Felieton
Perypetie raperów na TikToku – felieton
Dziwne czasy. Influencerzy z raperami pozamieniali się rolami.
Ekipa na pierwszym miejscu Olisu, Edzio na głównej Tiktoka. Brzmi abstrakcyjnie, ale 2021 właśnie to nam przyniósł. Szczerze wierzę, że druga połowa roku będzie przynajmniej ciut ciekawsza i zamkniemy najbliższą zimę z większym przytupem. Jesteśmy już w końcu na półmetku. Minęło całe sześć miesięcy, a póki co najciekawszymi wątkami okazały się wybryki Sentino (nieprzerwanie hustler roku od 2017), debiut grupy Friza i hip-hopowcy próbujący sił na popularnych platformach społecznościowych. W najbliższych tygodniach spodziewajcie się na naszym portalu szerszego poruszenia każdego z tych wątków. A rozpoczniemy dzisiaj od tej ostatniej kategorii. Przebadamy w tym felietonie najciekawsze perypetie polskich raperów na Tiktoku.
Z Tiktoka do rapgry
Zacznijmy pozytywnie. Okazuje się bowiem, że Tiktok może być świetną platformą do wylansowania swojej twórczości. Ciekawym przykładem będzie tutaj postać Czasina, który to niedawno zasilił szeregi MaxFlo i już za miesiąc pod ich szyldem zadebiutuje na rynku wydawniczym. Raper swój kontent na TT opiera na ciekawostkach dotyczących Hiszpanii, skeczy dotyczących pracy w studio oraz na naśladowaniu flow znanych raperów. Tematyka nieprzypadkowa, bo sam jest osobą o mieszanych korzeniach i ewidentnie posiada wiedzę na temat produkcji muzyki. Czy to wystarczy, aby nagrać numer z Rahimem i Abradabem oraz puścić CD w tejże klasycznej już wytwórni? Najwyraźniej. Czasinowi nie można odmówić oryginalnej stylówki i sporego ładu w muzyce. Gdzieś tam jeszcze chłopak zdaje się poszukiwać własnej drogi w rapie, no ale od czego innego są w końcu debiuty?
Catchup również dał się poznać szerszej publiczności za pomocą TikToka. Dzisiaj to już ważny zawodnik 2020, liczący sobie odtworzenia w milionach na popularnych platformach streamingowych. Dał się on stosunkowo szybko zauważyć poprzez serię filmów, gdzie prześmiewczo podchodził do produkcji muzyki. W minutę „tworzył” utwory, bagatelizując do granic możliwości każdy z etapów powstawania. Doliczmy do tego głupkowatą otoczkę i trafne pomysły na urozmaicenie kontentu – mamy nasz sukces. Co było dalej? Podwójny featuring u Taco na „Jarmarku”, parę świetnych singli i otrzymujemy intrygujący transfer spod skrzydeł Gedza do tajemniczego kolektywu wydawniczego, sygnowanego rokiem covidowym. Poważnie, nie znalazłem lepszego synonimu dla tego labelu.
Można też w drugą stronę, prawda Edzio?
To teraz trochę o tym jak w młodzieżowej aplikacji nie radzą sobie raperzy, jakie żenujące treści tam prezentują oraz w jakim nikłym stopniu ich popularność ma to przełożenie na sam hip-hop. Tak, skupimy się na Edziu. Samozwańczy „najbardziej niedoceniony raper w kraju”, który po beznadziejnie przyjętym albumie (adekwatnie do poziomu) na początku 2020 roku zdawał się powoli zanikać w branży. Kiedy nikt już raczej nie miał co do niego większych nadziei, ten odnalazł zupełnie inną drogę do kariery. Na ten moment, podwójny zdobywca pasa WBW, dumnie idzie po milion na Tiktoku. Jego filmy opierają się na trzech schematach. Podstawą jest freestyle na losowo podane mu trzy słowa, i to właśnie na tym pomyśle się on wybił. Do tego sporadycznie pojawiają się skecze i własne interpretacje trendów z platformy. Wszystkiemu towarzyszy narracja w postaci rapu. No i tutaj zaczynają się problemy. Samo wykonanie jest żenujące. Ewidentny kontent pod najniższą wiekowo grupę docelową. Konsekwencją tego jest fakt, że środowisko nie może ze śmiechu, jak widzi Edzia poniżającego się dla paru wyświetleń. No dobrze, może nie takich paru, a paru milionów.
Edzio natomiast nie odpuszcza kariery rapera. Nadal próbuje. Nadal wychodzi mu to miernie. Parę dni temu wypuścił nawet klip do utworu „Real Slim Edzio”, którego na razie wam tutaj nie wstawię, bo Soul Records postanowiło usunąć ten wybryk. Piąteczka dla was Panowie za to. Nie znam co prawda podstaw prawnych do tego zabiegu, jednak kaleczenie klasycznego numeru Eminema jest dla mnie raczej wystarczającym powodem. Zresztą co mi szkodzi, odpalę sobie na Spotify i pokrótce przeanalizuję.
