Felieton
KOMENTARZ: Dobry Peja, zły Tede i urażona córka
Jeden wers, jeden mały pstryczek w nos, których było już multum przyczynił się do wczorajszej burzy, tak naprawdę szklance wody. Dlaczego wojenna machina ruszyła ponownie dopiero teraz?
Od kiedy nieformalnie beef Tedego z Peją się zakończył, a stało się to w momencie kiedy z jednej i z drugiej strony przestały powstawać dissy, obydwaj panowie przez cały ten okres, aż do dzisiaj, regularnie i z pełną premedytacją dogryzali sobie na wszelkie możliwe sposoby.
Zostawmy docinki z dawnych lat i skupmy się na tych bieżących. Na swojej najnowszej płycie "Książe aka. Slumilioner" Peja kilkukrotnie zaczepia swojego rywala, a w klipie do kawałka "Prawdziwy rap rozpierdol" pokazuje nawet przerobiony t-shirt Tedego "fakeTEDE". Ten nie pozostał mu dłużny i także pokazał się w przerobionej koszulce Terrorymu.
Zwaśnieni raperzy wbijają sobie szpile na każdym możliwym kroku i naprawdę ciężko wskazać, który robi to częściej, chociaż takiego niechlubnego faworyta starają się kreować niektóre hiphopowe media. Mowa tutaj o artykule, a właściwie wpisie Jarosława K. zatytułowanym "Tede unika spotkania z Peją? Czy dojdzie do spotkania? Przeczytajcie wpis Rycha", który wczorajszy konflikt przedstawił jednostronnie, manipulując informacjami na niekorzyść warszawskiego rapera, okraszając swój wpis czterema wybranymi komentarzami z sieci, które mówią negatywnie o Warszawiaku. Dlaczego taki artykuł? Być może dlatego, że jest on pracownikiem wytwórni Fonografika, w której wydaje się Peja, odpowiada on m.in. za promocję albumów Poznaniaka czy prowadzenie portalu hiphopowego Rapportal.
Subiektywna opinia osoby prywatnej jest subiektywną opinią osoby prywatnej, ale gdzie tutaj chociaż minimlana próba zachowania obiektywizmu?

Te sprawy zostawmy jednak na boku i skupmy się na kolejnych przysłowiowych szpilach.
Oprócz coraz to nowych docinek z obydwu stron, jedna z nich ciągnie się przez cały okres beefu, aż do teraz. Mowa tutaj o blokowaniu koncertów Tedego w Poznaniu. Jest to chyba najtwardszy argument ze strony warszawskiego rapera, dlaczego beef się tak naprawdę nie zakończył i kto go ciągle podtrzymuje. Co więcej, Peja chwali się w różnych mediach, że blokuje koncerty swojego oponenta. Chyba ciężko bardziej upokorzyć swojego rywala? – Ja nie zezwalam na organizację koncertów. Działamy formalnie i nieformalnie. "Dzień dobry, koncertu nie ma. Dobrze, dziękuję i przepraszam" – mówił Peja w programie 20m2 Łukasza Jakóbiaka w ubiegłym roku. Raper docinał Tedemu też w sieciach społecznościowych twierdząc, że ten chciał otrzymać do jednego z poznańskich klubów eskortę policyjną.
Tede także dołożył swoją cegiełkę do podtrzymania konfliktu, poruszając temat Peji na początku tego roku na koncercie w Toruniu. – Ze cztery lata grałem tutaj w Toruniu, było 50 osób może było – mówił Tede ze sceny. – Podjeżdżając pod lokal "kurwa, ja tu byłem". Byłem w tym klubie. Tutaj są okna, tam jest taki bekstejdżyk na górze. Tu byłem na premierze PTP i tu stał dokładnie Rychu P. i mówił "Jacek chodź tu przyjacielu" – wspominał szef Wielkie Joł.
Przechodząc do wczorajszej burzy na portalach społecznościowych. Wers Tedego, który tak bardzo wstrząsnął tą częścią sieci głównie sympatyzującą z Peją (niektórzy dopatrują się w tym pedofilii! #Krzysztofliger), mianowicie "straszyli mnie Penerem, ale był na spacerze z Lili" odnosi się bezpośrednio do wpisu Peji, który jako pierwszy wplątał w konflikt z TDF'em swoje dziecko, odpowiadając na nominację szefa NWJ do #Hot16Challenge, że nie weźmie w tej zabawie udziału bo…
Komentarz Peji na temat wyzwania #Hot16 (pisownia oryginalna):
– hot 16 czy cuś… Wyzwał mnie sam jay – niestety nawet dla jaya rych czasu nie ma. Bawcie się dalej powodzenia ja zajmę się swoimi sprawami nawet, jeśli studio mam po drugiej stronie to zrywu nie czuję – idę z córką na spacer – bo co niby robić w taki ładny słoneczny dzień jak ten? – napisał Peja.
Nie zapominajmy też, że Rychu nagminnie pokazuje niczego nieświadomą córkę w swoich filmikach czy na zdjęciach, które publikuje w sieci, można powiedzieć, że dorasta ona na oczach jego fanów (ale też wrogów), a co gorsza, powoli zaczyna się stawać obiektem drwin internautów, a jakie jest to środowisko wszyscy dobrze wiemy.
Wczorajszy dzień podsumowywany jest często na korzyść Peji. Dlaczego? Członek Slums Attack zachował się mistrzowsko, przejmując taktykę Tedego z jego poprzednich beefów i błyskawicznie komentuje to co się wokół niego dzieje. Przypomnijmy, że kiedyś w wywiadzie poznański raper chwalił za to swojego dzisiejszego wroga: – "Tede jest dla mnie mnistrzem konfrontacji, bo zaraz robi kawałki o tym, jak coś usłyszy, robi, mówi, opowiada jak on to widzi i jest sprawa wyjaśniona".
Peja zareagował głośnym wpisem na zaczepkę Tedego, wywołując ogólnosieciową dysputę, a na tego złego wyszedł ten, który akurat miał swoją kolej na wbicie szpily. A warto tutaj zaznaczyć, że chwilę przed wypuszczeniem przez Tedego numeru "Na pierwszej linii", Peja zaczepił go na Instagramie, komentując rozdanie Fryderyków hashtagiem: #zesrus_nie_przyszedl_bo_wydygal.
Podsumowując: Wiele, wiele lat temu raperzy tego typu spory rozwiązywali tylko i wyłącznie na trackach. Zaczepka jednego skutkowała odpowiedzią na kolejnej płycie tego drugiego. Były to często ciche konflikty, o których nie wiedzieli nawet słuchacze, bo wersy były tak umiejętnie złożone, że nikt oprócz samego zainteresowanego nie wiedział do kogo kierowane są linijki. Dziś raperzy idą na łatwiznę przy pomocy mediów społecznościowych i ciekawe muzyczne zjawisko jakim jest rozciągająca się na wiele płyt lightowa wersja konfliktu ze zwykłymi docinkami zamiast pełnotrackowych dissów jest zastępowana przysłowiową gównoburzą na Facebooku i Instagramie.
Podsumowując ad 2: Oydwaj panowie dokładają od siebie po tyle samo do tego konfliktu, wbijając sobie szpile w kawałkach, na koncertach, a w głównej mierze w mediach społecznościowych i obydwaj są odpowiedzialni za szum, który wokół tego powstaje.
Podsumowując ad 3: Powyższy wpis został zawarty w subiektywm cyklu "Komentarz" i jest moją osobistą opinią, jednakże wydaje mi się, że jest jak najbardziej obiektywny, bo zarówno Peja jak i Tede ani mnie grzeją ani mnie ziębią. PS. Dajcie znać w komentarzach co o tym sądzicie.
__________
*Cykl "Komentarz" jest subiektywną oceną wydarzeń ze świata Hip-Hopu. Jeżeli Ty również chcesz podjąć się jakiegoś tematu, który ma zostać opublikowany w tym cyklu, prześlij do nas gotowy tekst na adres kontakt@glamrap.pl
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News3 dni temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News3 dni temuPolak, który trafił na europejskie listy
-
News2 dni temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News23 godziny temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News12 godzin temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News2 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
teledysk4 dni temuNowy Polak jara jak Snoop Dogg
-
News2 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”