kapitalnie płytę tę zrecenzował wówczas Karol Stefańczyk, pisząc o tym, iż duetowi Solar/Białas z pewnością nie można zarzucić braku jaj, ich atutem jest bezkompromisowość i zaciekłość, lecz nie zawsze w parze z tym wszystkim idzie dobry smak artystyczny…

Jednak i jego sam Białas z czasem zaczął nabierać. A nabrał także i ogłady w beefach, umiejętności do tworzenia przekozackiego i agresywnego bragga, które to ogromne grono jego hejterów z czasem przemieniło w jeszcze większą rzeszę oddanych fanów. I gdy wydawało się, że tą drogą Beezy pójdzie dalej, że będąc na fali nie zaprzestanie rapować o melanżach, wywyższać się i atakować w kawałkach połowę rapowej sceny, na światło dzienne wychodzi „Rehab”…

 

Pierwszy legalny debiut solo Białasa, który zamiast wejściem z buta w mainstream okazał się być rozliczeniem z przeszłością. Dojrzałym, lecz pozbawionym irytującego patosu czy moralizatorstwa. Nie zawsze idealnie nawiniętym, lecz bardzo spójnym tekstowo i muzycznie. A w dodatku pełnym mądrości,  złotych myśli, o których to napisanie nigdy w życiu bym Białasa nie podejrzewał. Gdy z jego ust pada stwierdzenie, że „to bycie normalnym Cię czyni wyjątkowym” bądź słowa „Macie jedno życie, aż jedno życie/łatwiej będzie wam je przejść, jak się zjednoczycie” , człowiek z minuty na minutę odzyskuje wiarę w polski hip hop…

A w dodatku cholernie cieszy się, że tego typu wersy wychodzą spod pióra gościa, który i z wielu innych względów powinien robić za wizytówkę rapu. Faceta, który przeszedł możliwie najbardziej hip hopową drogę w swej wspinaczce na branżowy piedestał…Trzeba docenić,  że gdy znalazł się już o krok od jego blasku, zdecydował się zrobić przerwę na refleksję i rozliczenie z przeszłością. Nagrał płytę o tym, co „czuje, a nie co ludzie wolą”. Z tym że, jak się okazuje potem, zrobił to i w dużej mierze po to, by móc wrócić ze zdwojoną siłą i nieobcym mu lirycznym pierdolnięciem…

 

„H8M4” to już prawdziwy wjazd z buta w mainstream. Nieraz bezczelny i bezkompromisowy, a paroma chwilami aż zanadto przepełniony nienawiścią, która nieco gryzie mi się z tym, co słyszeliśmy na „Rehabie”. Ale rzeczywiście, zupełnie nie zważywszy na tego typu obiekcje 2k16 jest rokiem Białasa. Jego jest też pierwsze miejsce na liście OLIS oraz niemały kwit z wydanego nakładem swej własnej wytwórni kozackiego krążka.

I wiecie co? I teraz bez względu na wszystko, Beezy może jeszcze dobitniej stwierdzić to, co usłyszeliśmy z jego ust na poprzednim albumie.„Poświęciłem wszystko, żeby tutaj stanąć i nie czuję nic poza tym, że mi się to należało”- nawijał na Rehabie Białas, którego sukces w rapowej branży jest znacznie więcej niż zasłużony…

 

A najfajniejsze w tym wszystkim jest to, iż sam raper nie zamierza spoczywać na laurach. Na wieść o debiucie jego płyty na szczycie listy OLISu, napisał na facebooku, iż spełnienie czuje tylko chwilowe, a zamiast się rozwodzić w postach, zamierza jeszcze ciężej pracować.

 

Cóż, mam wrażenie, że choć Białasa można z różnych przyczyn nie lubić, nie trawić, to jako rapera cholernie ciężko jest go nie szanować…

 

Felieton

Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton

Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?

Opublikowany

 

oki kinny zimmer kto wygrał beef

W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.

Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy

Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.

„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.

Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

tymbark oki

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.

Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.

Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała

To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.

Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?

To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.

Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.

Czytaj dalej

Felieton

Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton

Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.

Opublikowany

 

łatwogang

Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.

Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?

Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.

Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.

Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.

Emocje i presja

Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?

Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.

Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.

Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.

Dobry chłopak, ale działa na emocjach

Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.

*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.

Czytaj dalej

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: