Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Bonus RPK jako życiowy weteran oszukuje fanów – felieton

Zbiórka na rodzinę, flex hajsem i typowe cwaniactwo.

Opublikowany

 

bonus rpk
Okładka albumu "Życia weteran" / autor zdjęcia: Wojtek Koziara

Andrzej Duda nie pochylił się nad rzekomo niesłusznym wyrokiem 5,5 roku więzienia dla Bonusa RPK. Ułaskawienia nie było i raper musiał odsiedzieć 4 lata za kratami za handel narkotykami. Kamiński i Wąsik byli chyba na naukach u Popka. Mieli większe plecy, po których poklepywali się z głową państwa, a nawet mogli u niego przekimać. Odsiedzieli tylko 15 dni, czyli niewspółmiernie mniej od rapera. Wyszli na wolność, ale stracili mandat posła. Bonus wręcz przeciwnie – zyskał w oczach fanów stając się tym prawdziwym. Jego pik popularności to właśnie ten moment.

Zbiórka dla biednej rodziny i kanapka z hajsu

Po zatrzymaniu Bonusa byliśmy świadkami płaczu i rozpaczy. To naturalne, kiedy członek rodziny jest odseparowany od najbliższych i ma spędzić za więziennymi murami najbliższe lata. Tuż po zamknięciu rapera włączono jednak tryb żebraka. Trzeba przyznać, że dość szybko jego rodzina została bez kromki chleba, bo jak pamiętamy słowa jego małżonki: – Jak powiedziała nam Dominika „Wolałabym jeść suchy chleb, ale z Oliwierem niż najdroższe dania świata bez Niego – można przeczytać na stronie zbiórki, którą zorganizowano na rzecz rodziny muzyka.

Portale informowały wtedy. – W ciężkiej sytuacji znalazła się jego rodzina, żona Dominika oraz syn Kuba (…) Zebrana kwota pozwoli przetrwać Dominice i Kubusiowi ten najtrudniejszy czas – informowały w 2019 roku media i organizatorzy finansowej pomocy dla artysty.

Zbiórka dla rodziny Bonusa

Przypomnijmy, że chwilę wcześniej w jednym z oświadczeń czytaliśmy, że Bonus od lat jest przedsiębiorcą. – 10 lat prowadzę firmę, zatrudniam ludzi i płacę nie małe podatki – tłumaczył. Jeżeli płaci się duże podatki, to dochody też są odpowiednio wysokie. Ale jak to bywa z prywaciarzami: „Panie, ja jeszcze do tego dokładam”. Małżonki Kamińskiego i Wąsika też podobno ledwo wiązały koniec z końcem, bo na ich cel też od razu zorganizowano zbiórkę.

Zbiórka się nie powiodła. I to w obu przypadkach: rodziny rapera i rodziny polityków PiSu. Zebrano zaledwie ułamek kwoty, o którą się ubiegali. Całe szczęście z pomocą przybyli koledzy raperzy. Bez żadnego szyderstwa, to akurat inicjatywa godna pochwalenia. Najpierw Białas wydał płytę, z której zyski miały być przeznaczone dla rodziny aresztowanego, a całkiem niedawno podobny ruch wykonał Czerwin TWM. Brawo, tak się to powinno robić, a nie wystawiać od razu ręce po łatwy hajs, bo rodzin, które naprawdę ledwo wiążą koniec z końcem i przeżywają ogromne targedie jest w naszym kraju i tak za dużo.

Jak już się odsiedziało swoje, to w końcu można na tym zacząć zbijać kapitał. Bo gdzie jak nie w Polsce i w polskim rapie. Bonus wie jak to robić. Miał czas, żeby to dokładnie przemyśleć i zaplanować. Jedną z pierwszych rzeczy po wyjściu z więzienia jest… profesjonalna sesja zdjęciowa w Areszcie Śledczym Warszawa – Białołęka. Pokazanie się na tle więzienia to strzał w dziesiątkę, który sprawdza się w rap grze od lat. I tu klops! Kanapka z hajsu, z którą flexują się zazwyczaj newschoolowcy nie przypadła do gustu fanom ulicznego brzmienia. Czyżby poczuli się zrobieni w jajo, okantowani albo wpuszczeni w maliny? Raper pozujący z plikiem pieniędzy, który chwilę wcześniej żebrał od słuchaczy kilka srebrników to chyba nie był dobry pomysł.

