Felieton
KOMENTARZ KAABANA: Zamieszanie wokół „Jesteś bogiem”
Początkowo miałem nie pisać zarówno o filmie, jak i o otaczającym go morzu żenady nawet jednego zdania, a już na pewno nie przed jego obejrzeniem, jednak życie i różne pojeby na tym świecie wciąż zaskakują. W związku z tym postanowiłem podzielić się moimi refleksjami z perspektywy ex-gimbusa, ex-fana Paktofoniki i ignoranta, który do tej pory nie wybrał się na seans o ćpunie, który rzucił się z okna bo nie miał pieniążka na prezent dla dziecka, względnie bał się służby wojskowej.
Cofnijmy się więc o parę lat, konkretnie do roku 2008, w którym to lewackie ścierwo, znane również pod nazwą „Krytyka Polityczna” wydało swoim nakładem książkę „Paktofonika. Przewodnik Krytyki Politycznej” w formie potencjalnego scenariusza do filmu.
Za takie czytadło podziękowałem na wstępie, wszędzie się wpierdoli jebana lewacka propaganda. Były to czasy, kiedy wypowiadałem się na forum fokuspace (nie szukajcie konta, już dawno permban) i zarzuty, o upolitycznienie książki spotkały się nie tyle z kontrargumentami, co… z brakiem jakiegokolwiek zrozumienia. Nikt, podkreślam nikt (ale to forum dla gimbusów, więc w sumie nic dziwnego), łącznie z żoną głównego zainteresowanego nie umiał wyjaśnić, czemu ksiązka wyszła pod egidą lewackiej bandy towarzysza Sierakowskiego.
Wtedy nie wierzyłem, że ten film kiedykolwiek powstanie, więc jak duże było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że prace zaczynają się/trwają/są zaawansowane. Jeszcze większy szok przeżyłem w momencie, kiedy dotarła do mnie informacja o przyśpieszeniu premiery całości. Zwiększenie tempa pracy nad czymkolwiek w polskich warunkach to w 95% przypadków syzyfowa praca, dlatego tutaj muszę przesłać propsa dla ekipy, która pracowała nad filmem.
Z perspektywy czasu cieszę się również, że ostatecznie nie przeczytałem tej ksiązki-scenariusza, ponieważ jak już wybiorę się na film (albo wycieknie do neta, he he) to będę miał więcej przyjemności z oglądania niż osoby, które wcześniej zapoznały się z scenariuszem. Ponadto całe zamieszanie mogę oceniać z perspektywy prawdziwe bezstronnego obserwatora, co po lekturze ksiązki Piusika byłoby niemożliwe.
Poziom hajpu, jaki powstał na tę ekranizację naprawdę przekroczył moje wszelkie wyobrażenia. Początkowo myślałem, że będzie to po prostu kolejny film, na który pójdzie garstka zainteresowanych osób, czasopisma branżowe opiszą na ostatniej stronie, a na filmwebie będzie miał średnią 9/10. Tak się jednak nie stało i z jakichś zupełnie niezrozumiałych powodów nasze lokalne gwiazdki pokroju Siwiec, Dody i innych osobistości, dla których drugim domem jest ścianka na różnych bankietach uznały, że „Jesteś Bogiem” to doskonałe miejsce do lansu i poprawienia poziomu swojego fejmu.

WTF?! Film o Paktofonice dobrym miejscem do lansowania? Ok., jeden z głównych bohaterów nie żyje, więc już pozujemy na osobę, która łączy się w bólu i uznaje, że „trzeba coś z tym zrobić”, ale co poza tym? Nawet, jeżeli PFK było/jest gdziekolwiek „legendarne” (co za pierdolone nadużycie!), to są to ściśle rapowe kręgi, a nie TVN, FPFF i ta szara masa samozwańczych celebrytów znanych z tego, że są znani. Nie mam pojęcia, czy w wyniku tych wszystkich zabiegów poziom lansu skoczył w górę, bo szkoda mi czasu na śledzenie pudelka i tym podobnych portali. Jestem za to przekonany, że 90% z nich nie słyszało nawet „Jestem bogiem”, a 99% nie byłoby w stanie wymienić tytułu żadnego z albumów Paktofoniki. Reasumując: może to i lepiej, że nie znam ich opinii, bo są warte mniej, niż najtańsze buty z Carefoura.
Należy wspomnieć również o ocenach tzw. „krytyków”. Patos leje się hektolitrami, od słów „to polska 8. mila” przez „postać Magika ma w sobie coś z Eminema” (chyba tylko to, że obaj nie stronili od używek), aż po „Magik był z nami na planie filmu”. Ja pierdole, jak tym ludziom nie wstyd mówić takich rzeczy? Do tego jeszcze jakieś kurwa nagrody, za film oparty na konkretnej historii, jednak podkoloryzowany…
Dla odmiany postanowiłem śledzić opinie raperów, czyli tzw. środowiska i nie powiem, że nie byłem tymi wypowiedziami zdziwiony. Propsy od Sokoła, który nie zwykł wchodzić w dupę kolegom po fachu (chyba, że są to znajomi z wytwórni) to naprawdę rzadkość. W podobnym tonie wypowiadali się m.in.: Lukasyno i Kajman. Z czasem na pewno swoim zdaniem będą dzielić się kolejni raperzy, co (mam nadzieję) pozwoli zweryfikować poziom skoku na gimbotarget Paktofoniki przez w.w.
Na osobny akapit, a właściwie parę, zasługują Fokus i Rahim, którzy przy okazji premiery postanowili zgarnąć trochę fejmu. O ile ten drugi większość swoich ruchów utrzymywał w ramach dobrego smaku, to Fokus po raz kolejny dał świadectwo, że przede wszystkim hajs musi się zgadzać, a reszta jest nieważna. Nie jestem żadną zamkniętą, truskulową głową, ale chodzenie z Dodą pod rękę na premierze filmu jest moim zdaniem przegięciem. Jeszcze niecałe 2 lata temu dissował takie osoby, teraz nie ma problemu lansować się z nimi pod rękę. Może trochę konsekwnecji?
O sztuczną reklamę filmu wypowiedziami typu „film naprawdę chwyta za serce”, „scena samobójstwa jest bardzo ciężka”, „aktorzy mistrzowsko zagrali swoje role” nie mam zbytnich pretensji, w końcu jakoś trzeba to zareklamować wśród głupszej części społeczeństwa, która własne zdanie wyrabia sobie na podstawie tego, co powiedzą ich idole. Jednak najpierw lansują się z Dodą, idą do Powiatowego, swoją obecnością dają przyzwolenie na taką, a nie inną obsadę widowni, a potem Fokus jest wielce zdzwiony pytaniem od „ziomeczka z warszawy” o to, czemu udaje, że raperzy nie mają hajsu i panienek. Jeżeli takie pytania go wkurwiają, to mógł nie robić z tego filmu przedsięwzięcia medialnego, tylko wydarzenie dla fanów i ludzi zainteresowanych. Sam poleciał na hajs, to niech odpwiada bez zdziwienia, bo sam wybrał tę, a nie inną drogę.

Swoje trzy grosze dorzuciła również sierota po Magiku, czyli niejaki Filip Ł. Myślę, że dla większosci osób samobójstwo ojca-tchórza byłoby powodem do wstydu, jak widać kolega Filip ma trochę inne pojęcie honoru i postanowił wybić się na fejmie znanego taty. Wjechał więc na pełnej kurwie z filmem, w którym zachęca do obejrzenia „Jesteś bogiem”. Super, stadko psychofanów zostało już uaktywnione, czekamy na płytę, złoto i pierwsze miejsce na OliSie już czeka.
Jak wspomniałem wyżej – nie jestem zamknietą, truskulową głową, ale wkurwia mnie taka dwulicowość. Najpierw diss na Dodę i tracki typu „Dla mnie masz stajla”, potem nagrywki z nią. Świadoma aprobacja dla konferencji z dziennikarzami, którzy raperów traktują jak człekokształtne małpy z zoo, a potem pretensje, że ktoś nie wie o co chodzi, bo nie słuchał płyt. Nie mówię, że każdy ma być czysty jak łza, ale chyba panom już dawno hajs przysłonił oczy. A jeżeli zmienili zdanie, to mogli to ogłosić wcześniej. Tak szansę zrobienia całości „z klasą” zamieniono na „z kasą”. Jednak wszyscy wiemy, z kłótni o co słyną członkowie Pokahontaz.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
teledysk3 dni temuAvi: „Później biję rekord, tak jak Biedroń matkę”. Raper odpowiada Natsu i Newonce
-
News4 dni temu„Tamagotchi” Quebonafide i Taco z kolejnym gigantycznym rekordem
-
News3 dni temuKuba Wojewódzki wbił szpilę Książulowi, bo ten skrytykował knajpę dla elit
-
News1 dzień temuRaperka Rena ze Stoprocent ujawniła, że jest w związku z kobietą
-
News2 dni temuTede sprzedał więcej kopii nowej płyty niż Roxie czy Big Cyc
-
News3 dni temuMalik Montana nam odpowiada. „To uwarunkowane genetycznie”
-
News4 dni temuSokół pojawił się publicznie po raz pierwszy od koncertu w Gdańsku
-
teledysk2 dni temuMalik Motana: „Podzielę się cyckiem i zyskiem”. Tax Free z kolejnym bangerem