News
Kali: „Bedoes dzwonił z przeprosinami do Bilona i Peji”
Szef Ganja Mafii tłumaczy linijki wymierzone w Bedoesa i Otsochodzi.
Na albumie V8T, który ukazał się 27 kwietnia Kali rozlicza się z kilkoma raperami. W utworze „Całuj fingiel” obrywa się Bedoesowi, Young Multiemu oraz Otsochodzi. Po kilku miesiącach od premiery raper wyjaśnił wersy skierowane do kolegów po fachu.
Bedoes został wywołany do tablicy za pamiętne słowa na SBFestiwalu, kiedy wykrzyczał ze sceny: „Jeśli wasz ulubiony raper nie jest z SB Maffiji to prawdopodobnie teraz ssie komuś pałę”. Te słowa wywołały lawinę komentarzy w środowisku, a reprezentant SB Maffiji otrzymał kilka poważnych ostrzeżeń od m.in. Kafara, Żarego czy Bilona.
Weź tam lepiej ściśnij, pewny siebie młokosie
Bo ulica cię rozliczy, jeszcze raz zagraj na nosie
Długo się goją blizny jak rana po brudnej kosie
Wiesz, że kara się należy, wiem co mówię, nie przeproszę
Jak DIIL Gang i Dixy, ja się nie bawie w dissy
Sznurujemy kicksy, na rany lejemy whiskey
Na pokoju byłeś cichy, wiem, że w duszy nas szanujesz, kumam
Pod naporem wiksy czasem nie kontrolujesz, kwita
W rozmowie z Marcinem Misztalskim dla Redbull.com Kali wyjaśnia, że utwór „Całuj fingiel” nie jest dissem. – Mówiąc w starym stylu – „moje myśli uwolnione” – wyjaśnia. W numerze powinno pojawić się więcej ksywek, ale jak tłumaczy raper trwa on tylko kilka minut. – Bedoes podpadł mi słowami, które wypowiedział w warszawskiej Stodole. Po tej akcji dzwonił z przeprosinami do kilku raperów, m.in. do Bilona i Peji, ze mną się akurat nie kontaktował, trudno. Rozumiem, że poniosła go małolacka fantazja, ale wk**wiło mnie to i zalazła mi ta sytuacja za skórę. Śledziłem jego poczynania i wydawał się niepokorny, wyszczekany, zbyt pewny siebie. A ja niekoniecznie przepadam za takimi ludźmi. Udało nam się jednak ostatnio porozmawiać i mogę stwierdzić, że doszliśmy do porozumienia – mówi raper.
Drugim artystą, którego zaczepił Kali jest Otsochodzi. Reprezentant Asfalt Records podpadł mu zmianą stylówki z oldschoolu na newschool.
Nie o byle gównie nawijałeś na Slamie
Teraz chuj wie o co chodzi, można cię pomylić z pawiem
Gdy hipsterka cię hype’uje, zapewne czujesz się kotem
Miał być polski Badass, wyszedł Harry Potter
Jak tłumaczy Kali album „Slam” i poczynania Otsochodzi zasługiwały kiedyś na szacunek. Sam raper dostał wtedy wiele pochwał od starszych kolegów i słuchaczy. – Był naprawdę na dobrej drodze, by zostać tym Joey Badassem, do którego tak często go porównywali. Widać było, że jest inteligentny, wie, co mówi i jest przed nim przyszłość. Ale nagle wykonał dziwny zwrot i wyszło, co wyszło. Nie widzę w jego nowych kawałkach niczego wartościowego. Nie podoba mi się forma, w jakiej jest to wykonane, ani treść – uważa właściciel marki GM.
Kali nie przekreśla Otsochodzi jako człowieka i jest pewny, że gdyby się z nim spotkał i porozmawiał na pewno doszliby do porozumienia. – Ale jako artysta mnie po prostu bardzo irytuje. Stąd takie, a nie inne wersy – wyjaśnia.
Na koniec Kali przyznał, że po wypuszczeniu utworu „Całuj fingiel” mógł mieć beef z Bedoesem i Otsochodzi. – Tylko widzisz – albo jesteś, k**wa, raperem i mówisz to, co myślisz, albo udajesz prawdziwego i za każdym razem gryziesz się w język – podsumował.
Poniżej przypominamy numer „Całuj fingiel”.
Film o Kalim z budżetem 5-7 milionów
Od kilku miesięcy wiemy, że Kali pracuje nad filmem pełnometrażowym. Nie będzie to jednak produkcja, którą raper zapowiadał przy okazji premiery książki „Krime story” w 2015 roku. Ma być to fabularyzowany film o życiu Kaliego. – Będziemy realizować zdjęcia do filmu na podstawie mojego życia, opowiadającego historię mojej przemiany – mówił raper kilka tygodni temu w rozmowie z Proceente. Na ekranie będziemy mogli zobaczyć wątki dotyczące Firmy, pobytu Kaliego w więzieniu i początkach w muzyce. Budżet produkcji jest naprawdę imponujący i jak przyznaje raper jego majowy występ na SuperHit Festiwalu Polsatu pomaga mu zdobyć nowych inwestorów. – Takie występy wyglądają dobrze w oczach inwestorów, którzy wykładają na tę produkcję pieniądze rzędu 5-7 milionów złotych. Nie dostajemy pieniędzy na film z żadnego instytutu, tylko od ludzi, którzy dysponują grubymi portfelami, a oni patrzą na produkcję inaczej – jak na inwestycję, która powinna się zwrócić. Więc takie rzeczy, jak festiwal w Sopocie, albo jedynka na OLiSie, zdecydowanie nam pomagają – mówi raper w rozmowie z Marcinem Misztalskim dla Redbull.com.
Yurkosky i Kali pogodzeni
– Nie pośle props Yurkosky, bo nie poślę mu wersji preorder (kup se) – rapuje Kali w utworze „KGM”. Raper tymi wersami niejako zaczepił w marcu znanego aktywistę hip-hopowego Yurkosky’ego. Do tej pory obu panom widać nie było po drodze, aż do teraz. Do ciekawej sytuacji doszło w Giżycku, gdzie panowie mieli okazję po raz pierwszy spotkać się twarzą w twarz. Na szczęście zachowali się jak na facetów przystało, porozmawiali i wyjaśnili sporne kwestie, co zaowocowało wspólnym zdjęciem. Dodatkowo Kali w trakcie grania na żywo wspomniał o Yurkoskym potwierdzając „pojednanie”.
News
Polski rap zbanowany w szatni FC Porto. Jan Bednarek nie przekonał kolegów
Portugalczycy nie byli zachwyceni.
W szatni FC Porto polskiego rapu raczej nie usłyszymy zbyt często. Jan Bednarek kilka razy przejął głośnik i próbował pokazać kolegom muzykę z naszego podwórka. Efekt? Delikatnie mówiąc, szału nie było.
O muzycznych zwyczajach w szatni mistrza Portugalii opowiedział Jakub Kiwior w rozmowie z Dominikiem Piechotą dla Kanału Sportowego. Dziennikarz zapytał reprezentanta Polski, czy w Porto zdarza się słuchać polskiej muzyki.
– Co do muzyki, rzadko się zdarza, żeby dopuścili Janka Bednarka, żeby podłączył się pod głośnik. Może trzy razy puścił coś polskiego, ale chłopakom nie za bardzo się to spodobało – zdradził.
W zespole dominują zawodnicy z Portugalii i Ameryki Łacińskiej, a polskie numery najwyraźniej nie są tym, czego chcą słuchać przed treningiem czy meczem. Kiwior przyznał jednak, że znalazł się przynajmniej jeden kawałek, który dostał od kolegów względnie pozytywną reakcję.