– Niedawno zbierali ci na rodzinę hipokryto. Wracaj tam gdzie twoje miejsce – brzmi jeden z wielu podobnych komentarzy, które znajdziemy pod poniższym zdjęciem.

Oszustwo na stronie z preorderem

Raper w końcu uruchomił też preorder nowej płyty. Zrobił to całkiem szybko, chcąc zapewne skorzystać z szumu związanego z jego wyjściem z zakładu. Strona preorderowa odpalona w piątek tuż przed weekendem to kolejny punkt dla marketingowca. Raczej nikt nie myśli, że w 2024 roku coś dzieje się przypadkiem. Każdy, nawet najmniejszy ruch jest omawiany i konsultowany godzinami z najlepszymi specjalistami w swoim fachu. To, w jakiej formie zostanie to podane ostatecznie odbiorcy i jaką aure się wokół tego zbuduje, to już inna para kaloszy. Tu mamy do czynienia akurat z porządnym i niepodważalnym backgroundem, bo nikt nie zarzuci przecież Bonusowi, że nie siedział za kratami. Być prawie jak więzień polityczny to w dzisiejszych czasach duża nobilitacja.

Wracając do wspomnianego oszustwa. Bonus postanowił stworzyć wrażenie, że zainteresowanie jego płytą jest duże i tym samym zwiększyć jej sprzedaż. Uruchomił na stronie Ciemnej Strefy z preorderem krążka – licznik osób aktualnie przeglądających witrynę. To prosty zabieg marketingowy mający za zadanie wzbudzić w nas poczucie, że jest to produkt porządany przez wiele osób i warto go kupić. Problem w tym, że licznik wcale nie pokazuje ilości faktycznych osób, które są o krok od kliknięcia przycisku „Kup teraz”.

Tak wygląda licznik na stronie płyty z preorderem

– To prosty skrypt, który na pewno nie pokazuje prawdziwych osób przeglądających stronę. Jest wpisany na sztywno i ma rotować liczby z konkretnego, wcześniej ustalonego zakresu – mówi w rozmowie z GlamRap.pl osoba na codzień zajmująca się budową stron www.

Co to dokładnie oznacza? Ilość osób przeglądających stronę z preorderem według tego licznika nigdy nie spadnie poniżej 5 i nie będzie większa niż 25. Tak zostało to ustalone w skrypcie strony. W każdej chwili oczywiście te zakresy można zmienić na dowolne inne. Zakresy są nieduże. Tutaj raper też wykazał się dużą przebiegłością. Większe liczby mogłyby wzbudzić podejrzenie wśród słuchaczy, a tak nikt nie powinien mieć wątpliwości.

Kod nie zlicza odwiedzających, tylko wyświetla losowe liczby od 5 do 25

– Każdy użytkownik może tak naprawdę samemu sprawdzić, że to fejk. Wystarczy otworzyć stronę na dwóch różnych kartach i zobaczyć, że na każdej karcie jest wyświetlana inna liczba aktualnie przebywających na stronie osób – dodaje.

Więzienie podobno nie resocjalizuje, ale na pewno uczy kombinatorstwa. Jeżeli też chcecie się go nauczyć, to wystarczy sięgnąć po rady życiowego weterana. Żeby się tylko nie okazało, że wasze cwaniactwo ma krótkie nogi i nie jesteście artystą kombinatorem tylko zwykłym bałamutnikiem.

 

Felieton

Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton

Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?

Opublikowany

 

oki kinny zimmer kto wygrał beef

W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.

Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy

Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.

„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.

Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

tymbark oki

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.

Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.

Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała

To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.

Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?

To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.

Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.

Czytaj dalej

Felieton

Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton

Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.

Opublikowany

 

łatwogang

Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.

Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?

Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.

Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.

Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.

Emocje i presja

Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?

Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.

Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.

Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.

Dobry chłopak, ale działa na emocjach

Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.

*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.

Czytaj dalej

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: