Felieton
KOMENTARZ KAABANA: Beef Palucha z Fokusem
Jeżeli weźmiemy pod uwagę beefy, w których padła przynajmniej jedna odpowiedź, to chyba będzie to najkrótsza konfrontacja w historii polskiego rapu. Nawet jeżeli się mylę, to bezsprzecznie zajmie zaszczytne miejsce „najbardziej bekowej”. Najważniejsze, że potencjał ku temu płynie z obu stron, a nie jak to ma miejsce zazwyczaj – tylko z jednej.
Na początku ustalmy parę faktów, czyli przede wszystkim: od czego DOKŁADNIE się zaczęło? Wbrew opinii internetowych sezonowców konfliktu wcale nie rozpoczął Fokus, tylko Paluch. Konkretnie wszystko ma swój początek w kawałku „Wiarygodność”, który to znalazł się na poprzednim albumie poznaniaka.
https://www.youtube.com/watch?v=Ysg0l-grAJQ
Jak widać na załączonym obrazku, Paluch bardzo zdenerwował się faktem, że kolega ma więcej fejmu i nagrywa z Dodą. Standardowe pierdolenie o tym, że nie jest to rap itd. Fajnie, ale jeżeli serio tak uważa, to albo umknęły mu pewne fakty, albo owych faktów po prostu nie chce znać. Przecież w Stanach kolaboracje tego typu są NA PORZĄDKU DZIENNYM. U nas to wydarzenie na taką skalę, że trzeba o tym nagrywać piosenki.
Zrozumiałbym takie podejście, gdyby Paluch był zatwardziałym truskulem, bawiącym się cały czas w sampel + werbel. Tymczasem mówimy o raperze nagrywającym całe płyty pod newschoolowe bity i autorze takich wersów jak:
„Śmieszą mnie raperzy z zacofanym podejściem
Oni robią klasykę, a ja z progresem pobiegłem (pod rękę? Nigdy niewiem)
Ograniczeni przez pierdoloną dumę
Ja się jaram tym co dobre, oni tylko truskulem”
https://www.youtube.com/watch?v=PpJ6BQ2N8TM
No i jak to się ma do zarzutów w stronę Fokusa? Polecałbym się zdecydować. Nie twierdzę, że kolabo z Dodą rzuca na kolana, ale bez przesady, nie jest to żaden „Zodiak na melanżu”. Poza tym należy pamiętać, że jest to pewne przełamanie schematów (na naszym podwórku oczywiście), więc polecałbym jednak nie „ograniczać się przez pierdoloną dumę” tylko propsować ziomka i jarać się rosnącą popularnością rapu. A i pamiętać, że ta PRZEKŁADA SIĘ na pensję dla raperów!
Wstęp trochę zajął, a początkowo miałem go w ogóle nie pisać wychodząc z założenia, że wszyscy zainteresowani wiedzą, o co dokładnie się rozchodzi, jednak po przeczytaniu XX komentarzy o tym, że Fokus pierwszy zaczepia Palucha stwierdziłem, że przytoczenie faktów jest moim obowiązkiem.

„Syntetyczna mafia” miała premierę przeszło rok temu, Fokus zdecydował się na odpowiedź dopiero teraz. Nie wiem, dlaczego tak późno, ale bez wątpienia zrobił koledze zajebistą reklamę. Kombo w postaci „Jesteś bogiem” x „Rekontakt” zaowocuje dość poważnym wzrostem fejmu Palucha. Nawet, jeżeli będzie to fejm negatywny, to i tak zaistnieje i pozostanie w świadomości tak wielu słuchaczy, że wśród nich znajdzie się jakiś wycinek, który zajara się rapem Poznaniaka i „poda dalej”. Posłuchajmy więc „Afterparty”:
https://www.youtube.com/watch?v=Oufb1Cxz5fs
„Nigdy więcej nie mów do mnie takim tonem
jestem MC rozpierdolę cię w moment
technicznie to jesteś pionek
syntetycznie to tak miało być zrobione, co nie
tak to się robi to na południu ziomie
na nieosiągalnym dla ciebie poziomie
mój majk płonie, twój majk tonie
w chuj daleko ci kaleko do mnie, to twój koniec
smok na mikrofonie w złocistej koronie
w dłoni miałem spray ty jeździłeś na kolonie”
Pocisk jest wyraźny i dobrze, przynajmniej nie ma niedomówień jak np. przy okazji beefu Tede vs. Płomień. Pancze nie najwyższych lotów, raczej brzmi to jak jakieś demo/freestyle, ale wyszło jako luźny track, więc nie czepiam się. Tak czy inaczej Paluch musiał nieźle wyczekiwać odpowiedzi członka Pokahontaz, ponieważ w trymiga opublikował „Antyfokus”, który już w całości jest skierowany do adwersarza.
Trzeba przyznać, że diss stoi na całkiem niezłym poziomie, słychać wkurwienie w głosie Palucha, do tego celne punktowanie przeciwnika. Całość „ozdabia” naprawdę wkurwione video i zaczyna robić się niebezpiecznie… W tym momencie w samym beefie (pomijając to, na jakiej kanwie powstał) prowadził Paluch, wszystko wskazywało zaś na to, że Fokus przygotowuje się do odpowiedzi. I wtedy ktoś nadgorliwy (Fokus na 99% nie prowadzi samodzielnie swoich profili) zamieścił taki oto wpis na fanpage’u Smoka:
„ale się usmiałem 'dissem’ od syntetycznej szmaty.ide do sklepu zjeśc paluszki…”
I właśnie w tym momencie zaczęły dziać się dziwne rzeczy: najpierw w trybie przyśpieszonym poszło sprostowanie, że nie są to słowa Fokusa, tylko kogoś, kto prowadzi jego profil, a on sam nigdy nie nazwałby Palucha szmatą. Dość asekuracyjna postawa jak na kogoś, kto prowadzi beef. Rozumiem takie wycofywanie się, gdyby był tam zawarty tekst o ruchaniu matek/żon/sióstr, albo przynajmniej coś grubszego kalibru. Tak chyba komuś zabrakło jaj, co jest beką w świetle informacji o tym, kto zdecydował się na odgrzanie tego konfliktu.
Po tym – jakby nie patrzeć – dziwnym zdarzeniu w świat poszła jeszcze dziwniejsza informacja:
– „16ty ukryty track na Rekontakcie – „Beka” jest skierowany do hejterów, i NIE jest dissem w kierunku Palucha. Beef nie będzie miał kontynuacji. Sprawa została wyjaśniona i załatwiona między mną a Paluchem telefonicznie – nie będziemy nakręcać spirali nienawiści między nami, miastami, naszymi fanami”.
„Beka” „beką”, ale przecież beef dotyczył zupełnie innego utworu, nie hidden tracku z „Rekontaktu”! Do tego standardowa, nudna jak pizda gadka, że „hip hop łączy, a nie dzieli” z ust kogoś, kto tydzień wcześniej wypuścił ewidentny diss. Żenada.
Kiedy ring został posprzątany, a kibice zaczęli rozchodzić się do domów do głosu ponownie doszedł Paluch:
– „Wczoraj (poniedziałek) przez telefon Fokus zaproponował nagranie wspólnego kawałka…uznałem to za niesmaczny żart i kpinę delikatnie mówiąc. Następnie odstąpił od beefu. Nie jestem jednym z tych który pastwi się nad leżącym przeciwnikiem więc odpuszczam temat. Fokus chyba nie zrozumiał że beef opiera się na argumentach i to nie tylko kawałki i rymowanie i chyba dotarło do niego że może z tego być coś więcej niż tylko sprzeczka między nami. Skoro hip-hop ma łączyć a nie dzielić to skąd afterparty?? Beef is Beef. na reszte pytań odpowiedzcie sobie sami. Kumplami nie będziemy.
„nie ma jedności na scenie chyba że bujasz w obłokach”

Bez względu na to, czy Paluch faktycznie groził Fokusowi, to beka z tego drugiego, że proponował mu kawałek. I props dla poznaniaka za takie postawienie sprawy, chociaż koniunkturalizm podpowiadał nagranie wspólnego utworu z typem, który aktualnie jest na tapecie.