– Było coś takiego, że powiedzieli, że jest ok. Nie pamiętam co. Wiadomo, że tego nie rozumieją, ale czasem im pasuje bit. Generalnie inni są odpowiedzialni za muzykę, również „Bedi”, ale zawsze mu mówią, żeby raczej nie puszczał polskiego rapu, tylko coś innego – dodał Kiwior.
Wygląda więc na to, że Bednarek może walczyć o miejsce w składzie FC Porto, ale przy klubowym głośniku polski rap przegrywa zdecydowanie.
News
„Ja sprzedawałem hip-hop, a oni są dzisiaj w reklamach” – pierwszy fragment filmu o Tede
Wilku: „My mieliśmy Elo, a Tede wymyślił sobie Joł, Joł, Joł”.
Ukazał się pierwszy fragment dokumentu „TEDE. Forever Rap” w reżyserii Krystiana Kuczkowskiego. Film ma premierę światową na 42. Warszawskim Festiwalu Filmowym.
Tede poszedł w lans i bounce: spór, który dzielił scenę
W opublikowanym fragmencie Eldo, Wilku i Cezary Ciszewski mówią wprost, że Tede poszedł w lans i bounce i odszedł od ideałów, z którymi zaczynali. CNE mówi o jego charyzmie i flow, których nie miał nikt inny. Hirek Wrona wspomina, że kolegom ze sceny nie podobało się to, co robił. Tede odpowiada, że ci, którzy zarzucali mu sprzedanie hip-hopu, dziś sami występują w reklamach.
To jeden z wielu momentów filmu, w których bohaterowie mówią o sobie i o sobie nawzajem bez ogródek. Twórcy zachowali pełną niezależność. Tede nie miał wpływu na treść i zobaczy film po raz pierwszy na premierze.
Podstawą filmu są prywatne nagrania z lat 1993-2002. Do tej pory nigdy nie zostały pokazane publicznie i przez ponad dwie dekady leżały na strychu. To zapis początków polskiego hip-hopu z pierwszej ręki: studia, koncerty, imprezy, osiedla i ludzie, którzy tę scenę tworzyli, zanim ktokolwiek wiedział, czym się stanie. Takich materiałów nie pokazał dotąd żaden film o polskim rapie.
Druga oś filmu to powrót Tede do Nowego Jorku po 22 latach i pytanie o to, jak zmienili się on sam, polski rap, Polska i Ameryka.
„TEDE. Forever Rap” nie jest filmem tylko o Tede. To zapis Polski przełomu wieków i pokolenia, które dorastało, zanim wszystko trafiło do internetu. Film pokazuje tamte czasy takimi, jakie były, łącznie z konfliktami, które wtedy dzieliły scenę.
– Nie robiłem laurki. Tede zgodził się na film, ale na żadnym etapie nie chciał w niego ingerować. To były jego warunki: nie chcę ingerować, nie chcę oglądać przed premierą. Chcę pierwszy raz obejrzeć na sali kinowej w trakcie premiery. To dla mnie jako twórcy wymarzona i komfortowa sytuacja. Archiwa pokazują, jak było naprawdę, a bohaterowie mówią to, co myślą – mówi Krystian Kuczkowski, reżyser i producent
„TEDE. Forever Rap” – pokazy i premiera
- 13.10.2026, godz. 20:30 – premiera światowa, 42. WFF, kino Atlantic, Warszawa
- 14.10.2026, godz. 17:00 – pokaz festiwalowy, kino Atlantic, Warszawa
O dalszych planach dystrybucyjnych filmu dowiemy się po festiwalu.
O filmie
TEDE. Forever Rap, dokument, 105 min, Polska/USA 2026
Występują: Jacek „Tede” Graniecki, Eldo, O.S.T.R., Wilku, Vienio, CNE
Reżyseria i scenariusz: Krystian Kuczkowski
Zdjęcia: Michał Tyszkiewicz, Maciej Gruda, Mateusz Sawicki, Jakub Szulczyk, Cezary Ciszewski
Montaż: Jakub Szulczyk
Produkcja: Cinema Craft
News
Buczer wrócił do ostatniego pożegnania Bezczela: „Stałem nad trumną obejmując twoją mamę”
Od śmierci białostockiego rapera minęło już pięć lat.
Pięć lat po śmierci Bezczela Buczer opublikował mocny, osobisty wpis, w którym wrócił do ich ostatniego pożegnania.
Buczer pamięta o Bezczelu. W piątą rocznicę śmierci białostockiego rapera jego wieloletni przyjaciel opublikował emocjonalny wpis. Przyznał, że do dziś ma przed oczami moment, kiedy po raz ostatni widział Bezczela przed zamknięciem trumny.
– Mija 5 lat odkąd nie ma Cię już z nami i od kiedy widziałem Cię po raz ostatni zanim zamknęło się wieko od trumny. Pamiętam dokładnie ten moment, bo stałem wtedy obejmując Twoją Mamę nad Twoją trumną i do dziś ciężko mi uwierzyć w to co się wydarzyło. Mam Cię w sercu w myślach w modlitwie każdego dnia i często wspominam o Tobie w swoich wersach by pamięć o Tobie nie została zatarta przez upływający czas. Spoczywaj w pokoju przyjacielu – napisał Buczer.
Śmierć Bezczela była jednym z najmocniejszych ciosów dla polskiej sceny tamtego okresu. Raper zmarł 21 września 2021 roku w wieku zaledwie 37 lat. Pięć lat później jego bliscy, przyjaciele i słuchacze wciąż dbają o to, żeby pamięć o nim nie zniknęła.
News
Akon wpadł w tłum 40 tysięcy fanów w wielkiej kuli. Musiała interweniować ochrona
Ten stunt nie poszedł zgodnie z planem.
Akon chciał przepełznąć nad 40-tysięcznym tłumem zamknięty w ogromnej dmuchanej kuli. Skończyło się interwencją ochrony.
Akon postanowił zafundować fanom efektowny numer podczas piątkowego koncertu na Bishkek Arena w Kirgistanie. Wokalista wszedł do ogromnej, przezroczystej kuli i ruszył w niej prosto nad głowami publiczności. Problem w tym, że tłum nie był w stanie go utrzymać.
Kula zamiast swobodnie przemieszczać się nad ludźmi zaczęła zapadać się w mocno ściśniętą publikę. Według lokalnego Open.kg zrobiło się na tyle nerwowo, że pojawiły się obawy o możliwość wybuchu paniki i stratowania uczestników koncertu.
Muzyka została na chwilę zatrzymana, a sytuację przejęła ochrona. Jej pracownikom udało się skierować wielką kulę z powrotem w stronę sceny i bezpiecznie wydostać Akona z tłumu.
Sam artysta nie wyglądał na szczególnie przejętego wpadką. Po wszystkim śmiał się z całej sytuacji, a następnie wrócił do grania koncertu.
Akon’s fans recently dropped the large transparent inflatable ball (a zorb) Akon was inside while he attempted to crowd surf during his show at Bishkek Arena in Kyrgyzstan while on tour with Ne-Yo.
(🎥 Kemel_Meken/IG)pic.twitter.com/SXAnrsZUGn— The Art Of Dialogue (@ArtOfDialogue_) September 19, 2026
Kilka kobiet obecnych na imprezie przekazało Open.kg, że problemem był po prostu ciężar całej konstrukcji. Ich zdaniem wiele fanek znajdujących się bezpośrednio pod kulą nie miało wystarczająco dużo siły, żeby utrzymać nad głowami wielkiego zorba razem z Akonem.
Skala koncertu była ogromna. Według AKIPress wydarzenie z 18 września zgromadziło około 40 tysięcy osób, a nad bezpieczeństwem imprezy miało czuwać około 2,5 tysiąca policjantów.
Na wydarzeniu pojawił się również niemiecki raper Nana. Początkowo w line-upie zapowiadany był Busta Rhymes, ale ostatecznie nie wystąpił.
News
Papoose dissuje Remy Ma i twierdzi, że pisał teksty byłej żonie. Fat Joe reaguje
Papoose w końcu odpowiedział na dissy byłej żony.
Papoose twierdzi, że pisał wersy Remy Ma, ale Fat Joe, który zna raperkę od dekad, zapewnia, że nigdy nie widział, żeby ktokolwiek tworzył za nią teksty.
Papoose uderza w Remy Ma
Rozstanie Remy Ma i Papoose’a coraz mocniej przenosi się z życia prywatnego do rapu. Kolejny rozdział ich konfliktu przyniósł numer „Jezebel”, w którym Papoose zasugerował, że miał po cichu pisać część tekstów swojej żony, jednocześnie publicznie chwaląc jej umiejętności.
To gruby zarzut, szczególnie w hip-hopie, gdzie autorstwo własnych wersów od zawsze jest jednym z fundamentów wiarygodności. Remy już wcześniej odrzucała podobne sugestie. W kwietniowym kawałku „W.Y.F.L.” odpowiedziała na narrację, według której Papoose miał być jej ghostwriterem.
Teraz o sprawę zapytano Fat Joe, czyli człowieka, który zna Remy od lat i nagrywał z nią na długo przed całym zamieszaniem wokół jej małżeństwa.
Fat Joe nie chce wchodzić między Remy i Papoose’a
Temat pojawił się podczas wizyty Fat Joe w „The Real Report” prowadzonym przez Tony’ego Yayo i Uncle Murdę. Yayo przypomniał, że Remy miała na koncie numery z Big Punem i Fat Joe jeszcze przed związkiem z Papoose’em.
Joe od razu zaznaczył, dlaczego nie zamierza wybierać strony w ich prywatnej wojnie. Powód jest bardzo osobisty.
– Jej córka jest moją chrześnicą. Mam zasadę, żeby nie mieszać się między nich, bo nie mogę mieć żadnego problemu z moją chrześnicą. Za bardzo ją kocham i nie chcę, żeby jej ojciec i ja zaczęliśmy się przez to atakować. Dlatego staram się pilnować własnych spraw.
„Nigdy nie widziałem, żeby ktoś pisał teksty Remy”
Kiedy jednak rozmowa zeszła konkretnie na ghostwriting, Fat Joe nie uciekł od odpowiedzi.
– Osobiście Fat Joe nigdy, do dzisiaj, nie widział, żeby ktokolwiek pisał teksty Remy. W tym tygodniu zrobiła dziesięć numerów. Jest uzbrojona w wersy. W tym tygodniu! Więc nie wiem, co mam wam powiedzieć.
Tony Yayo asking fat Joe about papoose saying he was ghost writing for remy ma and is that true or false pic.twitter.com/nkOSCwGMBs
— NBA Hoops (@Thechat101) September 21, 2026
Fat Joe nie zamierza też robić za sędziego w rozwodzie wieloletniej pary. Zażartował nawet, że w swoim pokoju ma więcej zdjęć chrześnicy niż własnych dzieci.
-
News3 dni temuNatalisa atakuje Young Leosię: „To nie baddie era, ty po prostu się puszczasz”
-
News1 dzień temuPowstał film o Tede. Na ekranie m.in. Eldo, O.S.T.R., Wilku i Vienio
-
News3 dni temuNitro nigdy nie poda ręki Sentino, choć raper próbował przepraszać
-
News2 dni temuTrueman ujawnił, kiedy wypuści płytę Sentino i Fagaty. Ma świadomość, że to gorący kartofel
-
News1 dzień temuBonus RPK zapowiedział wspólny numer z Tede
-
News19 godzin temuNitrozyniak: „Zdelegalizowałbym kobiecy rap”. Streamer wskazał tylko 2 dobre raperki na scenie
-
News11 godzin temu„Ja sprzedawałem hip-hop, a oni są dzisiaj w reklamach” – pierwszy fragment filmu o Tede
-
News3 dni temuJay-Z ujawnia kulisy konfliktu 2Paca i Biggiego. „On go ostrzegał”