Pierwszy raper na Tiktoku, cóż to za chwalebny tytuł
Nie pierwszy. Nawet nie jeden z pierwszych. Fakt faktem, że najpopularniejszy, jednak nadal daleko mu do pionierów tej platformy na tle reszty hip-hopowej sceny.
A raperzy to fighterzy, se w klatce po gębie dają
Wszyscy się wszędzie pchają, gdzie jest siano, wiecznie mało
A jak raper na Tiktoka wbił to nagle wielkie halo
Edzio nie zrozumiał, a może tylko tak udaje, bo mu wtedy łatwiej? Nikt naprawdę nie ma problemu z pokazywaniem twarzy na Tiktoku. Udowadniają to poprzedzające przykłady Czasina i Catchupa, a zaraz podbiją kolejne. Problem w przykrym i infantylnym kontencie, który zmusza freestyle’owca do poniżania się dla uciechy uczniów szkoły podstawowej.
Raperzy na hejcie na mnie chcą zasięgi swe odnowić
Z taką różnicą, że poza Tiktokiem to Edzio nie masz zasięgów. Twój YouTube leży i kwiczy pod względem wyświetleń, reszta social mediów podobnie. Trzydzieści tysięcy słuchaczy na Spotify to mają również randomowe grajki z podziemia, których jedynie koledzy kojarzą z ksywki. Nawet na GlamRapie nie podbijasz listy popularnych newsów. Poza jednym utworem to sława freestyle’owca na młodzieżowej aplikacji zupełnie nie przeniosła się na samą muzykę.
Jak Slim Shady ja mam ten styl bejbi
Faktycznie, Edzio ma swój styl. Ten sam mierny od lat. Chłop brzmi dzisiaj identycznie jak w 2016 roku. Poważnie, na wspólnej płycie z Filipkiem miał on solowy utwór “Hate”. Nic się od tamtej pory nie zmieniło u niego warsztatowo, a co dopiero brzmieniowo. Nadal na rymach czasownikowych lub prostych, nadal pisząc dwu wersami całe zwrotki, żeby nagrać je kwadratowo. Szczerze, to nawet przykry jest ten brak progressu na przestrzeni ostatnich 5 lat. Myślałem, że to potrafią tylko uliczni raperzy. Kontynuowanie tego akapitu, to byłoby już jakieś dążenie do lirycznego znęcania się nad Edziem, więc przejdźmy do kolejnych przykładów.
“Chillwagon tańczy crip walk, tańczy, tańczę, nie nagrywam TikTok”
Trio OIO podobnie jak kolektyw Żabsona – Internaziomale, obrało prostszą formułę. Na ich profilach zobaczycie urywki z koncertów, filmiki jak tańczą do własnych utworów albo po prostu głupkowate nagrania. Patrząc po zasięgach, odbiorcy TikToka to kupują. Z drugiej też strony nie ma wstydu przed branżą i własnym odbiciem w lustrze. Szczególnie ciekawym aspektem są właśnie choreografie. To właśnie dzięki nim można nie tylko zbudować zainteresowanie wokół danego numeru, ale również konsekwentnie przedłużać jego żywotność na szczycie popularności. Świetnie odzwierciedlają to ‘Szklanki” Leosi, „Ulala” Żabsona, „Worki w tłum” od OIO, a nawet diamentowy singiel Ekipy „3KIPA”. No i nie ma nic w tym złego. Taniec zawsze był elementem hip-hopu.
Są też tacy raperzy co nie do końca wydają się jeszcze rozumieć konwencję Tiktoka. Jednak, żeby utrzymać się na topie w tym biznesie, gdzie statystyczny odbiorca nie jest nawet pełnoletni, trzeba trzymać się trendów. Tak jak wczoraj hip-hopowcy musieli przesiąść się z Facebooka na Instagrama, tak dzisiaj muszą zainstalować aplikację z dwoma T. Środowisko zaczyna powoli przyswajać ten fakt. W tym persony pokroju potężnego włodarza Biura Ochrony Rapu. Tak, nawet Paluch pomimo opornych początków, gdzie raczej alkoholu nie brakowało, zaczął się wyrabiać. Influencer Marketing pełną parą w polskim hip-hopie. Kto by pomyślał. Zresztą, nawet nasz portal posiada konto na TikToku. Szczególnie polecam czytelnikom stęsknionym za działem Bekowo.
Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News3 dni temuTede podał dalej film o Mesie „Najbardziej odklejony raper w Polsce”
-
News4 dni temuDawid Obserwator nie może się pogodzić, że usunięto go z „Bailando”
-
News2 dni temuLil Narcyz – 23-letni polski comedy-raper i yotuber nie żyje
-
News3 dni temuHanior popełnia błąd językowy, który obszernie zdefiniował Sokół
-
News2 dni temuDawid Obserwator zgłosił skutecznie fanpage innego rapera, który robił o nim memy
-
News2 dni temuWażka G zwrócił się do posła PiSu, który został usunięty z partii
-
News4 dni temu„Rysio, taxi driver” – rapował Sokół. Tym taksówkarzem był ojciec warszawskiego rapera
-
News2 dni temuYoung Leosia zdała prawo jazdy i została nagrana przez fankę podczas egzaminu