Jednak wróćmy jeszcze do tematu ewentualnych gróźb, zaraz po ukazaniu się powyższej informacji głos zabrała żona i menager Fokusa – Ana:
„Wy naprawdę myślicie, że Fokus nie chce wojny, bo nie ma argumentów lub boi się beefu? Rozwińcie wyobraźnie, od kiedy poznańska gangsterka potrafi załatwiać sprawy słownie? Hmm?”
„To jest jakby oczywiste, ziom, ziomek, brat, koleżka. Przypominam, że w ekipie koncertowej mamy również kobietę. Tu trzeba wszystko robić z głową, jak już pisałam – ktoś musi być mądrzejszy.”
Z jednej strony możliwe, że ktoś tu histeryzuje, z drugiej Paluch nigdy nie zdementował tych informacji. Ponadto przez jakiś czas byłem aktywnym userem Fokuspace i powiedzmy, że jako-tako znam zwyczaje tam panujące oraz (oczywiście na tyle, na ile się dało) śledziłem posty Any. Na podstawie tych (wiem, że wątpliwej jakości, ale zawsze jakichś) informacji jestem skłonny uwierzyć, że groźby pod adresem Fokusa i jego ferajny faktycznie padły. Może naprawdę „poznańska gangsterka” tak ma? Przypomnijmy sobie pojedynek sprzed 4 lat, gdzie stronami konfliktu byli Żurom oraz Peja. W ramach tejże walki Charlie P. nagrał znany filmik, w którym zakopuje na polu worek, w którym miała się znajdować głowa Żuroma. Może w Poznaniu standardem jest przenoszenie beefów na grunt fizyczny?
Jak pisałem wyżej – skłaniam się ku wersji, że Paluch faktycznie groził Fokusowi i jego ekipie koncertowej pobiciem. Jeżeli odnosiłby się do samego rapera to spoko, uważam to za dopuszczalne. Ale jak ktoś, kto sam ma żonę i dzieci, może odpierdalać takie akcje? Groźba musiała być naprawdę mocna, skoro Fokus wycofał się aż na takiej szybkości. W całej sytuacji stoję rzecz jasna po stronie członka Pokahontaz i pierdolenie typu „przestraszył się” jest tylko pierdoleniem, skoro na szali stało zdrowie jego żony/koleżanki to nic dziwnego, że postąpił tak, jak postąpił. Fokus też dodał do bekowozu swoje 3 grosze pt. „odgrzewam beef w momencie premiery filmu o mnie” oraz „proponuję wspólny kawałek ziomkowi, z którym mam beef”. No kurwa brak jakiekolwiek wyczucia. Jednak w świetle braku zdementowania pogróżek pod adresem kobiet przegranym tego beefu jest rzecz jasna Paluch, którego street credit powinien spaść do ujemnych wartości. To jednak się nie stanie, ponieważ dorobił się już pewnego fanbase’u, który pójdzie za nim w ogień. Niestety. Tekst miał być trochę ostrzejszy, ale boję się wpierdolu od wiadomej strony całego zamieszania.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
-
News3 dni temuBajorson pogodził się z Dawidem Obserwatorem – oświadczenie
-
News2 dni temuTeoria spiskowa Gandziora z 2025 roku została potwierdzona przez eksperta
-
News3 dni temuWini uderza w Skolima: „Muzyka niskich lotów, kupowanie wyświetleń”
-
News2 dni temuTrapstar na skraju upadłości. Kultowa marka związana z rapem walczy o przetrwanie
-
News3 dni temuQuebonafide na dużym wydarzeniu Kanału Zero
-
News4 dni temuWytwórnia, której szefem był Quebonafide ogłosiła powrót
-
News2 dni temuKinny Zimmer i łańcuch z drukarki 3D? Blisko 200 zł za losowy chain
-
News4 dni temuBambi stanęła twarzą w twarz z fanem – chłopak zalał się łzami